Wasi partnerzy -
hogan - 14-10-2014
Mam takie pytanie a może powstanie z tego dyskusja?
Jak poznaliście swoich partnerów?
Oczywiście chodzi o obecnych lub tych o których stale myślicie
Opiszcie proszę...
RE: Wasi partnerzy -
Shantie - 22-07-2015
Na imprezie, gdzie żadne z nas nie chciało być, ale zostaliśmy do tego przekonani. Poszłam mu pokazać, gdzie jest stacja benzynowa, żeby można było kupić piwo. Jakoś dobrze nam się rozmawiało przez kilka godzin i w sumie spędziliśmy więcej czasu ze sobą, niż na imprezie. Byliśmy oboje wstawieni, kolega podał nam obojgu papierosa, ale jak się okazało,to nie był papieros, tylko coś zielonego. Załatwiłam się tym na całego i puściłam epickiego pawia, a mój nowy znajomy mnie ratował i cucił, póki mój ówczesny facet nie przyszedł na inspekcję. Stwierdziwszy, że jednak żyję, zostawił mnie z nieznajomym, a myśmy odbyli życiową rozmowę o samotności i trzymaliśmy się za ręce. Jednak to było przegięcie i zostałam zabrana z imprezy, ale kontaktu na FB nikt mi nie zabronił.
Jedna z najromantyczniejszych rzeczy jakie usłyszałam w życiu to ''Wiesz, że wciąż mam jeszcze ślad twoich rzygowin na spodniach? ''
No i dowiedziałam się, że rozmawiam z dość znanym undergroundowym DJem, dlatego wszyscy się tak dziwnie tam na mnie patrzyli. Pewnie myśleli, że mam parcie na szkło. Nie moja wina, że się nie pochwalił.
Rozmawialiśmy przez tydzień, potem spotkaliśmy się na pierwszą randkę. Spędziliśmy piękny dzień nad jeziorem, po czym udaliśmy się na piwo w moje ciche miejsce koło dworca, tak na pożegnanie. Pech chciał, że były dożynki i ogólna kontrola, oboje zarobiliśmy mandat po stówce.
A tydzień później zerwałam z chłopakiem i się do niego wprowadziłam.
Ta ''patologia'' żyje teraz grzecznie w związku małżeńskim od ponad roku, a nasz synek przez długi czas nie pozna pełnej wersji, ''jak tatuś poznał mamusię''
RE: Wasi partnerzy -
hogan - 22-07-2015
Fajne, szczere i typowo życiowe a nawet na dobry scenariusz do filmu to Twoje poznanie :

Spodobało mi się diabelnie
Moją pierwszą miłość poznałam w dniu rozpoczęcia roku szkolnego w liceum.
Nasza przyszła klasa i Jego klasa nosiła krzesła na salę gimnastyczną na właśnie rozpoczęcie roku.
To była miłość od pierwszego spojrzenia. Chwyciłam krzesło z jednej z klas i nie wiem do dziś czy on
zrobił to celowo czy był to przypadek ale chwycił te same krzesło, czyli bardziej chwycił moją dłoń niż krzesło.
Po czym przeprosił i był speszony. Ale jednak jakoś chyba po tygodniu odważył się, podszedł do mnie na przerwie
i zaproponował wspólne wyjście do kina. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, dosłownie cała w skowronkach.
Przechodziliśmy tak jeden rok szkolny i on zerwał ze mną. Jak się później dowiedziałam, zerwał bo naciskał na niego
pod tym względem jego belfer- wychowawca. Opuścił się w nauce i groził mu rok powtórki.
Od tamtej pory, zrażona duma nakazywała mi zrywanie pierwszej...

Czyli jakaś skaza pozostała.
RE: Wasi partnerzy -
Shantie - 22-07-2015
Oj, te pierwsze miłości...Chociaż pierwszy raz widzę, żeby autorytet nauczyciela sięgał tak daleko! Od zawsze i na zawsze wierzę, że :
RE: Wasi partnerzy -
hogan - 22-07-2015
W tamtych czasach tak było niestety.... albo stety :

Nie było jak teraz, że belfrowi można było nasadzić na głowę kubeł ze śmieciami.
RE: Wasi partnerzy -
Shantie - 22-07-2015
Dziś to ojciec musiałby przekupić za oceny wycieczką zagraniczną, ewentualnie nowym modelem iPhone'a. :

Ale takie historie wzniecają jednak we mnie iskierkę buntu- a co się dziad wtrąca, a może byście byli teraz szczęśliwi jak dwa gołąbki...a on bez wykształcenia, haha, ale to się wytnie.
RE: Wasi partnerzy -
hogan - 22-07-2015
No on był z tych ambitniejszych uczniów i psorek stawiał na niego, że daleko zajdzie. Nie chciał aby przez romansidła
w głowie mu się poprzewracało ::lol:: Dziś się z tego śmieję ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu... przez te zerwanie to
ja później opuściłam się w nauce a ile nocy prze ryczałam...
A do tego, nasze rozstanie nastąpiło w dniu moich urodzin.

Koleżanka z siostrą poszły po niego bo nie przyszedł
nawet do mnie a wiedziały, że cierpię. No i tak nie przyszedł ale dał jakiegoś miśka, co niby dla mnie kupił i chciał
w szkole wręczyć.
RE: Wasi partnerzy -
Shantie - 22-07-2015
Smutne to trochę, ale przecież zawsze jest jakieś wyjście...mogliście się razem uczyć

Biologii... :

A moja pierwsza miłość była poznana przez Internet na forum ulubionego zespołu. Zaprzyjaźniliśmy się, gdy miałam 15 lat. On był dwa lata młodszy. Pisaliśmy kilka lat, aż w końcu coś z tego wykiełkowało, były kilkugodzinne rozmowy telefoniczne, bo miał jakieś tanie rozmowy do Polski (mieszkał w kraju, który był moim marzeniem, tak przy okazji), no i w końcu jak miałam upragnione 18 lat, pojechałam go odwiedzić. To było śmieszne, bo tu przez telefon ''kocham cię'', a jak się zobaczyliśmy po raz pierwszy na lotnisku, to nie wiedzieliśmy co zrobić i w końcu podaliśmy sobie rękę i wybuchnęliśmy śmiechem.
Nie wierzę w miłość na odległość, bo byłam potem jeszcze raz u niego na wakacje, już wtedy coś zaczęło się psuć, to był taki okres że człowiek wyrasta z nastoletniego wieku i za bardzo się zmienia i przestawaliśmy mieć powoli ze sobą cokolwiek wspólnego...
RE: Wasi partnerzy -
hogan - 23-07-2015
On był 3 lata starszy, więc wspólna nauka nie wchodziła w rachubę
Już chyba wiem kim jesteś po tym opisie ale stu- procentowej pewności nie mam.
RE: Wasi partnerzy -
Shantie - 23-07-2015
Tylko ja mam zawsze takie historie w zanadrzu, dobrze kojarzysz. Widzisz, 10 lat minęło, a ja wciąż przeżywam tamtą historię, hahaha.