06-11-2017, 14:27
U mojej babci, ta roślina stała na podwórku, bo babcia w domu jej nie chciała, bo nie dawała już z nią rady.
Gdzie nie spojrzeć, tam sansewieria... aż strach było otworzyć lodówkę. Roznosiła( w sensie, że doniczki
pękały i korzenie wychodziły bokami) doniczki, bo tak się szybko rozrastała. Babcia oddawała tę roślinę każdemu
kto tylko chciał lub nie chciał a ona nadal się rozrastała.
Stojąc na powietrzu, w mróz, deszcz i wichury... nic kompletnie się jej nie stało... a ona dalej się rozrastała...
Moja mama po może roku czasu, oczywiście mając "odnóżki" od babci, wywaliła wszystkie bo po roku z jednego
miała może z 20 doniczek. Też nie miała cierpliwości do jej uprawy.
Ja widząc koszmar u babci i u mamy, nawet nie zgodziłam się aby mi wcisnęły "podarunek".
Nikt więc mi nie wmówi, że ta roślina potrzebuje jakichkolwiek względów w uprawie.
Gdzie nie spojrzeć, tam sansewieria... aż strach było otworzyć lodówkę. Roznosiła( w sensie, że doniczki
pękały i korzenie wychodziły bokami) doniczki, bo tak się szybko rozrastała. Babcia oddawała tę roślinę każdemu
kto tylko chciał lub nie chciał a ona nadal się rozrastała.
Stojąc na powietrzu, w mróz, deszcz i wichury... nic kompletnie się jej nie stało... a ona dalej się rozrastała...
Moja mama po może roku czasu, oczywiście mając "odnóżki" od babci, wywaliła wszystkie bo po roku z jednego
miała może z 20 doniczek. Też nie miała cierpliwości do jej uprawy.
Ja widząc koszmar u babci i u mamy, nawet nie zgodziłam się aby mi wcisnęły "podarunek".
Nikt więc mi nie wmówi, że ta roślina potrzebuje jakichkolwiek względów w uprawie.


