Ostatnie wątki

Statystyki
  • Postów na forum:180,507
  • Wątków na forum:6,196
  • Użytkownicy:3,259
  • Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com


Napisane przez: bonaparte
01-06-2016, 22:17
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (4)

To najbardziej przydatna komenda. 
Ciekawe jak nauczyć tego psa.
Moj jamnik na tą komende zwykle rozgladal się za kotem.
Drań za to skacze na kogoś w ogole nie wie o co chodzi.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: bonaparte
31-05-2016, 18:40
Forum: Zagraniczna
- Odpowiedzi (1)


Dillinger Escape Plan to dosyć specyficzny zespół, grający metal, Metalcore. Ich twórczość można podzielić na melodyjne metalowe utwory i na ekstremalne, eksperymentalne granie, niby dla każdego coś dobrego, ale jednak ich płyty dla przeciętnej osoby mogą być ciężkie do słuchania jako całość. Słuchać u nich silne inspiracje King Crimson, technicznie jest to zespół bardzo dobry oraz Faith No More.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: Andrzej007
30-05-2016, 13:14
Forum: Sport/ turystyka/ pojazdy
- Odpowiedzi (8)

Witam wszystkich forumowiczów,

Czy wie ktoś, gdzie mogę zakupić bilety autokarowe do Belgii? A może przy okazji zna ktoś dobrego przewoźnika? Mieszkam w Białymstoku i z tego miasta chciałbym wyjeżdżać. Za wszelką pomoc będę ogromnie wdzięczny!

Pozdrawiam - Andrzej

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: Siwy
30-05-2016, 6:33
Forum: Sport/ turystyka/ pojazdy
- Odpowiedzi (4)

[Obrazek: 1&dstw=308&dsth=172&quality=80]

[Obrazek: 1&srcw=640&srch=2000&dstw=640&dsth=2000&quality=80]

[Obrazek: 1&srcw=640&srch=2000&dstw=640&dsth=2000&quality=80]
tvn24.pl

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: Siwy
30-05-2016, 1:39
Forum: Anomalia/ logika/ fama
- Odpowiedzi (1)

Hipnoza wykorzystywana jest już od kilku wiekówHipnoza wykorzystywana jest już od kilku wieków (fot. Shutterstock.com)

Nina Harbuz-Karczmarewicz

Adin, dwa, tri... smatri mienia w głaza - mówił do nas Anatolij Kaszpirowski w czasie seansów emitowanych w telewizji. Czitiri, piać, szest... Ludzie twierdzili, że wyleczył ich z nadciśnienia, chorób dermatologicznych, alkoholizmu, a nawet raka. Siem, wosiem, diewiat... Kto dziś korzysta z tej popularności i na hipnozie dobrze zarabia, a kto traktuje ją jako wspierające narzędzie terapeutyczne?
Dostałam zlecenie na napisanie tekstu o hipnozie. Dzwonię do kilku zaprzyjaźnionych psychologów, którzy na propozycję rozmowy na ten temat reagują w wołaczu: o Jezu!, o matko! albo kończą zdanie pytajnikiem: serio, masz o tym pisać...?

Niektórzy wprost mówią, że nie chcą się wypowiadać, bo mają zbyt małą wiedzę w tej dziedzinie albo przytaczają historie swoich pacjentów, opowiadających o doświadczeniach z hipnoterapią, zazwyczaj zupełnie nieskuteczną. Spróbujmy zatem nieco uporządkować wiedzę albo po prostu uzupełnić braki.

Na raz, cofniesz się w czasie...

Jest rok 1766. Wiedeń. Franz Mesmer, syn dworskiego myśliwego, trzydziestodwuletni lekarz, którego kilka wieków później uzna się za prekursora hipnoterapii, publikuje „Rozprawę fizyczno-medyczną o wpływie gwiazd i planet jako sił leczniczych”. Dzięki tej publikacji uzyskuje stopień doktora nauk medycznych Uniwersytetu Wiedeńskiego. Twierdzi, w czym nie jest odosobniony, że ciała niebieskie oddziałują na organizmy za pośrednictwem fluidu nazywanego „magnetyzmem zwierzęcym”. Wierzy, że odczuwany przez pacjenta efekt magnetyzmu w chorych miejscach ciała ma uzdrawiającą moc.

Chętnych na leczenie u Mesmera nie brakuje, ale w 1777 roku wybucha skandal. Bez skutku próbuje przywrócić wzrok niewidomej Marii Teresie von Paradies, śpiewaczce, pianistce i kompozytorce, dla której Mozart skomponował XVIII Koncert fortepianowy B-dur. Fiasko zmusza go do opuszczenia Wiednia i przeprowadzki do Paryża.

Franz Mesmer uważany jest za prekursora hipnoterapii (fot. Rodrigo Elias Cardoso / Wikimedia Commons / public domain)
Franz Mesmer uważany jest za prekursora hipnoterapii (fot. Rodrigo Elias Cardoso / Wikimedia Commons / public domain)
Wynajmuje mieszkanie w dzielnicy zamieszkanej przez możnych i wpływowych, i otwiera prywatną praktykę medyczną. Zaczyna organizować zbiorowe seanse terapeutyczne z żelazną pałeczką i cebrzykiem. Przychodzą na nie tłumy chorych. Ustawiają się w kilku kręgach wokół cebrzyka wypełnionego wodą, tłuczonym szkłem i opiłkami żelaza, pozwalają się omotać linami, których końce mocowane są do naczynia. W pokoju panuje półmrok, a z sąsiedniego pomieszczenia dobiegają głośne akordy fortepianu. Mesmer w jedwabnej, fioletowej szacie przechadza się między chorymi, zatapia w nich wzrok, dotyka schorowanych miejsc i „magnetyzuje” je metalową pałeczką. Seanse przynoszą mu rozgłos i fortunę, ale Mesmer chce czegoś więcej.

Pragnie uznania swoich praktyk przez środowiska akademickie, co nie jest łatwe w epoce oświecenia, kiedy we Francji kwitnie racjonalizm. Niestety, powołana przez Ludwika XVI komisja królewska, w skład której wszedł między innymi Benjamin Franklin (wówczas ambasador Stanów Zjednoczonych we Francji), wraz z pracującą jednocześnie komisją lekarską orzekły, że „nie ma dowodu na istnienie jakiegoś fluidu zwierzęcego”. Odrzucono teorię oraz praktykę mesmeryzmu i zabroniono stosowania jej w leczeniu. Niezastosowanie się do decyzji komisji mogło skutkować utratą tytułu lekarza.

Na dwa, spotkasz Freuda i Allena...

Sto lat później, w ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku, badania nad hipnozą, negowane do tej pory przez świat nauki, wsparł swoim autorytetem Jean-Martin Charcot, jeden z najwybitniejszych neurologów ubiegłego stulecia. W hipnozie dopatrzył się neuropatologii. Na specjalnych pokazach w paryskim szpitalu Salpetriere, w którym większość pacjentek stanowiły kobiety zdiagnozowane jako histeryczki, wprowadzał je w stan hipnozy.

Jean-Martin Charcot (fot. autor nieznany / Wikimedia Commons / CC BY 4.0 / bit.ly/1htZ1pk)
Jean-Martin Charcot (fot. autor nieznany / Wikimedia Commons / CC BY 4.0 / bit.ly/1htZ1pk)
Badaniom Charcota przyglądał się jego uczeń Zygmunt Freud. Zauważył podobieństwo uczuć przeżywanych w czasie hipnozy do tych, które pojawiają się w stanie zakochania. Według wczesnych teorii psychoanalitycznych hipnoza jest szczególnym rodzajem zależności, w której hipnotyzer usiłuje przejąć od pacjenta kontrolę nad jego wolą i działaniami. I w tym miejscu zróbmy stop-klatkę.

Jest rok 2001. Na ekrany kin wchodzi film Woody'ego Allena „Klątwa skorpiona”. Reżyser gra w nim postać CW Briggsa, detektywa pracującego w nowojorskiej firmie ubezpieczeniowej. Podczas kolacji w klubie, w którym jednocześnie odbywają się pokazy magii, na hasło Konstantynopol zostaje wprowadzony w głęboki trans hipnotyczny. Daje się prowadzić magowi, publiczność jest zachwycona pokazem, ale hasło Konstantynopol nie traci swojej mocy w kolejnych dniach. Filmowy detektyw za każdym razem, gdy je usłyszy, wpadnie w trans i będzie rabować bogaczy, czego - rzecz jasna - później nie będzie pamiętać. Pytanie, czy to wyłącznie filmowa fikcja, czy tak właśnie działa hipnoza?

Leczenie histerii przy wykorzystaniu hipnozy przez neurologa Jeana-Martina Charcota (fot. Jean-Martin Charcot / Wikimedia Commons / public domain)
Leczenie histerii przy wykorzystaniu hipnozy przez neurologa Jeana-Martina Charcota (fot. Jean-Martin Charcot / Wikimedia Commons / public domain)

Na trzy, poddasz się mojej sugestii...

- Pacjent w hipnozie nie zrobi niczego, na co nie wyraża zgody, co jest sprzeczne z jego przekonaniami - tłumaczy dr Mariusz Mikulski, psychiatra i internista, który włącza hipnozę do swojej praktyki. - Nie da się nikogo zaprogramować, czy zakodować do wykonania jakichś czynności, jeśli nie są one zgodne z wewnętrznym systemem wartości pacjenta.

Potwierdza to Zuzanna Celmer, psychoterapeutka, która ukończyła trzystopniowy kurs hipnozy w Kromieryżu. - Nawet w głębokiej hipnozie jest w nas ośrodek świadomości, kontrolujący sytuację, w której się znajdujemy - mówi. - Miałam kiedyś pacjentkę, której zaproponowałam hipnozę jako element terapii. Świetnie się ją prowadziło, weszła w głęboki trans. Zaczęłam dawać jej sugestie, żeby poczuła się spokojnie i dobrze, jakby kołysały ją kochające ramiona matki. I w tym momencie, ku mojemu zaskoczeniu, otworzyła oczy i usiadła. Okazało się, że całe życie miała fatalne relacje z matką i nigdy nie zaznała „jej kochających ramion”, więc nie mogła się z tym utożsamić, to nie było jej doświadczenie.

Z neurologicznego punktu widzenia hipnoza to rodzaj dobrowolnego wejścia w trans. Psychiatrzy z kolei mówią o stanie zmienionej świadomości, o czymś między snem a jawą. W książce „Mój głos podąży za tobą. Terapeutyczne przypowieści Miltona Ericksona” opisano wyprawę amerykańskiej antropolożki kultury Margaret Mead, jej studentki Jane Belo i brytyjskiego antropologa Gregory'ego Batesona. W 1937 roku wyjechali na wyspę Bali, żeby poznać tamtejsze metody autohipnozy. Okazało się, że tubylcy w drodze na targ mogą wejść w głęboki trans, zrobić zakupy, wrócić i wyjść z tego stanu po powrocie do domu lub pozostać w nim i odwiedzić sąsiada, który nie jest w transie, podczas kiedy oni tkwią w nim nadal. Autohipnoza okazała się być częścią ich codziennego życia.

Podobnych stanów doświadczamy wszyscy. W swego rodzaju transie jesteśmy, kiedy prowadzimy samochód. Nikt, kto od dawna ma prawo jazdy, nie zastanawia się, że trzeba spojrzeć w boczne lusterko, wrzucić jedynkę, dwójkę, nacisnąć pedał gazu, wrzucić trójkę, przyhamować, spojrzeć we wsteczne lusterko. Kiedy idziemy, też nie myślimy o tym, co mają robić nasze nogi. W podobny do hipnozy trans może wprowadzić nas to, co jest powtarzalne, rytmiczne i monotonne. Gra na bębnach. Odmawianie różańca. Światła stroboskopów i muzyka techno. Nudna praca, obniżająca naszą świadomość, powodująca, że człowiek staje się bezwolny. Bycie częścią tłumu prowadzonego przez silnego przywódcę. Jazda pociągiem, gdy dociera do nas stukot kół o szyny.

W podobny do hipnozy trans można wejść dzięki powtarzalnym, rytmicznym czynnościom, np. światłom stroboskopów czy muzyce techno (fot. Groume / bit.ly/1kK4YQB / CC BY-SA 2.0 / bit.ly/1dsePQq)
W podobny do hipnozy trans można nas wprowadzić to, co jest powtarzalne i rytmiczne, np. światła stroboskopów czy muzyka techno (fot. Groume / bit.ly/1kK4YQB / CC BY-SA 2.0 / bit.ly/1dsePQq)

Na cztery, połkniesz placebo...

- Najczęstszą motywacją, żeby zgłosić się do hipnoterapeuty, jest poczucie, że wykorzystało się wszystkie inne dostępne środki terapeutyczne. To moment, żeby sięgnąć do nieświadomości, czyli tych obszarów, których się boimy i z którymi nie chcemy się konfrontować - mówi dr Jakub Sienkiewicz, neurolog i piosenkarz. - Są to najczęściej trudne przeżycia, ukrywane w warunkach pełnej świadomości. Zakopywanie ich może skutkować objawami somatycznymi w postaci nerwicy wegetatywnej lub depresji czy innych zaburzeń nastroju.

Hipnotyzer Michał Cieślakowski twierdzi, że jest w stanie wyprowadzić człowieka z depresji w ciągu kilku spotkań. Ich koszt to 1200 złotych. Na tyle wycenione jest uzdrowienie, które w przypadku depresji można - zdaniem Cieślakowskiego - osiągnąć już po czterech sesjach, a czasem i szybciej. Cieślakowski antydepresanty traktuje jak alkohol, którym chory wyłącznie zapija problem.

Z takim podejściem do leków trudno zgodzić się dr. Sławomirowi Murawcowi, psychiatrze i psychoterapeucie. Powołując się na opublikowane badania stwierdza, że przewlekły stres w sposób fizyczny niszczy nasz mózg oraz uruchamia procesy zapalne w organizmie, analogicznie jak ma to miejsce podczas infekcji bakteryjnej. Między innymi to prowadzi do powstawania objawów depresji w jej biologicznym wymiarze. Leki są w stanie pomóc i odbudować wyniszczony organizm. Doktor zastanawia się także nad możliwością dojścia do źródeł dolegliwości pacjenta w ciągu jednego czy kilku spotkań. O ile to w jakimś stopniu może być dla niego prawdopodobne, o tyle rozwiązanie problemu widzi jako dłużej trwający proces zmian i budowy nowych wzorców zachowań, relacji z innymi i stosunku do samego siebie.

- W to, że klienci hipnoterapeutów bez kwalifikacji medycznych czy psychoterapeutycznych mogą poczuć się lepiej na pewien czas, jestem w stanie uwierzyć - mówi dr Murawiec. - Istnieje wiele postaci depresji, które pozytywnie reagują na podanie placebo, a czasem także na zwykły kontakt czy rozmowę, zainteresowanie problemem. Obecnie współczynnik reakcji na podawanie placebo, czyli substancji bez aktywnych składników leczniczych, wynosi w depresji 40 procent.

Pytam, o czym to świadczy. - O sile oddziaływania relacji z lekarzem, wiary w uzyskanie pomocy i przekonania, że interwencja lekowa okaże się pomocna. Działają mechanizmy samoleczenia - konkluduje dr Murawiec.

Seans hipnozy, Chicago około 1890 roku, ilustracja z książki
Seans hipnozy, Chicago około 1890 roku, ilustracja z książki "Hypnotism, its facts, theories, and related phenomena" (fot. Chicago, Carl Sextus, Wikimedia Commons / no restrictions)

Na pięć, czucie i wiara silniej mówić będą...

Michał Cieślakowski od swoich klientów, którzy są w trakcie leczenia farmakologicznego depresji, wymaga zaświadczenia, że prowadzący ich psychiatra zgadza się na zastosowanie hipnozy. Tak samo jest w przypadku klientów, którzy chcą hipnoterapią leczyć ból. W ten sposób wyklucza ryzyko, że hipnozą złagodzi lub wyeliminuje sygnały organizmu informujące o poważnym schorzeniu. Reszta danych w zasadzie jest nieistotna.

- Jeśli przyszedłby do mnie człowiek i powiedział, że cierpi na jakąś fobię, o której w życiu nie słyszałem, to nadal, bez problemu, mogę z taką osobą pracować - mówi. - Nie interesują mnie medyczne nazwy, ani nawet symptomy. Jedyne, co jest dla mnie ważne, to przyczyna, do której na poziomie świadomym trudno dotrzeć, ale temu właśnie służy hipnoza.

A ściślej tzw. affect bridge, czyli technika, dzięki której powracamy do zapomnianych przeżyć i wspomnień. - W jaki sposób to działa? - pytam dr. Mariusza Mikulskiego. - Wprowadzając pacjenta w trans, dajemy mu możliwość szybszego przeszukania zasobów jego podświadomości i odnalezienia w nich przyczyny problemów - odpowiada. - W klasycznej psychoterapii mogłoby to trwać bardzo długo. A jeśli znajdzie się ktoś, kto odpowie i wyjaśni, w jaki sposób to działa z punktu widzenia czysto biologicznego, co się dzieje wtedy w naszym mózgu, to z pewnością ta osoba otrzyma Nagrodę Nobla.

Jeden z klientów Michała Cieślakowskiego cofnął się w hipnozie do wspomnień z pierwszych dni swojego życia. Udało mu się pamięcią wrócić do szpitalnej sali, w której leżał w inkubatorze. Okazało się, że urządzenie było uszkodzone i dziecko, którym był, o mało nie umarło. Powróciwszy w transie do tego momentu swojego życia miał powiedzieć sobie małemu, żeby się nie bał, że przeżyje, a rodzice o niego zadbają i nie musi czuć się porzucony.

Dzięki technice affect bridge powraca się do zapomnianych przeżyć i wspomnień (fot. Shutterstock.com)
Dzięki technice affect bridge powraca się do zapomnianych przeżyć i wspomnień (fot. Shutterstock.com)
Podobno ćwiczenie podziałało i człowiek ten zaznał ukojenia, niemniej dr Jakub Sienkiewicz podaje to w wątpliwość. - Z punktu widzenia neurofizjologii rozwojowej niemożliwym wydaje się odtworzenie wspomnień pierwszych trzech miesięcy życia z powodu niedojrzałości układu nerwowego - tłumaczy dr Sienkiewicz. - Przykładowo, percepcja wzrokowa niemowląt wykształca się stopniowo. Dzieci tuż po urodzeniu widzą wszystko do góry nogami, ponieważ umiejętność przetwarzania obrazu powstaje na późniejszym etapie rozwoju. Podobnie jest z percepcją słuchową i rozumieniem informacji złożonych. Nie można oczywiście wykluczyć wpływu wydarzeń z okresu noworodkowego i niemowlęcego na późniejszy rozwój emocjonalny człowieka, ale odtworzenie konkretnych zdarzeń wynikających z doświadczeń malutkiego dziecka jest niemożliwe, ponieważ ślad pamięciowy z pierwszego kwartału życia nie zawiera żadnych rozpoznawalnych informacji.

Na sześć, zapomnisz o bólu...

Dr. Mikulskiego zadziwia też, że są hipnotyzerzy, którzy deklarują wsparcie swoim klientom, nie mając żadnej wiedzy psychologicznej czy psychiatrycznej. - Gros osób leczy innych, korzystając wyłącznie z intuicji czy własnego doświadczenia. Wciąż popularne są wróżki i znachorzy, którzy w swoich działaniach pomocowych stosują szereg sugestii hipnotycznych i pohipnotycznych, co czasami może być szkodliwe - tłumaczy. - Pacjent musi być zdiagnozowany, a do tego nie wystarczy nam jego przekaz. To, że choremu wydaje się, że cierpi na jakąś przypadłość, wcale nie musi oznaczać, że tak jest. Żeby to jednak zweryfikować i postawić właściwą diagnozę, potrzebna jest ugruntowana wiedza medyczna i psychologiczna.

Milton Erickson, amerykański psychiatra, prezes i założyciel Amerykańskiego Towarzystwa Hipnozy Klinicznej, został uznany za ojca hipnozy medycznej. To jednak nie on był pierwszym, który wykorzystywał hipnozę jako sposób znieczulenia. Pionierem w tej dziedzinie okrzyknięto Jamesa Esdaile'a, brytyjskiego chirurga, którego metodę wykorzystywano do czasu wynalezienia chloroformu.

Dr Marek Bartkowski, anestezjolog z trzydziestoletnią praktyką, stosujący w swojej pracy hipnoanalgezję, czyli redukowanie bólu za pomocą hipnozy, ubolewa, że w Polsce hipnoanestezja wciąż jest postrzegana jako coś z pogranicza magii i szamanizmu. Tymczasem dobroczynny wpływ hipnozy w medycynie dawno już został udowodniony i z powodzeniem stosowany jest w szpitalach francuskich, belgijskich, angielskich, szwajcarskich, amerykańskich, a także w Chinach i Brazylii. - Jest grupa pacjentów, którzy panicznie boją się znieczulenia i najchętniej uniknęliby narkozy, więc dla nich hipnoza w czasie zabiegu jest idealnym rozwiązaniem. Podobnie jest z bardzo chorymi pacjentami, dla których pełna dawka leku byłaby dodatkowym ryzykiem - wyjaśnia doktor. - W paryskim szpitalu Curie Institute przeprowadzono zabieg mastektomii wyłącznie w znieczuleniu miejscowym połączonym właśnie z hipnozą.

W czasie takiego zabiegu obowiązuje szczególna procedura. Nad drzwiami każdy przeczyta napis: Cisza - hipnoanestezja. Chirurdzy mogą ze sobą rozmawiać, ale nie mogą wydawać żadnych negatywnych opinii, ponieważ pacjent w hipnozie słyszy, co się wokół niego dzieje. Jednocześnie ma zamknięte oczy, myślami przebywa w miejscu, które kojarzy mu się z czymś przyjemnym albo wykonuje w myślach czynność, którą bardzo lubi. Przez cały czas jest w kontakcie z hipnoterapeutą, który prowadzi go przez hipnozę. Słyszy sugestie związane ze zniesieniem czucia bólu. Najważniejsze jednak w zastosowaniu hipnozy przy zabiegach chirurgicznych jest niefarmakologiczne uzyskanie bezstresowego stanu, odprężającego relaksu, w którym wykonywany jest nierzadko poważny, czasem wręcz traumatyzujący dla chorego zabieg.

W medycynie wykorzystuje się hipnozę jako sposób znieczulenia:


Hipnozę można stosować także w czasie porodu. Pacjentka sama wprowadza się w stan relaksu i odprężenia. Nie czuje bólu między skurczami, które zresztą nazywa falą, żeby odepchnąć negatywne skojarzenia zawarte w samym języku. Agata Bolkowiak, instruktorka metody Łagodny Poród, która sama również rodziła w autohipnozie, mówi, że porody jej pacjentek skracają się średnio o 5 godzin. - Im więcej adrenaliny, tym dłużej trwa poród, bo adrenalina hamuje wydzielanie oksytocyny, która jest odpowiedzialna za skurcze. Ograniczając poziom adrenaliny poprzez obniżenie poziomu lęku, w czym pomaga nam hipnoza, skracamy czas porodu - wyjaśnia Bolkowiak.

W wywiadzie udzielonym kilkanaście lat temu „Gazecie Wyborczej” Ewa Woydyłło, psycholog i terapeutka specjalizująca się w pomocy osobom walczącym z uzależnieniami, powiedziała: - Niestety, mam bardzo dużo pacjentów, którzy przechodzili hipnozę, a w końcu przyszli do mnie. Hipnoza nie zmienia niczego w człowieku, a to jest potrzebne przy leczeniu uzależnienia. Hipnoza nie uczy człowieka, co ma robić, kiedy chce mu się pić.

I pewnie to jest argument, żeby skorzystać ze sprawdzonych sposobów leczenia uzależnień. Powinniśmy także skorzystać ze wsparcia wykwalifikowanych terapeutów, kiedy zmagamy się z depresją. Ale jeśli potraktujemy hipnozę jako dodatkowe narzędzie, które nauczy nas wyciszenia, obniżania poziomu stresu, to może warto na nie spojrzeć. Primum non nocere - ani innym, ani sobie.



Polecamy thriller "Hipnotyzer" w reżyserii Lasse Hallstroma



Nina Harbuz-Karczmarewicz. Dziennikarka Polskiego Radia. Reporterka, wydawca, prowadząca. Pytanie o to, „jak żyć?” najchętniej kieruje do psychologów w audycji „Problem z głowy” w radiowej Jedynce. Publikowała w „National Geographic Traveler” i „Magazynie Coaching”. Absolwentka Gender Studies w IBL PAN. Po godzinach, w garażu na Saskiej Kępie, przeprowadza renowację starych mebli. Efekty można oglądać tutaj.

http://weekend.gazeta.pl/weekend/0,0.html

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-05-2016, 13:22
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (8)

To udręka prawie każdego właściciela, który w porę nie zapanuje nad psem.

Jak pies już tak postępuje, to musimy zdać sobie sprawę, że jesteśmy złymi nauczycielami.
Coś zrobiliśmy nie tak a takie "nie tak", to uleganie gdy pies "żebra".

Możemy tego oduczyć ale nie będzie to łatwe...   sadsmut3 

Łatwiej jest na wstępie nauczenie NIE ŻEBRANIA, niż oduczenie ŻEBRANIA.

Jeśli masz już dorosłego psa ze złymi nawykami należy uzbroić się w cierpliwość i próbować je zmienić.
Przede wszystkim trzeba zacząć rygorystycznie przestrzegać karmienia psa w jednym miejscu i tylko w jego misce.
Należy pilnować, aby nikt z domowników, ani gości nie częstował psa smakołykami. Wyjątek stanowią
smakołyki stosowane przez nas jako nagrody podczas szkolenia.

Trzeba ustalić godziny posiłków i starać się w miarę możliwości ich przestrzegać. Należy też pokazać psu, że zawsze
to my jemy jako pierwsi. Warto przygotować posiłek w misce, a następnie na oczach pupila zjeść chociażby skibkę
chleba i dopiero podać mu jego jedzenie.

Najtrudniejsze będzie zachowanie się przy stole.

Będzie to nas kosztować wiele cierpliwości. Pies będzie chciał zwrócić naszą uwagę za wszelką cenę, a my musimy
starać się go ignorować. Jeśli nasz pupil jest bardzo namolny, można przez pierwsze dni nie wpuszczać go do
pokoju w czasie gdy jemy posiłki.

Wskazówki
Jeśli jednak nic nie pomaga, możemy zastosować bardziej drastyczne środki i podczas posiłku podać męczącemu
pupilowi plasterek cytryny. Taki lekki szok, powinien skutecznie zniechęcić naszego psa do proszenia o przysmaki z naszego stołu.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-05-2016, 13:14
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (4)

Co należy zrobić gdy pies się zadławi?

Najczęściej, odruchowo, tak jak człowiek, człowiekowi, poklepujemy psa po karku.
Nigdy tak nie róbmy bo możemy spowodować, że część jaka utkwiła w gardle lub przełyku, przesunie
się dalej i co może spowodować uduszenie się psa.

Jak zauważymy, że pies się zadławił, to na początek, otwórzmy szeroko pysk i sprawdźmy czy coś
nie utkwiło na brzegu lub czy nie wbiła się jakaś ość i postarajmy się to wyciągnąć ręcznie lub za pomocą pincety.

Odwróć psa do góry nogami

Chwyć psa za tylne łapy i podnieś do góry tak, aby wisiał głową w dół i kilka razy nim mocno wstrząśnij.
Jeśli pies jest za duży i za ciężki wówczas podnieś mu tylko tylne łapy.

Wykonaj chwyt Heimlicha

Podnieś psa do góry. Rękami naciśnij kilka razy jego brzuch. Postaraj się jednak tak trzymać psa, aby był
on głową w dół. Chwyt ten możesz również wykonać podnosząc go, odwracając do góry nogami, tak aby
plecami dotykał twoich piersi i uciskając brzuch.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-05-2016, 13:03
Forum: Zwierzęta
- Brak odpowiedzi

Najprostszą metodą jest i tak uczyłam Herona i wcześniej Herę, to namoczenie szmatki czy gąbki w moczu, gdy
pies załatwia się w mieszaniu. Taką nasączaną moczem gąbkę, wynosimy na podwórko i kładziemy w miejscu
gdzie chcemy aby pies załatwiał swoje potrzeby. Pies po swoim zapachu, zacznie oddawać mocz i kał w tym właśnie
miejscu. To metoda gwarantowana ale potrzeba jest powtórzenia jej kilka razy.

Bardziej fachowo:

1 Najważniejsze jest to, aby pieska nigdy nie karać za to, że załatwia się w domu. Mały piesek nie zrozumie tego, że jest to niepożądane zachowanie i pomyśli, że musi załatwić się gdzieś indziej w bardziej ustronnym miejscu... w domu! Może sądzić, że nie powinien załatwiać się w Twojej obecności a przecież nie o to nam chodzi. Nie wolno też wkładać nosa psa w zrobioną przez niego kałuże moczu. Pies może nabawić się traumy związanej z jakimkolwiek utrzymywaniem czystości - nie róbmy tego nigdy!

2 Najczęściej piesek wybiera sobie jedno określone miejsce, czy też mały obszar w domu, w którym załatwia się. Pierwszym krokiem jest dokładne oczyszczenie tego miejsca. Psy mają doskonały węch i nawet, kiedy przetrzemy takie miejsce ścierką to dalej wiedzą, że jest to miejsce które ktoś oznaczył. Musimy całkowicie pozbyć się zapachu moczu w czym pomogą nam specjalistyczne detergenty ze sklepów weterynaryjnych - proszki i spraye lub domowe sposoby na likwidację zapachów tj. np. soda oczyszczona, czy ocet. Miejsce musi zostać dobrze zdezynfekowane.

3 Jeśli pies obsikuje notorycznie nasze meble kanapę, szafę czy cokolwiek możemy zaopatrzyć się w spray odstraszający zapachem zwierzęta. Miejsce częstego posikiwania spryskujemy takim oto sprayem i mamy pewność, że w tym miejscu piesek już raczej się nie załatwi.

4 Malutki piesek ma niewykształcony w pełni mięsień, który odpowiada za trzymanie moczu w pęcherzu moczowym. Piesek taki z pewnością nie sika nam na złość, czy z nudów. Aby skutecznie oduczyć pieska siusiania w domu, trzeba wyprowadzać go na dwór. Szczeniaki muszą być wyprowadzane co około 1,5 - 2 godzin dlatego też piesek przeznaczony jest głównie dla ludzi, którzy dysponują większą ilością czasu który mogą mu poświęcić. Dodatkowo wychodzimy z pieskiem po zabawie, po posiłku i obowiązkowo po nocy. Piesek nadpobudliwy może również mieć problemy z utrzymaniem moczu przez noc, nawet jeśli wieczorem wyprowadziliśmy go na dwór. W takim wypadku może pomóc dłuższy, bardziej męczący spacer wieczorny.

5 Aby piesek zauważył różnicę pomiędzy załatwianiem się na zewnątrz a w domu powinniśmy każdorazowo nagradzać go za załatwianie swoich potrzeb na dworze. Wychodząc na spacer, nie udajemy się od razu w drogę lecz czekamy aż piesek wpierw się załatwi. Musimy wyrobić w nim taki nawyk, że wychodzenie na spacer jest równoznaczne z załatwianiem się. Kiedy piesek już załatwi się na dworze automatycznie nagradzamy go malutkim smakołykiem i koniecznie pochwałą w stylu: "dobry pies". Możemy również pogłaskać i poklepać pieska. Jeśli piesek załatwi się natomiast w domu to nagrody oczywiście nie dajemy.

6 W pierwszych miesiącach życia szczeniaka pomocne mogą być maty do nauki czystości - mają one chronić naszą podłogę i ułatwić nieco utrzymywanie porządku. Piesek, który wysiusiał się gdzieś indziej musi zostać przeniesiony natychmiast na taką właśnie matę. Szybko zrozumie, że to miejsce jest tym, w którym należy się załatwiać. Nie należy jednak stosować takich mat w zastępstwie spacerów gdyż młode pieski najszybciej się uczą a później trudno oduczyć ich starych przyzwyczajeń.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-05-2016, 12:55
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (10)

Najczęściej psy chętnie wykonują tę komendę, nawet jak nie trzeba. ubawa2
Jednakże, zdarza się i tak, że pies wcale nie szczeka a chcielibyśmy usłyszeć jego głos.
W przypadku Labradorów, jest to bardzo ciężka sprawa, gdyż z natury są bardzo łagodne
i dobrze ułożone i wcale nie w głowie jest im szczekanie.
Jak nie mamy pewności czy pies jest już gotowy do nauki szczekania, to lepszym wyjściem
będzie, odłożenie tej komendy na inny czas a zajęcie się bardziej przydatnymi komendami.
Pies jak nie jest gotowy do nauki szczekania a na siłę będziemy chcieli go tego nauczyć, może
doprowadzić do tego, że pies w końcu przez szczekanie, przejmie nad nami dominację a więc
bądźcie ostrożni i lepiej jak nie szczeka, niż żeby przejął kontrolę.
Możemy jednak i Labradora nauczyć szczekania, da się temu zaradzić pewnymi trikami.

Ogólnie, psa szczekania uczymy następująco:

1 Wydajemy psu komendę "siad", gdy ja wykona mówimy "daj głos" i pokazujemy mu smakołyk.
2 Przekąska powinna znajdować się poza zasięgiem naszego pupila.
Jeśli ten choćby piśnie, chwalimy go i nagradzamy smakołykiem.
3 Z czasem nie ulegajmy piskom i poczekajmy, aż pies wyda pełne głośne szczeknięcie, dopiero wtedy go nagródźmy jedzeniem.

Odnośnie Labradorów i innych bardziej opornych psów, można spróbować "poszczuć" smakołykiem.
Możemy np. pokazać mu przysmak przez szparkę w drzwiach i poczekać, prawdopodobieństwo, że tym razem zaszczeka lub choćby
zapiszczy znacznie wzrasta.

Różnica w szczekaniu polega na tym, że NIE MAMY spowodować aby pies szczekał kiedy chce ale abyśmy NAUCZYLI go
szczekania na komendę.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
29-05-2016, 12:42
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (17)

Problem ze zrozumieniem "mowy" psa, mają zwłaszcza osoby, które zdecydowały się na czworonoga po raz pierwszy lub te, które natrafiają na cudzego psa i nie wiedzą jak odczytać jego zachowanie. Nie martw się. Psi język nie jest trudny do odczytania.


Uśmiechanie się

Wydawało ci się kiedyś, że pies patrzy na ciebie i szeroko się uśmiecha? To nie tylko przeczucie. Psy uśmiechają się, gdy są zadowolone – dokładnie tak jak ludzie. Mięśnie ciała rozluźniają się, co najbardziej widać właśnie na pysku. Zamiast zaciskania szczęki, pies trzyma żuchwę opuszczoną. Z pyska zwisa luźno wystawiony przez przednie zęby język. Wzrok psa jest łagodny, a uszy wyprostowane. Podsumowując – pies uśmiechnięty, to pies zadowolony. Postaraj się o to, by był taki jak najczęściej.


Warczenie z bardziej widocznymi zębami, niż dziąsłami

Gdy pies warczy, chce ci dać do zrozumienia, że jest niezadowolony. Może być albo wystraszony, albo chcieć okazać swoją dominację. To, z którym przypadkiem masz do czynienia, poznasz patrząc na pysk psa. Jeśli jego usta są otwarte i tworzą kształt litery „C”, ukazując dużo zębów, ale niewiele dziąseł – pies chce ci pokazać swój arsenał obronny. Wysyła jasny sygnał: „To ja tutaj rządzę. Odsuń się i daj mi więcej przestrzeni”. Rozładujesz tę napiętą sytuację powoli odsuwając się do tyłu.

Warczenie z widocznymi zębami i dziąsłami

Jeżeli pies warczy, a jego usta są naciągnięte do tyłu odsłaniając dziąsła, oznacza to, że pies boi się i przygotowuje się do obrony. Uszy psa mogą być położone płasko. W takiej sytuacji musisz zachować szczególną ostrożność. Warczący, wystraszony pies jest często groźniejszy, niż pies, który chce pokazać dominację, ponieważ w przypadku tego pierwszego górę zawsze bierze instynkt przetrwania. O ile najlepsze w tym momencie jest wycofanie się, pies może odczytać to jako słabość. Jeżeli zobaczysz, że naciera na ciebie, stań nieruchomo z założonymi rękoma i pod żadnym pozorem nie utrzymuj z psem kontaktu wzrokowego (patrz np. w górę). Przenigdy nie odwracaj się do psa plecami!

Stanie z łbem uniesionym do góry

Ktoś, kto chce powiedzieć światu „Ja tu rządzę!” zawsze stara się wyglądać na największego. Tak samo jest w przypadku psów. Stanie na wyprostowanych nogach z łbem uniesionym do góry ma być demonstracją siły. Pies może również unieść ogon powyżej linii tułowia – jak flagę, która ma zwrócić na niego uwagę wszystkich.

Leżenie na grzbiecie

O ile pies, który chce okazać swoją dominację, stara się stać jak najbardziej prosto, ten, który chce zakomunikować swoją uległość, kładzie się. Pies przestraszony podkula ogon i obniża tułów. Jeżeli jest bardzo zdenerwowany, przewraca się na grzbiet odsłaniając swój brzuch i gardło. Taki pies mówi „Jestem tylko bezbronnym szczeniakiem, nie rób mi krzywdy”. Jeżeli zauważysz, że twój pies w ten sposób okazuje zestresowanie, postaraj się zostawić go samego do czasu, aż się uspokoi.

Uniesiony do góry, szybko merdający ogon

Ludzie często zakładają, że skoro pies merda ogonem, oznacza to, że jest zadowolony. Okazuje się jednak, że często chce nam on w ten sposób przekazać, żebyśmy dali mu spokój. Im wyżej uniesiony ogon, tym większą dominację pies chce okazać. Im szybciej nim merda, tym bardziej jest podekscytowany. Jeżeli jednak pies porusza ogonem w nerwowy sposób (raczej podrygując nim, niż merdając), może to być potencjalny znak jego agresji.

Opuszczony, powoli merdający ogon

Pies może również okazać, że jest przygnębiony. Robi to opuszczając ogon i powoli poruszając nim tam i z powrotem. Możliwe, że chce ci powiedzieć, że cierpi z powodu braku zainteresowania. Może to być również znak jego niepewności, zestresowania lub choroby.

Gapienie się na ciebie

Gdy pies wpatruje się na ciebie wielkimi oczyma, możesz ulec pokusie nagrodzenia go za tę „słodką minkę” przysmakiem. Jednak zachowanie takie nie zawsze oznacza „Kocham cię”, a częściej „To ja jestem tu szefem”. Nagradzając go za to, dodatkowo utwierdzasz go w tym przekonaniu. Twój pies będzie się na ciebie gapić również wówczas, gdy będzie się chciał dowiedzieć co się dzieje, tzn. czy na przykład zaraz rzucisz mu jego ulubioną piłeczkę lub czy nie zechcesz podzielić się z nim kawałkiem kotleta. Jednak to spojrzenie różnić się będzie od „wielkich oczu”, które zaobserwujesz w pierwszym przypadku.

Patrzenie w pustą przestrzeń

To dość niejednoznaczne zachowanie. Zazwyczaj, gdy pies nie patrzy się na nic konkretnego, oznacza to, że czegoś nasłuchuje albo stara się zwęszyć jakiś zapach. W przypadku psa wzrok odgrywa najmniejszą rolę w percepcji otaczającego go świata.

Przebywając jak najwięcej i poznając, zaobserwujemy wiele różnych zachowań naszego pupila, które mogą być bardziej wymowne.
Na przykład, Heron kładzie mi pyszczek na nodze jak chce mi coś zasygnalizować, że o coś prosi. Jak tylko podniosę się, to prowadzi
mnie w miejsce, które go w tej chwili interesuje. Jak zaprowadzi mnie do misek, to znaczy, że chce jeść lub pić, do smyczy- spacer, do
łazienki- kąpiel, do szuflady z zabawkami- zabawę, itd.
Także więc, obserwujmy bardzo dokładnie naszego pieska, bo on przekazuje nam o wiele więcej niż by się nam zdawało.
Zwracajmy uwagę na zęby, ogon ale też na to gdy pies gryzie lub liże swoje przednie łapki- to oznaka, że coś mu boli, ma jakiś
problem zdrowotny. Jak gryzie przedmioty w domu a wcześniej tego nie robił, to także oznacza ból i cierpienie.
Patrzmy na nos- wilgotny i ciepły- pies zdrowy, suchy i zimny- pies chory.
Uszy też mogą bardzo wiele sygnalizować. Stojące, opuszczone, skulone, wychylone do tyłu... każdy ich układ, wskazuje na coś
innego. Do góry- coś go zainteresowało, do dołu- strach lub gotowość do walki. Do tyłu- poddanie i nie wie o co nam chodzi.
Skulone- ogromny stres i panika.

Wydrukuj tę wiadomość