O przywiązanych psach w lesie, słyszymy bardzo często, jednak ja jeszcze osobiście nie spotkałam takiej sytuacji.
Jak dorwałabym takiego drania, to (nie pisząc brzydko), skróciłabym go o nogi, wyrwałabym je z pewnej części ciała.
Tak aby cierpiał i aby nie mógł iść po pomoc, siedziałby w lesie i wył powoli wykańczając się.
O porzuconych przy drodze, wiem już więcej. Moja sunia Hera, była znajdą, prawdopodobnie wyrzuconą z kolejki miejskiej.
Zawsze panicznie bała się pociągów, dlatego podejrzewam, że te "prawdopodobnie", jest zupełnie realne.
Zdjęcie mojej Hery(22 lipiec 2011 rok) a w marcu 2013 przeszła na drugą stronę tęczy...
U mojej siostry, często ktoś zostawia szczeniaki pod bramą, chyba poznali jej dobre serce do zwierząt... wiedzą, że
albo przygarnie albo zgłosi gdzie trzeba, bo wszystkich przecież do siebie nie weźmie.
"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"