28-09-2016, 9:47
Jak poznałam...otóż dawno temu jeszcze młoda siksa pracowałam w pewnym urzędzie wiejskim i m.in. miałam za zadanie rozliczać biletowane zabawy/potańcówki jak się kiedyś mówiło...facet przyszedł rozliczyć się z biletów i dochodu z zabawy a ja pomyślałam: kurcze, ale przystojniak, muszę dowiedzieć się co za jeden, więc poprosiłam o dowód osobisty, chociaż nie musiał mi go pokazywać, ale o tym nie wiedział, dał mi DO z którego wszystko się dowiedziałam, że kawaler, ile lat, gdzie mieszka, gdzie pracuje...okazało się jak potem powiedział, że pomyślał o mnie, jakby to było, gdyby ta dziewczyna została moją żoną, muszę ją poderwać...i zaczęło się...zaprosił na następną zabawę wręczając mi bilet...i zaiskrzyło...po pół roku znajomości ślub i tak do dzisiaj pchamy ten wózek zwany życiem z jego blaskami i cieniami.


