Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 17 głosów - średnia: 2.94
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Straszna opowieść Neoshy :)
#11

W zasadzie, jak każdemu wszystko by się podobało, to świat byłby nudny i na drugi raz, pomyśl Lady N. o napisaniu
opowiadania/ poradnika o śrubkach jak się wkręca i to będzie z przekazem osobistym do Robocika, to z pewnością
 Mu się spodoba  ubawa2

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#12

Hogan, przcież Lady nie musi pisać pod każdą osobę, której nie spodoba się Jej twórczość.

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz
#13

A kto twierdzi, że musi?  ubawa

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#14

Nie musi, ale zachęcasz.

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz
#15

(24-02-2017, 11:44 )Wąsatka napisał(a):  
(24-02-2017, 5:21 )Lady Neosha napisał(a):  
(23-02-2017, 23:49 )ro_bot napisał(a):  Bogate słownictwo i ubogi przekaz.
Ale facieci mają to do siebie,że za czymś takim nie przepadają.

Po co przekaz w strasznej historii? To nie jest opowiadanie pouczające, tylko straszne. Na innych forach faceci byli zachwyceni moją opowieścią.

Widzisz Lady, bo Ro_bot to mężczyzna, nie facet. tease2

Żeby to stwierdzić, muszę go poznać tease2
Odpowiedz
#16

(24-02-2017, 13:04 )hogan napisał(a):  W zasadzie, jak każdemu wszystko by się podobało, to świat byłby nudny i na drugi raz, pomyśl Lady N. o napisaniu
opowiadania/ poradnika o śrubkach jak się wkręca i to będzie z przekazem osobistym do Robocika, to z pewnością
 Mu się spodoba  ubawa2

Haha ubawa Jeśli lubi opowiadania z przekazem, to jak napiszę opowiadanie o więzi między człowiekiem a jego zwierzakami, to wtedy będzie przekaz ubawa
Odpowiedz
#17

A tu macie dalej:

Megan i Jenna miały 21 lat. Wracały rano z dyskoteki. Była 6:30. Do domu miały cztery kilometry drogi. Zepsuł im się samochód, a nie miał ich kto podwieźć do domu.
- Kurna, gdybym się uśmiechnęła do tych facetów, co zostali razem z nami do końca dyskoteki, to może by nas podwieźli - powiedziała Jenna.
- Teraz to i tak bez różnicy. Ale wolę iść cztery kilometry na piechotę niż łapać samochód i nie wiadomo kogo w nim spotkać - odpowiedziała jej Megan.
- To chociaż zróbmy se chwilę przerwy, w szpilkach niewygodnie się idzie tyle czasu. Ty masz lepiej, bo masz grubszy obcas, ja mam cienki.
- No dobra. Znajdziemy jakąś ławkę czy coś i se siądziemy na trochę.
Szły przez jakieś trzy minuty i zauważyły stary, opuszczony dom.
- Ej, a to nie jest ten dom, co podobno w nim ginęli ludzie? - spytała Megan.
- To ten. Ze dwa miesiące temu pisało w gazecie, że znowu ktoś zaginął. Napisano, że miał iść właśnie do tej rudery.
- Ja tam nie wierzę w te pierdoły. Pewno straszny dom był wymówką, żeby zwiać z domu.
- Może tak. Musimy tam na chwilkę usiąść na schodach, bo nogi mnie bolą jak nie wiem.
- Okej. A może go zwiedzimy?
- No w sumie niezły pomysł. Do domu dzisiaj nie ma sensu wracać, bo rodzice na mnie nakrzyczą, że znowu jeżdżę na dyski tak daleko. Wychodzą dopiero o 20.
- Michael będzie w domu dopiero o 18, więc możemy go pozwiedzać, a potem zahaczymy o tą pizzerię przy rondzie i centrum handlowe.
Ruszyły w kierunku domu. Gdy były już przy schodkach, usiadły na nich.
- Muszę zdjąć te szpilki, nogi mnie już od nich bolą - Jenna zdjęła buty i położyła obok. - Chcesz fajka?
- No.
Jenna wyjęła z torebki LMy i dała jednego Megan. Potem sama zapaliła.
Paliły i gadały nieświadome, że coś w domu im się przygląda...

-----

- Jest tu jakiś kij albo coś? - zapytał się Mike.
- Jest tylko gaśnica - powiedziała Mia.
- To nawet lepiej, jest cięższa - podszedł do ściany i zdjął gaśnicę - Zostań tutaj, ja pójdę sprawdzić.
- Uważaj.
Mike powoli zbliżał się do pokoju po lewej. Gdy był już metr od futryny, jego serce biło jak oszalałe. Skoczył na przeciwko drzwi. W pokoju było pusto. Powoli wszedł do pokoju, żeby sprawdzić, czy ten ktoś nie ukrył się w szafie. Nagle drzwi od pokoju zamknęły się głośno. Mike odwrócił się i próbował je otworzyć, szarpał za klamkę, ale nic to nie dało.
- Mike w porządku? - krzyknęła wystraszona Mia.
- Tak, tylko nie chcą się otworzyć. Nie podchodź teraz pod drzwi - Mike rozpędził się i kopnął w drzwi, ale te nadal nie ustąpiły.
Mia chciała się rozejrzeć za czymś, co pomogłoby otworzyć drzwi. Gdy się odwróciła, na podłodze siedziała jakaś kobieta. Była w tej samej pozycji, co kobieta poprzednio. Mia podeszła do niej.
- Pani Samantho? - Mia była trzy kroki od niej. Podeszła od przodu kobiety. Wyciągnęła rękę, żeby dać o sobie znać kobiecie, ale nagle kobieta spojrzała przed siebie, a z jej ust zaczęły wydobywać się rzygi i dźwięk kogoś, kto się krztusi. Mia krzyknęła i zaczęła się cofać.
- Mia co dzieje? Wszystko w porządku? - krzyknął Mike.
dziewczyna zaczęła biec na pierwsze piętro. Wbiegła po schodach i usiadła skulona na korytarzu. Zaczęła szybko oddychać z przerażenia. Wyciągnęła telefon i zobaczyła, że jest jedna kreska. Wybrała numer Crystal i obserwując schody słuchała sygnału.
- Cześć siostra, jak tam na łące? - usłyszała głos siostry w telefonie.
- Jestem w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym w lesie, przyjedź szybko po nas.
- Powtórz, bo słyszę jak przez mgłę.
- Przyjedź do szpitala w lesie, szybko.
- Co...łysz...e - po chwili połączenie zostało przerwane. Chciała dzwonić jeszcze raz, ale usłyszała jakiś cichy kobiecy śmiech dochodzący z końca korytarza. Spostrzegła, że cień jakiejś sylwetki zbliża się do wyjścia z pokoju na końcu. Przerażona, wstała i zaczęła biec po schodach na piętro wyżej. Kobieta w podartym ubraniu wyszła z pokoju na pierwszym piętrze i spojrzała na korytarz. Zaśmiała się tak samo, jak wcześniej. Tylko bardziej psychicznie.

-----

- Wpisz symbole - powiedziała Blair do Madi. Na ekranie wyskoczyły różne symbole, ale nie było widać tego, którego szukały. Przejechały kółkiem myszy niżej, ale szukanego symbolu nie znalazły.
- To może symbole zła - Blair patrzyła uważnie na monitor. Madi wpisała hasło i wyskoczyły różne pentagramy i tym podobne.
- No to może symbole demonów - powiedziała Blair. szukały, aż na końcu wyświetlonych obrazów wyświetlił się ten sam symbol, który był na ścianie w ich pokoju - to ten - Blair powiedziała Madi, żeby w niego kliknęła. Podpis nad obrazem brzmiał: ,,Symbol whazinów''. Kliknęła i pokazała się ciemna strona o rodzajach demonów. Na górze strony były różne symbole. Po lewej stronie strony był jakiś spis i odnośniki do nich. Madi klikła w ,,Whazini'' i wyświetlił im się długi tekst.
,,Whazini to demony w trzecim z siedmiu stopni kwalifikacji na sługę szatana. Ich zadaniem jest nękanie ludzi dzień po ich osiemnastych urodzinach poprzez mówienie im przerażających rzeczy. na tym etapie demon może wejść na krótki czas w ciało ofiary, nie mogąc jednak zrobić krzywdy jej ani innym osobom. Nie mogą jednak nękać swoich ofiar w trakcie snu, co mogą już osobniki wyższego stopnia: dennar, garrah, hoppon, aizhru, bahinni oraz belzebubów. Demony wraz z rosnącym stopniem stają się coraz bardziej okrutne, ich słowa bardziej ranią ofiary i przerażają, niż demonów o niższym stopniu kwalifikacji. Kwalifikujące demony szukają swoich ofiar często parami lub w trójkę i wspólnie ją nękają. O ile wcześniej można było nie słyszeć ich słów prowadząc z kimś rozmowę, tak już w przypadku whazinich oraz demonów wyżej ten sposób zawodzi.
Początki pojawienia się whazinich sięgają 1560 roku. Jako pierwszy nękany przez kwalifikujące się demony został człowiek imieniem Mihisu pochodzący z Japonii. Mężczyzna słyszał głosy tych demonów do kilkunastu razy dziennie. Podczas, gdy demony nękające go osiągnęły poziom garrahów, mężczyzna trafił do szpitala psychiatrycznego z silnym wycieńczeniem psychicznym oraz stwierdzonym obłędem połączonym z silną paranoją. Mihisu popełnił samobójstwo w szpitalu pół roku później, kiedy nękające go demony osiągnęły poziom hopponów. Mężczyzna dwa tygodnie przed śmiercią wydrapał sobie oczy oraz połamał nogę, po czym oderwał ją od kolana, rozdzielił na kości, mięśnie, żyły, ścięgna oraz paznokcie, po czym kazał je jeść poszczególnym pacjentom. Po tym incydencie został przeniesiony na piętro przypadków szczególnie niebezpiecznych. Trzy dni po przeniesieniu, podczas, kiedy strażnik odwrócił się tyłem do drzwi jego pokoju, Mihisu podciął mu gardło kawałkiem szkła po czym włożył go w potylicę, po czym natychmiast zmarł. Strażnik, który był tego świadkiem, twierdził, że kiedy mężczyzna popełnił samobójstwo, widać było małe, czerwone postacie, które zdawały się ulatywać z jego ciała.
Jedynym sposobem na pozbycie się demonów jest egzorcyzm. Ilość księży uczestnicząca w egzorcyzmie równa się stopniu kwalifikacji demonów.''
- Blair, jeśli nie poddamy się egzorcyzmom, może dojść do tragedii. Boję się - Madi miała łzy w oczach.
- Musimy uciec z tego szpitala. Już nawet wiem, jak.

-----

Brookie obudziła się przywiązana do krzesła. Gdy otworzyła oczy, spostrzegła, że jest w jakimś średnim pomieszczeniu w piwnicy, jednak było zapalone światło. Obok niej na krześle siedziała Chelsy, która również była przywiązana do krzesła. Była nieprzytomna. Zza drzwi słyszała, jak kilka osób o czymś rozmawia.
- Dwie nie wystarczą. Zawsze mieliśmy po osobie na łebka.
- Nie możemy szukać kolejnych osób. Oficjalnie zaginęliśmy dwajścia lat temu. Jeśli ktoś nas zobaczy w mieście, wszystko się wyda. Nie możemy tak ryzykować.
- Zack ma rację. Dwie po pierwszym tygodniu padną, a my zostaniemy bez paliwa.
- No to co niby zrobimy?
- Może ktoś zacznie ich szukać, a kiedy wejdą do domku, podadzą nam się na tacy.
- To może być dopiero za kilka dni. Do tego czasu będzie wszystkich skręcać z głodu.
- Możemy spróbować w nocy podebrać kilka osób z najbliższych domków przy lesie.
- Pogięło Cię? Od razu zaczną sprawdzać las.
- Możemy przecież się przenieść w ułamek sekundy gdzie indziej.
- ta, a niby gdzie?
- Tommy znalazł jakiś opuszczony tartak w Miami. Nikt tam nie chodzi.
- A jak jednak wejdzie?
- No to mamy kolejne pożywienie i prawie problem z głowy.
- Tam przecież są też inni naszego gatunku. Może być niezły kwas.
- Tym się nie martw, nas jest ósemka, podczas, kiedy grupy innych wynoszą cztery czy pięć.
- No dobra. To kto pierwszy ucztuje?
- Chyba skrobnie. Tommy i Justin nie pili od połowy tygodnia. Potem my i Cathy, ale starczy tylko na jeden dzień, i to tylko kapkę.
- Czyli ćwierć litra na każdego. Myślisz, że dziewczyny wytrzymają jeszcze kilka dni?
- Jeśli nie, to albo damy im po trzy łyki, albo bierzemy się za jakąś dwójkę najbliżej lasu.
Brookie słuchała i była przerażona. Nagle poczuła, że musi kichnąć. Kichła jak najbardziej starając się, żeby było bezgłośnie, jednak nie udało się. Modliła się, żeby tego nie usłyszeli. Nagle klucz w drzwiach się przekręcił, a drzwi otworzyła jedna z rozmówczyń. Brookie krzyknęła.

-----

Jade obudziła się następnego dnia. Była wyczerpana psychicznie po wczorajszych przejściach. Farah obudziła się jednak wcześniej.
- Jade obudź się - usłyszała cichy głos Farah.
- Farah, nic Ci nie jest?
- Ten psychol rozciął mi udo do mięsa. Jak skończył, pokazał mi mój wycięty płat skóry w kształcie serca. Jade, boję się, co on zrobi następnym razem.
Usłyszały kroki. Mężczyzna wszedł do pokoju i powitał ich szerokim uśmiechem.
- Ooo, moje pszczółki już się obudziły. Zaraz się z Wami pobawię.
Podszedł do Jade, wyjął wielką, brudną strzykawkę i krzywo ją wbijając wstrzyknął jej coś w ramię. Zawyła z bólu.
- No już dobrze słoneczko, chwilę poboli i przestanie - pogłaskał ją po miejscu, w którym dostała zastrzyk. Zabolało.
- Zostaw ją ty :cenzura:y psycholu - krzyknęła Farah. Podszedł do niej i wylał jej gaz łzawiący do oczu.
- Niepotrzebnie się denerwujesz promyczku. To Cię na chwilę uspokoi.
Farah głośno krzyczała z bólu, a Jade bała się, co ją czeka. Nagle poczuła bezwład ciała.
- Zaraz rozwiążemy naszą kochaną laleczkę - zaczął odpinać pasy. Przełożył ją na ramię i postawił przy ścianie. Jade miała strach w oczach.
- Polubisz tą zabawę kochana - złapał ją za włosy i zaczął walić jej głową w ścianę. Jade czuła, jak robi jej się słabo. Krzyczała. Słyszała, jak jej głowa uderza o ścianę. Z sekundy na sekundę czuła coraz silniejszy ból. Walił jej głową coraz mocniej. Na ścianie pojawiła się krew. Jade słyszała krzyki Farah jak przez mgłę. Ona już nie krzyczała. Nie miała siły. Powoli odpływała, aż zemdlała. Mężczyzna grzmocił jej głową jeszcze przez minutę.
- ooo, pszczółka odpłynęła. Ale to nic, zrobię jej niespodziankę. Gdy się obudzi, będzie zadowolona - złapał ją za ręce i pociągnął do większego stołu. położył ją na nim. Podszedł do Farah.
- Kocham Cię malutka, ale będziesz mi przeszkadzała - wziął kawałek szmaty i włożył jej w usta. Podszedł do Jade. Wziął mały, ostry nóż, zdjął jej bluzkę i stanik. Zaczął ciąć jej pierś - komaaar, gitaaraa - podśpiewywał pod nosem. Starannie robił grube nacięcia. Jade oprzytomniała, ale nadal nie mogła się ruszyć. Patrzyła z przerażeniem na mężczyznę. Czuła szczypiący ból. Po dwudziestu minutach skończył. Wytarł krew ścierką, a krew z noża o nogę Jade - cześć kwiatku. Zrobiłem dla Ciebie niespodziankę. Teraz będziesz jeszcze śliczniejsza - podniósł ją i podszedł z nią do lustra. Jade zobaczyła, że wokół sutka ma pociętą skórę w kształcie gwiazdy - jeśli chcesz, zrobię Ci jeszcze to na Twoich ślicznych, białych ząbkach. powiedz tylko słowo - uśmiechnął się. Jade znów zrobiło się słabo.

-----

- Brit, ocknij się, słyszysz mnie? - Felishia klęczała nad koleżanką. Brittany była nieprzytomna od dwudziestu minut.
- Jeśli zaraz się nie obudzi, to trzeba zadzwonić po pogotowie - Sierra stała nad Brittany i wachlowała jej głowę, żeby się ocknęła. Nagle Brittany otworzyła oczy i zaczęła głośno krzyczeć.
- Spokojnie, nic się nie dzieje - uspakajała ją Felishia. Brittany patrzyła na nie z wielkim strachem w oczach i szybko oddychała.
- Widziałam ich. To było makabryczne. Powiedział, ze tak łatwo się go nie pozbędę - powiedziała szybko przerażonym głosem.
- Co widziałaś? Kto Ci to powiedział? - Zapytała Sierra.
- Ten duch. Pokazał mi piekło. Nie zapomnę tego do końca życia - powiedziała jednym tchem Brittany.
- jak to? jak? - spytała Felishia.
- Nagle znalazłam się w jakimś przerażającym mieście. Wszystko w kawałkach ludzkiej skóry, wnętrzności i żył. Walało się wszędzie. Byli w nim ludzie. Nieludzko krzyczeli, jakby ktoś zadawał im niewyobrażalne cierpienie. Po chwili zobaczyłam, jak w jakiejś uliczce jakiś stwór zjada ludzką nogę. Wyrwaną. Na jej końcu wystawała kość. Trzymał ją jak lizaka. Wyglądał jak jakiś zmutowany jaszczur po Czarnobylu.. Z głowy wystawała mu ręka ze szponami. W kroczu miał trzecią nogę. Siedział w jakimś okropnym, glutowatym, zielonym płynie. Myślałam, że się zrzygam. Na drugim końcu ulicy było widać, jak jakiś starszy facet wydłubuje sobie oczy. Drugi, nożem, jeździł mu w ręce i się cieszył. Dwa metry od nich jakiś siedmioletni chłopiec wiercił wiertarką w głowie kobiety. Krew bryzgała na wszystkie strony. Odwróciłam się, bo nie mogłam na to patrzeć. Pięć metrów za mną stał jakiś genetycznie zmutowany człowiek podobny do goryla, tygrysa i świni. Pomachał do mnie. Zaraz potem wyszli zza budynku jeszcze bardziej zmutowani ludzie. Rzucili się na wisielca na drzewie. Dalej było jeszcze gorzej, chcę to wymazać z pamięci.
dziewczyny były przerażone. Brittany zaczęła się ostro kiwać w przód i w tył patrząc pustym wzrokiem przed siebie. Nagle usłyszały hałas nad sobą i o mało ciężka lampa nie spadła prosto na nie. Nagle oczy Brittany zrobiły się czarne, jej mina była przerażająca, wyrażała wielką złość. Gwałtownie odwróciła głowę w kierunku Felishii i powiedziała szybko demonicznym głosem:
- Ansesirinikam. Du quru pimoteniri. Dziewczyny krzyknęły przerażone. Brittany się szybko psychicznie zaśmiała. Po czym zemdlała.

-----

- Ale tu czuć wilgocią i brudem - powiedziała Megan. Stały przy zamkniętych drzwiach w domu.
- Popsikaj się moimi perfumami, długo i intensywnie pachną. ja chyba zrobię to samo - odpowiedziała Jenna.
Popsikały się, po czym ruszyły na trzecie piętro. Na podłodze było pełno petów i szkła po butelkach. Wszędzie była tona kurzu.
- Zajrzyjmy najpierw do ostatnich pokoi? Tak zawsze robią na horrorach, będzie czuć klimat - powiedziała Megan.
- Okej.
Poszły do pokoju po lewo. Na ścianach odpadała farba, w kątach były pajęczyny.
- Jak w prawdziwym strasznym domu - powiedziała Jenna z uśmiechem.
- Ciekawe, jaką ten dom ma historię.
- Na pewno ciekawą. W końcu nie bez powodu stał pusty przez 93 lata.
- Zrobisz mi zdjęcie przy tej najbardziej obdrapanej ścianie?
- No. Będzie super słitfocia haha.
Stanęła pod ścianą i zrobiła dzióbka.
Nagle usłyszały coś piętro niżej.
- Ej, co to było? - spytała Jenna.
- Kurcze, ktoś tu jeszcze jest, może jacyś chuligani.
- A może coś spadło?
- To bardziej brzmiało, jakby ktoś się o coś walnął.
- Kto by o tej godzinie zwiedzał pusty dom?
- Może to jakiś żul.
- Możemy sprawdzić, a w razie czego to potraktujemy go gazem, bo wzięłam.
- No dobra, ale Ty idziesz pierwsza.
- Okej.
Zeszły po cichu na drugie piętro. Podchodziły na palcach do pokoju na końcu. Zajrzały do niego i zalał je strach i panika. Na podłodze czołgał się jakiś biały stwór podobny do człowieka. Nie miał oczu ani nóg. Krzyknęły i zaczęły uciekać w stronę wyjścia. gdy zeszły na dół zobaczyły, że w miejscu, gdzie powinny być drzwi wejściowe, jest ściana.
- Okno - rzuciła Jenna. Wyjęła szpilki z torby i zamachnęła się na szybę obcasem. Pękła, lecz za sekundę znów była cała.
- Co to jest? - powiedziała przerażona Megan.
- Nie wiem, ale wiem jedno. Trzeba stąd jakoś jak najszybciej zwiać.
Usłyszały, jak coś do nich idzie. Odwróciły się i krzyknęły. W ich kierunku szedł blady stwór z sześcioma rękami, na których się poruszał.
Odpowiedz
#18

(24-02-2017, 15:44 )Wąsatka napisał(a):  Nie musi, ale zachęcasz.

Wąsatko, nie podobają mi się Twoje niektóre wypowiedzi, masz jakiś problem?
Tu piszemy otwarcie a nie bawimy się w podchody.

Ostatnią część, przeczytam(mam nadzieję) jutro, bo od wczoraj źle się czuję i nie w głowie mi czytanie, wybacz proszę Lady.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#19

(24-02-2017, 23:05 )hogan napisał(a):  
(24-02-2017, 15:44 )Wąsatka napisał(a):  Nie musi, ale zachęcasz.

Wąsatko, nie podobają mi się Twoje niektóre wypowiedzi, masz jakiś problem?
Tu piszemy otwarcie a nie bawimy się w podchody.

Ostatnią część, przeczytam(mam nadzieję) jutro, bo od wczoraj źle się czuję i nie w głowie mi czytanie, wybacz proszę Lady.

Mniejsza. A które to napisz na pw.

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz
#20

Napisałam, że tu nie bawimy się w podchody a więc nie muszę w tym celu używać prywatnej poczty.
Choćby ostatnia czy poprzednia, można to uznać za czepialstwo.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości