Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 51 głosów - średnia: 3.25
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Międzywojnie w Polsce
#21

Film "Znachor".Nie mogę rozpoznać co to za motockl,którym jeździł hrabia Leszek Czyński.
[Obrazek: i364554.jpg]

Daj, ać ja pobruczę, a ty poczywaj.
Odpowiedz
#22

Z tego co wiem to Ardie DBK 503 Berlin model D z 1933 roku.

[Obrazek: Ardie-RBU-503-Noris-10.jpg]
Odpowiedz
#23

(01-07-2023, 14:44 )Maksiu napisał(a):  Z tego co wiem to Ardie DBK 503 Berlin model D z 1933 roku.
Możliwe,że to ten co napisałeś.Na zdjęciu nie mogłem mimo powiększania dokładnie zbiornika zobaczyć i napisu czy znaczka firmowego.Super maszyna..!

Daj, ać ja pobruczę, a ty poczywaj.
Odpowiedz
#24

@Dezyderiusz 
Kiedys widzialem wywiad z twórcami i zadano im pytanie o ten motor. W odpowiedzi padla ta informacja którą ci przekazalem.
Odpowiedz
#25

Na zjazd Harleya wpuszczane są motocykle Sokół i Indian. Inne marki nie są mile widziane.

[Obrazek: q2WwWkr.gif]
Odpowiedz
#26

Bo protoplasta Sokola, motor o nazwie CWS 55 byl wzorowany na Harleyu (rama) i Indianinie (silnik). Był dosyć awaryjny więc konstruktorzy podjeli decyzje o ulepszeniu motoru i nadali mu symbol CWS m111, a chwile później nazwali Sokół
Odpowiedz
#27

Motocykle były drogie więc popularnością cieszyły się rowery.BYła taka bardzo znana firma "Kamiński".

Pomorska Fabryka Rowerów Jana Kamińskiego z ulicy Karolkowej 62 w Warszawie zajmowała się bardziej wyspecjalizowaną produkcją, w tym rowerami wyścigowymi i wyczynowymi. Ich specjalnością była produkcja ram rowerowych, na których montowano osprzęt firm krajowych i zagranicznych.

Daj, ać ja pobruczę, a ty poczywaj.
Odpowiedz
#28

W Międzywojniu Polacy byli też niezłymi lotnikami...
[Obrazek: zwirko_i_wigura_pz_600.jpeg]
Odpowiedz
#29

"W połowie lat 30. na polskich torach pojawiły się tzw. luxtorpedy, spalinowe wagony szybkobieżne mogące osiągać prędkość ponad 115 km/h."
[Obrazek: 998-1024x489.jpg]
Pociągi fajne też mieliśmy.
[Obrazek: 211.jpg]
"Najszybszy parowóz zbudowany w Polsce – mógł osiągać prędkość 140 km/h, ale tylko na wybranych trasach."
A po wojnie przez dłuższy czas jako że byliśmy zaściankiem Europy używano u nas zwykłych lokomotyw czy tam parowozów.

Daj, ać ja pobruczę, a ty poczywaj.
Odpowiedz
#30

Co prawda to wtedy byl niemiecki pociąg, ale..
Latający Ślązak
[Obrazek: 800px-SVT_Leipzig.jpg]
[Obrazek: 5fb2ad0ac4448_o_full.jpg]

[Obrazek: 5fb2a0fe96a4d_o_large.jpg]
[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSywZAXpNbUqIQwih2ZzmH...A&usqp=CAU]
Superekspresy rozpoczęły kursowanie w Niemczech w latach 30-tych XX wieku. Wówczas zdecydowano, że największe miasta będą obsługiwane nowoczesnym taborem spalinowym typu „Leipzig”, a wśród obsługiwanych miast na liście znalazł się Bytom. Pierwszy superszybki ekspres na trasie Berlin – Bytom wyruszył z dworca Berlin Charlottenburg 15 maja 1936 roku o 19.51. Kolejnymi przystankami „Latającego Ślązaka” były o 19.59 stacja Berlin ZOO, zaś o 20.20 Berlin Schlesischer Bf (późniejszy Ostbahnhof). Następnie skład zatrzymywał się dopiero w Breslau /Wrocław/ o godzinie 22:46, by po trzech minutach postoju udać się w dalszą drogę. Kolejnymi stacjami na drodze ekspresu były: Oppeln /Opole 23:38/, Kandrzin /Kędzierzyn 23:50 oraz Gleiwitz /Gliwice 0:14/ oraz stacja końcowa Bytom, do której superszybki pociąg dotarł 31 minut po północy.

Latający Ślązak był wyjątkowo traktowany przez niemieckie władze. Specjalnie dla niego wybudowano w Bytomiu hangar, gdzie pociąg oczekiwał na poranny kurs do Berlina. Z dworca głównego w Bytomiu „Pieron” w drogę powrotną do stolicy Rzeszy Niemieckiej wyruszał punktualnie o 5.24. Podobnie, jak podczas kursu z Berlina do Bytomia zatrzymywał się jedynie w Gliwicach /5:39/, Kędzierzynie /6:03/, Opolu /6:15/, Wrocławiu /7:05/, Berlinie Schlesischer Bf /9:54/, Berlinie ZOO /10:22/, docierając do stacji końcowej w Berlinie  Charlottenburgu o 10:29.

Dla pasażerów korzystających z Latającego Ślązaka połączenie, przygranicznego wówczas, Bytomia z Wrocławiem i Berliniem było idealnym połączeniem. Trasę 510 km pociąg pokonywał w zaledwie 4,5 godziny, dzięki czemu między innymi śląscy przedsiębiorcy mogli w stolicy Rzeszy załatwić urzędowe sprawy i jeszcze tego samego dnia wrócić do domu. Tak szybkie połączenie było możliwe dzięki osiąganej przez „Pierona” prędkości, która średnio wynosiła na trasie 128 km/h. Ciekawostką jest fakt, że Latający Ślązak stanowił wówczas prawdziwy fenom w historii europejskiego kolejnictwa. Osiągnął bowiem na trasie Bytom – Berlin rekordową, jak na ówczesne czasy, szybkość 160 km/h, co było najwyższą zanotowaną wówczas prędkością, jaką uzyskał pociąg. Kolejną ciekawostką jest fakt, że dzisiaj w epoce postępu technicznego, pociągi ekspresowe, aby pokonać podobną trasę /Katowice – Berlin/ potrzebują aż 9-10 godzin!

Tym samym koleje niemieckie, które prężnie funkcjonowały w latach trzydziestych XX wieku należały do najszybszych na świecie. Historia „Latającego Ślązaka” nie trwała jednak długo. Na trasie Bytom – Opole – Wrocław – Berlin kursował on zaledwie nieco ponad trzy lata. Wszystko zmieniło się wraz z wybuchem II wojny światowej, kiedy wszystkie pociągi motorowe, w tym „Śląski Pieron” zostały zajęte na potrzeby armii niemieckiej i dostępne wyłącznie dla oficerów. Kolejnym powodem wycofania superszybkich pociągów na trasie Berlin – Bytom była oszczędność paliwa. Każdy jego litr był bowiem niezbędny dla niemieckiej machiny wojennej, która 1 września rozpoczęła podbój Europy.
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości