Ostatnie wątki

Statystyki
  • Postów na forum:180,507
  • Wątków na forum:6,196
  • Użytkownicy:3,259
  • Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com


Napisane przez: hogan
10-08-2015, 15:32
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (123)

Jak w tytule, czy boisz się emigrantów? balon

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
10-08-2015, 10:11
Forum: Teizm
- Brak odpowiedzi

[Obrazek: wpid-a6a82178bfffcd86bae0b42d966d7cbe__660x.jpg?w=614]

Kapłan-awanturnik z Niżniego Tagiłu okazał się demaskatorem pedofila.
Były kleryk cerkwi Oleg Martynow, znany z niedawno nagranej sceny bijatyki w tramwaju, został alkoholikiem po skandalicznym wydarzeniu w jego parafii.
W 2011 roku w świątyni pw. Opieki Matki Boskiej znajdującej się na obrzeżach miasta został zatrzymany Dymitr K., pracownik cerkiewny, proboszczem której wtedy był o. Oleg. Mężczyzna przyszedł do świątyni po wyjściu z więzienia. Kapłan zlitował się nad nim i zaproponował mu pracę i dach nad głową w cerkwi, lecz jego dobre zamiary doprowadziły do wielu przestępstw przeciwko dzieciom.
Po jakimś czasie ojciec Oleg zauważył dziwne zachowania u Dymitra i powiadomił o tym policję. W trakcie dochodzenia wyjaśniło się, że pracownik przyprowadzał dzieci na terytorium cerkwi i je gwałcił.
Ujawniona prawda była ciężkim ciosem dla proboszcza – kapłan trafił do szpitala z zawałem serca, a po wyjściu ze szpitala zaczął co raz częściej zaglądać do butelki.
– U batiuszki był nie łatwy los, wiele lat temu pochował syna, dziecko umarło z powodu choroby onkologicznej, – opowiadali w cerkwi. – On starał się walczyć ze swym zgubnym nawykiem, lecz u niego zabrakło silnej woli.

Zimą i wiosną 2015 roku batiuszka odbywał leczenie w cerkwi, gdzie okazują pomoc alkoholoikom. On nawet dał przysięgę na trzeźwość, lecz wytrzymał tylko 4 miesiące i stracił panowanie w czerwcu.
Koljny pijacki dzień i trafił do internetu gdy w stanie upojenia napadł na motorniczego tramwaju.
Lecz na tym nie zakończyły się problemy batiuszki. W ubigły poniedziałek przyjechał w gości do rodziny w Jekaterynburgu i znów tak się upił, że bliskim przyszło się taksówką odwozić go do domu.
– Postaramy się mu pomóc, w miarę możliwości namówić do leczenia, – zadeklarowali jego koledzy z niżnitagilskiej eparchii. Niestety, z powodu jego alkoholizmu zabroniono mu służyć. Już złożono dokumenty o pozbawienie go godności. Dla ojca Olega drogi powrotu do służby już nie ma.
Tłum. -PP
Źródło:  http://lifenews.ru/news/157771


Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: FigGa
10-08-2015, 9:35
Forum: Teizm
- Odpowiedzi (19)

USA: W Detroit sataniści odsłonili posąg Baphometa. Protesty i "przyjęcie powitalne na cześć zła"


W sobotę w Detroit w stanie Michigan odsłonięto pomnik satanistycznego bóstwa, Baphometa. Akcja wywołała protesty kilkuset chrześcijan. Ale tyle samo osób przyszło posąg zobaczyć. Krzyczeli "Chwała szatanowi!"

Posąg przedstawia Baphometa. To czczony przez okultystów człowiek z głową kozła i skrzydłami. Jedni uważają go za diabelskie bóstwo czy antychrześcijańskiego demona. Inni za symbol dualizmu świata.

Baphomet z Detroit siedzi na tronie. U jego kolan umieszczono figury dwojga uśmiechniętych dzieci. Posąg został odsłonięty w sobotę tuż przed północą. Dwóch mężczyzn z gołymi torsami zerwało z niego białe płótno, po czym namiętnie się pocałowało.


[Obrazek: f0201b8e6fe2.jpg]

wyborcza.pl

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: FigGa
10-08-2015, 9:27
Forum: Obyczaje
- Odpowiedzi (10)

Trochę dziwny ten kult... no ale jak kto lubi ... 

[Obrazek: ba463b5c09ca.jpg][Obrazek: b6f69f6c32c6.jpg]
[Obrazek: cf0397d1ba58.jpg]

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: FigGa
10-08-2015, 9:04
Forum: Polityka/ historia
- Odpowiedzi (7)

Prawie 40 ton polskich owoców i warzyw zniszczyły w Moskwie rosyjskie służby fitosanitarne. Rosjanie w bardzo spektakularny sposób realizują rozporządzenie swego prezydenta o niszczeniu żywności, która miała wjechać do ich kraju nielegalnie.

Rosjanie twierdzą, że dostawcy z Białorusi chcieli ominąć ich embargo. Na rynek w Moskwie trafiło blisko 30 ton polskich jabłek i pomidorów oraz niespełna 10 ton marchwi, które miały być trafić do Kazachstanu.

Moskiewski oddział przeprowadził kontrolę mającą na celu wykrycie żywności nielegalnie wwożone do naszego kraju. Kontrolowaliśmy centrum handlowe Food City. Znaleźliśmy towary pochodzące z Polski - 25 ton pomidorów, 3 tony jabłek i 9 ton marchwi. Te towary były wwiezione do Federacji Rosyjskiej na podstawie fikcyjnego tranzytu. Z Białorusi ta żywność była reeksportowana do Kazachstanu, jednak nie dojechała do miejsca przeznaczenia i towary wyładowano w Moskwie. Warzywa i owoce zniszczyliśmy – mówił przedstawiciel rosyjskich służb fitosanitarnych.

W opakowaniach i workach jabłka, pomidory i marchew wrzucano do wielkich kontenerów na ciężarówkach. Potem zostały wywiezione na stołeczne wysypisko śmieci. Służby wszystko filmowały - widać między innymi jak po potężnych stertach jabłek wymieszanych z pomidorami jeździł ciężki sprzęt.




źródło: rmf24 i sadistic.pl 

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
08-08-2015, 8:46
Forum: Polityka/ historia
- Odpowiedzi (1)

[Obrazek: wiezienie_prl970.jpeg]
Więzienie w PRL, rok 1989 (fot. PAP / )

Skazanego wprowadzono do niedużej celi. Pomocnik kata zawiązał mężczyźnie opaskę zasłaniającą oczy. Wtedy do akcji wkroczył kat. Nałożył więźniowi pętlę na szyję, która umocowana był do żelaznego haka w suficie. Chwilę później dał się słyszeć dźwięk zwalnianej zapadni. Nogi skazanego wpadły do otworu w podłodze, a sznur szarpnął mocno jego szyją, rwąc kręgi szyjne. Ciałem wstrząsnęły przedśmiertne drgawki. Minutę później zwiotczało i bezwładnie zawisło na sznurze. Po wszystkim kat zrobił to, co zwykle po wykonaniu wyroku. Poszedł na dużą wódkę. 21 kwietnia 1988 roku o godzinie 17:30 wykonał ostatni wyrok w swoim życiu. I ostatni w dotychczasowej historii Polski. O karze śmierci w Polsce Ludowej w artykule dla WP pisze Robert Jurszo.


Historia katów PRL rozpoczyna się w mroczną noc polskiego stalinizmu. Niektórych z nich znamy z imienia i nazwiska. Na przykład Piotra Śmietańskiego - zwanego "Katem z Mokotowa" - i Aleksandra Dreja, których postacie budzą grozę do dzisiejszego dnia. Szacuje się, że w latach 1944-1956 z ich ręki - i jeszcze innych oprawców - życie straciło około 3500 osób. Jak się okazuje, w większości nie byli to przestępcy.

W drugiej połowie lat 40. komunistyczne władze intensywnie zabrały się do budowy komunistycznego "raju". Pech chciał - albo, uderzając w podniosły marksistowsko-leninowski ton, "historyczna konieczność" - że bramy "nowego wspaniałego świata" nie były otwarte dla wszystkich. Wykluczeni byli ci, których nazywano "bandytami" albo "wrogami ludu" - przede wszystkim żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego. W świetle teorii o walce klas, która - jak pouczył polskich komunistów sam Józef Stalin - miała nasilać się wraz z postępami socjalizmu na świecie, nie było dla nich miejsca w nowej socjalistycznej rzeczywistości.

Hieny z awansu

- Więźniów trzymano w nieogrzewanych celach - opowiadał Andrzejewskiemu ks. dr Jan Skiba, który w latach 1945-1947 był więziennym kapelanem we Wrocławiu. - Wielu miało na sobie tylko bieliznę. Nieliczni zdołali przeżyć takie warunki i tortury stosowane podczas śledztwa. Najwięcej było młodych ludzi, po dwadzieścia, trzydzieści lat. Byli skazani na śmierć tylko za to, że podczas wojny należeli do organizacji walczących z Niemcami. Oczywiście byli też pospolici przestępcy, ale stanowili oni margines wszystkich więzionych - wspominał duchowny.

Najczęściej używano sprawdzonej tysiące razy metody NKWD - strzelano w tył głowy. Właśnie tak zabijali Śmietański i Drej. W ten sposób pierwszy z nich zabił m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego. Stalinowscy kaci byli na ogół prostymi ludźmi z awansu społecznego. Nowa władza umożliwiła im życie, o jakim wcześniej nie marzyli, a oni odwdzięczali się jej pociągając za cyngiel albo zwalniając mechanizm szubienicznej zapadni.

Nie wylewali za kołnierz. Większość z nich nie radziła sobie z alkoholem. Nie było niczym odosobnionym grabienie martwych ciał. - Niektórzy z nich rabowali zwłoki, kopniakami wybijali im złote zęby, zdzierali z nich marynarki i buty - mówił w jednym z wywiadów dla "Naszego Dziennika" kpt. dr Dariusz Fudali, funkcjonariusz Służby Więziennej.

Ludzie w czerni

Drej był ostatnim katem znanym z imienia i nazwiska. Wraz z końcem stalinizmu w Polsce tożsamości katów stały się niejawne. Ich samych obowiązywała tajemnice zawodowa. O tym, co robili, nie mogli mówić nawet najbliższym. Składali przysięgę: "Zobowiązuję się wykonywać wyroki śmierci jako prace zlecone i utrzymywać w ścisłej tajemnicy wszelkie wiadomości związane z wykonaniem tych czynności i w żadnych okolicznościach nie ujawniać tej tajemnicy". Zresztą - można zapytać - czy w ogóle by chcieli się przyznawać do swojego procederu? Ostatni z katów PRL, z którym Jerzy Andrzejczak przeprowadził długą rozmowę ("Spowiedź polskiego kata") powiedział: - Sądzę, że nie miałbym łatwego życia, gdybym nie robił z tego tajemnicy. Na pewno nie byłbym mile widziany przez przyjaciół i znajomych.

Pojawiły się przepisy, które dość ściśle regulowały sposób ich działania. Dotyczyły nawet ubioru. Kat w momencie wykonywania egzekucji powinien być ubrany w czarny garnitur, białą koszulę, czarny krawat czarne skarpety i białe rękawiczki. No i - zgodnie z dawną tradycją - powinien mieć zasłoniętą twarz. W praktyce jednak bywało różnie. Zdarzało się, że kaci stawiali się na egzekucjach w stroju raczej swobodnym. I nikt im z tego powodu nie robił wyrzutów.

W celi śmierci

Robota wyglądała następująco. Najpierw kat otrzymywał telegram zawierający tylko dla niego zrozumiałe informacje, które rzeczywiście były rodzajem szyfru. Tak na wszelki wypadek, gdyby przesyłka dostała się w niepowołane ręce. Następnie zgłaszał się do odpowiedniej osoby w Centralnym Zarządzie Zakładów Karnych w Warszawie, gdzie wystawiano mu papiery, w których wszystko było fałszywe - poza zdjęciem. Wyposażony w stosowne dokumenty udawał się we wskazane miejsce - np. do zakładu karnego - gdzie czekał na niego skazaniec.

Tam spotykał się z naczelnikiem więzienia, który wskazywał mu celę śmierci. Jedna z nich znajdowała się w piwnicach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie. Pomieszczenie nie było duże - miało 20 m2. Na podłodze czarne kafelki, ściany i sufit pomalowane na biało. Okno zakratowane i pomalowane białą farbą, by nikt nie mógł zajrzeć. Do celi przylegały dwa pomieszczenia - jedno dla katów a drugie dla skazańca, gdyby chciał się wyspowiadać, albo napisać list do rodziny.

Szubienica był ulokowana pośrodku. W podłodze znajdowała się zapadnia, a tuż pod nią tzw. studnia. Pętla była zawieszona na haku. Sznur był przymocowany na znajdującej się na ścianie dźwigni uruchamiającej mechanizm spustowy. Kat - przed całą operacją - sprawdzał czy wszystko działa i dobierał stosowną do wagi skazanego długość liny. Na sam koniec zapoznawał się jeszcze z aktami sprawy. Potem pozostawało tylko czekać na skazańca.

Ten pojawiał się w asyście strażników i prokuratora. Czasem nie chciał iść po dobroci: szarpał się, próbował gryźć, lżył zebranych, trzeba go było wlec. W ostatnim odruchu próbował walczyć o życie.

Katów - zgodnie z przepisami - było zawsze dwóch: główny i jego pomocnik, który zawiązywał skazanemu opaskę na oczach. Rolą mistrza tej ponurej ceremonii było zwolnienie zapadni. Gdy ciało już zawisło, czekano w ciszy 20 minut. Po tym czasie wisielca badał lekarz i stwierdzał zgon. Ciało przekazywano rodzinie, a jeśli nie chciała go przyjąć, to zmarłego chowano na koszt państwa. Tuż po egzekucji kat opuszczał miejsce wykonania wyroku. Było po wszystkim - wystarczyło tylko zdać w Warszawie legitymację i można było wracać do domu.

"Ofiarami kary śmierci są także jej wykonawcy" - napisał Stanisław Podemski. Przedostatni kat PRL popadł w alkoholizm i musiał go zastąpić rozmówca Andrzejczaka. Z kolei ten, kilka lat po zaprzestaniu działalności, popełnił samobójstwo. Kat sam dokonał na sobie egzekucji.

Robert Jurszo dla Wirtualnej Polski

Podczas pisania korzystałem m.in. z następujących książek: „Spowiedź polskiego kata” Jerzego Andrzejczaka, "Kara śmierci w polskim prawie karnym" Alicji Grześkowiak i "Pitawal PRL-u" Stanisława Podemskiego.

http://historia.wp.pl/

Tajemnice PRL- u

http://wp.tv/i,tajemnice-prl-cenzura,mid...aid=5155d8

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
08-08-2015, 8:36
Forum: Polityka/ historia
- Odpowiedzi (29)

Ratusz: pomnik smoleński nie stanie przed Pałacem Prezydenckim

- Pomnik smoleński na pewno nie stanie przed Pałacem Prezydenckim - powiedział w rozmowie z RMF FM Bartosz Milczarczyk, rzecznik warszawskiego ratusza. Andrzej Duda wielokrotnie mówił, że monument powinien stanąć w miejscu, w którym zbierali się ludzie, by oddać hołd ofiarom katastrofy. 


[Obrazek: duda_pap_625.jpeg]

Bartosz Milczarczyk w rozmowie z RMF FM podkreślił, że ustawienie pomnika przed Pałacem Prezydenckim nie jest możliwe ze względów konserwatorskich. - Układ urbanistyczny Krakowskiego Przedmieścia i Traktu Królewskiego jest układem zamkniętym - dodał.

W środę wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak mówił, że ratusz jest gotowy na rozmowę w sprawie pomnika smoleńskiego. - Oczywiście jesteśmy gotowi na rozmowę z panem prezydentem w sprawie pomnika smoleńskiego, ale poprzednio były istotne zarzuty, że ten temat został wywołany przed wyborami. Więc teraz poczekajmy. Po jesiennych wyborach będzie dobry moment, by rozmawiać na temat pomnika - mówił wiceprezydent.


W RMF FM Milczarczyk wyjaśnił, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jest gotowa na rozmowy z Andrzejem Dudą, ale nie o lokalizacji pomnika, tylko o harmonogramie prac przy budowie monumentu na rogu Trębackiej i Focha.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019393,titl...aid=1155d8

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: Siwy
05-08-2015, 22:24
Forum: Mięsne
- Odpowiedzi (13)

Poproszę o przepis na czerninę tylko bez jakiś słodkich dodatków.
To tylko rosół z krwią?? i jak to zrobić, pewnie z octem rozmieszać i co...na końcu dodać czy jak??

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
04-08-2015, 20:21
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (46)

Na co wydajesz pieniądze, najwięcej pieniędzy?
Czy masz coś takiego jak konieczność zakupu co miesiąc ulubionej gazety albo na jakieś hobby czy może gry, itd.?

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
04-08-2015, 19:53
Forum: Elektryka
- Odpowiedzi (15)

Pytanie jest mianowicie takie, bez czego nie wyobrażasz sobie siedzenia przy kompie, czyli co musi być koniecznie gdy włączasz kompa? ubawa2

Wydrukuj tę wiadomość