17-01-2016, 16:20
Myślałam, ze już skończyłam opowieść o Nikodemie, ale jeszcze ciągle jakieś epizody mam w pamięci.
Były wakacje. Mieliśmy w Tarnowie przyjaciół, małżeństwo, nazywali się Jurek i Wiola.
Oni mieli wielce rasowego doga niemieckiego mniej więcej w wieku Nikusia. Pojechaliśmy we czwórkę plus Ania i dwa młode psy nad wodę . Na pewno nie był to Dunajec Nie pamiętam nazwy miejscowości, woda była stawem lub jeziorkiem, gdzieś na zachód od Mościc( Dębno, Dąbki czy coś podobnego).. Rozłożyliśmy koce, leżaki, kosze w obiadem i pelna sjesta, bo pogoda jak drut.
Nikodem od razu z moim mężem rzucili się do kąpieli, mąż dumny, bo co prawda pies skundlony, ale pływa jak delfin. Natomiast Dog bal się wody panicznie, żeby nie dostal udaru Wiola moczyła prześcieradlo w wodzie i nakladała mu na grzbiet. Dla nas wyglądal żałośnie, jak szejk arabski w turbanie. Nikodem z Anką mieli raj, wychodzili z wody gdy brała ich trzęsawka z zimna i posiniały wargi, dokładnie jak dzieci.
Zjedliśmy posilek, nakarmili psy a na deser były wiśnie. Jurek, aby rozruszać Doga rzucil w górę wisienkę, psy skoczyly do niej, a że Dog był dwa razy wyższy od Nikusia - on ją złapał. Może w powietrzu doszlo do faulu - nie wiem. Niki rzucil się na Doga, ten zacząl panicznie uciekać , zatoczył koło po łące i skierowal się pod skrzydla opiekuńcze swojej pani. Byliśmy spokojni, bo scena byla z tych typu Dawid i Goliad, przecież maly Nikuś nie może zrobić krzywdy Dogowi. Dog spanikowany wpadl z takim impetem na leżącą na kocu Wiolę, że złamał jej żebro.
Dobrze, że Jurek był lekarzem....A poszło o wisienkę.... :zdziwienieke:
Były wakacje. Mieliśmy w Tarnowie przyjaciół, małżeństwo, nazywali się Jurek i Wiola.
Oni mieli wielce rasowego doga niemieckiego mniej więcej w wieku Nikusia. Pojechaliśmy we czwórkę plus Ania i dwa młode psy nad wodę . Na pewno nie był to Dunajec Nie pamiętam nazwy miejscowości, woda była stawem lub jeziorkiem, gdzieś na zachód od Mościc( Dębno, Dąbki czy coś podobnego).. Rozłożyliśmy koce, leżaki, kosze w obiadem i pelna sjesta, bo pogoda jak drut.
Nikodem od razu z moim mężem rzucili się do kąpieli, mąż dumny, bo co prawda pies skundlony, ale pływa jak delfin. Natomiast Dog bal się wody panicznie, żeby nie dostal udaru Wiola moczyła prześcieradlo w wodzie i nakladała mu na grzbiet. Dla nas wyglądal żałośnie, jak szejk arabski w turbanie. Nikodem z Anką mieli raj, wychodzili z wody gdy brała ich trzęsawka z zimna i posiniały wargi, dokładnie jak dzieci.
Zjedliśmy posilek, nakarmili psy a na deser były wiśnie. Jurek, aby rozruszać Doga rzucil w górę wisienkę, psy skoczyly do niej, a że Dog był dwa razy wyższy od Nikusia - on ją złapał. Może w powietrzu doszlo do faulu - nie wiem. Niki rzucil się na Doga, ten zacząl panicznie uciekać , zatoczył koło po łące i skierowal się pod skrzydla opiekuńcze swojej pani. Byliśmy spokojni, bo scena byla z tych typu Dawid i Goliad, przecież maly Nikuś nie może zrobić krzywdy Dogowi. Dog spanikowany wpadl z takim impetem na leżącą na kocu Wiolę, że złamał jej żebro.
Dobrze, że Jurek był lekarzem....A poszło o wisienkę.... :zdziwienieke:
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>


