-
Czego słuchasz w tej chwi...
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: bonaparte
31-10-2026, 2:41
» Odpowiedzi: 1,262
» Wyświetleń: 114,990 -
Nerwica
Forum: Zdrowie
Ostatni post: Siwy
18-10-2026, 23:16
» Odpowiedzi: 6
» Wyświetleń: 1,612 -
Najgorsze filmy czyli to ...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
19-09-2026, 21:37
» Odpowiedzi: 21
» Wyświetleń: 2,089 -
Brak komarów
Forum: Zwierzęta
Ostatni post: bonaparte
26-07-2026, 18:56
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 184 -
Jak ochłodzić mieszkanie
Forum: Moda/ uroda/ wnętrze
Ostatni post: bonaparte
02-07-2026, 21:53
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 237 -
Jaką książkę ostatnio prz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-06-2026, 22:56
» Odpowiedzi: 263
» Wyświetleń: 31,167 -
Koniec wojny na Ukrainie!
Forum: Polityka/ historia
Ostatni post: Siwy
20-06-2026, 23:39
» Odpowiedzi: 41
» Wyświetleń: 2,997 -
Mocne uderzenie
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: Traf
15-06-2026, 22:45
» Odpowiedzi: 189
» Wyświetleń: 13,049 -
Kielce
Forum: Sport/ turystyka/ pojazdy
Ostatni post: bonaparte
02-06-2026, 20:01
» Odpowiedzi: 44
» Wyświetleń: 3,069 -
W co teraz grasz czy będz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-05-2026, 14:18
» Odpowiedzi: 56
» Wyświetleń: 3,775
- Postów na forum:180,507
- Wątków na forum:6,196
- Użytkownicy:3,259
- Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Kaczorowski
Wystarczy popatrzec na twarz Kaczorowskiego i na twarze Wałęsy, Kwaśniewskiego i Komorowskiego,zeby wiedziec dlaczego im mozna wiele zarzucic,a Kaczorowskiemu nie.
Po prostu-czlowiek z innej lepszej gliny.
Se.pl wiadomości polityka
Były szef Dudy surowo ocenia: Taki człowiek nie może być dobrym prezydentem!
![[Obrazek: andrzej-duda_25718446.jpg]](http://cdn30.se.smcloud.net/t/photos/t/513989/andrzej-duda_25718446.jpg)
Profesor Jan Zimmerman był promotorem i przełożonym Andrzeja Dudy, gdy studiował on i pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim. Udzielił on wywiadu "Kulturze Liberalnej" w której opisuje swoje wrażenia o zmianach, jakie zaszły w Dudzie po tym, jak wszedł do polityki. Jak powiedział: - Zmienił się w sposób niesamowity. To fascynujące, jak polityka może człowieka zmienić, albo raczej jak taka polityka, jak tacy ludzie mogą człowieka zmienić. Zimmerman stwierdził również kategorycznie, że nie ma szans na to, aby Duda był dobrym prezydentem.
Zimmerman podtrzymuje swoje słowa o tym, że Duda jako prezydent trzykrotnie złamał konstytucję, pomimo faktu, że jak przyznał, opinia ta naraziła go na falę krytyki i pogróżek w internecie. Wspomniał, że niegdyś byli z prezydentem bardzo zaprzyjaźnieni i opisuje jako bardzo miłego, ciepłego ujmującego człowieka.
Krakowski prawnik uważa, że to polityka zmieniła jego podopiecznego i przytacza swoją ostatnią rozmowę z Dudą. Jak wspomina: - Andrzej, miałeś do spełnienia wielką rolę historyczną. Mogłeś po prostu być sobą i mogłeś być prezydentem wszystkich Polaków, a nie jesteś. Pomyśl, jaką masz szansę w historii, w podręcznikach mogliby o tobie pisać« – tak mu to wyrzuciłem. On odpowiedział, że pozostanie przy swoim, ale serdecznie pozdrowił moją rodzinę.
Następnie mocno uderza w Dudę, mówiąc, że decyzja Kaczyńskiego o takim kandydacie na prezydenta była "majstersztykiem". Jak uzasadnił: - Prezydent ma taki charakter, że kiedy przyjdzie mu o czymś rozstrzygać, woli komuś ustąpić, nie chce lub nie umie wiązać się odpowiedzialnością. Czy taki ktoś może być prezydentem? Dobrym prezydentem? Nie.
Jak dalej opisuje charakter prezydenta, uważa on, że Duda jest podatny na sugestie i polecenia z zewnątrz, lubi, gdy jest komuś podporządkowany. Jak mówi Zimmerman: - Wtedy sobie świetnie radzi. Najpierw był podporządkowany mnie, potem Zbigniewowi Ziobrze, Lechowi Kaczyńskiemu, a teraz jest podporządkowany Jarosławowi Kaczyńskiemu. Zawsze jest ktoś, kogo słucha i wobec kogo jest w pełni lojalny. Lojalności nie można mu odmówić.
Źródło: se.pl/
Wkleiłem ten tekst, jako że mnie postać naszego Prezydenta zadziwia. Człowiek wykształcony, obyty w Europie i...???
Moi drodzy.Tak jak obiecałem założyłem temat dietetyczny dotyczący zawartości witamin i biopierwiastków w różnych produktach żywnościowych.Wmawia nam się,że warzywa i owoce są niezastąpionym źródłem witamin i biopierwiastków.Postanowiłem policzyć ile trzeba zjeść danego produktu,aby zaspokoić dobowe ( dzienne ) zapotrzebowanie naszego organizmu na daną witaminę czy biopierwiastek.
Na razie wykonałem obliczenia tylko dla witaminy "A",ale juz mogę podzielić sie z Wami swoimi spostrzeżeniami .
A zatem zaczynamy.
Razem obliczmy ile trzeba zjeść jabłek by zaspokoic dobowe zapotrzebowanie organizmu na witaminę "A"
Dobowe zapotrzebowanie na witaminą A wynosi:
-kobiety 900 mikrogramów
-mężczyźni 1000 mikrogramów.
Zaczynamy od jabłek.Zawierają one 6,0 mikrogramów w witaminy A w 100 g jabłek.
'By obliczyć ile trzeba zjeść jabłek by dac organizmowi 900 czy 1000 mikrogramów należ ułożyć następującą proporcję
6mikrogr.wit.A w 100 gr.jabłek
900 mikrogr. A w x gr jabłek
Teraz mnożymy "na krzyż',a więc mnożymy 100 x 900.Otrzymujemy w wyniku 90 000.Tą liczbę dzielimy prze 6 i otrzymujemy 15000 gramów jabłek . Tyle właśnie kobieta musi zjeść jabłek by dać organizmowi 900 mikrogramów witaminy A. Oczywiście przeliczmy teraz 15.000 gramów na kilogramy.W tm celu 15.000 gramów dzielimy przez 1000 i otrzymujemy 15 kilogramów jabłek na dobę. Ilość jabłek na dobę dla mężczyzn liczymy tak samo tylko ,że przez 6 dzielimy 100 000 i otrzymujemy 16,6 kilograma jabłek.Czy jest ktoś w staniezjeść tyle jabłek dziennie ??
Ten sam algorytm stosujemy by wyliczyć ile trzeba zjeść innych owoców by pokryć zapotrzebowanie organizmu na witaminę "A"Nie będę juz powtarzał całego obleczenia,bo proporcja za każdym razem jest identyczna.Zmieniaja sie tylko dwie liczby.Ja juz wyliczyłem dabe dla wielu warzyw i owocóe .I tak np.
1) maliny
kobiety-20 kg/dobę
mężczyźni-25 kg/dobę
2) śliwki świeże
. kobiety-6,92 kg/dobę
. mężczyxni-7,69 kg/dobę
3)grapeifrut
.kobiety-0,9kg /dobę
.mężczyźni-1,09 kg/dobę
4)marchew
.kobiety-0,052kg/dobę
.mężczyźni-0,058kg/dobę
5)ogórki świeże
.kobiety-1,3 kg/dobę
mężczyźni-1,5kg/dobę.
Z tego co przedstawiłem powyżej niezbicie wynika,że marchew,czy ogórki są lepszym źródłem witaminy A niz sławione jabłka. Łatwiej bowiem jest zjeść o,052 kg marchwi na dobę lub 1,3 kg ogórkow na dobe niż 15 kg.jabłek na dobe.
Zrobiłem takie wyliczenia dla wielu owoców i warzyw,ale ograniczyłem sie tylko do kilku przykładów.Ale gdyby kogos interesowało ile trzeba zjeśc innych owoców czy warzyw by zaspokoic dobowe zapotrzebowanie organizmu na witaminę "A" top oczywiście służę pomocą.
Jutro zrobie wyliczenia dotyczące jeszcze dla produktów zwierzęcych i witaminy "A".Wstawie je również do tego tematu.
W następnych dniach będę wykonywał takie same obliczenia dla wszystkich witamin i biopierwiastków.Tylko od Was zalezy czy będe te dane wstawiał na forum czy nie.
Nie wiem gdzie to dac, dlatego tutaj 
W świecie cywilizowanym funkcjonują dwa (o ile wiem) systemy życia i postępowania.Okreslenmia i naewnictwo moje,a ekspertem nie jestem ,wiec prosze o wybaczenie ewentualnych błędów.
Proszę o odpowiedzi, który system jest Wam duchowo bliższy.
1.Ameryka PN, Europa Zachodnia, część Europy Wschodniej, Australia, Nowa Zelandia,RPA (moze jeszcze jakies kraje):
System "podmiotu" (człowiek jest podmiotem,a nie przedmiotem).
Prawo i jego egzekucja sa tak skonstruowane,że wymagaja od obywateli odpowiedzialności,ale nie kontroluja na każdym kroku.
Przykład:
W południowych stanach USA można kierować autem w stanie upojenia, i za to nie karzą.Ale jeśli pijany kierowca spowoduje wypadek, wtedy nie ma uproś-siedzi i to długie lata.
Czyli system jest wolonościowy-pozwala na wiele,ale surowo karze .
2.Azja, częśc Europy Wschodniej, Kuba, czyli kraje postkomunistyczne,niektóre kraje afrykańskie i południowoamerykańskie pod wpływem komunistów, Egipt, oraz Chiny.
System "przedmiotu" (człowiek przedmiotem a nie podmiotem).
Ustrój i prawo skonstruowane tak,żeby kontrolowac obywatela .Większość działań wymaga zgody jakiegoś urzędnika.Jednak kiedy obywatel przekroczy prawo, jest traktowany bardzo łagodnie, niskie wyroki i często w zawieszeniu.Niska odpowiedzialnośc obywatela.
Czyli-system nie-wolnosciowy,represyjny, za to dośc łagodny.
Niezdolność do napisania zrozumiałego SMS-a objawem udaru
![]()
Fot. Fotolia
Tworzenie niespójnych wiadomości tekstowych może stanowić oznakę poważnego udaru niedokrwiennego mózgu, nawet przy braku innych symptomów - uważają lekarze z Henry Ford Hospital (USA).
Według amerykańskich lekarzy dystekstię, czyli pisanie zniekształconych, niezrozumiałych wiadomości SMS oraz jednoczesną niezdolność do zauważenia jakichkolwiek błędów, czy nieprawidłowości w utworzonym tekście, powinno się uznać za ważne narzędzie do diagnozowania udaru, pomimo niewystępowania dodatkowych, charakterystycznych objawów, jak np. zaburzenia mowy.
Powyższe wnioski wyciągnięto na podstawie jednostkowego przypadku mężczyzny, który trafił do szpitala z powodu ostrego udaru niedokrwiennego, który polega na zablokowaniu przepływu krwi w naczynku mózgowym i spowodowanej tym martwicy części mózgu.
40-letni pacjent bardzo dobrze radził sobie ze wszystkimi testami badającymi jego umiejętności językowe (m. In. płynność mówienia, czytanie, pisanie, rozumienie). Zauważono u niego jedynie delikatną asymetrię twarzy.
Jednak poproszony o napisanie na telefonie prostej wiadomości: "the doctor needs a new blackberry", napisał zamiast tego: "Tjhe Doctor nddds a new bb", a później nie był w stanie rozpoznać żadnych nieprawidłowości w tekście.
Właśnie to wydarzenie skłoniło lekarzy do zwrócenia szczególnej uwagi na dystekstię jako istotny, a czasem jedyny sygnał pojawienia się problemów neurologicznych.
"Oprócz dotychczasowych testów, które stosujemy w celu stwierdzenia afazji (problemów w wytwarzaniu i rozumieniu mowy - PAP) przy diagnozowaniu udaru, sprawdzanie pod kątem dystekstii może stać się ważnym metodą orzekania o chorobie" - mówi dr Omran Kaskar.
Lekarze przyznają też, że sprawdzenie, kiedy pacjenci zaczęli wysyłać niespójne i niezrozumiałe SMS-y może pomóc w ustaleniu, kiedy nastąpił udar mózgu, a takie informacje są często na wagę złota podczas podejmowania decyzji o rodzaju leczenia.
Niniejsze spostrzeżenia zostaną zaprezentowane na tegorocznym, marcowym spotkaniu American Academy of Neurology, które odbędzie się w dniach W USA.
Źródło: pap.pl
Jeśli w kosmosie istnieje życie poza Ziemi,ą to należy go szukać w okolicach Syriusza.
Richard Marx znany jest głównie z ballad utrzymanych w stylu lat 90-tych. Ma również na swoim koncie piosenki rockowe.
Najbardziej znaną piosenką jest oczywiście "Right Here Waiting", grana w Polsce prawie wszędzie.
Bardzo go lubię.
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/160634/gdy-poluje-lew
Pomoc z końca świata
Warszawa, plac Krasińskich, 15 sierpnia 1944 roku, godzina 2:30.
Grupa kobiet z latarkami w rękach ustawiła się na placu w kształt strzały. Stały w milczeniu, uważnie nasłuchując. Wśród kakofonii strzałów i eksplozji starały się wyłowić odgłosy nadlatujących alianckich bombowców.
I doczekały się.
Od strony ulicy Miodowej z każdą sekundą narastał jednostajny szum silników Liberatora. Maszyna zbliżała się od strony Wisły lecąc dosłownie tuż nad dachami domów. Nagle pilot poderwał ją w górę. Zapewne chciał nabrać wysokości po to, by spadochrony zasobników mogły się otworzyć i ładunek spadł na ziemię nieuszkodzony.
Około dwustu metrów przed placem Krasińskich dwa niemieckie działka skoncentrowały ogień na bombowcu. Ich obsługa nie musiała nawet używać reflektorów – lecący samolot był doskonale widoczny w upiornej poświacie płonącego miasta.
Niemiecki ogień był celny. Kobiety czekające na zrzut na placu Krasińskich słyszały doskonale głuche odgłosy pocisków trafiających w kadłub Liberatora. Bombowiec jakby zamarł w powietrzu, po czym przechylił się na lewe skrzydło i runął na ulicę Miodową.
Zrzutów broni i amunicji dla powstańczej Warszawy dokonywały nie tylko załogi polskie. Do straceńczych lotów nad płonące miasto startowały także Liberatory i Halifaxy pilotowane przez Anglików, Kanadyjczyków, Australijczyków oraz… Afrykanerów.
Amerykanie dokonali jednego zrzutu. 18 września 1944 roku nad Warszawą pojawiło się około stu „Latających Fortec” B-17, które zrzuciły 1284 zasobniki, z których w ręce powstańców dostało się niecałe 300…
W operacji brała udział polska 1586 Eskadra Specjalnego Przeznaczenia utworzona na bazie 301 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Pomorskiej”, brytyjskie dywizjony bombowe 148, 178 oraz 624 (w ich szeregach oprócz Brytyjczyków latali także wspomniani Australiczycy i Kanadyjczycy) oraz dwa dywizjony bombowe Południowoafrykańskich Sił Powietrznych SAAF.
![[Obrazek: Picture2.jpg]](http://blogbiszopa.pl/wp-content/uploads/2014/08/Picture2.jpg)
Bombowiec B-24 Liberator w barwach Południowoafrykańskich Sił Powietrznych SAAF.
Niedziela 13 sierpnia 1944 roku była pięknym, słonecznym dniem. Na pasie startowym lotniska w Celone koło Foggi we Włoszech ustawiły się Liberatory należące do 31 Dywizjonu Bombowego SAAF. Czekał ich krótki lot – mieli dolecieć do Brindisi leżącego około 200 kilometrów na południowy wschód.
Po dotarciu do celu dowódcy załóg wraz z nawigatorami poszli na odprawę do siedziby dowództwa brytyjskiego 178 Dywizjonu Bombowego RAF. Kiedy weszli do obszernego Operation Roomu pierwszą rzeczą, jaką ujrzeli była ogromna mapa Europy zawieszona na ścianie. Wiła się na niej zygzakiem gruba, czarna linia łącząca Brindisi z jakimś miastem na północy. Kiedy podeszli bliżej, odczytali jego nazwę: „Warsaw”.
Warszawa? A po kiego diabła? Polaków mamy bombardować?
Brytyjski oficer wkrótce wyjaśnił im o co chodzi. Tym razem nie polecą z bombami, ale z pomocą dla powstańców.
Afrykanerzy nie wierzyli własnym uszom. Półtora tysiąca kilometrów w jedną stronę, lot nad ośmioma krajami, w większości nad terenem zajętym przez Niemców! To misje dla samobójców albo szaleńców!
Żaden z nich nie wydobył z siebie ani słowa protestu. Byli karnymi żołnierzami, którzy już nie raz spoglądali w oczy śmierci i to nie tylko podczas wojny, ale także w swojej ojczyźnie.
Skoro jest rozkaz, to trzeba go wykonać jak najlepiej.
W tym samym czasie obsługa naziemna ładowała do Liberatorów zasobniki z bronią, amunicją i lekarstwami dla warszawskich powstańców. Każdy bombowiec zabierał dwanaście podłużnych metalowych pojemników o wadze około 150 kilogramów każdy.
Późnym popołudniem dziesięć Liberatorów ozdobionych godłem 31 Dywizjonu Bombowego SAAF po kolei dźwignęło się w powietrze.
Godłem dywizjonu była sowa na tle półksiężyca z łacińskim mottem „Absque metu”, czyli „Bez strachu”.
Bombowce najpierw skierowały się w stronę Albanii, by nad Adriatykiem skręcić na północ. Przeleciały nad Górami Dynarskimi i zniżyły lot nad Węgrami – tam znajdowały się niemieckie stacje radiolokacyjne. Potem bombowce nabrały wysokości, przeleciały nad Tatrami i ponownie obniżyły pułap lotu, by uniknąć spotkania z niemieckimi myśliwcami nocnymi.
Walczące, płonące miasto widać było z oddali. Potężna łuna rozświetlała niebo, a lotnicy z Południowej Afryki pomyśleli sobie, że chyba właśnie tak wygląda piekło…
Bez problemu znaleźli Wisłę i zniżyły lot niemal szorując brzuchem po falach. Nawigator zaczął liczyć mosty.
Załogi brytyjskich i południowoafrykańskich bombowców, nie znający Warszawy odnajdywali miejsca zrzutu „przeskakując” mosty na Wiśle. Mieli instrukcje, według których np. po „przeskoczeniu” trzeciego mostu mieli skręcić w lewo i szukać znaków orientacyjnych w postaci latarek lub ognisk ułożonych w koła, kwadraty lub strzały. O ustawienie znaków zazwyczaj dbały kobiety – pielęgniarki lub łączniczki.
Odnalezienie miejsca zrzutu w płonącym mieście było jak znalezienie igły w stogu siana. Załogi brytyjskie często zwalniały zasobniki byle gdzie i natychmiast skręcały na południe, byle jak najszybciej znaleźć się z dala od tego piekła. Polacy i Afrykanerzy krążyli tak długo, aż nie znaleźli umówionych znaków. Wielu południowoafrykańskich lotników było myśliwymi. W swojej ojczyźnie nie raz polowali na grubego zwierza. Teraz, nad płonącą Warszawą również czekali na „pewny strzał” – właściwe miejsce zrzutu zasobników. W przeciwieństwie do Brytyjczyków latali też bardzo nisko, tuż nad dachami domów. Chroniło ich to w pewnym stopniu przed ogniem artylerii przeciwlotniczej, ale utrudniało znalezienie miejsca zrzutu.
Brytyjczycy zaś, wierni „King’s Regulations” latali wysoko stanowiąc łatwe cele dla niemieckich artylerzystów.
Tej pierwszej nocy nad Warszawą Afrykanerzy stracili dwie maszyny. Liberator porucznika Boba Kettle oberwał tak mocno, że pilot zdecydował się wylądować awaryjnie na Okęciu. Załoga przeżyła, ale trafiła do niewoli.
Inny z południowoafrykańskich Liberatorów, ciężko postrzelany przez Niemców ruszył w drogę powrotną, lecz po kilkudziesięciu minutach jego pierwszy pilot nagle wstał zza sterów i nie mówiąc ani słowa wyszedł z kokpitu, poszedł do komory bombowej i wyskoczył ze spadochronem. Drugi pilot porucznik Christopher Burgess przejął stery, ale wiedział dobrze, że nie zdoła dolecieć tak uszkodzoną maszyną do bazy we Włoszech. Skierował więc Liberatora na wschód i lądował awaryjnie w okolicach Kijowa. Rosjanie internowali załogę, ale po pewnym czasie ją zwolnili.
Następnego dnia do lotu nad Warszawę startowało siedem południowoafrykańskich maszyn. Ten lot był o wiele trudniejszy – wiedzieli już do jakiego piekła lecą. Dwie załogi przypłaciły go życiem.
Liberator dowodzony przez porucznika Grattana Hooeya miał zrzucić zasobniki na plac Krasińskich. O godzinie 2:30 „przeskoczył” most Kierbedzia (dzisiaj w tym miejscu stoi most Śląsko-Dąbrowski) i skręcił w lewo. Był nad ulicą Miodową, kiedy dopadły go pociski niemieckiej artylerii przeciwlotniczej. Runął na ziemię na wysokości obecnej Szkoły Teatralnej, tuż za barykadą wzniesioną przez powstańców kilkanaście dni wcześniej. Paliwo ze zbiorników umieszczonych w skrzydłach prysnęło na wszystkie strony i wszczęło gwałtowny pożar. Na miejscu katastrofy natychmiast zaroiło się od powstańców. Jednym z nich był słynny powojenny komentator sportowy Bohdan Tomaszewski – w czasie Powstania żołnierz AK o pseudonimie „Mały”. Po latach wspominał, że z silników strąconego Liberatora wydobył się głośny syk, jakby umierający człowiek wydawał ostatnie tchnienie…
![[Obrazek: miodowa.jpg]](http://blogbiszopa.pl/wp-content/uploads/2014/08/miodowa.jpg)
Wrak Liberatora porucznika Hooeya na ulicy Miodowej.
Natychmiast wyciągnięto z wraku członków załogi. Niestety – wszyscy nie żyli. Pochowano ich na dziedzińcu obecnej szkoły teatralnej, a w 1947 roku ekshumowano i przeniesiono na cmentarz Rakowicki w Krakowie, gdzie spoczywają do dzisiaj.
W Warszawie na ulicy Miodowej znajduje się tablica upamiętniająca śmierć bohaterskiej załogi.
Inny Liberator z południowoafrykańską załogą trafiony przez niemiecką artylerię przeciwlotniczą rozbił się na Pradze. Również i w tym przypadku cała załoga zginęła na miejscu.
W drodze powrotnej do Włoch, w okolicach Otwocka rozbił się trzeci bombowiec z afrykanerską załogą. Dwóch lotników zginęło, a pozostali zostali internowani przez Rosjan.
Dwa dni później, w nocy z 16 na 17 sierpnia 31 Dywizjon dostał kolejny cios – z lotu do Warszawy znowu nie wróciły trzy załogi. Jeden z Liberatorów lecących z pomocą dla powstańców został zaatakowany przez niemiecki myśliwiec w okolicach Krakowa. Bombowiec zainkasował tak morderczą serię, że eksplodował w powietrzu. Tylko drugi pilot, porucznik Johannes Groenewald zdołał się uratować. Ciężko ranny wylądował na spadochronie i został przejęty przez oddział Armii Krajowej. Po wyleczeniu, przez siedem miesięcy walczył w oddziale AK, po czym został przekazany Brytyjczykom.
Dwa inne Liberatory zostało zestrzelone w okolicach Krakowa i Tarnowa. Obydwie załogi zginęły.
W ciągu trzech dni 31 Dywizjon Bombowy SAAF stracił połowę załóg i został wycofany z dalszych lotów, podobnie jak brytyjski 178 Dywizjon Bombowy RAF.
Rolę 31 Dywizjonu przejął 34 Dywizjon Bombowy SAAF mający w godle skrzydlatą pochodnię i motto w języku Zulusów – „Intlasela Zasebusuku” – „Uderzamy w nocy”. Nad Warszawą jeszcze kilkukrotnie pojawiały się bombowce z afrykanerskimi załogami. A w ich bazie we Włoszech w księgach lotów przy wielu nazwiskach pojawiły się adnotacje „Missing in action”…
Dopiero po upadku komunizmu w Polsce, w 1992 roku pojawiła się okazja, by uhonorować tych dzielnych ludzi. Ponad sześćdziesięciu żyjących uczestników misji nad Warszawę otrzymało Krzyże Powstańcze i inne wysokie polskie odznaczenia.
Legenda bohaterskich lotników i ich straceńczych misji nad powstańczą Warszawą do dziś jest starannie pielęgnowana w Republice Południowej Afryki. Trudno znaleźć pilota Południowoafrykańskich Sił Powietrznych, który o nich nie słyszał. Legenda ta przebija wszystkie inne dokonania SAAF podczas wojny.
Nie walki z Włochami w Etiopii, nie udział w kampanii północnoafrykańskiej, ani nie walki we Włoszech – to właśnie loty nad powstańczą Warszawę stanowią najcenniejszą tradycję lotników z końca świata. Do dziś żyje kilku uczestników misji nad daleką Polską i są otoczeni powszechnym szacunkiem.
![[Obrazek: saaf.jpg]](http://blogbiszopa.pl/wp-content/uploads/2014/08/saaf.jpg)
Tablica ku czci załogi porucznika Hooeya na ulicy Miodowej w Warszawie.
Przeczytaj także:
Nierówna walka
Z Kujaw do Rodezji
Powstaniec z Antypodów
Trzy okrążenia Liberatora
Źródło:
Lawrence Isemonger, The men who went to Warsaw, Freeworld Publications, 2002.
Tinus le Roux, „The Men Who Went to Warsaw”: Documentary of the Warsaw Uprising Airlift 1944, http://www.youtube.com, Dostęp 30.08.2014.
Maciej Janaczek-Seydlitz, Zrzuty lotnicze Sprzymierzonych z pomocą powstańczej Warszawie, http://www.sppw1944.org, Dostęp 30.08.2014.
Marcin Kołodziejczyk, Misja dla twardzieli, POLITYKA Pomocnik historyczny, Wydanie specjalne 7/2014.
Bohdan Tomaszewski, Ostatnie tchnienie Liberatora, Pamięć Powstania 44, Rzeczpospolita, Warszawa 2007.

