Nikuś był psem charakternym. Jak czegoś chciał, to chcenie to było w najwyższym stopniu;
chciał całym psem, każdym nerwem i mięśniem, jak kogoś nie lubił, to warkot pojawiał się głęboki, gardłowy, najpierw przez uchylone leciutko wargi błyskały delikatnie zęby,
potem zęby olbrzymiały, zdawało się same wylecą z pyska i ugryzą ;
a warkot przechodził w groźny przedłużony charkot przerywany szczekaniem.
Wszystkie łobuzowate dzieci z osiedla były jego przyjaciółmi. Uwielbiał grać z nimi w piłkę nożną.
Gdy grupa chłopców wychodziła na boisko przybiegali do mnie z prośbą:
Psze pani, czy Nikuś może się z nami bawić?
Pozwoli Pani Nikusiowi zagrać?
Był równocześnie napastnikiem, rozgrywającym i obrońcą, a jeśli nie udawało mu się przejąć piłki - faulował. Po prostu chwytał zawodnika zębami za spodnie i trzymał, ale nie skaleczył nogi . Ile dresów potargał - nie wiadomo, bo dzieci nigdy nie skarżyły w swych domach na Nikusia.
Nikuś był wojowniczy. Do scysji z innymi pieskami dochodziło nader często. Wszystko jedno, czy piesek miniaturka, czy olbrzym - jak się trzeba było gryźć, to się gryzło. Najczęściej gryzło się Dżekusia – czarnego kundelka z czwartego piętra. Oba psy były nieustępliwe i błyskawiczne. W czasie walki Nikodem przestawał reagować na wszelkie polecenia, Dżekuś również. Nigdy chyba nie doszło do zdecydowanego zwycięstwa i rozstrzygającej walki, bo żaden z nich nie demonstrował postawy uległości. Inne osiedlowe psy były podporządkowane na ogół już po pierwszym starciu
cdn