30-01-2016, 16:43
Dalej to już było normalnie.
Weterynarz orzekł, ze drugi raz zaszywał nie będzie, że jak się poczeka to przyschnie jak na psie, czymś tam usiłowaliśmy spryskiwać ranę, ale głównym lekarstwem była psia ślina.
Przyschło, zrosło się i pozostal tylko niezbyt widoczny ślad.
Myszko to się działo w czasach, gdy w mieście wojewódzkim była jedna przychodnia weterynaryjna, szef jej był panem i prawie bogiem, a zwierzęta nie mialy ani praw, ani głosu.
Usługi były co prawda bezpłatne ale bardzo reglamentowane, wszystko według uznania pracowników. :cray:
Weterynarz orzekł, ze drugi raz zaszywał nie będzie, że jak się poczeka to przyschnie jak na psie, czymś tam usiłowaliśmy spryskiwać ranę, ale głównym lekarstwem była psia ślina.
Przyschło, zrosło się i pozostal tylko niezbyt widoczny ślad.
Myszko to się działo w czasach, gdy w mieście wojewódzkim była jedna przychodnia weterynaryjna, szef jej był panem i prawie bogiem, a zwierzęta nie mialy ani praw, ani głosu.
Usługi były co prawda bezpłatne ale bardzo reglamentowane, wszystko według uznania pracowników. :cray:
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>


