W sumie, sytuacja jest prosta - takie normy obowiązują współcześnie, a inne normy obowiązywały kiedyś. Coś jak moda. Kiedyś spolszczało się wszystkie imiona zagraniczne (chyba, że nie było polskich odpowiedników), dlatego został nam Tomasz Mann, Franciszek Liszt, Karol Darwin, Fryderyk Engels, Józef Haydn, Jan Sebastian Bach itp. Moda ta minęła, ale spolszczone imiona z nami pozostały. Teraz mamy Margaret Thatcher, Nicholasa Cage'a, George'a Busha, Michaela Jacksona, Johna Wayne'a, Joego Bidena itp.
Język polski tego nie normalizuje, zasadą, której nie wolno nam łamać jest tylko odmiana imienia i nazwiska, a czy sobie imię spolszczymy czy nie, tu już mamy wolną rękę.
Cytat:Wciąż tradycyjnie spolszczamy imiona władców (oczywiście w miarę możliwości, nie każde obce imię ma polski odpowiednik). Ale i ta norma podlega wahaniom. Widać to na przykładzie imion rodziny królewskiej panującej w Wielkiej Brytanii: Jerzy V, Jerzy VI, Elżbieta II, książę Karol, ale jego syn to już książę Wilhelm lub książę William – mówimy i tak, i tak.
źródło:
https://nck.pl/projekty-kulturalne/proje...on,c,50012
Po prostu taki jest trend, ale wcale nie musimy się mu poddawać, jak wspomniany Korwin-Mikke. Nie popełniamy jakiegoś błędu jeśli spolszczymy lub nie jakieś zagraniczne imię, co najwyżej, nasi rozmówcy mogą na nas dziwnie popatrzeć.