Kochani ja te zwierzaki widuję przez okno kuchenne. Okno wychodzi na rzeczkę, a za nią są dwa domy - pustostany, których właściciele pomarli. Są tam też budynki gospodarcze itp. Gronostaj wybiega gdzieś z tego gospodarczego i penetruje zbocze wąwozu, który wyżłobiła sobie rzeka. Ja go mam jak na dłoni, gdy nie ma śniegu.
W śniegu się gubi, bo białe na białym....
Mam jeszcze niechcianych sąsiadów zza rzeki - kuny. Kuny wchodzą zimą pod pokrywę auta
i grzeją się od cieplego silnika, a przy okazji przegryzają izolację elektryczną i cieplną.
Kupiłam ultradźwiękowy odstraszacz, na razie pomaga, ale czy się nie przyzwyczają?
Wieś się rolniczo wyludnia, a ci nowobogaccy, co się sprowadzają to jak do sypialni...
W mojej wsi ( około 1000 domów) nie ma ani jednej krowy, ani jednego konia, ani innych kopytnych.
Tylko domowe pieski i kotki oraz gryzonie. Czasem przebiegnie lis, czasem pasie się w ogrodzie stado saren.
Jest też dużo saren na polach, bo pola to teraz głównie nieużytki. Myśliwi opowiadają o zatrzęsieniu dzików.