27-04-2017, 9:57
No ja należę do tych kolorowych, czy nawet bardzo kolorowych 
Nie noszę, nie mam nic w kolorze czerni, brązu(oprócz jednej ciemno- brązowej długiej kamizelki sportowej), szarych, beżowych
też nie i w zielonym mam tylko jedną tunikę. Reszta to przewaga bieli a potem to wszystkie jaskrawe kolory, dużo też czerwieni
i żółci. Dla przykładu, wczoraj do lekarza byłam ubrana w białe legginsy, biały długi sweter z koronką u dołu i do tego na
wierzch ta brązowa w/w kamizelka ze względu na wygodę. Dziś właśnie ubrałam się w jaskrawo pomarańczową bluzę, białe
legginsy i buty w kolorze jak bluza. Kolorami zaraziłam też moją siostrę, bo stać ją na ciuchy i myślę, że większość Polaków, wybiera
te mniej brudzące kolory ze względu na oszczędność prania, jak też ze względu na przydatność. Bo na przykład, jak kobieta kupi
różową bluzkę, to najczęściej na dolną część ciała, kupi coś czarnego lub dżinsowego, gdyż ten dolny ciuch, będzie z czasem
pasował też do na przykład żółtej bluzki. A więc tu widzimy przydatność jednego ubrania do różnych kombinacji ale też oszczędność
ze względu na pranie(bo wątpię aby każda Polka prała czarną spódniczkę po każdym założeniu) i ze względu na wydawanie
kasy na ubrania. Jak kupi czarną spódniczkę, to do niej może nałożyć 10 innych bluzek.
W zasadzie, ja robię to samo ale z kolorami a więc myślę, że tu może dochodzi forma wygodnictwa(lenia) jak też może braku
wyobraźni. Bo ja na przykład, te same białe legginsy, mogę nałożyć tak samo do różnych kolorów bluzek. Tak przynajmniej
wygląda z punktu obserwatorów, bo nikt nie wie, że w szafie mam z 50 par białych legginsów :ubawa:
No i tak jak wspomniałam, zaraziłam tym też siostrę, nawet ostatnio kupiła sobie pantofle na obcasie w kolorze czerwonym
ale zaraz dzwoniła do mnie z zapytaniem, o poradę: Do czego tylko mam tera te buty nosić?
Odpowiedziałam jej najprostszą zasadę; Zacznij nosić coś, do koloru paznokci lub w przypadku butów, do czubka nosa.
Jak raz do mnie przyjechała, to byłam w szoku, bo była ubrana na biało- żółto!
Pochwaliłam ją, powiedziałam, że odjęła sobie tym ubiorem, co najmniej z 20 lat. I teraz widzę, że zrobiła się bardzo odważna
co do kolorów.
Kolorów naprawdę nie ma co się bać i tak jak z odcieniami szarego- czarnego i brązu, tak też można szaleć z kolorami.
Nieważne czy to seledynowy, turkusowy, róż czy żółć, biel! Wszystkie na raz pomieszane, pasują do siebie.

Nie noszę, nie mam nic w kolorze czerni, brązu(oprócz jednej ciemno- brązowej długiej kamizelki sportowej), szarych, beżowych
też nie i w zielonym mam tylko jedną tunikę. Reszta to przewaga bieli a potem to wszystkie jaskrawe kolory, dużo też czerwieni
i żółci. Dla przykładu, wczoraj do lekarza byłam ubrana w białe legginsy, biały długi sweter z koronką u dołu i do tego na
wierzch ta brązowa w/w kamizelka ze względu na wygodę. Dziś właśnie ubrałam się w jaskrawo pomarańczową bluzę, białe
legginsy i buty w kolorze jak bluza. Kolorami zaraziłam też moją siostrę, bo stać ją na ciuchy i myślę, że większość Polaków, wybiera
te mniej brudzące kolory ze względu na oszczędność prania, jak też ze względu na przydatność. Bo na przykład, jak kobieta kupi
różową bluzkę, to najczęściej na dolną część ciała, kupi coś czarnego lub dżinsowego, gdyż ten dolny ciuch, będzie z czasem
pasował też do na przykład żółtej bluzki. A więc tu widzimy przydatność jednego ubrania do różnych kombinacji ale też oszczędność
ze względu na pranie(bo wątpię aby każda Polka prała czarną spódniczkę po każdym założeniu) i ze względu na wydawanie
kasy na ubrania. Jak kupi czarną spódniczkę, to do niej może nałożyć 10 innych bluzek.
W zasadzie, ja robię to samo ale z kolorami a więc myślę, że tu może dochodzi forma wygodnictwa(lenia) jak też może braku
wyobraźni. Bo ja na przykład, te same białe legginsy, mogę nałożyć tak samo do różnych kolorów bluzek. Tak przynajmniej
wygląda z punktu obserwatorów, bo nikt nie wie, że w szafie mam z 50 par białych legginsów :ubawa:
No i tak jak wspomniałam, zaraziłam tym też siostrę, nawet ostatnio kupiła sobie pantofle na obcasie w kolorze czerwonym
ale zaraz dzwoniła do mnie z zapytaniem, o poradę: Do czego tylko mam tera te buty nosić?
Odpowiedziałam jej najprostszą zasadę; Zacznij nosić coś, do koloru paznokci lub w przypadku butów, do czubka nosa.

Jak raz do mnie przyjechała, to byłam w szoku, bo była ubrana na biało- żółto!
Pochwaliłam ją, powiedziałam, że odjęła sobie tym ubiorem, co najmniej z 20 lat. I teraz widzę, że zrobiła się bardzo odważna
co do kolorów.
Kolorów naprawdę nie ma co się bać i tak jak z odcieniami szarego- czarnego i brązu, tak też można szaleć z kolorami.
Nieważne czy to seledynowy, turkusowy, róż czy żółć, biel! Wszystkie na raz pomieszane, pasują do siebie.


