Jeśli istnieje ktoś taki jak ja (to znaczy o takich poglądach, a nie brat bliźniak), to zdecydowanie nie ma na kogo głosować.
Uważam się za liberała. Z jednej strony wszystkie partie wycierają sobie mordy tym, że są liberalne, a z drugiej, również wszystkie partie, wypominają innym partiom właśnie liberalizm. Czyli liberalizm jest dobry, ale jednocześnie zły. Chodzi oczywiście o wolność jednostki, ale ta jednostka nie może być zbyt wolna, bo politycy wtedy nie zarobią, a jeszcze takiej jednostce zaczną jakieś głupoty do głowy przychodzić, więc lepiej słowa "liberalizm" używać raz jako zaletę, a raz jako największą wadę. Tak robią wszystkie partie. Wszystkie.
Dlatego nie ma na kogo głosować, bo nie ma prawdziwie liberalnej partii. Tusk zaczynał w partii, która w nazwie miała liberalizm (KLD) i to wszystko, bo obok liberalizmu nawet nie stała, Konfederacja jest niby najbardziej liberalna, ale jednocześnie do cna katolicka i konserwatywna, co w naturalny sposób godzi w wolność jednostki, Lewica jest bardzo liberalna w stosunku do mniejszości, ale jednocześnie zapomina o wolności większości.
Oczywistą oczywistością jest to, że koniecznie trzeba wywalić PiS, ale czy cena za to nie będzie zbyt wysoka?
Ja głosował nie będę, bo odebrałem sobie prawa wyborcze. Uważam, że polonia, czyli Polacy mieszkający i pracujący zagranicą, powinna mieć zakaz głosowania poza granicami kraju (za wyjątkiem Polaków przebywających na delegacjach, turystycznie itp.). Wiem, że mam prawa wyborcze, ale w imię własnych zasad sam się ich pozbawiam, bo nie mam moralnego prawa urządzać życia ludziom w kraju, w którym nie mieszkam. Popisać i ponarzekać na forach, w rozmowach, na Facebooku mogę, ale głosować nie zamierzam, bo uważam, że mi nie wolno (chociaż prawnie mi wolno).
To tyle z mojej strony. Dziękuję za uwagę.