Zgadzam się z Tobą, tak też bywa ale jednak warto jest, w końcu wziąć życie w swoje ręce i zastanowić się nad
sobą a nie nad innymi(co inni powiedzą, tak nie wypada, brak kasy, brak mieszkania, przyzwyczajenie, itd.)

W takim związku zapewne też bym nadal tkwiła, bo w dniu ślubu nie chciałam iść pod ołtarz ze względu na
stan spożycia mego przyszłego męża ale przyszli teściowie, tak na mnie "wsiedli", że zrobiłam to dla spokoju
aby już gęb nie darli. I co z tego wyszło? I tak się rozstaliśmy, bo postanowiłam wziąć życie w swoje ręce.
Bałam się, jak zapewne niejedna kobieta w takiej sytuacji. Myślałam jak ja sobie poradzę, z czego dziecko
utrzymam, gdzie będę mieszkała ale po rozmowie z psychologiem mego już ex- męża(obecnie), jak Go skierowałam
na leczenie, to porozmawiałam i uświadomił mnie, że zawsze to co nowe, to przeraża i tylko ode mnie zależy, czy
jestem silna czy słaba. Bo można być słabym albo silnym na własne życzenie i osoby, które uważają, że są słabe, to
w rezultacie, nie są słabe a co jedynie, boją się zmierzenia z nową sytuacją. Tu potrzebna jest silna wola, jak przy rzucaniu
palenia papierosów, mi takowej siły zawsze brakowało i dlatego ciężko było mi się z tym zmierzyć aż w końcu powiedziałam
dość. Mimo ex męża przeprosin i błagań na kolanach, które szybko przekształciły się w groźby, nie uległam i już nie wróciłam.
"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"