No dobra,chociaż w seksuologii nie specjalizowałem się,spróbuję nakreślić problem krótko i zwięzłowato.
Da i to wiele.
Związek,tak mi się przynajmniej wydaje powinien opierać się na miłości,której jak by nie definiować przypisuje się najczęściej dbałość o obiekt tego afektu bardziej niż o siebie.
W sporadycznych przypadkach braku ochoty na seks u partnera można a nawet trzeba zrezygnować.Każdy może mieć zły dzień.Niezbędnym do życia nie jest i niektórzy świetnie sobie z tym radzą jak np.zakonnicy/e.
W przypadkach kiedy ta niechęć staje się rutyną,nie pozostaje nic innego jak szukać przyczyn.Przyczyn tych oczywiście u siebie szukać należy,próbując dociec co sknociliśmy,że coś,,nie tak"jest.
Przeważnie winny jest każdy,tylko nie ja.Takie myślenie jest najczęstrzym błędem nie tylko w tych sprawach.
Mam nadzieje,że pomogłem szastając tym o czym każdy doskonale wie