Liczba postów: 10,523
Liczba wątków: 67
Dołączył: 09 Aug 2014
Reputacja:
204
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Podlasie
Natura ich tak wyposażyła.
Liczba postów: 7,080
Liczba wątków: 36
Dołączył: 26 Jul 2014
Reputacja:
379
Płeć: Mężczyzna
Chętnie przeczytałbym całą książkę o Nikusiu.
Liczba postów: 644
Liczba wątków: 10
Dołączył: 30 Nov 2015
Reputacja:
94
Płeć: Nie ujawnię
Lokalizacja: Polska, Łańcut
Wracamy więc do Nikusia.
Był czas przedwiosennych roztopów. Na porannym spacerze zebrała się trojka : Aza, Maksiu i Nikodem.
Bawili się rozkosznie, tylko błoto śniegowe tryskało spod łap gdy kręcili ósemki , elipsy i inne spirale . Aza biegała jak wiatr, lekko, zwinnie, była idealną kumpelą do gonitwy. Do Azy mogły się zbliżać tylko te psy, które były podporządkowane Nikusiowi, pozostałe przezornie nie podchodziły blisko. Długonoga ale filigranowa Azunia była ukochaną narzeczoną Nikusia.
Plac zabaw przylegał do ogrodzonej metalowym płotem posesji, wewnątrz stało coś, co przypominało ujęcia gazu dla osiedla. Psy jakimś cudem wbiegły w ten zamknięty obszar.My, psiarze staliśmy przy płocie i zachęcali do powrotu, a psy spokojnie penetrowały żelastwo.
Gdy w końcu szykowały się do wyjscia zauważyłam na śniegu krew, okazało się, że Nikuś jest ranny. Maksiu z Azunią przecisnęli się przez pierwszą lepszą szczelinę pomiędzy prętami płota i zostali natychmiast pojmani przez opiekunów, a Nikuś był za dobrze zbudowany. Nie pasował do żadnej szczeliny, był o przynajmniej dwa rozmiary za duży ( szeroki). Biegaliśmy z Nikusiem wokół tego płota, po jego dwóch stronach i ponawiali próby wyjścia - wszystko bezskutecznie.
A z Nikusia pachwiny wyłaniała się coraz większa plama krwi.
Zostawiłam uwięzionego psa i pobiegłam do domu, rzuciłam się do książki telefonicznej, aby ustalić, czy obszar zamknięty należy do spółdzielni mieszkaniowej, czy do miasta i kto może mieć klucze od zamkniętej bramy.
Wykonałam kilka telefonów, niewiele wskórałam, a czas płynął.
Wróciłam pod płot cała w nerwach i usiłowałam nakłonić spanikowanego też psa, aby bardzo powoli i uważnie sprawdzał co szersze szczeliny. Dołem płot był wzmocniony drutem kolczastym, domyśliłam się powodu krwawienia.
W końcu udało się.
Szczęśliwy z uwolnienia Nikuś i trochę skruszony szedl posłusznie nawet bez smyczy do klatki schodowej. W windzie dopiero pokazałam mu ranę, bo sama chciałam sprawdzić co się stało.
W tylnej prawej pachwinie skora była rozerwana na szerokości kilku centymetrów. Gdy Nikodem zobaczył tę ranę dosłownie zasłabł. Położył się na podłodze windy i musiałam go do mieszkania wnosić. Rana była szarpana, rozległa, ale nie krwawiła zbytnio,odsłaniała różowe mięśnie .
Po kilku godzinach lizania tej rany dostaliśmy się do weterynarza. Było konieczne wyrównanie brzegów i zszycie rany, pięć szwów.
Nie będę opisywać tego zabiegu, który odbywał się bez uśpienia psa, a moje serce krwawiło chyba bardziej od tej rany.
Weterynarz nie zaopatrzył nas w kołnierz ochronny, wiec gdzieś nad ranem gdyśmy się zdrzemnęli i wydawalo się, że pies też śpi - Nikodem całe misterne szycie popruł, dokładnie poprzegryzał każdy z pięciu węzłów.
Ręce mi rano opadły poniżej kolan. Wyglądałam jak bezradna gorylica, płacząca gorylica. Płakałam z bezsilności i musiałam iść do pracy.
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>
Liczba postów: 4,067
Liczba wątków: 52
Dołączył: 21 Sep 2014
Reputacja:
149
Płeć: Mężczyzna
jak dalej przebiegało leczenie Nikusia?
Liczba postów: 644
Liczba wątków: 10
Dołączył: 30 Nov 2015
Reputacja:
94
Płeć: Nie ujawnię
Lokalizacja: Polska, Łańcut
Dalej to już było normalnie.
Weterynarz orzekł, ze drugi raz zaszywał nie będzie, że jak się poczeka to przyschnie jak na psie, czymś tam usiłowaliśmy spryskiwać ranę, ale głównym lekarstwem była psia ślina.
Przyschło, zrosło się i pozostal tylko niezbyt widoczny ślad.
Myszko to się działo w czasach, gdy w mieście wojewódzkim była jedna przychodnia weterynaryjna, szef jej był panem i prawie bogiem, a zwierzęta nie mialy ani praw, ani głosu.
Usługi były co prawda bezpłatne ale bardzo reglamentowane, wszystko według uznania pracowników. :cray:
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>
Liczba postów: 644
Liczba wątków: 10
Dołączył: 30 Nov 2015
Reputacja:
94
Płeć: Nie ujawnię
Lokalizacja: Polska, Łańcut
(30-01-2016, 21:46 )Jimmy napisał(a): Ale chyba znieczulili Nikusia przed szyciem ? 
Prawdopodobnie zamrozili miejscowo, ale Nikuś tak piszczal ( a ryjek tzn kufę miał związany bandażem), że miałam wrażenie, iż cale znieczulenie jest zupelnie lipne i facet przycina tkanki i zszywa na żywca.
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>
Liczba postów: 10,523
Liczba wątków: 67
Dołączył: 09 Aug 2014
Reputacja:
204
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Podlasie
Nie no weterynarz raczej n ie zszywał by psiaka.Pyszczek Nikusiowi zawiązali pewnie po to,żeby nie ugryzł.
Liczba postów: 1,077
Liczba wątków: 16
Dołączył: 26 Jul 2014
Reputacja:
32
Płeć: Mężczyzna
Zodiak: waga
Fajna sprawa z bobrami, szkoda Nikusia.
Liczba postów: 644
Liczba wątków: 10
Dołączył: 30 Nov 2015
Reputacja:
94
Płeć: Nie ujawnię
Lokalizacja: Polska, Łańcut
(02-02-2016, 18:42 )Nebo napisał(a): Fajna sprawa z bobrami, szkoda Nikusia.
Z bobrami jest mi ....średnio fajnie. Zaczynają obgryzać korę ze świerków. Kupiłam siatkę metalową za stówę, ktorej starczylo na zabezpieczenie 8 świerków. Powinnam jeszcze 12 swierków i trzy brzozy owinąć taką siatką, to dalsze dwie stówy z emerytury.
Jak to wytłumaczyć bobrom? Chyba się jednak szybciej dogadam z bobrami niż z urzędnikami z gminy...
Urzędnicy wiedzą jedno: Nie jestem rolnikiem, to mnie szkody rolne nie dotyczą, nie będzie refundacji ani za zmarnowane drzewa, ani za poniesione koszty.
http://www.lasy.gov.pl/informacje/aktual...cinaja-las
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-02-2016, 15:09 przez
gratka.)