Ostatnie wątki

Statystyki
  • Postów na forum:180,507
  • Wątków na forum:6,196
  • Użytkownicy:3,259
  • Najnowszy użytkownik:lelumblue@gmail.com


Napisane przez: gratka
15-12-2015, 13:30
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (16)

Bawiliśmy się już w ankiety - jacy jesteśmy- ale gdześ mi zaginąl ten watek. Pomroczność jasna czy co?  :oops:

Teraz będzie na poważnie. Są testy psychologiczne, ktore nie żartują, czasem jak sytuacja tego wymaga  każą się nawet leczyć. 
Jestem osobą starą, Od 10 lat samotną, na życie patrzę z dystansem, ale nie zawsze to jest możliwe.
 Nie ma we mnie młodzieńczej naiwności, że będzie lepiej, chyba też za malo optymizmu na przyszlość, bo czego oczekiwać po siódmym krzyżyku? 
 Poddalam się takiemu testowi i mam wskazanie - może ty  idź do psychologa....Tak więc, jeżeli coś wyjątkowo głupiego napiszę miejcie wzgląd  zolzakaka2

 
Jeżeli zechcecie znać swoje nastawienie do życia - proszę tu na kwestionariusz orientacji :
http://www.psychologia.net.pl/testy.php?test=soc

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: Siwy
15-12-2015, 13:16
Forum: Zwierzęta
- Odpowiedzi (26)

To jest czarna, jakoś najbardziej ją lubię ze względu pewnie na jej charakterek.

[Obrazek: 1459781_469742806478309_1869076699_n.jpg...e=56DF08EA]

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: Siwy
15-12-2015, 0:18
Forum: Teizm
- Odpowiedzi (220)

Co może świadek Jehowy? I dlaczego tak mało?
Ale urodzin już obchodzić nie mogą!? Dlaczego? Hmm to chyba jest dość dziwne. Wygląda na to, że ktoś według jakiegoś kryterium „z dupy” ustala, które święta można obchodzić, a które nie. Dlaczego pierwszą rocznicę małżeństwa możemy świętować, ale upływu tych samych 365 dni w odniesieniu do Nowego Roku już nie?

................................................................................................................................................................................................................

 

 

- Gdzie idziesz na Sylwestra?


To dość niewinne pytanie wzbudza w gorliwym świadku Jehowy poczucie popłochu. Nie wie jak odpowiedzieć. Religia zabrania mu obchodzenia Sylwestra. Ale podskórnie czuje, że jeśli powie prawdę, to rozmówca uzna go za kompletnego świra. Więc najczęściej odpowiada wymijająco:


- Ach spotykamy się tak w gronie rodzinnym - mówi cicho w nadziei na zmianę tematu. Nie chce się przyznać, bo to nie tak łatwo wytłumaczyć komuś z zewnątrz cały ten skomplikowany system wyliczający co świadkom wolno a co nie.


By wprowadzić czytelnika choć trochę w klimat tej religii, przedstawię zestaw najbardziej interesujących zakazów, które tam obowiązują. Można się przekonać jak bardzo te  zalecenia ingerują w życie prywatne tych ludzi. Później spróbujemy się z niektórymi rozprawić, pokazując ich niespójność i niekonsekwencję. 

 

[Obrazek: GRZECH2.jpg]


Świadek Jehowy nie może, pod groźbą wykluczenia ze społeczności: 


- sprzeciwiać się zaleceniom „Organizacji”

- uprawiać jakikolwiek rodzaj seksu przedmałżeńskiego

- głosować i brać udział w wyborach (wszystkich!!, nawet do samorządu szkolnego!!)

- uprawiać hazardu, w każdej formie: totolotek, karty, jednoręki bandyta, to wszystko odpada. Hardkorowcy nie uznają nawet zdrapek dołączanych do opakowań chipsów

- palić papierosów (nawet okazjonalnie)

- oddać krwi

- śpiewać hymnu państwowego a nawet stać na baczność podczas odgrywania go

- jeść kaszanki z krwią albo czerniny

- rozwieść się (bez biblijnych przyczyn)

- obchodzić wszystkich świąt: urodzin, imienin, dzień Matki, Ojca, 1 maja, 3 maja, Boże Narodzenie, Nowy Rok itd.

- uczestniczyć w jakichkolwiek innych uroczystościach religijnych (poza zborem)

- być aktywnym homoseksualistą.

- rozmawiać z wykluczonymi (ex – świadkami Jehowy) ani nawet podawać im ręki. 

 

Czego świadek Jehowy nie powinien, zachowania potępiane i niemile widziane u świadków Jehowy: 


- iść na studniówkę 

- integrować się z ludźmi "światowymi" w pracy czy w szkole

- czytać horoskopów

- nie wolno zawieszać plakatów zespołów muzycznych czy piłkarzy. 

- uprawiać zawodowo sportów.

- chodzić na randki z „niewiernymi”

- grać w karty (nawet nie na pieniądze)

- słuchać niechrześcijańskiej muzyki – czyli prawie wszystkiego 

- pracować w firmach mających coś wspólnego z hazardem, papierosami, polityką. Nie wolnonawet sprzedawać papierosów w spożywczaku. 

- utrzymywać kontaktów z wykluczoną rodziną. 

- nosić tatuaż

- zapuścić włosy lub brodę, albo nosić kolczyk (mężczyźni)

- seksownie się ubrać (np. spódniczki odsłaniające kolano)

- czytać Harry Pottera

- wspierać Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy albo Caritas,


A teraz wróćmy do zagadnienia, od którego rozpoczęliśmy; zabawa noworoczna! Wszyscy normalni ludzie, robią w ten dzień coś ciekawego. Ale świadkowie Jehowy mają odgórnie zabronione uczestniczenie w oficjalnych dużych zabawach. A niby dlaczego? Tak uzasadniają to publikacje Towarzystwa:

1) Jest to zwyczaj pogański. Obchodzili Nowy Rok już Babilończycy. I Rzymianie też świętowali Nowy Rok i to nawet oni przenieśli to święto na 1 stycznia. A świadkowie Jehowy nie chcą mieć nic wspólnego z pogańskimi zwyczajami.

2) Ponieważ świadkowie Jehowy nie będą uczestniczyć w hulankach i pijatykach. 

 

Ad 1) 


Zakazywanie jakiegoś zwyczaju, tylko dlatego, że pochodzi z pogaństwa to specjalność świadków Jehowy. Ale wystarczy nawet pobieżna analiza tego zagadnienia by wykazać jego niekonsekwencję i bezsens. Najpierw lista innych, zakazanych rzeczy ze względu na pogańskie pochodzenie: 

- wznoszenie toastów i stukanie się kieliszkami 

- obchodzenie świąt (Boże Narodzenie, Wielkanoc, Święto Zmarłych)

- obchodzenie imienin, urodzin

- rzucanie ryżem na parę młodą


Zastanówmy się: Czy pochodzenie jakiegoś zwyczaju ze świata pogańskiego automatycznie oznacza, ze jest on zły? 

- No nie wiem.. chyba tak..  - odpowie świadek Jehowy.

Ale oznacza to przecież, że większość pogańskich konwencji musiałaby być zakazana dla współczesnych wyznawców „religii prawdziwej”.  A jak daleko można się posunąć? Np. to że dzielimy minutę na 60 sekund, a godzinę na 60 minut - zawdzięczamy tym wstrętnym pogańskim Babilończykom. A sposób podziału kalendarza na 12 miesięcy to wynalazek barbarzyńskich Rzymian.. 

A przecież Towarzystwo Biblijne i Traktatowe Strażnica – samo produkuje kalendarze i korzysta z nazw miesięcy (a niektóre bezpośrednio odnoszą się do rzymskich bogów), ustala co roku – hasło roczne. Poza tym świadkowie Jehowy z powodzeniem mogą obchodzić np. 25 rocznicę małżeństwa. Ale urodzin już obchodzić nie mogą!? Dlaczego? Hmm to chyba jest dość dziwne. Wygląda na to, że ktoś według jakiegoś kryterium „z dupy” ustala, które święta można obchodzić, a które nie. Dlaczego pierwszą rocznicę małżeństwa możemy świętować, ale upływu tych samych 365 dni w odniesieniu do Nowego Roku już nie?

To chyba niekonsekwencja.. No ale cóż.. gdyby byli konsekwentni -  to skończyłoby się na tym, że prawdziwy świadek Jehowy nie mógłby używać stopera – ponieważ jest to pogański wynalazek. Więc może lepiej, że nie są..

 Tzw argument z „pogaństwa” jest jakimś nieporozumieniem i szaleństwem w zasadzie. Co się w ogóle za tym terminem dokładnie się kryje? Czy pogańskie jest wszystko co pochodzi z kultur niechrześcijańskich? Jeżeli tak, to czy wszystko potępiamy? Nie da się! Przecież tyle wspaniałych wynalazków pochodzi z „pogaństwa”. Należy w to włączyć wynalazek „pisma”. Wspaniała rzecz takie pismo! I pomyśleć, że  wszystkowiedząca Biblia, została spisana dzięki pogańskiemu wynalazkowi !! (alfabet fenicki). Gdyby nie poganie – to Biblia by nie powstała – stawia to przecież naszą nienawiść do tego, co „pogańskie” w bardzo problematycznym świetle. Należałoby również potępić inne „pogańskie” wynalazki, tak obrzydliwe jak koło, wino, teatr (Grecja) czy obrączka (Egipt)!! 

Np. symbolika pierścionka jest w swej wymowie piękna; starożytni Egipcjanie wierzyli, że kołowy kształt pierścionka był znakiem nieśmiertelnej miłości. Zwyczaj ten kultywowali Rzymianie wierząc, iż kulisty kształt nie mający początku ani końca – świetnie symbolizuje wieczność w odniesieniu do miłości. A dla świadków Jehowy powinno to być obrzydliwością. To wstrętny pogański zwyczaj.

Ale zaraz... nikt przecież nie zabrania świadkom Jehowy nosić obrączki.. Znowu niekonsekwencja.. ? A może jednak nie wszystkie zwyczaje pogańskie są złe? Jeżeli nie wszystkie są złe to dlaczego w ogóle stosuje się argument o "pochodzeniu z pogaństwa"? Bo duch święty kazał? Ale duch święty nie może się mylić i być nierozsądny? A może bracia źle usłyszeli jego zalecenia? A może po prostu sami je wymyślili?

 

[Obrazek: grzech1.jpg]

Ad 2) Nie każda impreza zaraz musi kończyć się hulanką i pijatyką. Dlaczego nie zostawić rozwadze braci i sióstr i ich osobistemu osądowi – wyboru -  na które imprezy chcą się wybrać a na które nie. Przecież na świętowaniu 25 rocznicy małżeństwa – też można się upić, tak jak na weselu, które również jest dozwolone. Wychodzi na to, że na niektórych imprezach, które potencjalnie mogą się okazać hulankami – świadek Jehowy może być, a na niektórych nie. Logicznego systemu w tym nie ma wcale. 

 

[Obrazek: JESTOK2.jpg]


 Rzeczywistość okazuje się jednak trochę bardziej skomplikowana niż to brooklińsy emeryci w głowach sobie ubzdurali. A cierpią na tym zwykli, prości wyznawcy tej religii; Za jedne przewinienia się karze surowo. Inne się pomija. Nie wiadomo według jakiego klucza: 

- masturbacja surowo wzbroniona i zawsze zła – ale za to senna polucja jest jak najbardziej ok.

 - transfuzja krwi zakazana – ale przeszczepy serca i wszelka transplantacja od 1980 roku są w porządku. 

- nie wolno wstąpić do Armii nawet do służby zastępczej – ale wolno się bronić, gdy ktoś zaatakuje Cię bezpośrednio.

- niektóre substancje potępione są absolutnie (nie można ich spożywać) – np. nikotyna, krew. Inne tylko czasami: opium (heroina, morfina), alkohol. A jeszcze inne (równie uzależniające) można spożywać do woli: cukier, kofeina. 


Może zatrzymajmy się przy tym ostatnim. Skąd takie a nie inne ustalenia? Świadkowie uzasadniają to jednym wersetem biblijnym, gdzie apostoł Paweł pisze, że niedobrze jest kalać swoje ciała. Stąd na przykład wnosi się, że nie wolno palić papierosów. I potępia się je w czambuł. A przecież nikotyna, tak jak każda inna substancja może też być pożyteczna (np. pomaga chorym na schizofrenię – zwiększa poziom dopaminy). Ale w świecie świadków Jehowy niektóre substancje są absolutnie złe, a inne absolutnie dobre. Nie zważa się specjalnie na kontekst, na relatywność.  A przecież każda substancja może okazać się zabójcza, jeżeli będzie spożyta w dużej ilości albo w niewłaściwy sposób. No i analogicznie: każda substancja użyta w odpowiedni sposób może okazać się pożyteczna. Ale świadkowie nie lubią słowa „relatywnie”, nie pasuje ono do ich systemu. A system ów produkuje następujące kwiatki:

- młody, wysportowany zdrowo prowadzący się człowiek, który dwa razy na rok zapali papierosa jest napiętnowany i może być usunięty z organizacji świadków Jehowy za kalanie ciała.

- natomiast gruba, leniwa, zasiedziała, siostra Wiesia, obżerająca się codziennie 5 pączkami, kilogramem sernika i hamburgerami z McDonalda, nieuprawiająca sportów może być stawiana za wzór, a na pewno nikt nie zagrozi jej wykluczeniem.

 A kto bardziej kala swoje ciało prowadząc niezdrowy tryb życia? Czy takie stawianie sprawy jest rozsądne? Czyż nie sensowniej byłoby po prostu namawiać do ogólnie zdrowego trybu życia, i dać ludziom prawo do decydowania o sobie, zamiast potępiać absolutnie jedne rzeczy a innym pobłażać? 

Zjeść ciastka z marihuaną nie można (pod groźbą wykluczenia) – ale palić stare opony, śmieci i styropian (i wdychać dym) już można (nikt nie będzie miał pretensji).Takich przykładów można mnożyć. Przy okazji, jeżeli komuś przyjdzie do głowy jakiś inny ciekawy, to proszę o podzielenie się nim w komentarzach.

 

[Obrazek: JEST_OK1.jpg]


A sami świadkowie mają trudne życie. Naprawdę. W sumie najtrafniej podsumowując tą listę zakazów i nakazów można powiedzieć, że po prostu nie mają życia. Codziennie lawirują pomiędzy setkami przepisów, produkowanych przez niezidentyfikowanych bliżej mężczyzn w podeszłym wieku przebywających w Brooklynie New York, którzy ponoć piszą pod wpływem boskiego ducha świętego. Nauki owe są tak czarno-białe jak tylko mogą być. Słowa typu "relatywnie", "przypuszczalnie", "nie jestem pewien" rzadko goszczą w ich słowniku. Bo przecież Bóg nie może mówić „wydaje mi się” albo „moim zdaniem” - u Boga wszystko jest w terminach absolutnych. I właśnie takiej absolutnej doktryny która obowiązuje zawsze i bez wyjątku mają się trzymać świadkowie Jehowy.

Sprowadza to szeregowych wyznawców do roli niedojrzałych podrzutków – zbyt głupich by samemu o swoim życiu decydować. Absolutna moralność sprawia jednak absolutne problemy. Z jednego absolutnego zakazu wynika dziesięć innych – równie absolutnych.

Niekonsekwencje wystąpią wszędzie tam, gdzie ktoś będzie starał się ułożyć kompletny i oparty tylko na wartościach zero-jedynkowych (zło – dobro) system moralny.

Prawda jest taka, że nie ma absolutnego dobra ani absolutnego zła. Co jest stwierdzeniem tak banalnym, że aż głupio się czuję pisząc tutaj o tym. Wszystko zależy od kontekstu i okoliczności – nawet zabicie drugiej osoby – może być w pewnym kontekście dobre a w innym złe, nie wspominając już np. substancjach takich jak np. opium; z jednej strony uzależniający narkotyk, z drugiej wspaniały środek przeciwbólowy, bez którego trudno sobie wyobrazić współczesną medycynę.

Ale świadkowie nie myślą w ten sposób.. bo zawaliłaby się ich podstawa moralności..  I nie byłoby za co karać ani wykluczać. I wtedy każdy sam musiałby podejmować decyzję kim chce być. Samodzielnie decydować co dla mnie jest dobre a co złe? A nie wszystkim tak się chce.. Bo myślenie - wbrew temu co niektórzy wypisują na ścianach – boli..

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
14-12-2015, 12:59
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (8)

"Ubrany w futro od stóp do głów, z różanymi policzkami, śnieżną brodą i okrągłym brzuchem" - opisuje świętego Mikołaja w wierszu z 1823 roku "A Visit from St. Nicholas" Clement Clarke Moore, pisarz i profesor literatury z Nowego Jorku. Razem z rysownikiem Thomasem Nastem z magazynu "Harper's Weekly", który przedstawiał Krisa Kringle'a (jedno z imion Mikołaja) jako dobrodusznego staruszka w czerwonym stroju, przepasanym szerokim paskiem, w czarnych skórzanych butach, obładowanego prezentami dla grzecznych dzieci, Clarke Moore jest odpowiedzialny za to, jak dziś wyobrażamy sobie świętego Mikołaja. 

Nastowi zdarzało się rysować Mikołaja także w zielonym kubraczku, ale ostatecznie zwyciężyła soczysta czerwień pasująca do rumianych policzków. Swój udział w kultywowaniu legendy jowialnego świętego z Bieguna Północnego miała także Coca-Cola, której ilustrator Haddon Sundblom, inspirując się pracami Nasta, od 1931 roku rysował Mikołaja w czerwonym kostiumie i uśmiechem pod śnieżnobiałym wąsem, jako że czerwień i biel były kolorami marki.

[Obrazek: Coca-Cola_Christmas6.jpeg]

Mikołaj miewał czapkę z pomponem, zdarzało mu się nosić okulary albo opierać się o laskę. Strój świętego Mikołaja na warsztat wzięło także Hollywood, które wielu pokoleniom dzieci opowiadało historię o staruszku, który co roku, w nocy z 24 na 25 grudnia, podróżuje zaprzężonymi w renifery saniami po całym świecie, wchodzi przez komin do każdego domu i zostawia grzecznym dzieciom wymarzone prezenty, a niegrzecznym rózgi (o tym opowiada piosenka "Santa Claus Is Coming to Town" z 1934 roku, którą od 80 lat śpiewali m.in. Bruce Springsteen, Justin Bieber i Mariah Carey).


Od czasów opowieści "Święty Mikołaj: życie i przygody" L. Franka Bauma z 1902 roku, w którym Mikołaj z wielkim workiem prezentów wchodzi kominem do domu każdego dziecka, popularne są też przedstawienia Mikołaja przy pracy w fabryce zabawek na Biegunie Północnym, na latających saniach ze swoimi reniferami albo na tronie, gdzie słucha życzeń dzieci z całego świata. Ale święty rozdający prezenty nie zawsze nosił aksamitny kubraczek.

Biskup Mikołaj, który został potem świętym, mieszkał w mieście Myra (obecnie Demre), położonym w starożytnej Grecji, a dziś na terenie Turcji. Mikołaj z IV wieku rozdawał pieniądze biednym i tym zasłużył na miano "świętego". W średniowieczu wierzono, że Mikołaj przynosi prezenty 6 grudnia, w dzień swoich imienin. W czasie reformacji Marcin Luter chciał, by dzieci wierzyły przede wszystkim w Jezusa, a nie pomniejszych świętych, więc wielkie rozdawanie prezentów miało następować w Wigilię, a prezenty przynosiło Dzieciątko, czyli nowo narodzony Chrystus (w Polsce ta tradycja do dzisiaj przetrwała m.in. na Śląsku).

Przedstawienia Mikołaja mieszały się jeszcze wtedy z wizerunkiem starogermańskiego boga Odyna, ubranego w pelerynę wędrowca z brodą. Holenderski "Sinterklaas", od którego imię bierze amerykański "Santa Claus", który do dzisiaj rozdaje dzieciom prezenty w Wigilię, był za to odziany w czerwono-złoty płaszcz i mitrę. W Wielkiej Brytanii z Mikołajem związana jest postać Father Christmas, dobrego ducha świąt.


W "Opowieści Wigilijnej" Karola Dickensa z 1843 roku Mikołaj który obdarza Scrooge'a świątecznym duchem, nosi zielone jak jemioła szaty (dziś zieleń to raczej domena elfów, pomocników Mikołaja). Sinterklaas i Father Christmas Amerykanie złączyli w jednego świętego Mikołaja. Popkultura, mniej lub bardziej umiejętnie, bawi się wizerunkiem świętego Mikołaja.

Bywał już szowinistycznym pijakiem z krzywo przyklejoną białą brodą w ciele Billy'ego Boba Thorntona w "Złym Mikołaju", ciepłym staruszkiem w okularach, granym przez Richarda Attenborough w jednym z najlepszych filmów o świętach, "Cud z 34. ulicy", a nawet... kobietą w "Santa Baby".
W Polsce za czasów PRL-u próbowano dzieci przekonać do świeckiego Dziadka Mroza, wywodzącego się ze wschodniosłowiańskiego folkloru, ale czerwonym płaszczem i białą brodą do złudzenia przypominającym "prawdziwego" świętego Mikołaja. W tym roku w amerykańskim Portland w stanie Oregon święty Mikołaj został hipsterem w kardiganie w norweski wzór i z koczkiem na włosach. Ot, znak czasów.

Święty Mikołaj długo pozostawał samotny. Panią Klaus przedstawiła dzieciom w 1889 roku poetka Katharine Lee Bates wiersem "Goody Santa Claus on a Sleigh Ride". Przedstawiana na początku jako starsza pani z siwymi włosami i w okularach, dzisiaj "pani Mikołajowa" nosi wydekoltowaną minispódniczkę i kozaki na obcasach (takie "żony" Mikołaja można zobaczyć m.in. w filmie "To właśnie miłość"). Dzisiaj wciąż każdy szanujący się dom towarowy w Stanach ma swojego świętego Mikołaja, za Mikołaja przebierają się pracownicy fundacji, zbierającej w okolicach świąt datki dla dzieci, czerwony płaszcz przywdziewają też ojcowie, rozdający z płóciennych worków prezenty dla swoich pociech, które o swoich marzeniach piszą w listach do świętego.


[Obrazek: EN_90036131_0016.jpeg]

Przez lata Mikołaj stał się nie tylko symbolem hojności, ale także świątecznej komercji, a nawet oszustwa wobec dzieci, które przeżywają zawód, gdy okazuje się, że staruszek z brodą jeździ SUV-em ich taty, a nie latającymi saniami.

wp.pl


A jak Wy wyobrażacie sobie Mikołaja?  ubawa2

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
14-12-2015, 12:47
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (36)

Czy to waszym zdaniem, zdrowe podejście aby matka szukała żony dla syna?
Jak powinno to wyglądać i czy syn powinien się na to godzić?  ubawa

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
14-12-2015, 12:44
Forum: Zdrowie
- Brak odpowiedzi

[Obrazek: picie_wikimedia_650.jpeg]

[b]Ludzie lepiej sytuowani i o wyższym statusie społecznym częściej sięgają po alkohol, ale rzadziej umierają z powodu jego nadużywania - wykazały badania holenderskich specjalistów opublikowane przez PLOS. Badaniami objęto 17 krajów europejskich, w tym również Polskę.[/b]
Główny autor opracowania Johan Mackenbach z Uniwersytetu Erasmusa w Rotterdamie twierdzi, że osoby o niższym statusie społecznym, choć nieco rzadziej sięgają po alkohol, to częściej się upijają. Wskazują na to dane, jakie analizowano od 1980 r. Istotne znaczenie ma również styl życia. Z wielu badań wynika, że osoby lepiej wykształcone żyją dłużej dzięki ogólnie bardziej prozdrowotnym zachowaniom.
Zastanawiające jest, że większą śmiertelność u osób gorzej sytuowanych i nadużywających alkoholu wykazano jedynie w północnej i środkowej Europie, takich jak Dania i Finlandia oraz Węgry. Nie zauważono jej natomiast w krajach na południu naszego kontynentu, takich jak Hiszpania, Francja, Szwajcaria i Włochy. Johan Mackenbach twierdzi, że nie analizowano jeszcze skąd wynikają te różnice, mają to wykazać dopiero kolejne badania.

Najgorsza sytuacja jest w Finlandii oraz na Węgrzech, gdzie występuje największa śmiertelność z powodu nadużywania alkoholu. Na zgony wywołane zatruciem alkoholowym, marskością wątroby oraz kardiomiopatią alkoholową w krajach tych przypada ponad 9 proc. przypadków śmiertelnych. W Polsce jest ich 3,6 proc. (dane z lat 2001-2003), a np. w Madrycie i Turynie zaledwie 0,6 proc. (najmniej we wszystkich badanych krajach).
Niepokojące jest, że w ostatnich dziesięcioleciach wzrasta liczba zgonów z powodu nadużywania alkoholu wśród osób o niższym statusie społecznym w krajach Europy Północnej i Środkowej. Na takim samym poziomie utrzymujące się ona wśród osób lepiej sytuowanych i z wyższym wykształceniem. "Wynika z tego, że różnice te między obydwiem warstwami społecznymi coraz bardziej się pogłębiają" - podkreśla Johan Mackenbach.
Nie zmienia się natomiast sytuacja w Europie Południowej, gdzie nie ma różnic w zgonach wywołanych nadużywaniem alkoholu w poszczególnych grupach społecznych, a ich odsetek pozostaje wciąż na takim samym poziomie.
Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), nadużywanie alkoholu co roku jest przyczyną 3,3 mln zgonów na całym świecie, co stanowi 5,9 proc. wszystkich przypadków śmiertelnych.

wp.pl

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
14-12-2015, 12:40
Forum: Anomalia/ logika/ fama
- Odpowiedzi (5)

[Obrazek: niemiecka_policja_pap_650.jpeg]

[b]Miało być poważnie i profesjonalnie, a jest trochę śmiesznie i trochę strasznie. Bawarska policja zaprezentowała niedawno nowe szturmowe mundury swoich funkcjonariuszy. Uniformy mają dość futurystyczny "sznyt", więc nic dziwnego, że z miejsca wywołały lawinę komentarzy. Najwięcej emocji budzą policyjne hełmy.[/b]


W internecie zawrzało, a użytkownicy nie szczędzili drwin. Policjantów prezentujących na sobie owe cuda niemieckiej techniki szybko zaczęto porównywać do Lorda Vadera z filmowej sagi Georga Lucasa, bohaterów „Kosmicznych jaj” Mela Brooksa oraz do... Wojowniczych Żółwi Ninja. Wszystko za sprawą błyszczących i charakteryzujących się specyficzną krzywizną czarnych hełmów. Nakrycia głowy porównano też do garnków i chińskich patelni: "Nowe policyjne hełmy. Praktyczne jak się patrzy" - komentował jeden z użytkowników Twittera, okraszając komentarz zdjęciem patelni typu wok.
Mimo takich reakcji opinii publicznej bawarski minister spraw wewnętrznych Joachim Herrmann zapewnia, że śmiech jest zupełnie nieuzasadniony. Uniformy klasy czwartej (Class-4) nie będą wykorzystywane w codziennych patrolach niemieckiej prewencji, a stosowane w sytuacjach ekstremalnych - podczas najcięższych kryzysów, zamieszek i rozruchów ulicznych. Powstaje jednak pytanie, czy w związku z tzw. kryzysem imigracyjnym oraz napływem imigrantów, którzy szczególnie upodobali sobie właśnie Bawarię, tamtejsi policjanci nie będą musieli chodzić w tych strojach cały czas? Nam pozostaje mieć nadzieję, że w Polsce będziemy mogli zobaczyć tak ubranych funkcjonariuszy jedynie podczas wspólnych ćwiczeń naszej i niemieckiej policji, a nie np. w ramach realizowania ustawy 1066.

KP

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
14-12-2015, 12:33
Forum: Psychologia/ socjologia/ partnerstwo
- Odpowiedzi (24)

Filmik:

http://wp.tv/i,jak-dbaja-o-urode-mezczyz...,klip.html


Po co ci tyle kosmetyków? Naprawdę do twarzy potrzebne są dwa kremy i dodatkowy do ciała? Takie pytania z ust swojego partnera słyszała pewnie większość pań. Postanowiliśmy sprawdzić, jak o urodę dbają polscy mężczyźni. Sonda uliczna pokazała, że większość, oprócz żelu pod prysznic, szamponu i kremu po goleniu, nie inwestuje w kosmetyki. Czy używanie kremu do twarzy to wstyd i w jaki sposób fryzjerzy próbują nakłonić swoich klientów na przykładanie większej uwagi do pielęgnacji?
Nadmierne dbanie o siebie Polakom kojarzy się głównie z mieszkańcami dużych miast lub z metroseksualizmem. Tymczasem to wręcz obowiązek w firmach, w których liczy się bezpośredni kontakt z klientem. Pracownicy takich branży regularnie przychodzą na manicure i oczyszczanie twarzy. Jak zaznacza Dorota Kalinowska z jednego z warszawskich SPA, to konieczne, bo skóra mężczyzn jest inna niż skóra kobiet i szybciej się zanieczyszcza.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
14-12-2015, 12:27
Forum: Polityka/ historia
- Odpowiedzi (5)

[Obrazek: wiki_adolf_hitler_970.jpeg]

Adolf Hitler przed maszerującymi nazistami, październik 1930 r. (fot. Wikimedia Commons / )

Jeśli kiedykolwiek istniał jakiś Polak, do którego Führer czuł szacunek, to był nim niewątpliwie Marszałek Józef Piłsudski. Cenił go tak bardzo, że po pokonaniu Polski, Niemcy na Wawelu przy trumnie Marszałka wystawili wartę honorową - pisze Robert Jurszo w artykule dla WP.

W jednym z wydań "Głosu Wielkopolski" w 1947 ukazała się krótka depesza prasowa, w której napisano, że "władze amerykańskie znalazły w jednym z bunkrów Frankfutru [pisownia oryginalna - R.J.] tajny memoriał Hitlera do Himmlera z dnia 4 marca 1944 roku". Oczywiście znalezienie jakiegoś dokumentu nie byłoby czymś nadzwyczajnym. Tuż po wojnie wynajdywano różne materiały dotyczące działalności III Rzeszy i jej przywódców. Ale treść tegoż była co najmniej zaskakująca: "Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie" - miał pisać Adolf Hitler. "Polacy według mojej opinii [...] są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyjąc ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany" - entuzjazmował się naszym narodem Führer. Jeszcze bardziej zaskakująca była konkluzja tego memoriału: "Polacy powinni być asymilowani do społeczności niemieckiej jako element wartościowy rasowo. Uczeni nasi doszli do wniosku, że połączenie niemieckiej systematyczności z polotem Polaków dałoby doskonałe wyniki".

No cóż, słowa to co najmniej zaskakujące. W szczególności, że rzekomo napisane przez człowieka, który wiele energii włożył w to, by sprowadzić Polaków do roli zwierząt pociągowych w gospodarczej machinie III Rzeszy. Rzeczonego memoriału nikt nigdy nie widział a jego treść została wyssana z palca, być może nawet przez komunistycznych propagandzistów. Prawda o tym, co Hitler rzeczywiście myślał o naszym narodzie, jest zupełnie inna.


Ziemia Obiecana na Wschodzie

Jednym z głównych wątków politycznej myśli Hitlera - zarówno, gdy czyta się "Mein Kampf", jak i zapisy jego przemówień - było poszukiwanie "Lebensraum" - "przestrzeni życiowej" dla Niemców. To nie był jego oryginalny koncept. Myśl o tym, jakoby narodowi niemieckiemu było "za ciasno" w aktualnym układzie granic była już znana w XIX wieku. Wtedy to ukuto termin "geopolityka" i pojawił się pomysł, by poszukiwać nowych ziem na Wschodzie. "Jeśli dzisiaj - pisał Hitler w 'Mein Kampf' - mówimy w Europie o nowej ziemi i roli, możemy w pierwszym rzędzie myśleć o Rosji i podporządkowanych jej państwach ościennych". A więc to dzięki pokonaniu Rosji możliwe było zdobycie nowych przestrzeni, w której przyszli niemieccy osadnicy będą budowali Tysiącletnią Rzeszę.

Odziedziczoną po zdolniejszych od niego teoretykach polityki ideę imperialną Hitler podlał jeszcze rasistowskim sosem. To też nie było nic nadzwyczajnego w tamtych czasach. Na przełomie XIX i XX wieku w Europie i nie tylko pleniły się różne koncepcje rasowe, na ogół tkwiące jedną nogą w dość niewyrafinowanie rozumianym darwinizmie, a drugą... w bujnej wyobraźni ich autorów. Szczególnie chętnie przyswoiła je sobie niemiecka prawica nacjonalistyczna, dla której Niemcy - jako doskonali przedstawiciele rasy aryjskiej - byli wręcz predestynowani do rządzenia "rasami niższymi". Kim? Choćby i Słowianami, na których tereny ostrzyła sobie zęby znakomita część niemieckiej prawicy. Hitler rasistowskie fantazmaty uznał za swoje jeszcze w Wiedniu, gdy ledwo wiązał koniec z końcem jako pośledni malarz widokówek.

Niewolnicy z natury

- Słowianie to urodzona masa niewolników, która kroczy za panem. Pyta się tylko, kto jest panem - powiedział Hitler we wrześniu 1941 roku na jednym ze spotkań nazistowskich oficjeli. I dodał: - Narody słowiańskie nie są stworzone do własnego życia. Wiedzą one o tym i my nie powinniśmy im wmawiać, że potrafią.

A skoro Słowianie nie są stworzeni do własnego życia, to trzeba im to życie zorganizować. Zresztą Hitler uważał, że Słowianie są z natury niezdolni do budowania własnej trwałej państwowości. Naprawdę trudno domyśleć się, skąd Hitler wziął tę obłędną ideę, bo w annałach historii trudno jej się doszukać. Ale umysł Führera nawet w słowiańskiej "niedoskonałości" potrafił odnaleźć pewną gradację.

Najbardziej uprzedzony był do Czechów, ale nie z tego powodu, jakoby widział w nich szczególnie "nieudolne" egzemplarze słowiańskie. - Czech jest najbardziej niebezpieczny ze wszystkich Słowian, ponieważ jest pilny. Jest zdyscyplinowany, porządny, bardziej mongoloidalny niż słowiański - zauważył Hitler w styczniu 1942 roku. Chodziło mu o to, że - przynajmniej do pewnego stopnia - Czesi są zdolni do naśladowania Niemców, choć absolutnie pozbawieni kreatywności i talentów wynalazczych. Za to, zwracał uwagę przywódca III Rzeszy, interesują ich głównie "sprawy materialne" i z tego względu wielu z nich można by nakłonić do współpracy z Niemcami.

Najniżej w osobistym rankingu Słowian Hitlera stali Rosjanie. Byli dla niego pełnowymiarowymi podludźmi. A największe niebezpieczeństwo polegało jego zdaniem na tym, że dali się podporządkować Żydom. "W rosyjskim bolszewizmie - pisał w 'Mein Kampf' - powinniśmy dostrzegać podjętą w XX wieku próbę żydostwa, aby osiągnąć panowanie nad światem". Replikował tym samym mit żydokomuny, podzielany w pierwszej połowie XX wieku przez pokaźną część inteligencji (również polskiej).

Dlatego ostateczne pokonanie Związku Radzieckiego miało dla niego podwójny sens. Po pierwsze, pozwalało na zdobycie upragnionej przestrzeni życiowej. Po drugie, służyłoby wyeliminowaniu potęgi żydowskiej, która rozgościła się na Kremlu i chciała zatknąć na ziemskim globie czerwony sztandar.

Ale pomiędzy Niemcami a Rosją leżała jeszcze Polska.

Hitler i Piłsudski

- Jeśliby żył jeszcze stary Piłsudski, nie wybuchałby prawdopodobnie polska wojna. Wprawdzie pod jego panowaniem również Niemcom nie powodziło się w Polsce zbyt dobrze, ale ich położenie było jednak przynajmniej znośne. O Gdańsku, korytarzu i łączności z Prusami Wschodnimi też się z nim można było porozumieć. Kiedy zamknął oczy, stosunki w Polsce przy jego następcach zmieniały się w sposób zasadniczy - powiedział Hitler w styczniu 1941 roku w rozmowie z bułgarskim premierem Bogdanem Fiłowem.


Można wskazać trzy źródła tej sympatii. Z pewnością Hitlerowi imponowała kluczowa rola Piłsudskiego w odzyskaniu przez Polskę niepodległości i to, że pokonał on w 1920 roku Armię Czerwoną. Na pewno nie uszło też uwadze Führera, że Marszałek przeprowadził skuteczny zamach stanu w II Rzeczpospolitej i rządził nią autorytarnie, rozprawiając się z opozycją i odchodząc od demokracji. No i rzecz być może najważniejsza - Piłsudski poszukiwał z Hitlerem politycznego porozumienia już na początku lat 30., które zaowocowało podpisaniem 26 stycznia 1934 deklaracji polsko-niemieckiej o niestosowaniu przemocy.

W tym czasie Hitler niewątpliwie wiązał z Polską nadzieje związane z tym, że przystąpi ona do antybolszewickiej "krucjaty". W rozmowach ze stroną polską, które poprzedziły podpisanie wspomnianej deklaracji, nazywał on radziecką Rosję "największym wrogiem cywilizacji zachodniej". W przemówieniach Hitlera z tamtego okresu widoczne jest pewne otwarcie na Polskę. Mówi o przezwyciężaniu "odwiecznej wrogości" - pomimo tego, że w Niemczech raczej powszechnie postrzegano Polskę jako "bękarta Traktatu Wersalskiego" - a Piłsudskiego nazywa "wielkim patriotą i mężem stanu".

Wydawało się, że ogień antysłowiańskich uprzedzeń Hitlera względem Polaków wypalił się. Do czasu.

"... zniszczenie Polski stoi na pierwszym planie"

Piłsudski umarł w 1935 roku. Jeszcze przez około trzy lata relacje między Polską a III Rzeszą układały się poprawnie. Ale w 1938 roku Hitler zaczął naciskać. Po rozbiorze Czechosłowacji - na którym Polska również skorzystała, zagarniając Zaolzie - oczekiwał, że Polska "przynajmniej" odda Niemcom Gdańsk, zezwoli na budowę eksterytorialnej autostrady do Prus Wschodnich i przystąpi do Paktu Antykominternowskiego. Polska uchylała się od tych roszczeń i nie wyobrażała sobie jakichkolwiek strat terytorialnych na rzecz Niemiec. Na początku 1939 roku sytuacja stała się napięta. W lutym tego roku Hitler powiedział swoim najbliższym współpracownikom, że relacje z Polską powinny zostać uregulowane siłą.

- Stosunki z Polską stały się nieznośne. Moja dotychczasowa polityka polska była sprzeczna z poglądami narodu - powiedział Hitler do zgromadzonych 22 sierpnia w Obersalzbergu nazistowskich liderów. Przyznał tym samym, że jego "otwarcie" na Polskę rozmijało się z rzeczywistymi nastrojami niemieckiego społeczeństwa. Podczas tej samej rozmowy padły słowa, które przypieczętowały los Polski: - Zniszczenie Polski jest na pierwszym planie. Celem jest usunięcie żywych sił, a nie osiągnięcie określonej linii. Nawet jeśli wybuchnie wojna na Zachodzie, zniszczenie Polski stoi na pierwszym planie. 1 września niemiecka armia ruszyła na Polskę.

Polscy podludzie

Jeszcze przez dwa miesiące wojny Hitler zastanawiał się, czy nie zachować polskiej państwowości w jakiejś szczątkowej formie. Ale już w listopadzie całkowicie odszedł od tego zamiaru. O tej decyzji przesądziło zapewne to, że nie było szans na zawarcie pokoju z Francją i Wielką Brytanią, które 3 września wypowiedziały III Rzeszy wojnę. Po stronie polskiej brakowało też polityków, którzy chcieliby stworzyć marionetkowy rząd pod niemieckim zwierzchnictwem. No i zapewne zwyciężyły również jego antysłowiańskie uprzedzenia, choć te potrafił trzymać na wodzy, jeśli tylko chciał. - Dla Polaków powinien istnieć tylko jeden pan i powinien nim być Niemiec. Wszyscy więc przedstawiciele polskiej inteligencji muszą zostać zabici. To brzmi twardo, ale jest tym razem prawem życia - powiedział Martinowi Bormannowi w październiku 1940 roku.

Tym samym Hitler powrócił do planów, które jeszcze snuł na etapie pisania "Mein Kampf", krytykując XIX-wieczne pomysły germinizacyjne Ottona von Bismarcka: "Polityka polska, której się tak wielu domagało, w sensie germanizacji opierała się na [...] mylnej przesłance. [...] wierzono, że można przeprowadzić germanizację elementu polskiego poprzez jego czysto językowe zniemczenie. [...] wyniki okazały się być zgubnymi: obcy naród, który w języku niemieckim wyraża swoje obce myśli, kompromituje poprzez swoje własne poczucie niższości poziom i godność naszego narodu". Zresztą o Polakach wypowiadał się już tylko źle. - Z Polakami mamy szczęście, ze są leniwi i głupi, zarozumiali - stwierdził buńczucznie w styczniu 1942 roku. Również w innych wypowiedziach uderzał w typowy nazistowski ton, zaznaczając, że o żadnym zniemczaniu narodu polskiego nie może być mowy, bo słowiańska krew mogłaby "zatruć" aryjski krwiobieg.

Los Polaków był więc jasny: elity należało wymordować, eksterminować większość populacji, wyłapać dzieci zdradzające "cechy aryjskie" celem zniemczenia. A całą resztę zamienić w niewolników Wielkogermańskiej Rzeszy.

Robert Jurszo dla Wirtualnej Polski

Podczas pisania korzystałem m.in. z książek "Antyslawizm Adolfa Hitlera" Jerzego W. Borejszy oraz "Mit Hitlera" Iana Kershawa.

Wydrukuj tę wiadomość


Napisane przez: hogan
14-12-2015, 12:17
Forum: Polityka/ historia
- Odpowiedzi (26)

Od "posługi jednania" do samokrytyki. Krótka religijna i polityczna historia spowiedzi



[Obrazek: wiki_spowiedz_970.jpeg]
Grafika z 1800 r. przedstawiająca spowiedź (fot. Wikimedia Commons / )

Chrześcijańskie pragnienie wybaczenia win dotknęła w końcu patologia. To, co w swym najgłębszym rdzeniu miało być szczerym wyznaniem wzmocnionym chęcią rzeczywistej zmiany własnego życia, zamieniło się w przemysł odpustów. Przebaczenie grzechów - a w konsekwencji zbawienie - można było sobie kupić. Oczywiście za stosowną kwotę - pisze Robert Jurszo w artykule dla WP.

Spowiedź powstała w czasach, gdy po ziemi chodzili jeszcze ci, którzy spotkali się z Jezusem z Nazaretu twarzą w twarz - w czasach kościoła apostolskiego. Owszem, w ciągu dwóch tysięcy lat pewnym zmianom ulegały jej formy, ale zasadniczy cel pozostał ten sam - pojednanie z Bogiem. Przez cały ten czas ludzie żyli w przekonaniu, że mogą być wiecznie potępieni - wierni ze wstydem i napięciem udawali się do spowiednika, po czym wracali od niego z lekkim sercem i przekonaniem, że niebiańskie wrota nie są jeszcze przed nimi zamknięte.

Ale w XX wieku stała się rzecz niesamowita. Spowiedź - choć już pod inną nazwą - stała się narzędziem formowania nowego człowieka w totalitarnym komunizmie. I nie można się temu dziwić. Komunizm, przy wszystkich swoich pretensjach do naukowości, był zaledwie kiepską podróbką chrześcijaństwa, a z czasem stał się jego przerażającym pastiszem.


Nadzorować i wybaczać

W przypisywanym apostołowi Pawłowi z Tarsu Drugim Liście do Koryntian pojawia się sformułowanie "posługa jednania". "Właśnie w owej 'posłudze jednania' - pisze ks. Jacek Szymański - znajduje się zaczątek tego, co nazywamy sakramentem pokuty i pojednania, którego Paweł jest jednocześnie głosicielem i szafarzem na tyle, na ile pozwala mu posłannictwo, spełniane w 'imieniu Chrystusa'".

Choć nie wydaje się, żeby w tym okresie istniały jakieś ściśle zinstytucjonalizowane formy spowiedzi, to była ona dla młodego jeszcze Kościoła bardzo ważna. Służyła nie tylko ponownemu sprowadzaniu zbłąkanych dusz na "ścieżkę Pana", ale również pełniła ważną funkcję społeczną - wzmacniała integralność wspólnoty. Nie zapominajmy, że Kościół Pawła - i w ogóle do IV w. n.e. - to Kościół prześladowany. Rozluźnienie rygoryzmu moralnego w warunkach zagrożenia zewnętrznego szybko doprowadziłoby do jego rozpadu.

Wbrew temu, co gdzieniegdzie można przeczytać, spowiedź we wczesnym Kościele nie zawsze miała formę publiczną. To znaczy, że nie praktykowano jej tylko i wyłącznie jako wyznania grzechów przed kościelną wspólnotą wiernych. Jest raczej pewne, że większość aktów ekspiacji miała raczej prywatny charakter i rozgrywała się między spowiednikiem a grzesznikiem. Natomiast publiczna bywała pokuta, która wiązała się np. z noszeniem ustalonego stroju. Miało to pokazać wspólnocie wiernych, że grzesznik naprawdę żałuje za swoje przewiny, traktuje poważnie swoje wyznanie i chce powrócić na łono kościelnej wspólnoty. Pozwalało więc - jakby tego nie ująć - na jego kontrolę.

Sekretne wyznanie

Istotną zmianę w tym zakresie przyniosło średniowiecze. Wyszła ona - jak wiele innych innowacji w chrześcijaństwie - zza klasztornych murów. Pokuta przestała być publiczna, ale została ściśle zamknięta w przestrzeni prywatności. Zanikła również forma spowiedzi publicznej. Stała się ona tym, co papież Leon I nazwał "confessio secreta" - "sekretnym wyznaniem".

Wzmocnieniu - przynajmniej w klasztornej rzeczywistości - uległa również więź między spowiadającym się a spowiednikiem. Życie monastyczne sprzyjało wzmacnianiu tej relacji , gdyż było całkowicie podporządkowane dążeniu do zbawienia. A przynajmniej było tak tam, gdzie podchodzono do niego poważnie, ponieważ stan moralny klasztorów w średniowieczu prezentował się, oględnie mówiąc, różnie.


W tym układzie spowiednik stawał się nie tylko tym, komu powierza się w zaufaniu własne grzechy, ale również przewodnikiem duchowym adepta na drodze do świętości. "Mnich, zatroskany o własny rozwój duchowy, przychodził codziennie do swojego mistrza, prowadząc z nim głęboki dialog. Mistrz udzielał mu wskazówek, kierował jego rozwojem duchowym, zaś mnich dążąc każdego dnia do świętości, sam dostrzegał swoje słabości i niedomagania" - pisze ks. Jacek Szymański.

Tylko wierz, a będzie ci przebaczone

Nie mógł na to patrzeć młody augustiański mnich, który w przyszłości miał na nowo rozpalić Europę podmuchem religijnego żaru. Marcin Luter, bo o nim mowa, jeden z ojców Reformacji, nie tylko kontestował bluźnierczy jego zdaniem zwyczaj odpustów, ale kwestionował również traktowanie odpuszczenia grzechów jako sakrament. Upierał się, że jest ono w gruncie rzeczy jedynie oznajmieniem petentowi, że jego grzechy zostały odpuszczone. Więcej - co już było dla wielu kościelnych teologów absolutną herezją - twierdził, że nie jest do tego potrzebny kapłan, bo wyspowiadać można się każdemu "bratu w Chrystusie", i to bez wyliczania grzechów! Tym, co rzeczywiście miało decydować o autentyczności i skuteczności spowiedzi była tylko i wyłącznie sama wiara skruszonego grzesznika. "Uwierz mocno, żeś jest rozgrzeszony - pisał Luter - a będziesz rozgrzeszony, bez względu na to, jaką skruchę odczuwasz".

Wydrukuj tę wiadomość