Liczba postów: 965
Liczba wątków: 60
Dołączył: 15 Nov 2017
Reputacja:
91
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: z końca świata
Nie powiem że nie znam kostek rosołowych, znam i je używałam.
Bo tak szybciej, łatwiej, tak jak "zupki chińskie", kiedyś gdy wracałam z uczelni i człowiek zmęczony, ale tak własne warzywa są zdrowe.
Te z działki zioła i przyprawy, suszyłam.
Liczba postów: 64,553
Liczba wątków: 3,242
Dołączył: 06 Jul 2014
Reputacja:
753
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Gdynia- Orneta
Do tych proszkowanych, można dodać jeszcze zupy w proszku, sosy.
I nieraz spotkałam się z pytaniem, "dlaczego ja tyję" a widzę jak ta osoba przyrządza choćby sos czy zupę z proszku.
Ludzie wiedzą ale sami siebie oszukują. No tak, bo skoro wiedzą...
"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Liczba postów: 3,958
Liczba wątków: 12
Dołączył: 25 Jul 2014
Reputacja:
221
Płeć: Mężczyzna
Praktycznie co niedzielę gotuję obiad i nigdy nie używam kostek. Do rosołu nawet magi nie dodaję.
Wystarczą warzywa czyli marchewka, pietruszka, seler , zieleninka typu natka pietruszki, koper, por no i lubczyk.
Doprawić solą, pieprzem, czasem szczypta chili. Do tego ze dwie główki cebuli, ząbek, lub dwa czosnku.
Liczba postów: 4,081
Liczba wątków: 31
Dołączył: 13 Sep 2016
Reputacja:
235
Płeć: Tajemnica
Lokalizacja: Na granicy
Cebulę najlepiej przyrumienić, a nawet przypalić nad palnikiem. Kiedyś wrzucało się na płytę pieca.
Kostka to nic dobrego.
"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze;
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"
Liczba postów: 2,804
Liczba wątków: 49
Dołączył: 16 Mar 2015
Reputacja:
285
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Lipno
Zodiak: skorpion
Pierwsza kostka rosołowa ma smak jak domowy rosół,zwłaszcza w podróży zimowej.
Druga zaczyna parzyć w jęzor i daje pozory rozgrzania.
Trzecia ma smak aspiryny czy tam innego poltramu,albo profenidu.
Lenistwo jednak zawsze będzie górą.Tak samo jak wszelkie puszki konserwowe rację bytu będą miały zawsze.
Szkoda,że żywność liofilizowana jest jeszcze taka droga.
W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.