(13-05-2023, 11:37 )bonaparte napisał(a): Jak napisał gruby jak ktoś nie wierzy że to chrzest to dla niego i tak nie ma to znaczenia.
Ma znaczenie, bo zostajesz w ten sposób wpisany do danej religii i figurujesz w aktach. W ten sposób Kościoły napędzają sobie statystyki wyznawców, a im więcej wyznawców, tym większe granty od państwa. Dlatego mówimy, że w Polsce mamy ponad 90% katolików, bo tak jest w papierach, a ponad 90% to już kraj wyznaniowy.
Dlatego tak ważna jest apostazja, bo wtedy znikasz z kartoteki Kościoła, któremu ubywa wyznawców na papierze. Nie wystarczy powiedzieć "odchodzę od Kościoła", "od dawna nie chodzę do kościoła", "już nie wierzę w Boga", "wierzę w Boga, a nie w księży", bo nadal figurujesz w dokumentach i oficjalnie wciąż jesteś katolikiem i służysz Kościołowi do przechwałek, że "mamy 98% katolików w Polsce, więc możemy ustanawiać i zmieniać prawo w Polsce, bo przecież jesteśmy ogromną większością". Dla ludzi niewierzących lub przechrztów to naprawdę niebezpieczne, bo trudno wytrącić Kościołowi z ręki taki argument. Dlatego też jestem tak gorącym zwolennikiem apostazji, bo wtedy ten argument im wytrącamy. Gdyby wszyscy ci, którzy odeszli z Kościoła dokonali apostazji to zrobiłoby się może jakieś 60% katolików (a może nawet mniej), a to już spora różnica.
Ludzie są leniwi, nie chce im się, a do tego Kościół utrudnia dokonanie apostazji, stwarza problemy, kluczy, więc nawet w pewnym sensie, rozumiem, że ludziom się nie chce. Ale to naprawdę ważne, bo wpływa na całe społeczeństwo. Już mamy jedno z najostrzejszych praw aborcyjnych, za obrazę uczuć religijnych można pójść do więzienia, państwo przestało dotować in vitro, mamy religię w szkołach i to pomiędzy lekcjami, żeby nie można było z nich uciekać, na każdej uroczystości państwowej mamy jakiegoś biskupa i to wszystko z winy "papierowych katolików", którzy na to pozwalają, by Kościół mówił, że przemawia w imieniu "ogromnej ilości Polaków". No to jak politycy mają im odmówić?