-
Czego słuchasz w tej chwi...
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: bonaparte
31-10-2026, 2:41
» Odpowiedzi: 1,262
» Wyświetleń: 115,014 -
Nerwica
Forum: Zdrowie
Ostatni post: Siwy
18-10-2026, 23:16
» Odpowiedzi: 6
» Wyświetleń: 1,613 -
Najgorsze filmy czyli to ...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
19-09-2026, 21:37
» Odpowiedzi: 21
» Wyświetleń: 2,089 -
Brak komarów
Forum: Zwierzęta
Ostatni post: bonaparte
26-07-2026, 18:56
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 186 -
Jak ochłodzić mieszkanie
Forum: Moda/ uroda/ wnętrze
Ostatni post: bonaparte
02-07-2026, 21:53
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 237 -
Jaką książkę ostatnio prz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-06-2026, 22:56
» Odpowiedzi: 263
» Wyświetleń: 31,178 -
Koniec wojny na Ukrainie!
Forum: Polityka/ historia
Ostatni post: Siwy
20-06-2026, 23:39
» Odpowiedzi: 41
» Wyświetleń: 3,025 -
Mocne uderzenie
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: Traf
15-06-2026, 22:45
» Odpowiedzi: 189
» Wyświetleń: 13,056 -
Kielce
Forum: Sport/ turystyka/ pojazdy
Ostatni post: bonaparte
02-06-2026, 20:01
» Odpowiedzi: 44
» Wyświetleń: 3,072 -
W co teraz grasz czy będz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-05-2026, 14:18
» Odpowiedzi: 56
» Wyświetleń: 3,776
- Postów na forum:180,507
- Wątków na forum:6,196
- Użytkownicy:3,259
- Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com
12-05-2016, 21:20
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (8)
Dośc duzo ostatnio powstaje nowych kościołów (w znaczeniu zarejestrowanych organizacji religijnych).
Potrzebne to czy nie?
Np.mój kolega ze szkoły podstawowej Dominik (nazwisko pomine bo nie o to chodzi) ma ze wspolnikiem siec restauracji "Polakowski" w Krakowie, poza tym z drugim wspolnikiem otworzyli kilka restauracji w NY.Biznesmen.lata do NY co tydzien-dwa.Tak jak Ty czy ja do Radomia 
A założył na krakowskim Kazimierzu kosciol 
Nie pamietam nazwy,ale zblizona bardzo do zydowskiej boznicy.Nawet siedzibe ma w boznicy na Miodowej.Dominik po ojcu Zyd (byl u ojca w Izraelu dosc dlugo, matka Polka, wiec wg ich tradycji nie Zyd, bo powinna byc matka Zydowka,ale ma paszport izraelski.).Bardzo miły i sympatyczny czlowiek,choc troche pijak i dziwkarz.O ile wiem zadne nabozenstwa tam sie nie odbywaja,a ma ten kosciol nie wiem po co-moze zeby podatki w nim topic?
12-05-2016, 18:47
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (4)
akt. 10.05.2016, 10:58
Jacek Żakowski o Andrzeju Dudzie: prezydentura smutna i tragiczna
Niewykluczone, że Andrzej Duda już przeklina dzień, w którym zdecydował się kandydować na urząd Prezydenta RP. A jeśli nie, to jestem niemal pewien, że zrobi to wcześniej czy później, gdy zrozumie tragizm swojego położenia. Ten tragizm częściowo wynika z jego osobowości i politycznych kompetencji, a częściowo z wyjątkowo radykalnego upartyjnienia polskiej polityki - pisze Jacek Żakowski dla Wirtualnej Polski.
Eastnews / Karolina Misztal/REPORTER
Przeczytaj też - Paweł Lisicki: Zarzuty, że Andrzej Duda jest niesamodzielny, są niepoważne
Andrzej Duda jest wzorowo wyszkolonym i zdyscyplinowanym politycznym żołnierzem. Mundur ma zawsze w najlepszym porządku. Fryzura nienaganna. Żona odpowiednia. Córka wychowana. Wysławia się prawidłowo także w języku language. Najgroźniejszą polityczną bronią, czyli mową, posługuje się komunikatywnie. Problem tylko w tym, że niewłaściwie używa swoich umiejętności. Jako prezydent RP zamiast w przeciwnika, wciąż strzela Polsce w stopę. A czasem w kolano.
Rok po swoim największym życiowym sukcesie, jakim była wygrana w pierwszej turze wyborów prezydenckich, Andrzej Duda wydaje mi się już jedną z najsmutniejszych i najtragiczniejszych figur politycznych w historii niepodległej Polski. Wisi nad nim Trybunał Stanu za niezaprzysiężenie legalnie wybranych sędziów i za zaprzysiężenie sędziów wybranych nielegalnie w oparciu o ustawę, którą unieważnił Trybunał Konstytucyjny. W połączeniu z konsekwentnym podpisywaniem ustaw ewidentnie niekonstytucyjnych bez wcześniejszego poddania ich kontroli TK sprawia to, że jego przyszła pozycja procesowa wydaje się skrajnie trudna. Jeśli obecna opozycja kiedykolwiek zdobędzie wystarczającą przewagę w parlamencie, Duda może być niemal pewien, że przyszły Trybunał oceni go i ukaże z nieznaną dotąd surowością. Bo żaden wysokiej rangi polityk III RP nie łamał dotąd konstytucji z jawną premedytacją. A Duda jest wystarczająco młody, by nie móc łudzić się, że problem w sposób naturalny rozwiąże biologia. Rządy PiS nie będą trwały pół wieku.
![[Obrazek: en_01201061_0052_625.jpeg]](http://i.wp.pl/a/f/jpeg/36642/en_01201061_0052_625.jpeg)
Z punktu widzenia polskiej racji stanu jeszcze ważniejsza jest jednak ocena Trybunału Historii. Oczywiście, nie wiemy, jak się historia potoczy, ale jeżeli kobyła dziejów nie zerwie się całkiem z cywilizacyjnego zaprzęgu, to odpowiedzialność prezydenta Dudy, jako człowieka, który przyczynił się do osłabienia wspólnoty zachodniej i brał udział w przesuwaniu Polski na wschód, będzie oczywista.
By uciąć argument, że jako głowa państwa Andrzej Duda skrewił, jest niesamodzielny i robi oraz podpisuje wszystko, co mu prezes podeśle, publicyści i politycy prawicy często twierdzą, że prezydent - nawet gdyby chciał - nie mógł (zwłaszcza na początku kadencji) zdradzić swoich wyborców i partyjnych kolegów. Jest to żenujący argument.
Po pierwsze, w kampanii wyborczej Andrzej Duda nie ostrzegał wyborców, a nawet nie wspominał, że rozwali Trybunał Konstytucyjny, odmówi zaprzysiężenia sędziów i wybije zęby konstytucji. Wyborcom nawet to do głowy nie przyszło. Jest absolutnie pewne, że znając te plany wielu z nich by nie głosowało na Dudę. Sondaże wskazują, że zdecydowana większość obywateli (w tym wielu wyborców Dudy) nie zgadza się z tym, co prezydent robi w sprawie trybunału. Zdradą wyborców było więc to, co prezydent zrobił, a nie to, czego „nie mógł” zrobić.
Po drugie, lojalność wobec kolegów, a nawet wobec prezesa, jest oczywiście piękna, ale prezydenta obowiązuje przede wszystkim lojalność wobec Konstytucji, na którą przysięgał (wzywając boskiej pomocy), wobec prawa i wobec Rzeczpospolitej. Więzi z kolegami, a nawet z byłym szefem, z żoną, z teściami i z kimkolwiek innym, to jego prywatne emocje, które nie mogą brać góry nad prezydencką przysięgą. Jest to kwestia nie tylko prawna, ale też honorowa. Podobnie nie ma znaczenia, czy jakaś decyzja ułatwi prezydentowi późniejszą karierę, czy ją radykalne utrudni. Przysięga ani konstytucja nie zostawiają miejsca na to, by prezydent kierował się perspektywą swojej kariery lub innym prywatnym interesem. Jeśli stawia interes prywatny nad publicznym - dopuszcza się zdrady. Tłumaczenie, że prezydent coś kluczowego zrobił lub tego nie zrobił, bo bał się stracić polityczne poparcie, poniża głowę państwa. Dla osoby pełniącej najwyższy urząd w państwie z pewnością jest to oczywiste. Takich oskarżeń nie wolno rzucać, jeśli nie ma się na nie dowodów. Bo są to oskarżenia dyskwalifikujące głowę państwa.
Andrzej Duda zdaje się jednak mieć poważny defekt, który faktycznie uniemożliwia mu bycie prezydentem. Jadwiga Staniszkis nazwała ten defekt mówiąc, że Duda gra prezydenta, a nim nie jest. Tu chodzi o coś więcej, niż tylko partyjna lub patriotyczna lojalność. Chodzi o osobowość. Osobowość żołnierza, nie wodza. Na każdym urzędzie jest to do zaakceptowania. Na urzędzie prezydenta - nie. Bo w odróżnieniu od polityków sprawujących funkcje rządowe, parlamentarne, partyjne - prezydent jest z urzędu wielkim samotnikiem. Nie każdy się do tego nadaje. Duda się nie nadaje. Nawet, kiedy mówi, wciąż widać, że jego wzrok krąży po twarzach słuchaczy szukając akceptacji. To nie jest wzrok prezesa Kaczyńskiego, który mówiąc spija podziw z twarzy swoich wyznawców lub żarłocznie pasie się wściekłością przeciwników. Wzrok prezydenta wciąż jest wzrokiem Andrzejka, który recytując wierszyk nieustannie szuka we wzroku kochającej mamy potwierdzenia, że dobrze mu idzie. Kiedy coś takiego znajdzie w czyichś oczach, widać jak się rozluźnia i sam sobie potakuje głową. Trudno mieć do kogoś pretensję o osobowość. Ale myślę, że każdy powinien robić to, co umie najlepiej. Andrzej Duda byłby pewnie dobrym ambasadorem.
Nie mogę też zaakceptować argumentów tych, którzy twierdzą, że Andrzej Duda nie stał się "prezydentem wszystkich Polaków, bo to jest niemożliwe". Z jednej strony jest to niemożliwe i byłoby absurdalne, ale z drugiej jest konieczne i możliwe. Absurdem by było oczekiwać, że wszyscy Polacy uznają kogokolwiek za „swego prezydenta” w takim sensie, w jakim się mówi, że „mamy kogoś za swego”, czyli, że ma podobną wizję świata, podobne wartości etc. Ale jest oczywiste, że prezydent ma psi obowiązek uważać wszystkich nas „za swych” w zupełnie innym sensie. Nie chodzi o to, żeby wszyscy go równo akceptowali lub by on wszystkich równo akceptował, ale o to by równo o każdego dbał i do każdego tak samo podchodził. To nic nadzwyczajnego. To jest zasada obowiązująca każdego nauczyciela, szefa, sędziego etc. Tyle że nauczyciel obejmuje nią trzydzieści parę dzieci w klasie, a prezydent trzydzieści parę milionów obywateli. Być prezydentem wszystkich, znaczy traktować wszystkich równo, a temu Andrzej Duda poważnie się sprzeniewierza. Najbardziej ostentacyjnie, gdy jawnie i skrycie konsultuje się z szefem jednej partii, a z szefami innych partii - nie.
Fakt, że duża część obywateli nie martwi się jeszcze specjalnie problemami tej prezydentury i pozytywnie ocenia ją w sondażach lub deklaruje, że ufa głowie państwa, o niczym specjalnym nie świadczy. Bronisław Komorowski był lepiej oceniany jeszcze po czterech latach swojej prezydentury. Magia prezydenckiego urzędu sprawia, że deklarowana akceptacja jest zwykle dość długo wysoka. A kryzysy przychodzą gwałtownie na krótko przed upływem kadencji. Tak było z Lechem Wałęsą, Lechem Kaczyńskim i Bronisławem Komorowskim. W odróżnieniu od swoich medialnych agentów Andrzej Duda z pewnością tę mechanikę rozumie. Zapewne między innymi dlatego nie używa kredytu, którym obdarza go spora część społeczeństwa, że rozumie jego pozorność i nietrwałość.
Niewykluczone, że Andrzej Duda już przeklina dzień, w którym zdecydował się kandydować na urząd Prezydenta RP. A jeśli nie, to jestem niemal pewien, że zrobi to wcześniej czy później, gdy zrozumie tragizm swojego położenia. Ten tragizm częściowo wynika z jego osobowości i politycznych kompetencji, a częściowo z wyjątkowo radykalnego upartyjnienia polskiej polityki. Andrzej Duda wyrósł jako polityk w polskiej patologicznie partyjniackiej kulturze politycznej i się jej całkowicie poddał. Podobnie jak wszystkim innym prądom, które go niosły przez życie. Pokorne surfowanie wyniosło go na sam szczyt. Wyżej już żadne prądy nie sięgają. Jeśli wciąż będzie chciał z nimi płynąć, musi płynąć w dół. Wtedy trafi do składziku postaci niesławnej niepamięci, gdzie pełno jest podręcznych Bieruta czy Piłsudskiego, których nazwisk nikt dziś ciepło nie wspomina lub wręcz nie pamięta - nawet jeśli pełnili najwyższe urzędy. Ale będąc jeszcze krótką chwile na szczycie, zanim zacznie swój szybki zjazd w dół, Andrzej Duda ma jedną w życiu szansę, by rozłożyć skrzydła i - jeśli je ma - polecieć na nich, gdzie chce. Jeśli chce i wie, czego chce. Obserwując go myślę, że nie należy specjalnie na to liczyć. Ale jak ktoś ma szansę polecieć o własnych siłach, nie wolno go zniechęcać.
Jacek Żakowski dla Wirtualnej Polski
Z mojej strony mogę jedynie dodać że bardziej szkoda mi mojego kraju niż raczej ewidentnych problemów P Dudy i innych którzy firmują decyzję kogoś kto jak zwykle w świetle prawa pozostanie czysty.
Czym to jest spowodowane? Presją? Zobowiązaniami. Pomijam byłych renegatów (jak P Ziobro) łaskawie ze statusu leszcza przywróconych do rangi Delfina. Tu jest sprawa ewidentna..być albo nie być.)
Ale P Duda?
Wdzięczność rodzinie Wodza?
Kiedyś P Ziobro twierdził że gdyby nie On, to P .Dudy w polityce by nie było.
Byl tam ktos?
ja nie.Internet rownolegly,bez zadnych zasad.Mozna tam ,kupic bron, mozna zostac oszukanym,ale i mozna duzo zalatwic.jak dziki zachod kiedys.Duze mozliwosci, duze ryzyko.
Wie ktos jak tam wejsc?
http://libertarianin.org/co-to-jest-darknet/
11-05-2016, 20:40
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (41)
Dlaczego jedni ludzie umieja powiedziec rzeczowo, krotko i w paru slowach,a inni musza gadac pol godziny,zanim dojda do sedna?
Czy nie zdaja sobie sprawy,ze zabieraja czyjs czas i uwage?
Nie rozumiem tego.Zawsze staram sie maksymalnie skracac i ograniczyc do minimum niezbednych slow.No, moze nie zawsze,ale w rozmowach sluzbowych albo o konkretach na pewno.
Wie ktos dlaczego tak jest?
Pewnie Iza wie
Goombay Dance Band – niemiecki zespół muzyki disco założony pod koniec lat 70. przez Olivera Bendta. Nazwa zespołu pochodzi od małej zatoczki na karaibskiej wyspie Saint Lucia.
Muzyka tego zespołu była połączeniem typowej muzyki pop z rytmami z Karaibów. Zespół cieszył się znaczącą popularnością w Europie i w sumie wydał w latach 1979-1985 kilkanaście singli, które przyniosły pewien sukces komercyjny.
Największy przebój zespołu to utwór Sun of Jamaica, który przez 7 tygodni w 1980 zajmował pierwszą pozycję na niemieckich listach przebojów. Ich inny utwór w 1982 Seven Tears przez 3 tygodnie znajdował się na czele listy przebojów w Wielkiej Brytanii. Album z ich największymi przebojami został wydany w 2005.
Skład zespołu:
- Oliver Bendt
- Alicia Bendt
- Dorothy Hellings
- Wendy Doorsen
- Mario Slijngaard
Obejrzałem film Bunt na Bounty
W roli głównej mój idol Marlon Brando
I poczułem tęsknotę za wspaniałą przygodą
Przez wiele nocy budził mnie sen
Sen o niebieskich morzach, białych piaskach
Rajskich ptakach, motylach i dziewczynach o ciepłych sercach
Słońce Jamajki, sny o Malajce
Nasza miłość jest moim słodkim wspomnieniem
Słońce Jamajki, niebieska dama Malajka
Pewnego dnia powrócę, czekaj i patrz
Idę po piasku i jestem szczęśliwy z tobą
Powinniśmy kochać się prawdziwie
Oh ja oczywiście kocham Malajkę
Z całego mojego serca
Zawsze będę wierny i szczery, tak szczery
Lecz teraz gdy się postarzałem
Gorące pragnienie stało się tak silne,
Że kupiłem bilet by polecieć tam
I wtedy znalazłem cię,
Znaleźliśmy od nowa wieczną miłość
Gwiazdy opadają z sennej laguny
Palmy kołyszą się pod księżycem
Wypłynęliśmy w spokojne, kryształowe morze
Tej pamiętnej nocy pomyślałem sobie
Zrobię wszystko co mogę, odłożę każdy grosz
I pewnego dnia powrócę, wrócę do domu do ciebie
I wtedy zostanę już na zawsze, na zawsze
Słońce Jamajki, sny o Malajce
Nasza miłość jest moim słodkim wspomnieniem
Słońce Jamajki, niebieska dama Malajka
Pewnego dnia powrócę, czekaj i patrz
Idę po piasku i jestem szczęśliwy z tobą
Powinniśmy kochać się prawdziwie
Oh ja oczywiście kocham Malajkę
Z całego mojego serca
Zawsze będę wierny i szczery, tak szczery
Fakty i mity o wojnie nuklearnej
Data publikacji: 2014-09-26 07:00
Data aktualizacji: 2014-11-07 14:42:00
![[Obrazek: mid_25562.jpg]](http://www.pch24.pl/images/min_mid_big/mid_25562.jpg)
Po raz pierwszy od 25 lat, za sprawą wojennej retoryki Putina powrócił temat zagrożenia globalną wojną jądrową, niosąc z sobą cały bagaż mitów wytworzonych w epoce zimnej wojny. Rosja grozi atakiem jądrowym na europejskie miasta. Jako cele wymieniane są Warszawa, Wilno, Amsterdam, ale należy zdać sobie sprawę z tego, że pogróżkom tym daleko do realizmu, są raczej jednym z elementów nowej zimnej wojny, analogicznym do kampanii z lat 80. zeszłego wieku, kiedy to ZSRS za pośrednictwem ruchów pacyfistycznych na Zachodzie wytworzył prawdziwą psychozę atomowej apokalipsy. To wtedy za sprawą sterowanych z Moskwy aktywistów, wspieranych przez twórców kultury ugruntowało się przekonanie, że wymiana atomowych ciosów zakończy istnienie gatunku homo sapiens. Przekonanie z gruntu fałszywe, a co najważniejsze, wybitnie szkodliwe.
Pełnoskalowa wojna jądrowa zakłada wykorzystanie w celu unicestwienia przeciwnika niemal całych arsenałów jądrowych mocarstw, a także innych państw, które w przypadku wyjścia z konfliktu bez większych strat mogłyby same wyrosnąć na nowe mocarstwa. W opracowaniach z lat 80. minionego wieku, kiedy ten scenariusz był rozpatrywany, przewidywano, że na Polskę spadnie około 100-150 głowic, w tym na największe miasta po 2-3 głowice o mocy 5 Megaton. Niszczycielska siła takiego ataku jest oczywiście niewyobrażalna i można założyć, że jej efektem byłaby śmierć około 70-80 procent mieszkańców dużych miast a ogólna populacja kraju spadłaby do 20 milionów. Brzmi to koszmarnie, ale tylko w niewielkim stopniu przekracza straty, jakich nasz kraj doznał w wyniku II wojny światowej, kiedy to liczba ludności spadła z 35 milionów w 1938 do 24 mln w 1946. Oczywiście nie da się tych dwóch sytuacji porównać z uwagi na dalsze następstwa wojny jądrowej, jednak sam fakt obala mit założycielski atomowej psychozy głoszący, że po wojnie tej pozostanie tylko bezkresna pustynia. Dla wzmocnienia tego mitu przywoływano nieraz przykład meteorytu, który doprowadzić miał do wyginięcia dinozaurów. Jeśli zatem jeden meteoryt mógł spowodować takie spustoszenie, to co dopiero tysiące głowic? W rzeczywistości jednak moc eksplozji na Jukatanie szacowana jest na 192 Terratony, podczas gdy potencjalna wojna nuklearna miałaby moc ok. 10 000 Mt, czyli dziesięciu Gigaton – sto tysięcy razy mniej, czego już piewcy mitów nie dodali.
Mityczne mutanty
Inny popularny mit związany z atomowym starciem mocarstw mówi, że nawet, jeśli nie wszyscy zginą od energii samego wybuchu (na co składa się temperatura, fala uderzeniowa i promieniowanie przenikliwe), nie przeżyją jej konsekwencji, czyli skażenia promieniotwórczego, które przyniesie im śmierć w męczarniach.
Całkiem blisko sytuuje się kolejny mit o mutantach, którzy w efekcie skażenia zaludnią ziemię. Ta wizja, choć doskonale sprzedawana w filmach i grach komputerowych, jest całkowicie pozbawiona podstaw, czego dowiodła chociażby katastrofa w Czarnobylu. Fizycy badający skutki promieniowania po katastrofie elektrowni jądrowej stwierdzili ze zdumieniem, że ci z ratowników, którzy przyjęli średnią dawkę promieniowania, nie tylko nie zapadli na chorobę popromienną, ale są obecnie zdrowsi od reszty populacji. Zjawisko to zostało nazwane hormezą radiacyjną i sprowadza się do pobudzenia mechanizmów obronnych i naprawczych organizmu ludzkiego, które są pozostałością po czasach, gdy naturalna ziemska radiacja była na znacznie wyższym poziomie. Ktoś może zapytać, co z tymi, którzy przyjmą wyższą dawkę promieniowania? Dla osób znajdujących się tak blisko wybuchu, żeby zostać napromieniowanymi w stopniu powodującym śmierć, radiacja jest najmniejszym problemem. Bliskość wybuchu sprawi, że zabije ich fala uderzeniowa i nagły skok ciśnienia kompresujący i dekompresujący wodę znajdującą się w organizmie. Dlatego mit mutacji można spokojnie obalić stwierdzeniem, że przy obecnym poziomie technologicznym arsenału jądrowego (czyste bomby) żadne masowe mutacje nie wystąpią - napromieniowane organizmy albo wyzdrowieją, albo zginą, z pewnością nie zmutują.
Nie oznacza to oczywiście, że problem promieniowania można bagatelizować, w żadnym wypadku, jednak wpojone nam fałszywe przekonania prowadzić mogą do rezygnacji w przekonaniu, że i tak nie ma szans na przeżycie. Tymczasem już najmniejsza przegroda, która oddzieli nas od wybuchu jądrowego (wał ziemny, rów) zwiększa szanse na przeżycie dziesięciokrotnie a piwnica domu nawet 50-krotnie. Podobnie rzecz się ma z długotrwałymi skutkami eksplozji, takimi jak opad promieniotwórczy i tu świadomość jego istoty może uratować setki tysięcy ludzi, w przeciwieństwie do zrezygnowanych i poddawaniu się rozpaczy. Warto wiedzieć, że najczęstszym kierunkiem rozprzestrzeniania się skażenia byłby w naszym kraju kierunek wschodni (prawdopodobieństwo 60 procent, choć w przypadku różnych regionów występują różnice), że najgroźniejsze skażenie z opadu wystąpi w pierwszych godzinach po eksplozji i utrzyma się do 24-48 godzin, później zacznie spadać. Warto wiedzieć, że na skażenie złożą się trzy podstawowe pierwiastki grożące naszemu zdrowiu; Jod-131, Stront-90 i Cez-137. Pierwszy z nich ma bardzo krótki czas połowicznego rozpadu, w związku z czym już po miesiącu niemal zaniknie, po kilku nie będzie go wcale. Dwa pozostałe charakteryzuje czas rozpadu wynoszący 30 lat i po takim okresie mogą spowodować nowotwory, jednak perspektywa przeżycia w postapokaliptycznym świecie trzech dekad jest wystarczająco optymistyczna a z drugiej strony w tym długim okresie wystąpi wiele poważniejszych zagrożeń niż nowotwór.
Bez prądu, komórek i… państwa
O ile skutki samego wybuchu jądrowego są w świadomości współczesnych społeczeństw mocno przejaskrawione, o tyle nie poświęca się wiele uwagi znacznie poważniejszym następstwom totalnej wojny jądrowej. Zarówno wiara w mity, jak i nieznajomość faktów są szkodliwe i dlatego warto tu poświęcić trochę uwagi tym razem faktom.
Ludzie, którzy przeżyją "atomowy holokaust" rozpoczną egzystencję w całkowicie nowej rzeczywistości. Dla wielu, zwłaszcza młodych osób, świat bez komputerów, internetu, telefonów komórkowych i prądu może się okazać szokiem nie do przezwyciężenia. Nie będzie środków transportu, zaopatrzenia oraz łączności. Struktury państwa na pewien czas zanikną zupełnie, za to pojawią się gangi uzbrojonych ludzi złożone głównie z wojskowych dezerterów. Obrazu nowej rzeczywistości dopełnią zjawiska atmosferyczne, takie jak zasnucie atmosfery dymem i zmniejszenie dawki światła docierającego do powierzchni, co wpłynie na ochłodzenie klimatu. Zanik warstwy ozonowej spowoduje z kolei, że skóra, zwłaszcza białych ludzi, będzie w ciągu kilku minut doznawała poparzeń słonecznych. Konieczne będzie stosowanie okularów ochronnych i dokładne owijanie odsłoniętych części ciała. Okresy wegetacji roślin będą skrócone, ale nie nastąpi żadna epoka lodowcowa.
Najważniejszym zjawiskiem społecznym, które uwidoczni się już w pierwszych godzinach po wybuchach będą potężne fale migracji z miast do wsi. Ataki jądrowe mają szansę przetrwać mieszkańcy przedmieść i dzielnic oddalonych od centrów przemysłowych, jednak pozostanie w mieście straci sens po tym jak znikną ostatki towarów z ocalałych sklepów. Setki tysięcy ludzi z miast będzie się starało uciec do okolicznych wsi i miasteczek, wydostać się ze strefy skażenia do miejsc gwarantujących bezpieczeństwo i wyżywienie. Przyjmowani będą zapewne bardzo różnie. Można zaryzykować tezę, że konflikt atomowy mocarstw w kilka godzin po jego zakończeniu przerodzi się w tysiące lokalnych konfliktów o ziemię. Ostatecznie jednak, mieszkańcy wsi będą zmuszeni przyjąć uchodźców w swym własnym dobrze pojętym interesie. Brak środków chemicznych, paliw wymagać będzie dodatkowych rąk do pracy. Osady będą się musiały także bronić przed zdemoralizowanymi bandami, pozostałością upadłej armii.
Lepszy, poatomowy świat
Wszystkie te niekorzystne zjawiska spowodują dalszy spadek ludności kraju. W wielu wsiach i miasteczkach wybuchną epidemie. Ludzie powoli zaczną się uczyć żyć w nowych warunkach, gdzie każdy błąd lub infekcja będą opłacane śmiercią. Zwiększone zagrożenie życia, brak antykoncepcji i rozrywek spowodują zwiększony przyrost naturalny. Ludzie powrócą do naturalnego cyklu posiadania pierwszych dzieci tuż po osiągnięciu dojrzałości płciowej. Rozpocznie się powolne odrodzenie i powrót prawa. Słabsze grupy bandyckie zostaną wyeliminowane przez samoobronę mieszkańców osad, silniejsze zaoferują swe usługi ludności, często przejmując przywództwo nad lokalnymi społecznościami. Pod koniec pierwszego roku po wojnie, niebo zacznie się przejaśniać, w lasach pojawi się więcej zwierzyny, a ludzie, których główną troską przestanie być zaspokojenie głodu i walka z chorobami zaczną odtwarzać technologie i przede wszystkim władzę polityczną.
Niemal każde państwo dotknięte wojną przypominać będzie połączenie średniowiecznego rozbicia dzielnicowego, z dzikim zachodem i początkiem ery przemysłowej zarazem. Odrodzenie, choć zaczęłoby się zapewne od maszyn parowych, postępowałoby bardzo szybko, wszak ludzie coraz częściej wyprawiający się do ruin miast mieliby dostęp do wiedzy i wielu nowoczesnych technologii. Być może cywilizacja zatoczyłaby koło, ale potem gwałtownie wystrzeliłaby naprzód. Nastąpiłaby ogromna zmiana, podobna do upadku imperium rzymskiego. Cywilizacja, która by się po tym podniosła miałaby inne oblicze, zdecydowanie bardziej moralne i religijne.
Read more: http://www.pch24.pl/fakty-i-mity-o-wojnie-nuklearnej,25562,i.html#ixzz48IFKxOIk
10-05-2016, 23:49
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (59)
Najlepiej unikac-kazdy powie.pewnie,ale nie zawsze sie da.
jak przejsc przez sytuacje stresowa tak,zeby jak najmniej tego stresu sie nalykac?
tabletki, wódka, itp. odpadaja,bo trzeba byc sprawnym, prowadzic auto-pracowac.
Mozna jakos "przestawic klapke" w glowie?
10-05-2016, 22:17
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (3)
Jak się pisze poprawnie:
Mi się śnią.
Czy:
Mnie się śnią.
??
http://vod.pl/programy-tv/blizej-gwiazd-...g_rozrywka
Bardzo lubię tego gościa. Świetnie zagrał Bułę w tych dwóch serialach. I tylko z tej roli go znam, ale to było genialne ;
Drugi mój ulubiony aktor to Zbigniew Buczkowski, świetnie zagrał Graczyka i oczywiście kolegę Bercika z wojska. Nie ma to tamto.

