Ocena wątku:
  • 26 głosów - średnia: 2.96
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Bobry pod moim domem i inne czworonogi

(08-02-2016, 15:01 )gratka napisał(a):  
(02-02-2016, 18:42 )Nebo napisał(a):  Fajna sprawa z bobrami, szkoda Nikusia.

Z bobrami jest mi ....średnio fajnie. Zaczynają obgryzać korę ze świerków. Kupiłam siatkę metalową za stówę, ktorej  starczylo na zabezpieczenie 8 świerków. Powinnam jeszcze 12 swierków i trzy brzozy owinąć taką siatką, to dalsze dwie  stówy z emerytury.
 Jak to wytłumaczyć bobrom? Chyba się jednak szybciej dogadam z bobrami niż z urzędnikami z gminy... zlososo
Urzędnicy wiedzą jedno:  Nie jestem rolnikiem, to mnie szkody rolne nie dotyczą, nie będzie refundacji ani za zmarnowane drzewa, ani za poniesione koszty. ojokojo
http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktual...cinaja-las

a co chciałaś urzędnikom wytłumaczyć odnośnie tych bobrów ? zhm
Odpowiedz

(08-02-2016, 22:02 )Jimmy napisał(a):  a co chciałaś urzędnikom wytłumaczyć odnośnie tych bobrów ? zhm

Chciałabym im przedstawić dwie faktury za metalową siatkę zabezpieczającą dla drzew. Około 300 zł.

Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić  <zhm>
Odpowiedz

(09-02-2016, 20:28 )gratka napisał(a):  
(08-02-2016, 22:02 )Jimmy napisał(a):  a co chciałaś urzędnikom wytłumaczyć odnośnie tych bobrów ? zhm

Chciałabym im przedstawić dwie faktury za metalową siatkę zabezpieczającą dla drzew. Około 300 zł.

On i ( urzędnicy) patzra tylko na przepisy i procedury,a człowieka nie widzą.Ciężko będzie im cokolwiek wytłumaczyc.
Odpowiedz

Maleńkiego Nikusia
przynieśli do domu około 15 września, pamiętam datę bo jak wybieraliśmy mu  imię to  gdzieś w pobliżu było w kalendarzu Nikodema. 
 I zdażyła się taka historia: 
Często z drugiego końca miasta przyjeżdżąła do nas moja koleżanka Maria ze swoimi córeczkami.Córki Marii były przyjaciółkami mojej młodszej o zostały siłą rzeczy ciotkami Nikusia. Razem wychodziły  na spacery z psem, bawiły się z nim w mieszkaniu, a Niki był najukochańszym stworzeniem. Miłość dziewcząt była tak wielka, że wydzwaniały do nas en razy dziennie, zdawaliśmy relacje co Niki robi, co zmajstrował itd. W końcu zapragnęły mieć swojego psa.
 Moja przyjaciólka stawiała najpierw zdecydowany opór, potem zmiękła i postawiła warunek:  córki muszą udowodnić, że będą dobrymi opiekunkami psa. W rodzinnej naradzie wymyślili  wyimaginowanego małego psa i dziewczynki mialy zachowywać się tak, jakby on był prawdziwy, czyli karmić, poić, pielęgnować i wychodzić na spacer przynajmniej trzy razy dziennie. Dziewczynki się starały.
 Jednak po łagodnym wrześniu nastał dość przykry listopad, zaczęły się przeziębienia, 
deszcze i wichury. 
I córeczki Marysi zachorowały na coś grypopodobnego. Ale nie odpuściły, na spacer o siódmej rano trzeba było z psem iść.Ojciec im nie pozwolił, bo miały gorączkę.... No to zmusiły prośbami i płaczem moją przyjaciółkę, aby ich zastąpiła.
 Czego się nie robi dla chorego dziecka? Moja Marysia spacerowala z tym wyimaginowanym psem w listopadowe szarugi, a córki dociekały, czy go nie pozostawiła samego pod sklepem, czy była w parku itd. I sprawdzały patrząc przez okno z siódmego piętra czy matka " z psem" idzie w stronę  parku. Trzy dni trwały zimne deszcze, codziennie rodzice musieli wyprowadzać wyimaginowanego kilka razy dziennie.. W końcu rodzice  poczuli się przekonani, że prawdziwy pies będzie dobrze zaopiekowany. 
Jak dzieci wyzdrowiały, kupili psa, a właściwie sukę Lulkę.

Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić  <zhm>
Odpowiedz

Przed trzema dniami, dokładnie w Walentynki   straciłam przyjaciela - buraska kota, ktory  kilka lat  temu mnie wybral na opiekunkę i uważał się za mojego.
 Nazywał się Romeo. Nie wiem ile miał lat, na pewno był staruszkiem.

Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić  <zhm>
Odpowiedz

(18-02-2016, 22:01 )gratka napisał(a):  Przed trzema dniami, dokładnie w Walentynki   straciłam przyjaciela - buraska kota, ktory  kilka lat  temu mnie wybral na opiekunkę i uważał się za mojego.
 Nazywał się Romeo. Nie wiem ile miał lat, na pewno był staruszkiem.

Współczuję.
U mnie był najdłużej jedenaście lat, ale to mnie uważał za swojego podwładnego.
Odpowiedz

Nikuś, nie dość, że sam był wspaniałym pieskiem, to jeszcze wokół tworzył historię. Rzeczywiście, powinnaś zastanowić
się nad napisaniem książki o jego przygodach, uważam i jestem nawet tego pewna, że warto!

Co do kotka, myślę że dzień odejścia specjalnie wybrał z taką datą aby Ci przekazać jak Ciebie kochał i abyś Ty go
kochała nawet po odejściu hug

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz

Wątek o czworonogach, lecz myślę, że na ten wpis hogan przymknie oko.... 
Dziś jadlam śniadanie z sikorkami modraszkami. Nie widzialam ich od roku, a rano  zjawila się parka. Dzieliła nas tylko szyba okienna, były prawie na wyciągnięcie ręki; ale jak chciałam zrobić zdjęcie - spłoszyły się. Całą zimę dokarmialam sikorki bogatki.
 Modraszka wygląda tak[img]:a href=[/img] Ma dużą głowę w porównaniu z tułowiem i dlatego wygląda jak ptasie dziecko. [Obrazek: 53689362621586406032.jpg]" /:

Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić  <zhm>
Odpowiedz

Śliczny ptasio  ubawa2   Takie do mnie nie przylatują   sadsmut3

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz

Śliczna ta sikorka Gratko.U mnie to tylko wróble latają.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości