-
Czego słuchasz w tej chwi...
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: bonaparte
31-10-2026, 2:41
» Odpowiedzi: 1,262
» Wyświetleń: 114,986 -
Nerwica
Forum: Zdrowie
Ostatni post: Siwy
18-10-2026, 23:16
» Odpowiedzi: 6
» Wyświetleń: 1,612 -
Najgorsze filmy czyli to ...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
19-09-2026, 21:37
» Odpowiedzi: 21
» Wyświetleń: 2,086 -
Brak komarów
Forum: Zwierzęta
Ostatni post: bonaparte
26-07-2026, 18:56
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 184 -
Jak ochłodzić mieszkanie
Forum: Moda/ uroda/ wnętrze
Ostatni post: bonaparte
02-07-2026, 21:53
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 237 -
Jaką książkę ostatnio prz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-06-2026, 22:56
» Odpowiedzi: 263
» Wyświetleń: 31,167 -
Koniec wojny na Ukrainie!
Forum: Polityka/ historia
Ostatni post: Siwy
20-06-2026, 23:39
» Odpowiedzi: 41
» Wyświetleń: 2,986 -
Mocne uderzenie
Forum: Inne tematy związane z muzyką
Ostatni post: Traf
15-06-2026, 22:45
» Odpowiedzi: 189
» Wyświetleń: 13,047 -
Kielce
Forum: Sport/ turystyka/ pojazdy
Ostatni post: bonaparte
02-06-2026, 20:01
» Odpowiedzi: 44
» Wyświetleń: 3,067 -
W co teraz grasz czy będz...
Forum: Pozostałe hobby
Ostatni post: bonaparte
30-05-2026, 14:18
» Odpowiedzi: 56
» Wyświetleń: 3,775
- Postów na forum:180,507
- Wątków na forum:6,196
- Użytkownicy:3,259
- Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com
14-09-2017, 20:46
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (9)
Uj(cenzura) misia pszczoła
O ty pszczoło miś zawołal
Za te męki za te bóle rox(cenzura) wszystkie ule lelelele
Osoby,które cierpią na zaburzenia związane z psychiką, potrafią zniekształcić obraz samych siebie. Uważają się za "kompletne dno", podczas gdy ktoś stojący z boku, czytający to, co piszą uważa ich za osoby wysoce inteligentne i wrażliwe. Problem polega na tym, że krzywe zwierciadło nie pozawala zobaczyć siebie w sposób, w jaki widzą Nas inni. Ale czy to oznacza, że osoby, które twierdzą, że "ktoś jest inteligentny, miły, wrażliwy" wciskają po prostu kit"?
Temat zaczerpnięty ze strony nerwica.com
Bezdymne, czyli jakie? Kolejna innowacja wkracza w świat palaczy.
![[Obrazek: 44c544330b946b598131d3a665ee5174,640,0,0,0.jpg]](http://cdn.innpoland.pl/44c544330b946b598131d3a665ee5174,640,0,0,0.jpg)
Najpierw zwykłe, potem elektroniczne, a teraz bezdymne. Co takiego innowacyjnego jest w najnowszej generacji papierosów?
• Fot. Flickr.com / Vaping360
Na całym świecie trwa nieustanny wyścig. Cel – innowacja. A nagroda? Lepsze, wygodniejsze i zdrowsze życie. Dla każdego. Przynajmniej tak twierdzą firmy, które prześcigają się w pomysłach na nowoczesne produkty, z założenia coraz bardziej przyjazne dla konsumenta czy użytkownika. Wśród nich nie brakuje też koncernów tytoniowych, które nie ustają w poszukiwaniach alternatyw wobec tradycyjnych i niezwykle szkodliwych papierosów.
Do ostatnich pachnących jeszcze świeżością produktów, które wyszły z laboratoriów przemysłu tytoniowego, należą papierosy bezdymne. To właśnie na nie, tak samo jak na istniejące od dłuższego czasu na rynku elektroniczne papierosy, polski rząd zamierza nałożyć akcyzę, którą na razie wśród wyrobów tytoniowych objęte są wyłącznie zwyczajne papierosy. I to dość wysoką, bo propozycja resortu finansów to stawka rzędu 0,70 zł za 1 ml płynu do e-papierosów, 141,29 zł za każdy kg dla mieszanek alternatywnych i 31,41 proc. średniej ważonej detalicznej ceny sprzedaży tytoniu do palenia.
O papierosach bezdymnych dyskutują więc politycy, przedsiębiorcy, ekonomiści, naukowcy, eksperci od zdrowia. Jednak nie każdy szary Kowalski rozumie technologie stojące za tym wynalazkiem. Większość traktuje je jak synonim elektronicznych papierosów, co poniektórzy widzą w nich kolejną generację e-fajek. Tymczasem między jednym a drugim istnieją pewne różnice.
Podobieństwa i różnice
Obie kategorie wyrobów tytoniowych powstały z myślą o palaczach, z jednej strony nieumiejących zerwać z uzależnieniem od nikotyny, a z drugiej zatroskanych faktem wdychania do płuc całego szeregu rakotwórczych substancji podczas palenia zwykłych fajek. Choć mają ze sobą trochę wspólnego (konstrukcja, idea wkładów), działają na wykorzystujących inny materiał wyjściowy technologiach.
Cieszące się niemałą popularnością w Polsce e-papierosy polegają na wdychaniu substancji wydzielających się z ogrzewanego e-liquidu. Jest to roztwór inhalacyjny, zawierający najczęściej glikol propylenowy, glicerynę roślinną, a także nikotynę oraz aromaty. Do przechowywania tego płynu służą specjalne kartridże. W wyniku jego spalania tworzy się aerozol, który następnie wdycha użytkownik.
Będące novum papierosy bezdymne stanowią z kolei hybrydę zwykłych i elektronicznych papierosów. Konstrukcyjnie zbliżone są do wydzielających aerozol urządzeń, natomiast pozbawione są liquidu jako materiału nikotynowego. Źródłem nikotyny jest w nich specjalnie spreparowany susz tytoniowy. Cała idea tych wyrobów opiera się jednak na tym, że podany w tej formie tytoń nie ulega spalaniu, a jedynie podgrzaniu do temperatury 300-320 st.
W następstwie tego procesu emitują one parę z nikotyną, nie tworząc przy tym dymu tytoniowego i nie zabrudzając popiołem ustnika. Jak twierdzą twórcy tych nowatorskich wyrobów tytoniowych, brak spalania sprawia, że do płuc palacza przenika o 90 proc. mniej substancji smolistych, czyli głównego sprawcy groźnych chorób towarzyszących paleniu tradycyjnych papierosów.
Różne oblicza
W grupie papierosów bezdymnych spotkać można oczywiście różne warianty tego rozwiązania. Niedawno wprowadzoną na polski rynek technologię IQOS, która funkcjonuje na bazie wkładów tytoniowych zawierających dwa filtry owinięte otoczką papierową, można określić jako klasyczną postać papierosów bezdymnych.
W przypadku Ploom Tech cały proces rozłożony jest na raty. Najpierw dochodzi do podgrzania specjalnego płynu umieszczonego w kartridżu, a następnie przepuszczania go przez specjalną kapsułkę zawierającą tytoń. Dwustopniowy proces wykorzystuje też hybrydowa technologia iFUSE z tą różnicą, że przepuszczany przez tytoń jest nie płyn, a wytworzony z niego aerozol.
Nowatorskie wyroby tytoniowe są obecnie sprzedawane w takich krajach europejskich jak Szwajcaria, Francja, Austria, Włochy, Portugalia czy Rumunia, a od maja tego roku także w Polsce w związku ze zgodą na ich dystrybucję wydaną przez Ministerstwo Zdrowia. W Stanach Zjednoczonych zakwalifikowano je tak samo jak e-papierosy do kategorii produktów Potencjalnie Obniżonego Ryzyka (Reduced Risk Product). To ku pamięci, że cały czas mówimy tu jednak o ryzyku dla zdrowia.
Tytoniowe innowacje
Innowacyjne wyroby tytoniowe nie powstały z dnia na dzień. Są efektem wieloletnich prac inżynieryjnych i badawczych. W przypadku IQOS rozwój całej technologii zajął ponad dekadę. I pochłonął niemało, bo kwotę ponad 3 miliardów dolarów. Projektowaniu tego rozwiązania, w czym uczestniczyło ponad 400 naukowców z ośrodków badawczo-rozwojowych w Szwajcarii i Singapurze, towarzyszyły liczne badania kliniczne i niekliniczne.
To z tych testów wziął się właśnie główny przekaz o znacznie mniejszej szkodliwości papierosów bezdymnych w porównaniu z pospolitymi fajkami. Trzeba jednak pamiętać, że zlecane przez producenta badania podlegają dalszej weryfikacji przez niezależne instytuty badawcze, które w ramach realizowanych np. poprzez granty projektów naukowych sprawdzają bezpieczeństwo kolejnych rodzajów używek. W Polsce niewytwarzające dymu papierosy wzięli pod lupę naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego, którzy pod kierunkiem prof. Joanny Szczepanowskiej od listopada 2016 r. sprawdzają, czy faktycznie są one znacznie mniej obciążające dla organizmu palacza. Na poważnie zainteresował się nimi też rząd Korei Południowej, który w lipcu br. zapowiedział sfinansowanie podobnych badań.
Jako ciekawostkę można podać fakt, że z technologią podgrzewania tytoniu eksperymentowano już wcześniej niż na początku XXI wieku, kiedy to prace nad bezdymnymi papierosami ruszyły pełną parą. W latach 80. XX wieku jeden z amerykańskich koncernów stworzył papierosy, w których tytoń był w głównej mierze podgrzewany, ale częściowo też spalany. Z uwagi na skomplikowany proces zapalania oraz posmak spalenizny w ustach palacze powiedzieli mu stanowcze „NIE”.
Jak będzie tym razem?
Najnowsze prognozy, wskazują na to, że ze zwiększająca się populacją ludności, zwiększy się popyt na mięso, co
będzie skutkowało jego brakiem a zaczem idzie, zastąpienie mięsa, produktami z roślin.
Co się stanie? Według szacunków FAO rolnictwo w 2050 r. będzie musiało produkować prawie 50 proc. więcej
żywności, pasz i biopaliw niż w 2012 r. Skąd je wziąć? Nie jest przecież niczym odkrywczym, że zasoby Ziemi są ograniczone.
Za kilkadziesiąt lat skurczy się zatem ilość miejsca potrzebnego na pastwiska, zaczniemy mieć również problemy z dostępem
do wody pitnej (do wyprodukowania 1 kg pszenicy potrzeba 1000 l wody, do 2,2 kg wołowiny potrzeba 9500 l).
Jak dla mnie pasuje a Wam? 
Wolicie schabowego z bobu albo mielonego z soi?
Wolę słuchać mojej dziewczyny, niż Googla i Yanosika. Polscy kierowcy wyłączają myślenie i pędzą na rzeź
I to rzeź dosłowną. W ostatni długi weekend 31 osób zginęło, a 610 zostało rannych w 468 wypadkach. O wykryciu 1500 pijanych ludzi za kółkiem nie ma co wspominać. A dlaczego? Także dlatego, że polscy kierowcy są wodzeni na pokuszenie przez nowoczesne technologie. Mam GPS-a, mogę przestać myśleć, zdają się myśleć.
W ostatni weekend postanowiłem porzucić dotychczasowe nawyki i wyłączyłem nawigację, Google Maps i Yanosika. Pilnowanie trasy powierzyłem mojej drugiej połówce, dzierżącej w dłoni kartkę z rozpiską. Nawet nie przypuszczałem, że pół Polski można przejechac tak przyjemnie, wygodnie i bez stresu. Dwa tygodnie wcześniej pokonaliśmy podobny odcinek o godzinę dłużej, co chwila hamując, przyspieszając, czekając w korkach i mijając kilka rozbitych aut. Teraz porzuciliśmy większość zdobyczy technologii, wybraliśmy drogi lokalne i ani razu nie trafiliśmy na korek. Ci, którzy jechali "tak, jak zwykle" utknęli w wielokilometrowych zatorach.
Pamiętam, jak niedawno Włodzimierz Zientarski, w zasadzie nestor (mam nadzieję, że się nie obrazi) polskich dziennikarzy motoryzacyjnych, wspominał jak w latach 70. jeździł z rodziną maluchem na Hel. Twierdzi, że podróż zajmowała mu 6 godzin, czyli w zasadzie tyle samo, ile teraz. Pan Włodek jest niezłym gawędziarzem, ale ma absolutną rację.
Już nie jeździmy małymi fiatami, autami o mocy 24 koni mechanicznych, rozpędzającymi się do setki w 46,6 sekundy (serio, to dane fabryczne). Na dodatek mamy do dyspozycji wszelkie zdobycze technologii, które na polskich drogach przydają się jak krowie pierścionek. W ostatnich latach miałem okazję po kilka razy do roku jeździć latem nad morze. I dobrze wiem, że Google Maps, Yanosik i wszelkiej maści nawigacje można traktować jedynie i najwyżej jako źródło pewnego rodzaju wskazówek podczas jazdy, nigdy jako wyrocznię – a tak czynią tysiące kierowców, którzy lądują później w kilkunastokilometrowych korkach. Albo w przydrożnych rowach, o ile skończy się mało tragicznie.
Google Maps jest potwornie irytujące. Zaplanowanie trasy z Ustki do Warszawy przypomina zabawę z kotem. Kładziesz mu ołówek na blacie biurka, on go zrzuca – i tak w kółko. Mapy Google’a za każdym razem upierają się, żeby jechać albo autostradą A1, albo krajową siódemką. Aha. Tylko, że ja wiem, że obie trasy będą zapchane do granic możliwości, że na 7-ce są remonty a na autostradzie z całą pewnością będzie jakiś wypadek i przynajmniej godzina stania.
Moja nawigacja również próbuje mnie zawrócić na autostradę, mimo, że z premedytacją się od niej oddalam. Między innymi dlatego, że w radio słyszę, że stoi na niej kilkunastokilometrowy korek.
Google Maps mają jedną przydatną funkcję – można sprawdzić ruch w czasie rzeczywistym i mniej więcej oszacować jakiej długości jest korek, do którego się zbliżamy.
Nasza rodzima aplikacja Yanosik co chwila próbuje mnie ostrzegać o wyimaginowanych zagrożeniach. No do diaska, pikanie co minutę czy dwie nie sprawi, że będę jechał bezpieczniej czy uważniej, będę za to coraz bardziej zirytowany. Idea jest fajna, ale praktyka może doprowadzić do szewskiej pasji.
Na dodatek wielu kierowców jeździ po autostradach i ekspresówkach z niefrasobliwością przypominającą bandę przedszkolaków wypuszczonych na plac zabaw. Jeden skoczy na bańkę do piaskownicy, inny zjedzie ze zjeżdżalni uszkadzając sobie klejnoty, trzeci zje robaka a czwarty się obrazi. Na polskiej drodze jeden jedzie 200 km/h, inny 60 km/h, wszyscy co chwila hamują i przyspieszają, mniej więcej stałej prędkości nie utrzymuje prawie nikt. W efekcie wszyscy spotykają się w pierwszym napotkanym korku, oddaleni od siebie o odległość rzutu kamieniem. Kompletny bezsens.
Wiecie jak sobie z tym poradzić? Wygrzebać z szuflady atlas albo mapę drogową, naszkicować sobie mniej więcej najprostszą linię między dwoma punktami i rozrysować trasę po takich drogach, jakie nas interesują. Zajmie to z 15 minut, mniej, niż stanie w kolejce do kasy na stacji benzynowej.
A potem trzeba poprosić pasażera lub pasażerkę, by przypominał o tym, że w określonym miejscu trzeba skręcić. Osobiście wole słuchać mojej dziewczyny, niż urywanych komunikatów Krzysztofa Hołowczyca (nic osobistego, panie Krzysztofie, i tak jestem pańskim fanem).
W ten sposób przejedziecie w takim samym czasie, jak przecenianymi i drogimi autostradami, za to bez stresu, oglądając ładne widoki, bo – jak mawia pani premier Szydło – "Polska to piękny kraj".
Prawdopodobnie wychodząc z podobnego założenia, jej rząd obciął właśnie 1,3 mld złotych na budowę i utrzymanie dróg. W sumie po co ciągle łożyć na te autostrady, skoro co chwila się zatykają, prawda? Nie potrzeba nam więcej, skoro i tak tempo dojazdu w różne zakątki Polski mamy takie samo, jak w latach 70.
Źródło: natemat.pl
Nowy wirus na Facebooku.
Uważaj, żeby nie kliknąć w podejrzany link ze zdjęciem znajomego!
Znajomy wysyła wam link w prywatnej wiadomości, więc bez namysłu w niego klikacie. Przecież podsyła go osoba, którą znacie.
Błąd! Tak właśnie na Facebooku działają hakerzy. Taki typ ataku nazywa się "scam" i może nas dużo kosztować.
Możemy go uniknąć, jeśli będziemy wystarczająco ostrożni. Co jednak zrobić, gdy padniemy ofiarą ataku?
Zawirusowana wiadomość zaczyna się od naszego imienia i linku do filmiku ze zdjęciem. Wygląda interesująco i zupełnie
normalnie, jednak pod żadnym pozorem nie należy w niego klikać. Żadnego filmiku nie zobaczycie, a linki zostaną rozesłane
do wszystkich znajomych. Tym razem z imieniem osoby, do którego trafi oraz naszym zdjęciem
Rozprzestrzenia się to w sekundę, jak wirus.
Link kusi. Nie wolno jednak się dać zwieść pozorom.•Screen z Facebooka
Niektórzy internauci są na tyle ostrożni, że ostrzegają innych przed zagrożeniem. Nieraz jest niestety za późno.•Screen z Facebooka
Zawirusowane wiadomości dostało już sporo moich znajomych, niektórzy nawet kilka z rzędu. Ofiary nie mogą teraz nic zrobić, tylko
przepraszać i ostrzegać. Scam opisał m,in. portal niebezpiecznik.pl. Według niego stoją za nim... POLACY!
niebezpiecznik.pl
"Wykorzystywane do oszustwa domeny Easydownload.pl i Nowepliki.pl prowadzą do dokładnie tego samo serwisu
autorstwa firmy Soho Invest Sp. z o.o. SK., która zmieniła działalność z rolniczej na kredytowo-nieruchomościową i w
której udziały posiada firma SOHO Invest Sp. z o.o., a pośrednio Kabalo Invest. Wszystkie z jednego adresu z Wrocławia."
Przy pomocy komputera próbują wyłudzić opłatę za pobranie filmu, a na telefonach – SMS-y premium. Co możemy zrobić?
Wysłać formularz reklamacyjny, zablokować usługi premium lub – jak radzi niebezcznik.pl – zgłosić nadużycie operatorowi naszej
telefonii komórkowej, bo to nie pierwszy taki atak, który przeszedł bez echa.
Jazda rowerem już Was nie zmęczy. Na tym cacku dacie radę dojechać nawet do Radomia.
![[Obrazek: 59ae52ce41d62c83392aac63734e6a00,640,0,0,0.jpg]](http://cdn.innpoland.pl/59ae52ce41d62c83392aac63734e6a00,640,0,0,0.jpg)
Prezentacja elektrycznych rowerów Veturilo. • Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Na Powiślu i na Starym Mieście pojawiły się już nowe stacje. To przyczółek setki nowych rowerów Veturilo – tym
razem w elektrycznej odsłonie. Będą one dostępne od czwartku, na dodatek na pierwsze dwa tygodnie września
operator zaplanował promocję: nie będzie naliczać opłat za pierwszą godzinę jazdy.
– Veturilo bije kolejne rekordy wypożyczeń, a my stale urozmaicamy ofertę naszego systemu – zachwala Łukasz
Puchalski, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. – Pierwszą nowością były tandemy, później pojawiły
się rowerki dziecięce, a od końca sierpnia w ramach systemu można będzie wypożyczać rowery elektryczne – zapowiada.
Sieć dziesięciu stacji, na których będzie można wypożyczyć i oddać rower elektryczny oplecie wyłącznie centrum miasta.
Baterie nowych elektrycznych rowerów mają wystarczyć na pokonanie dystansu od 60 do 130 kilometrów. Silnik ma pokryć
nawet 82 procent zapotrzebowania koniecznego do jazdy. Wspomaganie elektryczne ma działać jednak do
prędkości 25 km/h, co oznacza, że powyżej tego pułapu trzeba się będzie zdać wyłącznie na siłę mięśni.
Po dwutygodniowej promocji trzeba się będzie też pogodzić z bardziej surowym reżimem płatności.
Motorowery Veturilo będą bezpłatne tylko przez pierwsze 20 minut. Kolejne 40 minut jazdy będzie się już
wiązało z koniecznością wydania 6 złotych. Druga – i każda kolejna godzina wypożyczenia jednośladu – to
już wydatek rzędu 14 złotych.
Przez ostatnie pół roku rowery Veturilo wypożyczono już ponad 3 mln razy. W mieście jest 337 stacji, w których można
wypożyczyć 5 tysięcy pojazdów. Można nimi przejechać ponad 500 kilometrów drogami dla rowerów, ciągami
pieszo-rowerowymi oraz pasami i kontrpasami rowerowymi.
źródło: Portal Samorządowy
10-09-2017, 14:51
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (45)
I jak w szkole ma nie być rasizmu i upokarzania innych niż polskie, nacji? :dashi:
"Murzyn puszcza strzałę", "dzicy atakują". Rodzice nie mogą uwierzyć, co znalazło się w podręczniku dzieci.
![[Obrazek: 3cf3bc582312576ef4a796017a51eec2,640,0,0,0.jpg]](http://cdn.natemat.pl/3cf3bc582312576ef4a796017a51eec2,640,0,0,0.jpg)
Miało być śmieszne – ale dla wielu jest oburzające. Chodzi o "Murzyna", który "puścił strzałę" w podręczniku do języka polskiego
dla klasy V szkoły podstawowej. Wielu rodziców pisze, że zupełnie nie rozumie, na czym miałby
polegać "komiczny charakter rysunku" – a takie zadanie mają wykonać uczniowie. No i nie potrafią pojąć, jak to się mogło
stać, że w XXI wieku w podręczniku znalazło się słowo "Murzyn". Wydawca książki zapewnia, że słowo to nie jest obraźliwe, zaś
reakcja internautów jest przesadzona.
To nie jest książka nowa. Darmowy podręcznik "Między nami. Język polski 5" już przed rokiem był wykorzystywany przez
nauczycieli podstawówek w całej Polsce (a zaakceptowanym przez MEN jeszcze wcześniej, w 2013 r.). Wówczas jednak nikt
nie zrobił afery wokół tego, co znalazło się na ostatniej stronie książki. Może dlatego, że żaden nauczyciel nie zdołał przerobić
całego materiału, od deski do deski? A może po prostu nikt nie zwrócił uwagi na ten rysunek?
W pierwszych dniach nowego roku szkolnego dzieci otrzymały od nauczycieli podręczniki używane przez starszych
kolegów, przyniosły do domów, do środka zajrzeli niektórzy rodzice i... oniemieli.
Pijemy to okropieństwo zamiast zdrowej wody, i nawet o tym nie wiemy. Wstrząsający raport badaczy, który otwiera oczy.
Najnowsze badania pokazują, jak dużo plastyku, znajduje się w wodzie z kranu!
Pomysłodawcy akcji zachęcających do picia wody z kranu powinni jak najprędzej zobaczyć te badania.
Choć zachęca się nas do rezygnacji z picia butelkowanej wody, to ostatnie doniesienia pokazują, jak bardzo szkodliwa jest kranówka.
Testy w ramach raportu Orb Media pokazują, że plastyk znajdziemy w oceanach, ale i... naszych kranach. Mikroplastiki to drobiny tworzyw sztucznych pochodzących z rozpadu plastiku. Znaleziono je w wodzie płynącej z kranów Afryki, Indii czy Europy. Mikroplastiki były obecne aż w 94 proc. próbek w Stanach Zjednoczonych. Szkodliwą wodę znaleziono m.in. w Trump Tower w Nowym Jorku czy głównej siedzibie Agencji Ochrony Środowiska (EPA).
W Libanie i Indiach poziomy mikroplastiku wyniosły kolejno 94 proc. i 82 proc. Europa okazała się trochę lepsza, gdyż szkodliwe cząsteczki wystąpiły w 72 proc.
Sumując wyniki, okazało się, że woda przebadana w kilkunastu krajach różnych części świata była zanieczyszczona mikroplastikami w 83 proc.
Autorzy raportu zakładają, że jeśli plastik jest tak mocno obecny w wodzie, to zapewne podobnie jest z żywnością. Pamiętajmy, że mikroplastiki zawierają chemikalia, które mają działanie rakotwórcze.
– Mamy wystarczająco dużo danych na temat dzikiej fauny i wpływu plastiku na dziką przyrodę – twierdzi dr Sherri Mason z Uniwersytetu Stanu Nowy Jork. Pyta retorycznie, jak w związku z tym możemy założyć, że plastik nie oddziałuje także negatywnie na nas. Jego zły wpływ wydaje się bowiem oczywisty.
Chyba pozostaje nam więc źródlana woda w szklanych butelkach.
źródło: euronews.com

