-
Czego słuchasz w tej chwi...
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: bonaparte
31-10-2026, 2:41
» Odpowiedzi: 1,262
» Wyświetleń: 114,972 -
Nerwica
Forum: Zdrowie
Ostatni post: Siwy
18-10-2026, 23:16
» Odpowiedzi: 6
» Wyświetleń: 1,610 -
Najgorsze filmy czyli to ...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
19-09-2026, 21:37
» Odpowiedzi: 21
» Wyświetleń: 2,083 -
Brak komarów
Forum: Zwierzęta
Ostatni post: bonaparte
26-07-2026, 18:56
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 182 -
Jak ochłodzić mieszkanie
Forum: Moda/ uroda/ wnętrze
Ostatni post: bonaparte
02-07-2026, 21:53
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 236 -
Jaką książkę ostatnio prz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-06-2026, 22:56
» Odpowiedzi: 263
» Wyświetleń: 31,156 -
Koniec wojny na Ukrainie!
Forum: Polityka/ historia
Ostatni post: Siwy
20-06-2026, 23:39
» Odpowiedzi: 41
» Wyświetleń: 2,955 -
Mocne uderzenie
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: Traf
15-06-2026, 22:45
» Odpowiedzi: 189
» Wyświetleń: 13,039 -
Kielce
Forum: Sport/ turystyka/ pojazdy
Ostatni post: bonaparte
02-06-2026, 20:01
» Odpowiedzi: 44
» Wyświetleń: 3,063 -
W co teraz grasz czy będz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-05-2026, 14:18
» Odpowiedzi: 56
» Wyświetleń: 3,772
- Postów na forum:180,507
- Wątków na forum:6,196
- Użytkownicy:3,259
- Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com
Żuk gnojowy, może używać Drogi Mlecznej do nawigacji.
Zaobserwowano, że afrykańska odmiana żuka gnojowego jest w stanie przetaczać kulkę odchodów po linii
prostej, gdy niebo jest bezchmurne. Gdy zaś niebo zakryją chmury, żuk traci tę możliwość.
![]()
W eksperymencie, który to wykazał, podobnie jak w poprzednich badacze nałożyli na głowę żuka tekturową osłonę, która sprawiała, że zwierzę nie mogło patrzeć ku górze i widzieć rozgwieżdżonego nieba. W efekcie zaczynało błądzić. Bez osłony szło po linii prostej.
W drugiej fazie eksperymentu żuka obserwowano w planetarium. Bezbłędnie poruszał się po linii prostej zarówno przy rozgwieżdżonym niebie jak i wówczas gdy na sferycznym ekranie widać było tylko mglisty kształt Drogi Mlecznej. W ciemności zaczynał kluczyć.
Wprawdzie wcześniej wykazano już, że niektóre zwierzęta, np. ptaki, określają swoją pozycję na postawie gwiazd, jednak żuk gnojowy jest pierwszym, który wykorzystuje do tego całą galaktykę.
I nich ktoś powie, że to mogło powstać samo, bez pomocy Stwórcy...
Północny Biegun Saturna ozdabia heksagonalna gazowa chmura.
W jaki sposób gazowa chmura zdołała przyjąć taką strukturę? Odpowiedź na to pytanie, narazie
pozostaje tajemnicą.
Naukowcy odkryli gazową chmurę, która składa się praktycznie włącznie z alkoholu.
Dokładna ilość alkoholu została obliczona przez brytyjskich naukowców w 1995 roku.
Jest go wystarczająco dużo, by powstało z niego 400 trylionów litrów piwa.
Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad zmianą przepisów, tak aby sądy nie odbierały dzieci z powodu biedy. "Nasz Dziennik" pisze, że projekt ustawy ma być gotowy do końca grudnia.
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówi gazecie, że rozwiązania mają być podobne do niemieckich, gdzie nie istnieje możliwość odbierania dzieci w oparciu o "kryterium biedy". Zwraca uwagę, że na nieletnich umieszczanych później w ośrodkach opiekuńczych państwo wydaje duże kwoty, które przekazane bezpośrednio rodzinie pozwoliłyby jej wyjść z biedy. Według Patryka Jakiego, odebranie dziecka powinno być ostatecznym rozwiązaniem, stosowanym jedynie wobec rodzin patologicznych. Tymczasem, według statystyk, tylko w 2013 roku co piąte dziecko zostało oderwane od rodziców z "przesłanek socjalnych".
"Nasz Dziennik" podkreśla, że nad zmianami ustawodawczymi pracował już poprzedni Sejm, ale nie zakończyło się to nowelizacją.
IAR/"Nasz Dzienik"/pp/kry
Mam nadzieję, że ten rząd zrobi w końcu z tym porządek.
Uważam że to skandal odbierać bezpłodnym parom szansę na posiadanie dzieci . Ludzie ci przeżywają dramat a panowie i panie w rządzie jeszcze ich pogrążają . W imię czego ?
Bardzo ciekawy artykuł, muszę go jutro przeanalizować a tym czasem, podaję go dla Was do oceny. 
Źródło: Chuck Missler „Poznaj Biblię w 24 godziny”. Fragment rozdziału III: „Księga Rodzaju 4-11. Od upadku człowieka do wieży Babel”. Przełożył: Romuald Weremiewicz.
Ta część zaczyna się zagadką: Matuzalem (czy jak podają niektóre tłumaczenia Biblii Metuszelach lub Matuszelach) jest znany jako najstarszy człowiek w Biblii; jednak zmarł wcześniej niż jego ojciec. Jak to możliwe?
Henoch, ojciec Matuzalema nie umarł; został zabrany (można by rzec ‘pochwycony’) prosto do nieba nie przechodząc przez śmierć. Ciekawym jest fakt, iż najstarsze proroctwo Biblii wypowiedziane zostało przez Henocha jeszcze przed potopem, a dotyczyło powtórnego przyjścia Chrystusa. (Nie jest ono zapisane tutaj, ale cytowany jest w przedostatniej księdze Biblii – w liście Judy).
W wieku sześćdziesięciu pięciu lat wydarzyło się w życiu Henocha coś bardzo szczególnego. Od tamtego dnia przez ponad trzysta lat Henoch ‘chodził z Bogiem’. Wygląda na to, że gdy urodził mu się syn, otrzymał zapewnienie, że nadchodzący sąd potopu będzie powstrzymany tak długo, jak długo jego syn będzie żyć.
Dlatego też Henoch nadając imię swojemu synowi użył dwóch hebrajskich słów; met, co oznacza ‘jego śmierć’, oraz szalach, które jest czasownikiem, który znaczy ‘przynieść’ lub ‘wysłać’. Więc imię Matuzalem znaczy „jego śmierć przyniesie”. Potop za czasów Noego nie był niespodzianką i zaskoczeniem; był on zapowiadany przez cztery pokolenia.
To szczególne znaczenie ukryte w imieniu Matuzalem może być sugestią, że w pozostałych imionach, jakie znajdujemy w 5 rozdziale też może być ukryta jakaś wiadomość. Adam miał syna, którego nazwał Set. Set miał syna Henocha, i tak dalej. Problem z 5 rozdziałem polega na tym, że te imiona nie są tłumaczone w oparciu o ich hebrajskie znaczenie, więc musimy odkrywać to sami dokopując się ich hebrajskich korzeni.
• Adam: „człowiek”
• Set: „powołany, wybrany” (Rodzaju 4:25)
• Enosz: (z rdzenia anasz, „być nieuleczalnym”) „śmiertelny,” „kruchy,” „nędzny, marny”
• Kenan: „smutek”, „pieśń pogrzebowa”
• Mahalalel: „błogosławiony przez Boga” – (mahalal) „błogosławiony”; (El) imię Boga
• Jered: (od czasownika yarad) „zejdzie, przyjdzie na dół”
• Henoch: „rozpoczęcie” lub „nauczanie”
• Matuzalem: „jego śmierć przyniesie” – met, rdzeń oznaczający „śmierć”; szalach znaczy „przynieść” lub „posłać”
• Lamech: „rozpaczający” (stąd pochodzi nasze określenie „lamentować”)
• Noe: (pochodzi od nach) „pocieszenie” lub „odpoczynek” (Rdz. 5:29)
Teraz możemy przyjrzeć się genealogii nieco dokładniej. Sekwencja imion: Adam–Seth–Enosz–Kenan–Mahalalel–Jared–Henoch–Matuzalem–Lamech–Noe możemy odczytać jako: „Człowiek [jest] powołany do śmiertelnego smutku, [ale] błogosławiony Bóg przyjdzie nauczając [że Jego] śmierć przyniesie rozpaczającym pocieszenie/odpoczynek.”
Wynika z tego kilka istotnych lekcji. Po pierwsze, jest to esencja nowotestamentowej ewangelii wetknięta w rodowód zapisany w Torze. Jest to przejaw tego, co będziemy mogli zaobserwować w całym Piśmie Świętym: każdy szczegół jest tutaj zaplanowany i celowy. Jest to dla nas również dowód na to, że Boży plan zbawienia nie został napisany na w pośpiechu na kolanie, jako reakcja na to, co stało się w 3 rozdziale. Bóg zaplanował to przed założeniem świata.
Tak, w Biblii są ukryte wiadomości i nie mam tutaj na myśli tylko prób odnalezienia sekwencji liter umieszczonych w równych odstępach, które spowodowały tyle zamieszania w ostatnich latach (tzw. kod Biblii – przyp. tłum.). Jest tuzin innego rodzaju kodów, do rozszyfrowania których wcale nie potrzeba komputerów; trzeba tylko wiedzieć jak na nie patrzeć. Pismo Święte jest niewyczerpalne – nigdy nie dotrzesz do jego dna, nigdy nie poznasz prawdziwej jego głębi. I tego właśnie oczekujemy od Słowa Bożego.
Już to mówiliśmy, ale pozwolę sobie przypomnieć: Nowy Testament jest ukryty w Starym, Stary Testament jest odkryty, wyjaśniony w Nowym. Wiele rzeczy wydaje się nie mieć sensu, dopóki nie oświetlimy ich światłem Nowego Testamentu.
01-12-2015, 15:12
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (10)
Czy zastanawialiście się kiedy, skąd, gdzie i przez kogo, po raz pierwszy pisano czy mówiono o Bogu?
Ktoś musiał przecież być pierwszy i trochę mnie to dziwi, że o tak ważnym wydarzeniu nie ma nigdzie
żadnej wzmianki a jest natomiast wzmianka o stworzeniu świata, czyli o tym, co jeszcze powstało
przed ludźmi.
Skąd więc ludzie wiedzieli jak powstał świat, skoro ich przy tym nie było, tak jak też, jak czy skąd jest
Bóg lub kim/ czym jest Bóg?
Zarówno dla Rosjan, jak i dla Turków walka z Państwem Islamskim to sprawa drugorzędna. Angażując się w Syrii, "car" Putin i "sułtan" Erdogan chcą przede wszystkim osiągnąć własne cele strategiczne. Niestety, sprzeczne - pisze Jarosław Giziński w nowym numerze tygodnika "Wprost".
![[Obrazek: f_16_turcja_625.jpeg]](http://i.wp.pl/a/f/jpeg/35580/f_16_turcja_625.jpeg)
Tureckie myśliwce wielozadaniowe F-16 (hvkk.tsk.tr)
Pilot tureckiego F-16, który odpalił rakietę w kierunku rosyjskiego bombowca, nie zostawił Rosjanom szansy. Przed amerykańskim pociskiem AIM-120 praktycznie nie ma ucieczki w promieniu 50 km. Jednak dla tych, którzy na znacznie wyższym szczeblu dowodzenia wydali rozkaz "ognia", celem nie był tylko Su-24M, który oprócz bombardowania celów na północy Syrii mógł też szpiegować wojska tureckie po drugiej stronie granicy.
Dwa dni zimnej wojenki
Zestrzelenie samolotu wywołało antynatowską histerię w rosyjskich mediach. Zgodnie z sowiecką i rosyjską tradycją to "wrogi zachodni pakt" stoi za każdą akcją wymierzoną w interesy Moskwy. Tabloidowa prasa zaczęła kreślić czarny scenariusz wojny Rosji z Zachodem. Powiało grozą.
Napięcie złagodzono jednak zaskakująco szybko. Na Zachodzie nikt nie chce dziś "małej zimnej wojenki" z Rosjanami. Kremlowi zależy na niej jeszcze mniej. Zaledwie dwa dni po incydencie ambasador Rosji w Paryżu zadeklarował: "Jesteśmy gotowi do wspólnych ataków na pozycje Daesz (arabski akronim Państwa Islamskiego)”. To, że Rosjanie po wysadzeniu rosyjskiego samolotu nad Synajem i po zamachach w Paryżu sugerują rodzaj sojuszu Rosji i Francji, można jakoś zrozumieć. Wręcz nieprawdopodobnie zabrzmiało jednak podtrzymanie zaproszenia do takiej koalicji dla... Turcji.
Wielki plan Putina
Wielka wojna powietrzna z Syrią jest dla Rosji zbyt wielkim wysiłkiem wojskowym, finansowym i propagandowym, by z powodu jednego utraconego samolotu i śmigłowca ryzykować zniweczenie dalekosiężnych celów, dla których w ogóle została podjęta. Najważniejszym celem jest wyprowadzenie Rosji z politycznej izolacji, w jakiej znalazła się po aneksji Krymu i interwencji na wschodzie Ukrainy. Putin wie, że po raz pierwszy od rozpoczęcia ukraińskiej awantury pomoc Rosji może okazać się Zachodowi - a zwłaszcza zachodnim Europejczykom - naprawdę przydatna. Rządy zachodnioeuropejskie nie mają pomysłu, co robić z Państwem Islamskim. Same bombardowania z powietrza nie rozstrzygną wojny - to wiadomo od czasów fatalnej w skutkach akcji w Libii.
Na myśl o wysłaniu sił lądowych politycy wzdrygają się, ale coś muszą zrobić. Choćby dla uspokojenia własnych społeczeństw, coraz bardziej przestraszonych niekontrolowanym napływem migrantów z Bliskiego Wschodu i nowym zagrożeniem terrorystycznym. O możliwości wysłania wojska w rejon konfliktu wspomniała nawet Angela Merkel, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawałoby się niewyobrażalne. Na początek dobre wrażenie zrobić może choćby utworzenie jakiejś "globalnej koalicji antyterrorystycznej".
Zachodni Europejczycy nie mają nic przeciw pojednaniu z Rosją. Najchętniej zaczęliby od zniesienia sankcji, których przedłużenie na kolejne pół roku pod presją Amerykanów przyjęli z wyraźną niechęcią. Christian Jacob, szef Republikanów, głównej partii opozycyjnej prawicy francuskiej, otwarcie wezwał prezydenta Hollande’a do wysunięcia żądania zniesienia sankcji. Podobnie myślących jest coraz więcej. Przed szereg wyrwał się szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier, który wspomniał, że nadszedł już czas, by Rosja powróciła do grupy G8. Przeciwko zniesieniu sankcji nie miałaby nic już prawie połowa państw UE.
Następnym krokiem mogłoby być podjęcie współdziałania w Syrii, a nawet stworzenie wspólnego sztabu akcji. - Chcemy zintensyfikować naszą wspólną pracę na polu walki terroryzmem - mówił Putin, przyjmując w zeszły czwartek na Kremlu francuskiego prezydenta. François Hollande nie oponował, chociaż jego zdaniem "Asad musi odejść". Te zastrzeżenie brzmi jednak coraz słabiej i jeśli okaże się, że nie ma innego sposobu na pokonanie sił Daeszu, to może i dyktator z Damaszku ocali fotel.
Wszystkie te głosy to miód na serce Putina. Zwłaszcza że towarzyszy im cicha akceptacja dla poczynań Moskwy na Ukrainie. Słowo "Krym" od jakiegoś czasu nie pojawia się w dyplomatycznych komunikatach, ignorowane są nawet sporadyczne strzelaniny w Donbasie na zachodzie, bo w regionie "w zasadzie" jest spokój. Powoli cichnie też sprawa rozmieszczania stałych baz NATO w Europie Środkowo-Wschodniej i można mieć wątpliwości, czy na przyszłorocznym warszawskim szczycie uda się w ogóle przekonać do tej idei naszych zachodnich sojuszników.
Barack Obama nie dał się przekonać Hollande’owi, który wcześniej był też w Waszyngtonie, i oświadczył, że Amerykanie do takiej wspólnej akcji się nie palą (choć dzisiaj to oni ponoszą główny ciężar powietrznej walki z Państwem Islamskim). Z drugiej strony Obama dość pojednawczo mówił ostatnio o Rosji, zwłaszcza po poświęconej sytuacji w Syrii konferencji wiedeńskiej chwalił premiera Miedwiediewa jako "konstruktywnego partnera". To zauważalna zmiana tonu.
Ostatecznym celem Kremla jest powrót do sytuacji sprzed kijowskiego Majdanu. Chodzi o powtórne i ostateczne przejęcie kontroli nad Ukrainą, co jest od dawna wielkoruską idée fixe. Nie musi to oznaczać zajęcia Kijowa, wystarczy, że zainstaluje się tam odpowiadający rosyjskim interesom rząd, tak samo jak udało się to w Gruzji. Jeśli do tego dorzucić przejęcie kontroli nad popadającą właśnie w totalny chaos Mołdawią i utrzymanie wpływów na Bliskim Wschodzie dzięki uratowaniu reżimu Baszira Al-Asada (i zachowaniu dzięki temu baz wojskowych w Tartusie i Latakii), to zysk będzie potrójny. Dla uspokojenia Zachodu można będzie wtedy zrezygnować z ciągłego prowokowania NATO i straszenia państw bałtyckich, zyskując dodatkowe pochwały za „konstruktywne” podejście do kwestii bezpieczeństwa regionalnego.
Imperium nowego sułtana
Na drodze do realizacji planu Putina nie stanęło Państwo Islamskie, tylko prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan. Nie żeby aż tak bardzo bolało go serce z powodu ewentualnego oddania Ukrainy Putinowi, jednak wszystko, co robią Rosjanie w Syrii, stoi w absolutnej sprzeczności z jego wyobrażeniami o żywotnych interesach Turcji.
Doskonale znająca Wschód amerykańska dziennikarka i analityczka Julia Ioff e twierdzi, że naprzeciw siebie stanęły dwie bardzo podobne osobowości – nowy rosyjski „car” i podobny do niego, budujący opartą na nacjonalizmie autorytarną władzę turecki „sułtan”. Obaj odwołują się przy tym do historii, w której konflikt rosyjsko-turecki był powracającym motywem przez co najmniej dwa stulecia.
Syrię, która od 1517 r. aż do I wojny światowej należała do imperium osmańskiego, Turcy uważają za swoją naturalną strefę wpływów, dlatego pojawienie się tam Rosjan potraktowali jako wtrącanie się w nie swoje sprawy. Tym bardziej że rosyjska ekspedycja ma na celu ratowanie chwiejącego się już reżimu Asada, którego Erdogan szczerze nienawidzi i chciałby go jak najszybciej przepędzić z Damaszku.
Wojna z Państwem Islamskim, którą turecki prezydent zadeklarował dopiero we wrześniu, tak naprawdę Turków niespecjalnie interesuje. Gdyby chcieli się do niej przyłączyć, mieli już dziesiątki sposobności – choćby wówczas, gdy tureccy żołnierze z przygranicznych wzgórz obserwowali heroiczną walkę Kurdów z islamistami w Kobane. Nie kiwnęli nawet palcem, a ostateczne zwycięstwo wręcz rozczarowało Ankarę.
Tak naprawdę półmilionowa i doskonale uzbrojona armia turecka mogłaby zetrzeć Państwo Islamskie w pył w ciągu tygodnia. Zamiast tego woli zwalczać Kurdów.
Turcy swoich działań nie uzgadniali z innymi państwami NATO. Zdanie odrębne demonstrowali zresztą już nieraz, np. zabraniając Amerykanom korzystania z lotniska Incirlik dla prowadzenia nalotów w Iraku i w Syrii. W Waszyngtonie i europejskich stolicach Ankara od dawna uchodzi za trudnego sojusznika. Ostatnia awantura wydaje się wymierzona w plany współpracy z Rosją. Jeśli bowiem Rosjanie z cichym przyzwoleniem Zachodu rzeczywiście uratują Asada, to Turcy będą mogli na długo zapomnieć o ustanowieniu w Damaszku jakiegoś posłusznego sobie rządu sformowanego przez dzisiejszą antyasadowską opozycję.
Próba sił między Moskwą i Ankarą z pewnością na tym się nie skończy. Na razie szykuje się głównie rosyjsko-turecka wojna ekonomiczna, nawet jeśli okaże się bardzo kosztowna dla obu stron. Trudne czasy nadchodzą też dla państw takich, jak Armenia, Gruzja czy Azerbejdżan, które każde pogorszenie relacji rosyjsko-tureckich odczuwają na własnej skórze. Europie pozostaje tylko nadzieja, że skończy się na bojowych okrzykach. Nawet ograniczony konflikt zbrojny dwóch uzbrojonych po zęby i marzących o cesarskiej glorii spadkobierców dawnych imperiów mógłby mieć przerażające konsekwencje.
wp.pl
Pięciu polskich marynarzy uprowadzonych przez porywaczy ze statku "Szafir" żyje - poinformował w niedzielę Michał Czerepaniak, szef firmy Polaris Usługi Morskie, pośredniczącej w zatrudnieniu załogi statku. - Marynarze są cali i zdrowi - dodał.
![[Obrazek: 1511858-drobnicowiec-szafir-nalezy-do-po...ecina.jpeg]](http://i.wp.pl/a/f/jpeg/36014/1511858-drobnicowiec-szafir-nalezy-do-polskiego-armatora-euroafrica-ze-szczecina.jpeg)
Czterech oficerów i jeden marynarz zostało uprowadzonych w nocy z czwartku na piątek ze statku u wybrzeży Nigerii. 11 pozostałych członków załogi uniknęło jakiejkolwiek szkody; są bezpieczni.
- Uprowadzeni marynarze są cali i zdrowi - poinformował Czerepaniak. Jak dodał, na tę chwilę nie ma dalszych informacji w tej sprawie.
Śledztwo w sprawie porwania polskich marynarzy prowadzi od piątku Prokuratura Apelacyjna w Szczecinie.
Służby państwowe otoczyły opieką rodziny członków załogi, deklarując wszelką pomoc, w tym opiekę psychologiczną. W kontakcie z rodzinami pozostają urzędy wojewódzkie.
MSZ jest w kontakcie z władzami nigeryjskimi.
Spółka Euroafrica, do której należy "Szafir" , w komunikacie prasowym poinformowała w piątek m.in., że statek "został zaatakowany z dwóch łodzi przez uzbrojonych piratów, w odległości ok. 35 mil morskich od wybrzeży Nigerii". (...)"Pomieszczenia załogi zostały splądrowane, po czym piraci opuścili statek" - podkreślono.
Armator jest w kontakcie z załogą statku.
Załoga pochodzi z województwa zachodniopomorskiego oraz pomorskiego.
Źródło PAP
Poniżej wklejam relację napisaną tuż po tegorocznych wakacjach na portalu turystycznym.
Dlatego jeszcze nie wiem jak będzie z hostingiem zdjęć ale podejmuję próbę....
To lecimy (cyt.):
Nie wiem czym w dekiel dostałem obiecując relację... :dashi:
Ale słowo się rzekło to jadę z tym koksem...
Nie sądziłem że znów wyląduję w Chorwacji...
Jakieś 2 tygodnie temu wyjeżdżamdo roboty żonie zostawiając zadanie wyszukania Grecji w allu w dobrej cenie. Chciałem czerwiec ale żonka woli lipiec. Powodzenia zatem.. "W kluczyk peżota" i poszedł do Francji i Holandii. Ja sobie na luzie zapierdzielam w robocie a żona ma zadanie nie do przejścia... Przecież wakacje są... Na fona rzuca mi teksty że nie ma chu... no wiecie co dalej... że znajdzie coś... A dodam że to Jej pierwszy raz w szukaniu... Ok mówię i wierzę że Jej się uda... A moja naiwność jest wielka więc nastawiony jestem na urlop w Grecji. Grecję uwielbiam za ich kuchnię...

