Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 17 głosów - średnia: 2.94
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Straszna opowieść Neoshy :)
#1

Ładnie proszę nigdzie nie kopiować bez wcześniejszego zapytania się mnie o to [Obrazek: icon_e_smile.gif] Opowiadanie jest wielowątkowe, dopiero pod koniec wątki się połączą, ale zanim napiszę ten koniec, to jeszcze trochę minie [Obrazek: icon_e_smile.gif]

- Gdzie jest mój aparat? - spytała się siostry 19 - letnia Mia, wkurzona, bo była już spóźniona na spotkanie z Mikiem, swoim chłopakiem. Mieli się razem spotkać o piętnastej przed lasem. Chcieli spędzić miło czas ze sobą.
- Położyłam Ci go w szufladzie, bo na tym biurku mógł by spaść - powiedziała 18 - letnia Crystal.
- Mogłaś powiedzieć, nie musiałabym go godziny szukać - rzuciła siostrze gniewne spojrzenie.
- Sorki, chciałam dobrze. Nie złość się już.
- No okej, w sumie racja - włożyła aparat do torby, założyła ją na ramię, pocałowała siostrę w policzek i ruszyła na spotkanie.

-----

- Hej kochanie - Mia przytuliła Mike'a na powitanie. - Sorki, że się spóźniłam, nie mogłam znaleźć aparatu.
- Nie ma sprawy - odwzajemnił przytulaska. - Wiesz co, słyszałem od kolegi, że pół kilometra za tym lasem jest jakiś opuszczony psychiatryk. Wiem, że kochasz takie miejsca, więc jak chcesz, to po kilku godzinkach na łące moglibyśmy go zobaczyć od środka i cyknąć kilka kolejnych fajnych zdjęć do naszej kolekcji. Co Ty na to?
- Ale super, uwielbiam opuszczone psychiatryki, możemy iść tam od razu.
- To idziemy.

-----

Blair była 22 - letnią schizofreniczką. od 3 lat przebywała w psychiatryku, gdzie nikt jej nie odwiedzał. jej rodzice zginęli w wypadku, a przyjaciół nie miała. Nie miała nigdy kontaktu ze swoją dalszą rodziną, więc nie widziała powodu, żeby mówić im o swojej sytuacji.
- Blair, obiad - wyrwała ją z zamyśleń opiekunka chorych w szpitalu. Blair słuchała muzyki i przez to nie słyszała, gdy weszła.
- Dziękuję pani Sarah, że namówiła pani ordynatorkę, żeby się zgodziła na przynoszenie mi jedzenia do pokoju - odparła dziewczyna. - Ostatnio okropnie sie przez nich czuję, nie wysypiam się, jestem osłabiona, a gdy widzę, jak inni pacjenci się na mnie patrzą, kiedy z nimi rozmawiam, to wskazują na mnie i coś do siebie szepczą.
- Nie ma sprawy kochana, nie mogłam patrzeć, jak się męczysz, będąc wśród pacjentów.
- Jest pani taka kochana. Aż trudno uwierzyć, że oni mówią mi takie złe rzeczy o pani.
- Zawsze wtedy słuchaj muzyki, wtedy nie będziesz musiała tego słuchać słonko.
- Chciałam, ale rozładowała mi się mp trójka, a ten stary piernik w dyżurce nie chciał podłączyć mi jej, bo mówił, że nie ma ani sekundy czasu na takie pierdoły, bo jest zajęty, coś tam robił na kompie. Nie znoszę go.
- Nie martw się skarbie, słyszałam, że mają go zwolnić, więc spokojnie będziesz mogła poprosić o to innych opiekunów.
- Nareszcie ten głupi pierdziel stąd wyleci i nie będę musiała patrzeć na jego krzywą twarz.
- Ja też się cieszę Blairy. Niestety muszę już iść, bo o czternastej miałam zmienić Kate w obserwacji kamer.
- Szkoda, ale praca to praca.
- Nie marwt się, przyjdę do Ciebie za dwie godzinki. - powiedziała opiekunka wychodząc z jej pokoju.
Pomyśl, jak by wyglądała, jakbyśmy jej wyrwali oczy i włożyli tam te jajka, które jesz hahahaha.
Blair wypluła to, co miała w buzi i szybko włożyła do uszu słuchawki i puściła muzykę. Chwila zapomnienia o tej czynności i znowu musi tego słuchać. - Chyba te znowu nowe leki nie działają na mnie zbyt dobrze - pomyślała i położyła się spać.

-----

- Ale ten szpital jest duży - powiedziała Mia ze zdziwieniem.
- Kiedyś był to najlepszy ze szpitali w Nowym Jorku. Na początku był mniejszy, ale potem dobudowali większą część, niż był on na początku. Coraz więcej ludzi chciało się w nim leczyć, więc go powiększyli. Ale kiedy jeden szaleniec z przypadków niebezpiecznych się wydostał i pozabijał, a potem pozjadał kawałki ludzi w szpitalu, jego reputacja spadła. Nikt nie chciał już się tu leczyć, więc padł. Szybko o nim zapomniano.
- To pewno dlatego ludzie tu nie przychodzą.
- Nie wiedzą, co tracą.
- No, takie miejsca są extra. to jak, wchodzimy, czy cykamy najpierw jego zdjęcia z zewnątrz?
- Wchodzimy, strasznie jestem ciekawy, jak wygląda w środku. Zdjęcia na zewnątrz możemy zrobić, jak już wyjdziemy.
Weszli po schodkach i otworzyli drzwi, które przerażająco zaskrzypiały.
- Jest klimat, heh - powiedział Mike.
- Hah. Ciekawe, czy w środku będzie. mam nadzieję, że tak i sfotografujemy coś interesującego.
Im oczom ukazał się hall z odpadającą tapetą, punktem przyjęć z powybijanymi szybami, zakurzonymi krzesłami, petami, butelkami i śmieciami na podłodze, zwisającą lampką z pękniętą żarówką. i wózki inwalidzkie.
- Klimat jest, to cykamy zdjęcia - powiedział Mike. Pstyrkli kilka fotek i zdecydowali, że dalej pójdą schodami po prawej stronie.
- Może najpierw zajrzymy na ostatnie piętro? To tam były niebezpieczne przypadki - zaproponował Mike.
- Jasne, miejsce, gdzie byli najniebezpieczniejsi mnie najbardziej ciekawi.
Podczas, kiedy szli na górę, otwarte drzwi do szpitala same powoli się zamknęły skrzypiąc upiornie, a potem ich górny zamek sam się przekręcił...

-----

Blair po tygodniu poczuła się nieco lepiej. Lepiej na tyle, że chciała czasem wyjść z pokoju. Powoli się przyzwyczajała do tego, że inni pacjenci wytykali ją palcami. ale nie przejmowała się tym już tak. Do szpitala przywieźli nową pacjentkę, była chora na schizofrenię, tak samo, jak Blair. Dali ją do jej pokoju. Gdy Blair przyszła do pokoju ze stołówki, drzwi były otwarte, a dziewczyna właśnie wsadzała poduszkę w poszewkę. Blair wyłączyła muzykę.
Ciekawe, jak by wyglądała w wannie pełnej krwi, rzygów i sików, pewnie lepiej, niż ty w tej chwili hehehe
- Wal się - pomyślała. wzięła kilka wdechów i podeszła do dziewczyny.
- Hej, jestem Blair - podała jej rękę i uśmiechnęła się..
- Madi - podała jej rękę, ale nie odwzajemniła uśmiechu. Wyglądała na przygnębioną i zmęczoną psychicznie.
- Za co jesteś? Pytanie jak w kryminale, heh. Ja jestem tu niby za schizofrenię. - Próbowała ją jakoś rozweselić i zająć rozmową, żeby nie myślała o przygnębiających ją rzeczach.
- Za to samo. Jak tu jest?
- Jest okej, taka fajna opiekunka, Sarah, często mnie odwiedza. Inni pacjenci są raczej mniej przyjaźni, ale nie musisz z nimi gadać. Opiekunowie są okej. Tylko oni cały czas pierdzielą te chore rzeczy, jeśli nie masz słuchawek na uszach i puszczonej muzy.
- Oni zawsze to mówią - odparła smutno Madi. - dzisiaj rano mówili, że jakbym polała kwasem twarz rodziców, to bardziej by mnie kochali. to jest bez sensu. Nie wiem, czemu mi to wszystko mówią.
- Bo są sadystami psychicznymi. Ale na szczęście, kiedy z kimś się rozmawia albo słucha muzyki na słuchawkach, to siedzą cicho.
- Nie mam mp trójki. a rzadko z kimś rozmawiam. dlatego tak dużo ich słyszę.
- Ej, nie martw się, możemy gadać przez cały czas.
Madi uśmiechnęła się lekko.
- Przynajmniej z Tobą mogę o nich pogadać. Ludzie nie rozumieją, że oni są prawdziwi.
- Też mnie to wkurza. ale nikt tego nie zrozumie, skoro sam tego nie doświadczył. Ale, żeby się nie dołować, pogadajmy se o czymś lżejszym.
- Dają dobre jedzenie?
- A to zależy, bo kiedy są ozorki, to nikt ich nie je, ale kiedy jest makaron z sosem, to wszyscy wpierdzielają.
Zaśmiały się.

---

Chelsy i Brookie były najlepszymi przyjaciółkami, mieszkały obok siebie i spędzały ze sobą cały swój wolny czas.
W niedzielę Brookie przyszła do przyjaciółki na ploty, ale temat zszedł na inny tor.
- Nie mam pojęcia, co on widzi w tej Carrie. Przecież jest wredna.
- Ale tylko czasami, poza tym żałuje tego i ogólnie jest wrażliwa.
- Czy ja wiem, nie znam jej do końca. No ale nie będę mu mówić, z kim ma się umawiać. No ale miejsce na randkę to wybrał kiepskie.
- A gdzie ją zabrał?
- Mieli iść do jakiegoś opuszczonego domu w lesie. Podobno nikt tam nie chodzi i pomyśleli, że będzie fajnie go zwiedzić.
- Ciekawe, co tam będą robić hah. Nie no, żartuję.
- Haha.
- Ej, a może my byśmy się tam przed nimi wybrały? Nigdy nie byłam w opuszczonych domach.
- W sumie fajny pomysł, tylko trzeba się go dopytać, kiedy idą, żebyśmy się nie spotkali.
- Jutro się go spytam.
- Okej. Wiesz co, trochę jestem śpiąca, chyba się kimnę.
- Oki, to ja se w tym czasie odrobię matmę.

-----

Weszli na ostatnie piętro. Jego stan był gorszy, niż parteru.
- Extra tu - powiedziała Mia. - jak na najmroczniejsze piętro przystało. czuje się tą specyficzną atmosferę.
- No, jest ten klimat.
- To możemy najpierw zobaczyć ten pierwszy pokój po lewej.
Kiedy popchnęli drzwi, o mało nie wyleciały z górnych zawiasów.
- Zobacz, jakiś notatnik czy coś - Mia wskazała szafkę pod oknem. leżał tam czerwony pamiętnik. Podeszła i zrobiła mu zdjęcie.
- Kuźwa, na kluczyk - Mike próbował go otworzyć, lecz bezskutecznie.
- No nic, trudno, przeczytamy go w domu, jak rozłupiemy zamek młotkiem.
- Taki pamiętnik niezłego psychola musi być mega interesujący, szkoda, że nie możemy przeczytać teraz. - Wrzucił go do swojego plecaka.
- Kurcze, lać mi się chce - powiedział Mike. - Poszukam jakiejś toalety, a Ty zostań przy schodach.
- Okej, tylko się pospiesz, bo jestem ciekawa innych pokoi.
Mike szukał drzwi do łazienki i znalazł je na końcu korytarza. wszedł do toalety, wybrał najbliższą kabinę. Sikał, gdy nagle usłyszał ledwo słyszalne nucenie. Pomyślał, że to Mia stoi pod kiblem czekając na niego i z nudów se nuci.
- Mia? - spytał głośno. Cisza. - mia!? - powtórzył głośniej. nic. Po chwili nucenie stało się głośniejsze. Brzmiało jak to '' la la la'' z tej jednej z ulubionych piosenek Mii, Paradoxie - Invalid torture. Włosy zjeżyły mu się na głowie, szybko zapiął rozporek i wybiegł z toalety.

-----

- Hej, Blair, śpisz?
Pewnie zdechła. na jej miejscu też bym to zrobił, jakbym miał z Tobą spędzać czas. A potem po śmierci bym powiesił Cię na sznurku na drzewie za nogę i cię rozpruł, pokazując Ci, co masz w sobie i wepchnął do gęby, a potem czekał, aż wyzioniesz ducha.
- Blair - powiedziała głośniej.
Jak se słodko śpi. A wyglądała by jeszcze bardziej słodko z wyjętymi żyłami, nieprawdaż?
Madi wstała i obudziła Blair. Ta wyjęła słuchawki z uszu i usiadła na łóżku.
- Co jest? - spytała zaspana.
- Znowu ich słyszę. Mam ich dość. Pogadamy?
- Okej. Siadaj.
- Od jak dawna ich słyszysz?
- Od pięciu lat. A Ty?
- Od roku. Dzień po moich osiemnastych urodzinach zaczęli do mnie mówić te okropne rzeczy. Z czasem stały się coraz gorsze, w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam o tym rodzicom. Nie uwierzyli. Zapisali mnie do psychiatry, a następnego dnia po wizycie rodzice przywieźli mnie tu.
- Hmmm, mnie też zaczęli prześladować dzień po osiemnastce. Ciekawe, czy to zbieg okoliczności, czy wtedy zaczynają nękać.
- Nie wiem. Ale wiem, że muszę się ich pozbyć, bo to jest nie do zniesienia.
- Musi być jakiś sposób, żeby zniknęli, u mnie też jest coraz gorzej. tydzień temu nie mogłam przez nich zjeść obiadu, bo mi go obrzydzili, 4 dni temu nie mogłam się wysikać, bo mówili, że w nocy wydrą ze mnie układ moczowy z pokarmowym i zamienią miejscami, a wczoraj nie mogłam nic narysować, bo powiedzieli, że wsadzą mi mój ołówek najpierw w odbyt, a potem w oko i dobiją młotkiem w obu miejscach. Chyba musimy jutro poprosić o leki przeciwlękowe.
- Myślisz, że to pomoże?
- Jeśli nie, to poprosimy o inny lek na lęki.
- Okej. jutro też powiem rodzicom, żeby kupili mi mp trójkę i zgrali na nią moje piosenki.
- Nareszcie przestaniesz słyszeć te ich okropności. Będzie dobrze, coś wymyślimy, żeby się odwalili - przytuliła Madi. 
- Dzięki. Mogę dzisiaj spać z Tobą?
- Jasne.

-----

- No, mały, drewniany domek to to nie jest - stwierdziła Chelsy.
- Tym lepiej, będzie więcej do zwiedzania. - odparła Brookie.
- Ciekawe, po co ktoś chciał mieszkać w środku dużego lasu na stałe.
- Mnie ciekawi bardziej, ile zajęło budowanie rurociągów, połączeń i takich rzeczy.
- Pewnie długo. To jak, wchodzimy razem, czy któraś wchodzi pierwsza?
- Razem. Wiesz, to w końcu opuszczony dom, razem będzie raźniej.
Podeszły do drzwi. Chelsy nacisnęła klamkę i dziewczyny popchnęły drzwi. Zaskrzypiały w taki sposób, jakby zapraszały je do środka.
Gdy weszły, im oczom ukazał się przedpokój z zakurzonym czerwonym dywanem biegnącym wzdłuż niego po środku, jasnym, drewnianym parkietem, drzwi do sześciu pokoi i łazienki, granatową lampą na środku sufitu, po prawo białą szafkę na buty, na której stał zakurzony czarny wazon we wzorki, schody po lewo i brązową wycieraczka pod nogami. Co dziwne, wszystkie drzwi były zamknięte.
- Hmm, stylowo - rzuciła Chelsy.
- To może chcesz tu zamieszkać? Haha.
- Wolę mieć do Ciebie pół minuty drogi niż pół dnia.
- Ciekawe, czemu ktoś zostawił wszystkie drzwi zamknięte.
- Może skrywają jakąś tajemnicę?
- Już mi się tu podoba. Zaczynamy zwiedzanie.
Podeszły do pokoju za schodami. Brookie nacisnęła klamkę, ta z łatwością ustąpiła. Zobaczyły przytulny pokoik dziecięcy pomalowany na jasny fiolet. W jego lewym kącie stała mała komoda, w prawym rogu było łóżeczko dla niemowlaka, przy nim pod oknem stała brązowa szafka, na której była pozytywka z aniołkiem.
- Ty, patrz, jaka ładna - Chelsy wskazała na pozytywkę. Wzięła ją do rąk i uruchomiła.
- Jej, jak ślicznie gra. Tak delikatnie - powiedziała Brookie.
- Weźmiemy ją. Ale to później, jak już obejrzymy cały dom.
Dziewczyny wyszły z pokoju i zaczęły zwiedzać następny. Nie słyszały, kiedy nagle pozytywka sama zaczęła grać, a w oczach aniołka można było dostrzec łzy...

Jak się Wam spodobało, to zamieszczę dalej [Obrazek: icon_e_smile.gif]
Odpowiedz
#2

Nie wiem jak innym ale mi się podoba i czekam na następną część. slecausuuski

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#3

(23-02-2017, 15:49 )hogan napisał(a):  Nie wiem jak innym ale mi się podoba i czekam na następną część. slecausuuski

Proszę  buziak

- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? - spytała się przyjaciółki 20 - letnia Farah. Trochę się bała być sama z przyjaciółką na cmentarzu o 1:30.
- Innego sposobu na łatwą kasę nie znajdziemy - odparła jej równolatka, Jade. Zawsze miała najlepsze pomysły, ale dzisiejszy nie przypadł do gustu jej przyjaciółce.
Starały się szukać grobu, który wygląda na wypasiony. Jego zawartość na pewno będzie bardzo przydatna.
- O, patrz na ten - powiedziała Jade - widać, że rodzina dała sporo kasy na Czarnego Szweda i tyle liter. No a już połączenie trzech dużych zdjęć to w ogóle.
Podeszły do grobu. Mariah Notbery. Żyła w latach 1970 - 2010.
- Mogła jeszcze pożyć. Ciekawe, na co umarła - powiedziała Farah.
- Nie wiem, ale wiem, że im szybciej obrobimy kilka grobów, tym lepiej.
Zaczęła zdejmować znicze i położyła je na innym grobie. Razem z przyjaciółką założyły klamry na nos i rękawiczki.
- No to podnosimy. Na trzy - Jade stała po lewej, a Farah po prawej - Raz, dwa, trzy - dziewczyny podniosły wieko trumny i przekręciły je na skos.
- Ale wali, fu - Farah poprawiła klamrę na nosie.
- Dobra, to co my tutaj mamy - Jade sposobał się granatowy diament na palcu trupa - wiesz co, chyba ten diament akurat se zachowam. Zawsze chciałam taki mieć.
- Zaraz Ci się wszystko spodoba i nic nie sprzedamy - Farah się zaśmiała - Tylko trzeba będzie to jakoś wyparzyć czy coś, bo będzie cuchnąć trupem.
- To go wyparzymy, jak nikogo nie będzie w domu - Jade patrzyła, co jeszcze ciekawego można zwinąć. Zdjęła wszystkie bransoletki i pierścionki oraz obrączkę. - No, trochę tego mamy. I dobrze, teraz kolejny.
Położyły z powrotem wieko trumny.
- Ciekawe, za ile to wszystko opchniemy. Może oprócz wyjazdu starczy jeszcze na coś.
- Fajnie by było, jakby wystarczyło jeszcze na ten telefony z klapką, co nam się tak podobały.
Dziewczyny szukały dalej, nieświadome tego, że są obserwowane...

-----

Mia czekała na Mike'a, kiedy usłyszała coś na schodach. Zerknęła na nie, ale niczego nie zauważyła. Gdy się odwróciła, zamarła. Poczuła paraliżujący strach i panikę. Przed nią, na podłodze, siedziała kobieta odwrócona do niej plecami. Było słychać jej cichy płacz. Miała na sobie taką czerwoną chustę, którą się zakłada, żeby nie zmarznąć i fioletową chustkę na głowie. Mia potrzebowała chwili na uspokojenie. Po minucie stwierdziła, że kobiecie trzeba pomóc.
- proszę pani? - spytała. Kobieta nadal płakała.
Mia zaczęła podchodzić powoli do kobiety. Po chwili stała za nią.
- proszę pani? - położyła dłoń na jej ramieniu. Kobieta spojrzała na nią. Miała około sześdziesięciu lat i ciemną karnację, lecz w oczy rzucały się jej błękitne, duże, smutne oczy.
- Kim pani jest? Dlaczego pani płacze?
- Jestem Samatha Thomson - powiedział smutnym tonem - A Ty kim jesteś?
- Nazywam się Mia. Czemu pani płacze? Czy coś się stało?
- On znowu to zrobił- powiedziała załamanym głosem kobieta.
- Kto? Co zrobił?
- ON. Znowu mówił mi, co z nimi zrobił. Wybiera dwie grupy ludzi. Jednym robi okropne rzeczy, a drugim mówi, co z nimi zrobił. Ja należe do tej drugiej grupy. Nikt go nie powstrzyma - kobieta zapłakała.
- Kim on jest?
- Jest jedną z najgorszych istot. Jest bezwzględny i podły. Całe jego życie polega na nękaniu ludzi i krzywdzeniu ich. Kiedy wybierze kogoś do którejś grupy, nic już Cię przed tym nie uchroni.
- Co on im robi?
Kobieta nie odpowiedziała. Zaczęła się kołysać w przód i w tył, płacząc jeszcze bardziej. Mia zdała sobie sprawę, że ten temat jest dla kobiety bardzo trudny i postanowiła o nic jej już nie pytać. Z tego wszystkiego zachciało jej się pić. Poszukała butelki z wodą w torebce i napiła się z niej. Gdy wkładała ją z powrotem zauważyła, że ma jeszcze dwa batony. Pomyślała, ze jednego da kobiecie na poprawę nastroju.
- Chce może pani...
Mię oblał zimny pot. W miejscu, gdzie siedziała kobieta, nie było nikogo. Mia uświadomiła sobie, że to był duch tego szpitala. Być może nie jeden...

-----

- Oni znowu mi to mówią - powiedziała smutno Madi do Blair. Siedziały przy stoliku na stołówce i jadły obiad. Gdy madi to powiedziała, dziewczyna siedząca naprzeciwko niej spojrzała na nią ze strachem ,wstała od stolika i przysiadła się do innego.
- Powiedz im, że jak nie przestaną, to oni tak skończą - powiedziała Blair.
Twoja koleżanka jest bardziej bojowa, niż Ty hahaha. Jakbyście musiały walczyć ze sobą o to, która zostanie przy życiu, to skończyłabyś z nożem w tyłku, oku, brzuchu i szyi lool
- Odwalcie się - krzyknęła Madi na całą stołówkę. wszyscy się na nią spojrzeli, a pani Sarah podeszła do niej i zabrała do gabinetu lekarskiego.
- Pewnie znowu dostanie uspokajacz - pomyślała Blair.
Tak, uspokajacz, na którego nasrała, naszczała i narzygała Twoja kochana pani Sarah hehehe. Albo lepiej - może w końcu go pomyli z jakimś innym lekiem i zdechnie w torturach psychiczno - fizycznych hihihihi
- Dosyć! - pomyślała Blair.
Albo wróci tu i po minucie po tym leku zacznie tańcować jak narąbana kapucynka, ktora rzuci się na Ciebie i Ci roztrzaska łeb
Skuliła się, podciągnęła nogi i zaczęła się kiwać. Jakaś opiekunka podeszła do niej i zaprowadziła ją do gabinetu lekarskiego. Minęły się z madi, przy czym obydwie usłyszały wredny chichot.
- Czemu oni to robią? Ostatnio nic nie pomagają rozmowy, bo nawet podczas nich to mówią. Wczoraj nie mogłam jeść śniadania, bo powiedzieli, że krew z mojej d*py lepiej by pasowała do tej kanapki. Już nie mam na to wszystko siły - mówiła zmęczona psychicznie Madi.
- Trzeba obrać jakąś taktykę. Jak następnym razem coś powiedzą, to ich totalnie ignorujmy i się uśmiechajmy. Bo w końcu celem dręczyciela jest zjazd wszystkiego u ofiary.
- Jestem ich własnością - powiedziała Madi poważnym, oświadczającym fakt głosem.
- Co? - spytała zaniepokojona Blair ze zdziwieniem.
- Ty też będziesz - powiedziała Madi tym samym głosem.
- Nie rozu... - nie dokończyła, bo usłyszała jakieś skrobanie. Spojrzała na ścianę przed nimi. Na niej sam rysował się jakiś symbol. Blair nie znała go, ale przeczuwała, że nie zwiastuje niczego dobrego. Zauważyła ruch. Szyja Madi przekręciła się 90 stopni w jej stronę. Następnie głowa koleżanki przekręciła się o 30 stopni na bok, a na jej twarzy pojawił się makabryczny uśmiech. Blair zaczęła krzyczeć.
- Co się dzieje tam na trójce? - krzyknął opiekun. Po chwili braku odpowiedzi postanowił iść sprawdzić, co to za krzyki.

-----

- Ładna ta kula ze śniegiem - powiedziała Chelsy trzymając ją w rękach. - Ją tez zabierzemy.
Łup. Usłyszały jakiś huk w pokoju nad nimi.
- Co to było? - spytała Chelsy ze strachem w głosie.
- Pewno coś zleciało.
- Samo?
- No wiesz, grawitacja i nierówno poukładane rzeczy.
- Może już wrócimy?
- No co Ty, jeszcze nie zwiedziłyśmy wszystkich pokoi. Idziemy sprawdzić, co to było?
- Musimy? - Chelsy miała strach w oczach.
- Oj spoko, to tylko pewno jakieś pudła czy coś. Może być w nich coś ciekawego.
Po chwili Chelsy się zgodziła.
- Ale idziesz pierwsza.
Wyszły z pokoju i skierowały się w kierunku schodów. Weszły na pierwsze piętro. Znajdował się tam taki sam dywan, tylko, że zielony. Na środku wisiała biała lampa.
- Dobra, to wchodzimy - Brookie otworzyła drzwi pokoju. Były tam tylko sterty pudełek. - A nie mówiłam, że to jakieś stare pudła? Ktoś nie zdążył wrócić po resztę rzeczy, zanim się stąd wyprowadził. - Popatrzyła po pudłach - O, to ten zleciał.
Podeszły i zobaczyły, że z pudła wysypały się jakieś zeszyty. Brookie wzięła jeden.
- Własność Cathy Heron. To chyba pamiętnik albo dziennik.
Przełożyła kartkę.
- 12 sierpnia 1967. Dzisiaj znowu się przeprowadzamy. To już trzeci raz. Chciałabym żyć normalnie. Bez tego udawania i kłamstw. Ale wybrałam już tą drogę i nie ma odwrotu. Muszę się przyzwyczaić, że tak już będzie zawsze. Ale nie żałuję. Coś za coś. Kiedy poznałam Rachel, Larysę, Zacka, Justina i Tommy'ego, nie wiedziałam, że tak zmienią moje życie. Ale w większości na dobre. Są moją rodziną. Otwiera się przede mną nowe, lepsze życie. Nowy rozdział. Jutro nowa szkoła. Ciekawe, jak będzie. Najważniejsze, że jestem na to gotowa. Będę musiała sama zadbać o pewne rzeczy. Kiedyś muszę. Tylko czemu to wszystko musi wiązać się ze śmiercią ludzi?
- Ze śmiercią ludzi? Nie podoba mi się to. To chyba dziennik jakiejś chorej psychicznie osoby - powiedziała Chelsy.
- To teraz wiadomo, czemu mieszkali właśnie tutaj. Nie chcieli, żeby miała kontakt z ludźmi.
- Boję się, co jest w dalszych wpisach.
- Ja jestem strasznie ciekawa. Wiesz, że lubię takie rzeczy.
Chelsy westchnęła i przewróciła oczami.
Nagle kątem oka spostrzegła, że coś mignęło w korytarzu. Zamarła.
- Brookie, ktoś albo coś jest w domu - powiedziała przerażona.
- Jak to? - spytała zlękniona.
- Coś mignęło w korytarzu, jak oglądałaś dziennik - pawie piszczała ze strachu Chelsy.
- Żartujesz? - spytała z nadzieją Brookie, ale gdy przyjaciółka pokręciła głową, zbladła.
- Co robimy? - Chelsy już prawie płakała.
- Wiem, że tego nie chcesz, ale musimy zobaczyć, co to było. Może to tylko zwidy oka, gdy słońce świeci Ci w oczy. Ale w razie czego weźmiemy coś na obronę - mówiąc to, wzięła do ręki metalowy pręt, który leżał w kącie.
Brookie podchodziła ostrożnie do drzwi, Chelsy była dwa kroki za nią. Brookie podniosła pręt i była gotowa walnąć nim przeciwnika. ich serca biły coraz szybciej. Nawet nie wiedziały, że przeciwnik wyczuł to, zanim zaczęły podchodzić do drzwi...

-----

- O, patrz na ten, jest jeszcze bardziej wypasiony, niż tamten - powiedziała Farah.
Przez pół godziny zdążyły obrobić jeszcze 3 groby.
- Tu pochowali jakiegoś faceta po piędziesiątce. Pewnie jakiś milioner. Nigdy nie widziałam tyle ozdób i dodatków przy grobie.
Zajęły się grobem z najcenniejszymi łupami i postanowiły se odpocząć chwilę.
- Masz fajka? - spytała Jade.
- No mam, ale tylko miętowe.
- Mogą być - Jade zapaliła papierosa i usiadła na ławeczce tyłem do Farah.
- Ale daje ten wiatr, nie?
- No, w końcu to cmentarz, tu zawsze wieje haha.
- Nie siadasz?
- Nie, po całym dniu siedzenia na tyłku w pokoju i zakuwania boli mnie już tyłek. A propo nauki, to nie obrazisz się, jak teraz sobie powtórzę w myślach tą biologię? jak jej nie zdam, to rodzice mnie zabiją, a mało tego nie puszczą na nasz wyjazd w wakacje.
- Spoko. Ja w tym czasie się zastanowię, co kupić mamie na urodziny.
Minęły trzy minuty, Jade wypaliła i czekała, aż Farah powie, że już skończyła powtarzać.
- Ej, żyjesz?
Usłyszała tylko powiew wiatru. Odwróciła się i zobaczyła, że jej przyjaciółki nigdzie nie było.
- Farah? Poszłaś się odlać?
Cisza. Jade zaczęła panikować i bać się o siebie i przyjaciółkę. Nie wiadomo, kto mógł tu być poza nimi. Farah maiła rację, nie powinny iść na ten cmentarz. Nie wiedziała, co robić. 
Postanowiła sprawdzić krzaki, które były za ławeczką. Podchodziła powoli czując strach przed tym, co może zobaczyć. Obeszła połowę krzaku i wrzasnęła. Przy krzaku leżał jakiś człowiek w stanie rozkładu, cały we krwi, z rozprutym brzuchem i bez połowy nogi. Zaczęła się cofać, po chwili zaczęła biec w stronę wyjścia z cmentarza. Gdy była przy bramie próbowała ją otworzyć, ale była zamknięta. Zaczęła ją szarpać.
- Wybierasz się gdzieś? - usłyszała głos jakiegoś starca. Ostatnie, co poczuła, to silne uderzenie w głowę.
Odpowiedz
#4

No no! Niezły horrorek się zaczyna ubawa2

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#5

(23-02-2017, 21:22 )hogan napisał(a):  No no! Niezły horrorek się zaczyna ubawa2

Dzięki  ubawa2 Tu masz dalej ubawa :

Sierra, Felishia i Brittany to koleżanki ze studiów. Mają 25 lat i skłonność do częstego popijania dla zabawy. Pewnego dnia, po szkole, postanowiły się wybrać do opuszczonej fabryki mydła i ją zwiedzić. Zabrały ze sobą oczywiście coś na suchość w gardle: Sierra przyniosła drogiego szampana, Felishia Whisky, a Brittany jacka dannielsa.
- Hahah, wszystkie wiedziałyśmy, co zabrać - zaśmiała się Brittany, kiedy były już pod fabryką.
- Ale ja mam coś jeszcze do smaka - powiedziała z uśmiechem Felishia wyciągając z torebki colę.
- No, jako jedyna pomyślałaś o czymś lżejszym.
Zaśmiały się.
- Ja mam wielkie chipsy cebulowe - powiedziała Brittany.
- A nie zgadniecie, co ja wzięłam - powiedziała Sierra - Tablicę OUIJA, świeczki i kawałek koszuli mojego zmarłego dziadka.
- Extra, nigdy nie wywoływałam duchów - ucieszyła się Brittany.
- Tylko mam nadzieję, że nie sprowadzimy tym na siebie kłopotów - powiedziała poważnym tonem Felishia.
- No co Ty, wszyscy tylko tak straszą, żeby tego nie robić, bo są ograniczeni i uważają, że jak będziesz im zawracać tyłek po śmierci, to się zemszczą - przekonywała koleżankę Sierra.
Felishia zrobiła minę zastanowienia i niepewności, ale w końcu się zgodziła.
- No dobra.
Obejrzały fabrykę i znalazły wejście. Weszły do niej, rozejrzały się, weszły do pomieszczenia, gdzie były jakieś zardzewiałe maszyny do produkcji, rozłożyły koc przy drzwiach i klapły sobie. Puściły muzykę z telefonu, wyjęły procenty, colę i chipsy i zaczęły gadać o planach na wakacje. Nie usłyszały, kiedy drzwi fabryki nagle same zamknęły się z hukiem...

-----

Mia grała na telefonie, żeby się uspokoić, kiedy Mike przybiegł do niej.
- Ćwiczysz biegi? - zapytała Mia i się zaśmiała.
- W kiblu słyszałem jakieś nucenie. Myślałem, że to Ty przyszłaś pod wucet i na mnie czekasz, ale jak spytałem, czy to Ty, nikt nie odpowiadał. Myślałem w tamtej chwili, że chyba zejdę na zawał.
- Wiesz, jak Ciebie nie było, widziałam ducha jakiejś chorej psychicznie kobiety. Chciałam uciec, ale nie zostawiła bym Ciebie. Płakała, więc zrobiło mi się jej żal. Zapytałam się jej, czemu płacze i kim jest. Myślę, że jej duch nie może zaznać spokoju i jest tu uwięziony.
- Gadałaś z nią? Przecież mogła Ci coś zrobić.
- To ona bardziej się bała. Mówiła o tym, że słyszy jakiś głos i widać, że miała tego dosyć. Nie możemy jej tak zostawić Mike, musimy jej pomóc przejść na tamtą stronę.
- Chyba nie powinniśmy się mieszać w takie sprawy. To może mieć różne skutki.
- Mike, ta kobieta potrzebuje pomocy. Jeśli my jej nie pomożemy, może tego nikt nie zrobić.
- Dobra. Wrócimy do domu, poszukamy o niej informacji i dowiemy się, co możemy zrobić. Ale obiecaj mi, że więcej nie będziemy się mieszać w takie rzeczy.
- Obiecuję.
Nagle wszystkie światła od drugiego końca korytarza zaczęły się zapalać z charakterystycznym pykaniem.
- Nie podoba mi się tutaj, wracamy - powiedział Mike z obawą w głosie.
Odwrócili się i zaczęli zbiegać po schodach. Kiedy byli już na parterze, chcąc w końcu stąd wyjść, nacisnęli klamkę, lecz ta nie ustąpiła.
- No szlag - Mike próbował wyważyć drzwi, ale na darmo.
- Oknem - powiedział. Wziął krzesło, zamachnął się i tylko stuknął w szybę, która wydała głupi dźwięk.
- No świetnie. I co teraz? - Mia stała za nim, była zmieszana i zaniepokojona.
- Spróbuj zadzwonić do Crystal.
Mia wystukała numer siostry, lecz odpowiedział jej brak zasięgu.
- Super. Nie ma zasięgu. Co my teraz zrobimy?
Mike nie odpowiedział, skupił uwagę na czymś innym. W odbiciu szyby mignęła mu jakaś sylwetka przechodząca przez korytarz z jednego pokoju do pokoju naprzeciwko.
- Ktoś tu jest - powiedział.

-----

Madi obudziła się nie pamiętając nic z poprzedniej nocy. Strasznie bolała ją głowa. Blair zobaczyła, że jej koleżanka się obudziła.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Jakoś słabo i łeb mi pęka. Co się w ogóle stało? Nic nie pamiętam. Ostatnie, co kojarzę, to to, że gadałyśmy wczoraj w nocy.
- Madi... Zaczęłaś mówić dziwne rzeczy.
- Co mówiłam?
- Że należymy do kogoś. Mówiłaś to takim tonem, jakbyś nie była sobą w tamtym momencie.
Na twarzy Madi pojawiło się przerażenie.
- Oni powiedzieli mi, że jeśli nie powiem Tobie tego, że jesteśmy ich własnością, to oni to zrobią, tylko że w inny sposób. Taki, że to zapamiętamy. Musiałam o tym zapomnieć. Blair, to już staje się coraz gorsze.
- Tak nie może być. Jeśli teraz zaczynają wchodzić nam w ciała, to co będzie później?
Madi skuliła się i wzięła nogi pod brodę.
- Na razie nie chcę o tym myśleć.
- Kiedy to mówiłaś, na ścianie rysował się jakiś symbol. To była ośmioramienna gwiazda, w środku niej był odwrócony krzyż, a na nim narysowana była trójka z prostych lini. Znak był czerwony. Musimy poszukać w necie, co on oznacza.
- Na pewno nic dobrego.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Dziewczyny, śniadanie.
Drzwi się otworzyły i do sali weszła pani Sarah ze śniadaniem na wózku.
- Jak się czujesz, Madi? Kiedy dowiedziałam się, że zemdlałaś, strasznie się o Ciebie martwiłam.
- Czuję się tak sobie. Mogę po śniadaniu dostać coś na ból głowy?
- Jasne skarbie. Dam Ci też witaminy, musisz się zregenerować.
- Dziękuję.
- Jeśli chcesz pogadać, zawsze możesz do mnie przyjść. A jeśli nie będzie mnie na zmianie, możesz zadzwonić. Mój numer wisi na kartce nad telefonem w kontaktach do pracowników. Nawet, jeśli w nocy odczujesz taką potrzebę, dzwoń. Blairy, Ty też.
- Dobrze. Na pewno nie raz będzie mi to potrzebne. Tak samo Madi.
- Okej dziewczyny, to jedzcie, a ja wrócę za 20 minut po talerze - powiedziała opiekunka i wyszła z pokoju.
- Kiedy teraz będzie wyjście na komputery? - spytała Blair.
- Jutro o pietnastej.
- Koniecznie musimy się coś dowiedzieć o tym znaku. O nim i o tym, kto go narysował.

-----

Brookie była coraz bliżej futryny, czuła, jak ręce jej się pocą pod wpływem strachu. Chelsy zaczęła się lekko trząść z emocji. Gdy Brookie była pół metra od futryny stanęła na chwilę, przygotowała się psychicznie i skoczyła na korytarz z prętem w górze. Przed nią był pusty korytarz. Spojrzała za siebie, ale tam też nie było nikogo. Odetchnęła z ulgą.
- Nikogo nie ma.
Zrobiło jej się słabo z emocji i usiadła pod ścianą. Czuła opadający stres.
- Masz wodę? - zawołała do przyjaciółki.
Chelsy podeszła do niej i wyjęła z torby butelkę.
- Brookie, mi się nie wydawało. Tu naprawdę ktoś jest.
Brookie wstała i przetrzepała se spodnie na tyłku.
- To bierzemy kulę i pozytywkę i spadamy stąd.
Zeszły na dół i zabrały je. Szły do wyjścia. Brookie nacisnęła klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- I co teraz? - zapiszczała Chelsy.
- Może jest jakieś drugie wyjście z piwnicy.
- Piwnicy? - w oczach Chelsy był coraz większy strach.
- To nasze jedyne wyjście.
- A jak ten ktoś tam jest?
- Poczekaj, pójdę po ten pręt.
- Mam tu zostać sama?
- To tylko chwila, zaraz jestem.
- To biegnij. Weź jeszcze coś ciężkiego.
Brookie pobiegła na górę. Weszła do pokoju i zaczęła się rozglądać za jakąś rzeczą dobrą do obrony. Zaczęła grzebać po kartonach i w jednym znalazła młotek. Wzięła go i pobiegła do Chelsy. Gdy zeszła ze schodów zobaczyła, że jej nie ma. Po głowie zaczęły chodzić jej różne scenariusze.
- Chelsy?
Gdy usłyszała ciszę, pomyślała tylko jedno. Piwnica. Podeszła do schodów i zaczęła schodzić. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Uchyliła je lekko i zobaczyła, że w piwnicy panuje kompletna ciemność. Otworzyła drzwi i weszła do środka nie wydając żadnego dźwięku. Zrobiła kilka kroków w prawo.
- Nareszcie jesteś - usłyszała zadowolony, męski szept przy prawym uchu. Poczuła silne uderzenie w głowę.

-----

Jade obudziła się w jakimś małym pomieszczeniu. Była przywiązana do stołu. Próbowała się szarpać, ale nic to nie dało. Gdy spojrzała na prawo, zaczęła krzyczeć z przerażenia. Leżał tam ludzki tors. Usłyszała jakieś kroki zbliżające się w jej kierunku. Drzwi pokoju się otworzyły. Stał w nich piędziesięcioletni mężczyzna.
- Moja księżniczka się obudziła - podszedł do niej i pogłaskał ją po policzku. Jade patrzyła na niego ze strachem w oczach.
- Nie bój się mnie. Jestem tu po to, aby Cię uszczęśliwić moja słodka - przejechał paznokciami po jej policzku. Jade odwróciła głowę w drugą stronę. Mężczyzna pociągnął ją za włosy, przybliżył swoją twarz do jej twarzy.
- Jesteś teraz moją małą królewną skarbie. Zapewnię Ci wszystko, co mogłabyś sobie zamarzyć - wyjął z kieszeni scyzoryk i przejechał jego ostrzem wzdłuż jej ręki - Teraz wszystko się zmieni. Będziesz u mnie szczęśliwa - oblizał zakrwawiony scyzoryk - Mam do zabawy nową lalę - uśmiechnął się do niej szeroko i zbliżył scyzoryk do jej twarzy. Patrzyła się na scyzoryk przerażona i modliła się w duchu, żeby go cofnął. Dotknął końcówką jej nosa - Jaka Ty jesteś urocza - schował go do kieszeni i puścił jej włosy. Pogłaskał ją po głowie i pocałował ją. Poczuła metaliczny smak i wzięło ją obrzydzenie.
- Pewnie moja princessa chce się zobaczyć z koleżanką. Nie martw się, jest bezpieczna. Zaraz ją przywiozę - poszedł w stronę drzwi i zniknął za rogiem. Jade szarpała się, ale zapięcia nie chciały puścić. Po minucie szarpania usłyszała dźwięk nienaoliwionych kółek stołu.
- Oto i jest Twoja droga przyjaciółka, cała i zdrowa - Jade zobaczyła, że Farah jest nieprzytomna - przywiązałem ją w razie, jakby nie chciała się bawić. Ale myślę, że jednak będzie chciała - spojrzał na Farah. Podszedł do niej i otworzył jej oko. Zaczął je dotykać.
- Zostaw ją - krzyknęła ze złością Jade. Podszedł do niej i dał jej w twarz.
- Nie lubię, jak moje dziewczynki są nieposłuszne. Ale wierzę, że już więcej nie będę musiał Ci o tym mówić. Zobaczysz, że będzie nam razem fajnie. Przekonasz się - podszedł do metalowego blatu i wziął do ręki kijek z rozżarzonym węglem na końcu. Podszedł do Jade.
- Przypieczętujemy naszą przyjaźń okruszku - wyjął z kieszeni kawałek szmaty i wsadził jej do buzi - troszkę zaboli złotko - odsłonił jej brzuch i przyłożył do niego węgiel. Jade poczuła okropny ból. Jej krzyki były stłumione.

-----

- Webukiiiisns teqila! Say all night... Micasa es tu casa! - Sierrę było słychać w całym pomieszczeniu.
- Ej Sierra, bo dostaniesz Oscara za głos roku - zaśmiała się Felishia. Brittany piła Whisky i patrzyła na śpiewającą koleżankę. Odłożyła butelkę i usiadła po turecku.
- Ej, a kiedy będziemy wywoływać te duchy?
- W sumie to już można, bo się ściemnia - odparła Felishia.
- Może im coś zaśpiewam haha - powiedziała Sierra lekko podpita.
- Lepiej nie, bo od razu uciekną hihi - odparła Brittany.
- Ja se chyba jeszcze zapalę przed tym - Felishia - wyjęła Lucky Strike'i i zapaliła jednego - A jak się nie uda, to co robimy?
- Musi się udać. Jak nie wyjdzie z dziadkiem Sierry, to wywołamy jakiegoś innego ducha. Sierri, wyciągaj tego OUIJA i świeczki.
Sierra wyciągnęła z plecaka tablicę i postawiła między nimi. Rozstawiła cztery świeczki na jej rogach i wyłączyła muzykę.
- Kończ faja Felish, zaraz zaczynamy.
- No już kończę. A w ogóle ma jakieś znaczenie, jak się wcześniej piło i się bierze za wywoływanie duchów?
- Nie wiem, ale chyba nie - powiedziała Sierra. Wyjęła zapalniczkę i zapaliła świece. Felishia skończyła palić, zgasiła peta i rzuciła go za siebie.
- Do tego trzeba być spokojnym i skupionym. Musimy się złapać za ręce.
Dziewczyna złapały się za ręce i wyluzowały.
- Duchu Johna Wesleya, wzywamy Cię w pokoju - powiedziały jednocześnie. Nagle poczuły zimny wiatr.
- Duchu, czy jesteś z nami? - spytała Brittany. Wskazówka tablicy wskazała na tak.
- Czy jesteś Johnem Wesleyem? - zapytała się Felishia. Wskazała na nie.
- Czy jesteś dobrym duchem? - spytała Sierra. Wskazówka była na nie.
- Opowiesz nam, jak jest w piekle? - zapytała Brittany. Wskazówka pokazywała nie. Po chwili wskazówka zaczęła wskazywać litery. Wyszło z nich: Ale mogę Ci pokazać.
- W jaki sposób? - pytała Brittany.
Wskazówka wskazała litery, które utworzyły słowo: Zobaczysz, po czym zaczęła kręcić się w kółko. Brittany zemdlała.
Odpowiedz
#6

Bogate słownictwo i ubogi przekaz.
Ale facieci mają to do siebie,że za czymś takim nie przepadają.
Odpowiedz
#7

E tam gadasz Robociku ubawa2
Przecież Autorka opowieści, uprzedziła na wstępie, że całość na początku, będzie składała
się jakby z kilku części a potem "COŚ' połączy to w całość. Mnie to bardzo zaciekawiło, bo
nie każdy umie tak pisać. I na moje oko, byłby z tego świetny scenariusz na film.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#8

(23-02-2017, 23:49 )ro_bot napisał(a):  Bogate słownictwo i ubogi przekaz.
Ale facieci mają to do siebie,że za czymś takim nie przepadają.

Po co przekaz w strasznej historii? To nie jest opowiadanie pouczające, tylko straszne. Na innych forach faceci byli zachwyceni moją opowieścią.
Odpowiedz
#9

(24-02-2017, 1:31 )hogan napisał(a):  E tam gadasz Robociku ubawa2
Przecież Autorka opowieści, uprzedziła na wstępie, że całość na początku, będzie składała
się jakby z kilku części a potem "COŚ' połączy to w całość. Mnie to bardzo zaciekawiło, bo
nie każdy umie tak pisać. I na moje oko, byłby z tego świetny scenariusz na film.

Ja też to widzę w formie tv, tylko serialu ubawa
Odpowiedz
#10

(24-02-2017, 5:21 )Lady Neosha napisał(a):  
(23-02-2017, 23:49 )ro_bot napisał(a):  Bogate słownictwo i ubogi przekaz.
Ale facieci mają to do siebie,że za czymś takim nie przepadają.

Po co przekaz w strasznej historii? To nie jest opowiadanie pouczające, tylko straszne. Na innych forach faceci byli zachwyceni moją opowieścią.

Widzisz Lady, bo Ro_bot to mężczyzna, nie facet. tease2

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości