Ostatnie wątki

Statystyki
  • Postów na forum:180,507
  • Wątków na forum:6,196
  • Użytkownicy:3,259
  • Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com


Napisane przez: hogan
29-03-2015, 14:48
Forum: Obyczaje
- Odpowiedzi (6)

Są imprezy, są śluby ale są też rozstania...

Czy umiecie rozstać się w zgodzie nawet po burzliwym związku?


[Obrazek: Rozstanie1.jpg]


[Obrazek: 1346862327_by_Klaudia4255_500.jpg]

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-03-2015, 14:39
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (13)

[Obrazek: 1321089521_by_bylsobiektos_600.jpg]



[Obrazek: bf238a01001f1cfa4ddfee8d]

Co sądzicie na temat powrotów?

Tych do byłych miłości czy po długiej podróży lub nieobecności? :buzki:

Dobre są czy nie?

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-03-2015, 14:06
Forum: Teizm
- Odpowiedzi (70)

Większość ludzi narzeka, że nie ma lekkiego życia, że liche zarobki o ile w ogóle jest praca, choroby, śmierć, cierpienie, zawody miłosne, morderstwa, obłuda dookoła i co tylko chcecie, sami sobie dopiszcie... co to jest Waszym zdaniem?

Czy przypadkiem Jezus nie powiedział, że prawdziwi chrześcijanie będą prześladowani a Ci co służą Szatanowi to dobrze mieć się będą.

Wychodzi tu więcej pytań bo...

- Skoro Ci co będą służyć Szatanowi, to czy to nie oznacza, że światem rządzi Szatan i w nagrodę umili im te krótkie życie w tym systemie rzeczy?
- Skoro większość ludzi bez względu na wiarę cierpi w taki czy inny sposób, to czy to oznacza, że Ci wszyscy ludzie są chrześcijanami?
- Jak odpowiesz twierdząco na drugie pytanie, to czy w takim razie jakakolwiek religia ma sens, skoro wszyscy na podstawie cierpienia
są uznanymi chrześcijanami?

Może powinnam umieścić ten temat w dziale religijnym ale właśnie chciałabym RAZ spojrzeć wraz z Wami na to inaczej.



Czyli jako człowiek BEZ WIARY i BEZ RELIGII, jak jakiś jaskiniowiec co nigdy z tymi dwoma nie miał do czynienia. Jak ktoś, kto od chwili urodzenia żył
zamknięty prze
d całym światem ale ma możliwość myślenia i wyboru.


Jak uważacie, napiszcie co o tym sądzicie proszę :buzki:

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-03-2015, 13:57
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (13)

Czym jest prowokacja i czy łatwo poddajesz się prowokacji?

Ja skłaniam się do takiego zdania: Prowokacja jest świadomym wymuszeniem określonych zachowań, reakcji lub działań, często agresywnych i nagłych, poprzez oddziaływanie na psychikę, niekoniecznie zgodne z obranymi przez daną osobę zasadami i wyznawaną ideologią.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-03-2015, 13:54
Forum: Teizm
- Odpowiedzi (38)

Chyba każdy wie, że tym światem rządzi Szatan a więc mam takie pytanie... czy można w świecie Szatana żyć neutralnie?
Czyli nie służąc Bogu ani Szatanowi?

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
28-03-2015, 20:19
Forum: Słodkie
- Brak odpowiedzi

Dziś przedstawię Wam swój przepis na drożdżówki pieczone z prodiżu z nadzieniem budyniowym.

Składniki:

Na kilogram mąki
- 100 g drożdży(jedna mała kostka)
- pół litra mleka
- 3 łyżki stołowe cukru( czytałam w przepisach o jednej małej łyżeczce ale wychodzą za mało słodkie)
- szczypta soli
- kostka masła naturalnego(niektórzy robią na 200 mln oleju, ja wolę na maśle)
- 3 żółtka(niektórym wystarcza jedno żółtko)
- papier do pieczenia

Nadzienie:

- 1 zrobiony budyń wedle przepisu na opakowaniu.
- potrzebujemy mleko i cukier jeśli budyń jest bez cukru, jak też

Na koniec:

- żółtka do posmarowania wierzchu bułeczek(ilość żółtek może być różna a więc wedle potrzeb. Poza tym jako ciekawostkę dodam, że
najczęściej przy takich wypiekach stosuje się całe jajka lub samo białko, ja używam do smarowania samych żółtek, efekt
zobaczycie później)

Przygotowanie:

Do pół litra podgrzanego ale nie gorącego mleka wrzucamy cukier(1 łyżka stołowa) i 100 g drożdży.
Mieszamy tak aby nie było grudek, przykrywamy ściereczka o odstawiamy w ciepłym miejscu(ja postawiłam przy włączonym palniku gazowym)
na około 15- 30 minut(w zależności od tego jak jest ciepło)

Robimy budyń i odstawiamy na ostygnięcia.

Wrzucamy masło do rondelka i rozpuszczamy na gazie czy innym podgrzewaczu. Masło nie musi rozpuścić się do samego końca, bo
jak je postawimy do ostygnięcia to wszelkie grudki same się rozpuszczą.

Teraz zajmiemy się wyrabianiem ciasta.

Do miski wsypujemy 1kg mąki, wbijamy 3 żółtka, wsypujemy szczyptę soli, 2 stołowe łyżki cukru, wlewamy przestudzone masło i na koniec drożdże.
Wszystko ugniatamy w misce a jak ciasto zacznie odchodzić od rąk to wyjmujemy na stolnicę czy blat i chwilę ugniatamy podsypując mąką.
Tak wyrobione ciasto, wałkujemy na grubość około 1- 1, 5 cm i układamy w małych odstępach na papieże w prodiżu.
Papier ma to do siebie, że bułeczki nie przylgną do dna prodiża, jak też skutecznie ułatwiają wyciągniecie bułeczek po upieczeniu.

Tak wyglądają ułożone bułeczki, po środku dnem kieliszka robimy dołeczki.

[Obrazek: 2rztfg4.jpg]

Następnie dołeczki wypełniamy budyniem. Do tego celu użyłam strzykawki ale można też dobrze poradzić sobie łyżeczką.

I na koniec smarujemy roztrzepanym lekko żółtkiem po brzegach bułeczek ale ja smarowałam także na budyniu(zdjęcie dostępne
na moim blogu)

Pieczemy około 35- 40 minut.
Zostawiamy chwilę pod przykryciem prodiża i wyciągamy na talerz wraz z papierem, który posłużył nam dosłownie jak taca, gdyż
 bułeczki świetnie połączyły się a więc nie spadną.

I to już efekt pieczenia:


[Obrazek: 1z1dapg.jpg]

Więcej zdjęć na moim blogu:   http://izunia-sentencje.blogspot.com/201...one-w.html

Smacznego!

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
28-03-2015, 15:10
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (10)

Co może wyjść z wymieszania naszej tendencji do antropomorfizacji, lekko prostackiego poczucia humoru i szaleńczego bogactwa natury? Opowieść o rybie, która lubi na noc włamać się do czyjejś – a co tam, napiszę to – dupy.   :zdziwienieke: 


[Obrazek: pearlfish.jpg?w=620&h=409]


Strzykwy. Oceany są ich pełne. Obłe worki pełzające powoli po dnie, filtrujące muł i piach w poszukiwaniu pokarmu. Niektóre gatunki bajecznie ubarwione. Inne to brzydale, często przypominające to, co zostawił na chodniku pies podczas spaceru. Wielkości od 1 do 200 cm. Ze względu na ten wygląd zwane morskimi … ogórkami. Mówi się, że są to właściwie układy pokarmowe powleczone „skórą” – z przodu otwór gębowy zasysający piach i co się nawinie, z tyłu inny otwór do wiadomych celów. Pomiędzy nic interesującego.

Nieszczęsne ogórki spodobały się rybom perłowym – grupie gatunków niewielkich ryb z rodziny Carapidae. Są to ryby o lancetowatym kształcie, zwykle mierzące kilka centymetrów, ale są też półmetrowe gatunki. Nie posiadają łusek i są często przeźroczyste. Tam, gdzie żyją, np. na lagunach, panuje często kryzys mieszkaniowy. Płaskie, piaszczyste dno porastają kępkami jakieś wodorosty, dające niewielkie schronienie przed drapieżnikami. Ciężko o lokum, choćby tymczasowe. Sprytne rybeńki wymyśliły sobie (czytaj oczywiście: miliony lat ewolucji doprowadziły do … eh, antropomorfizacja), że aby ukryć się przed drapieżnikami, najlepszym miejscem będzie wnętrze strzykwy. Gdy uznają, że to odpowiednia pora (dla nich, nie dla strzykwy) podpływają do jej odbytu. Odpowiedni koniec ogórka rozpoznają, a jakże, po węchu. Wciskają swoje cienkie ciało do środka, aby spędzić kilka godzin w bezpiecznym wnętrzu obszernego układu trawiennego strzykwy. Zastanawiam się … Ten brak łusek … Czyżby miał ułatwiać penetrację? Można by pomyśleć, że śluz, którym pokryte jest ciało ryby, jest już wystarczającym lubrykantem.  :ubawa:


[Obrazek: sea-cucumber-bbc-gbr.png?w=620&h=347]
Strzykwa która zaraz doświadczy nowych doznań. Z serii BBC Great Barrier Reef.  gwizdze

[Obrazek: pearlfish-and-sea-cucumber-bbc-gbr.png?w=620&h=347]

Bez komentarza. Z serii BBC Great Barrier Reef.
  wsydzamsie

Czasami rybka wwierca swoje ciało poczynając od głowy. Często wybierają jednak inną technikę, zwłaszcza gdy strzykwa wyczuje ich obecność i zaciśnie zwieracze. Przykładają głowę do zamkniętego odbytu, zginają swoje ciała w pół tak, aby koniec ogona ustawić przy głowie i  czekają. Czekają, aż wylot układu trawiennego się otworzy – wtedy wciskają gwałtownie ogon, a za nim resztę ciała. A odbyt się otworzy, prędzej czy później. Bo strzykwa oddycha przez odbyt. Pewnie ma to jakiś sens. Na pewno większy niż gadanie polityków o organizacji Igrzysk w Krakowie.¹

Jeśli rybka jest za duża i nie mieści się w strzykwie, to może wystawić główkę z odbytu jak… Nie wiem, chciałem coś o kukułce z zegara, ale chyba nie pasuje.
W środku, ryba perłowa może, chyba w przytulnej atmosferze, spędzić kilka godzin, zrelaksowana i z dala od drapieżników. Prześpi się, a następnego dnia wyruszy w poszukiwaniu pokarmu (małe stawonogi). Ogórkom morskim zdaje się to nie przeszkadzać, a ryba dużo zyskuje. Jest to więc relacja zwana komensalizmem. Niektóre gatunki nie są jednak tak uprzejmymi gośćmi. Gdy zrobią się głodne, posilą się wnętrznościami biednej strzykwy. Skubną tu i ówdzie, ale z jakiegoś powodu ich ulubionymi flaczkami są gonady, czyli narządy rozrodcze. Niby nic wielkiego dla strzykwy, potrafi zregenerować organy wewnętrzne. Polska nazwa ogórków wzięła się stąd, że zaatakowane przez drapieżnika zwierzę wyrzuca przez odbyt część swoich wnętrzności, z których część wyrosła specjalnie w tym celu. Tak dla zmyłki. Potem może je zregenerować. W każdym razie rybka perłowa się zrelaksuje, może podje. Niektóre gatunki wolą towarzystwo, spraszają, urządzają orgietkę (serio – kopulują), a potem żłobek… Gospodarz nic nie poradzi.
Chociaż… Są strzykwy, które mają wokół otworu odbytu sugestywne, kolcowate wyrostki, których funkcja jest nam nie znana. Nie mamy pojęcia, po co one się tam znajdują. Możliwe, że są to – proszę, spróbujcie potraktować to poważnie – zęby, mające powstrzymać analną inwazję. A może nie, może ponosi nas fantazja, gorączkowo próbująca wytworzyć ciekawą opowieść?  wsydzamsie


[Obrazek: odbyt-strzykwy-numer-5-autor-klaus-stief...=620&h=414]

Zęby analne, z galerii ‚Odbyty Strzykw’, odbyt numer 5, autor Klaus Stiefel
[color=#333333]Dlaczego te słodkie rybeńki zwane są perłowi? Otóż różne ich gatunki upodobały sobie, poza strzykwami, również inne morskie stworzenia: jeżowce, rozgwiazdy, małże. Zanim ryby perłowe zostały sklasyfikowane przez naukę, pod koniec XIX wieku, ktoś odnalazł jedną z nich w produkującym perły małżu. Martwe zwierzę było pokryte już masą perłową.

A teraz …Chcecie zobaczyć jak ryba perłowa penetruje odbyt ogórka morskiego? Naprawdę?  zawstydzony




Źródło: kreatury.wordpress.com

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
28-03-2015, 14:57
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (13)

"Matronicowate"- to polska nazwa, w anielskim ten gatunek ryb jest nazywany jednym z gatunków diabłów morskich.

Naukowcy długo nie mogli dojść do tego, gdzie są samce tych ryb:

[Obrazek: deap-sea-anglerfish-zabnica-1.jpg?w=620]

Okazało się, że samce tych ryb zostały zaklasyfikowane do całkiem innego gatunku gdyż były małe, posiadające całkiem inny kształt.
To słabe mikrusy, czasami mierzące ledwie 7-10 mm. W wypadku wielu gatunków należą do najmniejszych kręgowców świata. Są kilkudziesięciokrotnie mniejsze od samic, niepodobne do nich, pozbawione wici. Samce części gatunków prawdopodobnie nic nie jedzą i nigdy nie polują. Mają zredukowany układ trawienny i inne narządy. Dysponują za to wielkimi oczami i bardzo dobrym narządem węchu, znajdującym się na skórze w okolicach oczu (na zdjęciu poniżej rozpoznawalny jako biała plama przed okiem).

[Obrazek: male-anglerfish.jpg?w=620]

Tryb życia samców obejmuje tylko wylęgnięcie się z jajka i rozpoczęcie poszukiwań samicy. Wiedzione wydzielanymi przez nie feromonami, wykorzystują jedyne dobrze rozwinięte narządy – wzroku i węchu. Jeśli nie umrą w międzyczasie z głodu lub same nie zostaną zjedzone, w końcu dopinają swego i odnajdują partnerkę.

Wtedy zaczyna się najciekawsze. Samiec jak najszybciej wgryza się w skórę samicy. Specjalnie zmodyfikowana szczęka zaciska się. Enzymy rozpuszczają okoliczną tkankę i jego skóra ‘stapia się’ z jej skórą. Ich układy krwionośne łączą się w jeden. Od tego momentu samiec staje się częścią ciała samicy, przestaje istnieć jako osobny organizm. Dostaje substancje odżywcze bezpośrednio z jej krwi. Jego układ trawienny i inne narządy zanikają całkowicie. Pozostaje tylko jeden sprawny narząd – jądra. Samiec diabła morskiego staje się maszynką do produkowania spermy. Uwalnia ją prawdopodobnie na hormonalny sygnał z krwi samicy, gdy ta złoży ikrę. Z zapłodnionych, swobodnie unoszących się w głębinach jajeczek wykluwa się kolejne pokolenie samców, skazanych na krótki, pasożytniczy żywot.

Są gatunki, których samice anektują nawet kilka par jąder. Stają się samowystarczalnymi chimerami-hermafrodytami, mającymi dostęp do plemników w dowolnym momencie. Być może właśnie po to powstało tak ekstremalne zróżnicowanie fizjologii (dymorfizm płciowy). Na głębokości kilku kilometrów szybkie odnalezienie partnera jest wyjątkowo trudne. Kiedy jajeczka są dojrzałe, lepiej mieć prywatny bank spermy do dyspozycji, niż czekać w niepewności, pośród pustkowia głębin, na pojawienie się jakiegoś zbłąkanego faceta. ubawa2


[Obrazek: male-anglerfish-attached-closeup.jpg?w=620]

Samiec diabła morskiego, zrośnięty ze skórą samicy.

Na YouTube można obejrzeć filmik, fragment programu Animal Planet. Ktoś wpadł na pomysł, by całą sprawę przedstawić za pomocą nagiej, zielonej kobiety i małego, zielonego facecika, wgryzającego się w jej ciało. Groteskowe.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: bonaparte
28-03-2015, 13:16
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (13)

komendy PIES ZDECHŁ,że sie kładzie nieruchomo, ma ktoś jakiś pomysł?.
mój umie podnosić łapę, stawać i się kręcić wkoło, aportować tyle że nie zawsze przynosi, w ogóle wykonuje komendy jak ma nastrój ale czasem mu wychodzi

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
27-03-2015, 21:20
Forum: Polityka/ historia
- Odpowiedzi (1)

Moja najmłodsza córka miała na imię Yuna. Nazwałem ją od cichego i spokojnego oceanu, który widzimy późnym latem.

[Obrazek: V3kjvfyu7n.jpg]


Ćwiczenie I. Umierasz


Przed tobą leży 20 kartoników. Proszę, napisz na każdym nazwę czegoś, co jest dla ciebie cenne. Twoi rodzice, twoja żona, twój chłopak, dzieci, praca, twoje hobby, góry, natura. Tak, wiem, to zajmuje chwilę. Przy 12. kartoniku ciężko coś wybrać. Ale to może być nawet twój iPad. Gotowe? OK, teraz zamknij oczy. Zaczynamy historię o tobie albo o kimś bardzo do ciebie podobnym. Jest ciepły, słoneczny dzień. Wiosna, niedługo zakwitną wiśnie. Wracasz do domu po pracy, szykujesz obiad. Kiedy nakrywasz do stołu, przeszywa cię ostry ból brzucha. Myślisz: to przepracowanie, samo przejdzie. Ale kłucie w brzuchu nie mija przez cały tydzień. Źle śpisz. Umawiasz się na badania do szpitala. Czujesz, że dzieje się coś złego. Otwórz oczy. Spójrz na swoje karty. Wybierz jedną. Zgnieć ją i wyrzuć na ziemię.

Lekarz przekazuje wyniki. Masz raka. Z każdym tygodniem jesteś coraz słabszy. Nie możesz już dłużej pracować. Musisz gnieść kolejne karty i rzucać je na ziemię. To, co się z tobą dzieje, nie jest racjonalne. Bo świat nie jest racjonalny. Rzeczy mogą zostać zabrane przypadkiem. Wpadniesz pod samochód i stracisz nogi. Okaże się, że masz złośliwego guza. Albo przyjdzie wielka fala i zabierze ci rodzinę. Dlatego musisz pozbywać się kolejnych kart. Próbujesz jeszcze chemii. Wypadają ci włosy. Pojawiają się krwotoki. Przychodzi taki moment, kiedy zostajesz z czterema kartami w ręku. To pewnie twoja żona, twój syn, twoi rodzice, może pieniądze albo góry.

- Uczestnicy warsztatów nie są w stanie ich zgnieść i wyrzucić - mówi 31-letni mnich Tomomitsu Gashin z tokijskiej świątyni Jogyoji, który organizuje warsztaty umierania. - Zginają kartkę i odkładają na ziemię.

Pojawiły się przerzuty. Nie możesz podnieść się z łóżka. Zwiększasz dawkę leków. Coraz częściej budzisz się zlany potem w środku nocy i nie wiesz, gdzie jesteś. Chcesz odezwać się do ludzi, którzy stoją naokoło ciebie, ale jedyne, na co cię stać, to ściskanie dłoni kogoś, kto trzyma cię za rękę. Na stole zostaje jedna karta. Proszę, odetchnij trzy razy naprawdę głęboko. Raz. Dwa. Trzy.

A teraz weź jeszcze jeden wdech. Kiedy wypuścisz powietrze - umrzesz.

Zgnieć ostatnią kartkę.


- Czemu akurat ta kartka była dla ciebie najważniejsza? Czy dla innych, którzy razem z tobą robili to ćwiczenie, ważne są te same rzeczy? Czy doceniasz to, że masz 20 skarbów? Czy się nimi cieszysz? Czy je szanujesz? Czy nie za często skupiasz się na rzeczach, które są mało istotne? Co ostatnio zrobiłeś dla tych ludzi, którzy są dla ciebie najważniejsi? Kiedy ich ostatnio widziałeś? - pyta Tomomitsu. Po ćwiczeniach z umierania coś się w ludziach zmienia. Rodzice kończą wcześniej pracę, żeby pobawić się z dziećmi. Dzieci odwiedzają mamę i tatę mieszkających w innym mieście. Ludzie nie odkładają już rzeczy na później. Znamy tylko ten moment, w którym istniejemy. Nie ma nic poza nim.

- To jest energia, którą chcemy przekazać ludziom - mówi Tomomitsu. - Nie odbudowujemy terenów zniszczonych przez tsunami, ale odbudowujemy ludzi tu, w Tokio. Przywracamy im wiarę w to, co robią. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli młodzi są zamknięci w sobie, wypaleni, jeśli żyją bez poczucia sensu, to jaka będzie przyszłość Japonii?

Tomomitsu Gashin od trzech lat późną wiosną organizuje kogen. "Ko" oznacza kierunek. "Gen" - źródło, początek. - W Japonii istnieje taki koncept: shogyo mujo, czyli zmienność rzeczy, przemijalność - tłumaczy mnich. - Uczymy się o nim już w czwartej klasie podstawówki. Ale to tylko teoria. 11 marca poznaliśmy shogyo mujo w praktyce. O 14.46 w Japonii zatrzęsła się ziemia. Wstrząsy wyniosły 9 stopni - w 9-stopniowej skali Richtera. Pół godziny później Tohoku, północną część wyspy Honsiu, zalało tsunami wysokie na 40 metrów. Woda nie tylko zniszczyła domy, wyrzuciła na ląd kutry i porwała z autostrad uciekające auta, ale również uszkodziła systemy chłodnicze w jednym z reaktorów w elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi w prefekturze Fukushima. Reaktor wybuchł dzień później. Trzęsienie i tsunami zabiły prawie 16 tysięcy ludzi. Ponad 2,5 tysiąca do dzisiaj uznaje się za zaginionych. Z powodu Fukushimy około 300 tysięcy osób musiało się ewakuować. Teraz ludzie są gotowi na nasz przekaz: zatrzymaj się. Wróć do źródeł. Znajdź to, co początkowo cię napędzało. Spójrz, w tym momencie pracujesz, prowadząc ze mną wywiad - zwraca się do mnie Tomomitsu. - Ale czasem możesz się zastanawiać: "Po co to wszystko?". W przeszłości każdy z nas miał marzenie. Marzeniem dziennikarza może być informowanie o ludzkiej krzywdzie. Marzeniem mnicha może być ukojenie słowem. Przez lata zapominamy, czemu robimy to, co robimy. Gonimy za czymś, czego nie jesteśmy pewni. Myślimy, że zawsze będziemy mieć czas, żeby coś zmienić. Wypieramy się naszej śmiertelności.

W 2011 roku na kogen przyszło 70 osób. W 2014 - 2 tysiące. - Ułożyliśmy biznesplan - opowiada Tomomitsu, młodzi japońscy mnisi często studiowali w Stanach, robili tam MBA. - Do 2020 roku, kiedy Tokio będzie gościć olimpiadę, chcemy, żeby kogen odbywało się na całym świecie.

Ćwiczenie II. Zaufaj


Zanim został burmistrzem, Akira Sugenoya pracował jako chirurg specjalizujący się w leczeniu raka tarczycy. - W 1991 roku obejrzałem dokument o Czarnobylu. Zobaczyłem operację w szpitalu na Białorusi. Przez 20 lat praktyki zetknąłem się z pięcioma przypadkami raka tarczycy u dzieci. Tam były ich setki. Dwa miesiące później byłem w Mińsku. Zrobiłem kilka operacji. Pokazałem, jak ciąć, żeby zostawiać mniejsze blizny. Białoruscy lekarze nie mieli kontaktu z zachodnią medycyną. Przyjeżdżałem jeszcze siedem razy. W 1995 roku postanowiłem zostać dłużej. Utrzymywałem się z emerytury. Wróciłem po pięciu latach i kilku tysiącach operacji. Zostałem burmistrzem Matsumoto, mojego rodzinnego miasta w Alpach Japońskich. W 2011 od początku mówiłem: podawajcie jod, tak jak robiono to w Polsce po Czarnobylu. Rząd japoński nie chciał mnie słuchać. Oni nigdy nie słuchają tych z lokalnego szczebla. Teraz mówię: zadbajcie o dzieci. Przecież to nasza przyszłość. Nie można powiedzieć z całą pewnością, że przecieki z elektrowni Fukushima Daiichi powodują raka u dzieci. To prawda, znajdujemy teraz więcej przypadków zachorowań, ale możliwe, że w wyniku bardzo skrupulatnych badań, którymi objęte są wszystkie dzieci z zagrożonych terenów. Za wcześnie, by wyciągać jakiekolwiek wnioski. Ale nie myślmy tylko o raku. Promieniowanie powoduje też inne problemy. Rodzice boją się wypuszczać dzieci na zewnątrz. Rośnie całe pokolenie młodych ludzi, którzy nie dotykają trawy. Którzy boją się zewnętrznego świata i którzy tracą nim zainteresowanie. To kim oni mają zostać w przyszłości? Jeśli mają siedzieć w zamknięciu, lepiej przysłać ich tutaj.

Sześciu mieszkańców Fukushimy postanowiło otworzyć w Matsumoto internat, do którego rodzice ze skażonych miejsc mogą wysłać na rok szkolny swoje dzieci. Założyli organizację, która zbiera pieniądze na wynajem domu, jedzenie, materiały szkolne i wynagrodzenie opiekunów. Dzieci chodzą do szkoły publicznej, mieszkają w domu z ogrodem, mają opiekunów, którzy są z nimi dzień i noc. Projekt wspiera burmistrz Sugenoya.

Po domu-internacie oprowadza mnie Hiroshi Ueki, 40-letni mieszkaniec Fukushimy, który postanowił nigdy tam nie wrócić. - W tym pokoju będzie spało sześcioro dzieci, a tu jeszcze czworo. Nie ma łóżek, na noc z szafy wyjmą sobie futony (cienkie materace) i rozłożą je na bambusowych matach. Na dole w oddzielnych pokojach śpią opiekun i opiekunka. Jest już kuchnia, remontujemy łazienkę. A tutaj, przy stole z widokiem na ogród i góry, będziemy jeść wspólne posiłki. W ogrodzie dzieci zasadzą warzywa. Wyślą je rodzicom do Fukushimy. Rodzice będą mieć pewność, że jedzą coś nieskażonego plutonem. Choć rząd zapewnia, że miasto jest bezpieczne, bo jest poza ewakuowaną strefą (elektrownia Fukushima Daiichi stoi w wiosce Okuma, prawie 100 kilometrów od miasta Fukushima), to liczniki Geigera pokazują co innego. A wiesz, kto jest najbardziej podatny na promieniowanie? Dzieci.


[Obrazek: z14716548Q,Fotoreporter_Damil_Sagolj_opo...potkal.jpg]

Wydrukuj tę wiadomość