12-01-2016, 10:55
Wokół wiejskiego starego domu zwanego dalej chałupą rozciąga się ogród; będzie tego z pół hektara. Ogród, w kształcie półwyspu z dwóch stron okolony jest doliną z rzeczką
a z pozostałych stron ogrodzony płotem i otoczony drogą . Wymarzony – wydawałoby się – raj dla psa. Można kopać nory w poszukiwaniu kretów, można biegać za rzucanym patykiem, można położyć się na boku, wyciągnąć wszystkie łapki i drzemać w cieniu ( ale i tak nos pozostaje czujny, bo nos Nikusia nie zasypiał nigdy).
Nic z tego. Najpierw trzeba było zapolować i przepędzić wszystkie sąsiedzkie kury, które od niepamiętnych czasów użyźniały ogród w podzięce za obfitość robaczków i nasion w ogrodzie. Część z tych kur nie przeżyła spotkania z walecznym psem. Po prostu miały za słabe serca. Musieliśmy więc nauczyć psa myśliwskiego, że obowiązuje zakaz polowań na kury nie tylko na naszej posesji, ale i w całej wsi. Nie było to łatwe. Zakaz kur zrozumiał z trudem, ale najtrudniejsze było przyswojenie sobie, ze nawet na kurczęta nie wolno polować, nigdy, nawet wtedy, gdy skryją się w kępie traw czy w jakimś krzaku. Takich zakazów żaden porządny myśliwski pies nie jest w stanie zrozumieć, to musiało być wklepane bezpośrednio do jego podświadomości. Ale to było wykonalne, kosztem wielu psich i naszych nerwów. Po pól roku pies wiedział, ze kurom ruch dobrze robi, że można je pogonić dla zabawy, ale bez agresji.Czasem, gdy się nudzil pokazywalam mu przez kuchenne okno sąsiedzkie kury na naszej dzialce i mówilam, że trzeba zrobić "slabe sio". Błyskawicznie wiedzial, że do kur musi pobiec dookoła domu i zabawkowo je pogonić. Potem, jak kury przefrunęły rzekę wracał zadowolony z wykonanego zadania.
Bardzo denerwowały psa jeże, czuł się bezsilny, bo ani to zębem, ani łapą, ani szczekiem.... więc już po szczekaniu poznawaliśmy, ze doszło do spotkania. Jeż zwinięty w kłębek, a pies pyskiem szczeka a lapami kopie dolek pod jeżem, no bo jak jeża wturlać do dolka, to może bezkolczastym brzuchem do góry? I wtedy byłby bezbronny. ....
a z pozostałych stron ogrodzony płotem i otoczony drogą . Wymarzony – wydawałoby się – raj dla psa. Można kopać nory w poszukiwaniu kretów, można biegać za rzucanym patykiem, można położyć się na boku, wyciągnąć wszystkie łapki i drzemać w cieniu ( ale i tak nos pozostaje czujny, bo nos Nikusia nie zasypiał nigdy).
Nic z tego. Najpierw trzeba było zapolować i przepędzić wszystkie sąsiedzkie kury, które od niepamiętnych czasów użyźniały ogród w podzięce za obfitość robaczków i nasion w ogrodzie. Część z tych kur nie przeżyła spotkania z walecznym psem. Po prostu miały za słabe serca. Musieliśmy więc nauczyć psa myśliwskiego, że obowiązuje zakaz polowań na kury nie tylko na naszej posesji, ale i w całej wsi. Nie było to łatwe. Zakaz kur zrozumiał z trudem, ale najtrudniejsze było przyswojenie sobie, ze nawet na kurczęta nie wolno polować, nigdy, nawet wtedy, gdy skryją się w kępie traw czy w jakimś krzaku. Takich zakazów żaden porządny myśliwski pies nie jest w stanie zrozumieć, to musiało być wklepane bezpośrednio do jego podświadomości. Ale to było wykonalne, kosztem wielu psich i naszych nerwów. Po pól roku pies wiedział, ze kurom ruch dobrze robi, że można je pogonić dla zabawy, ale bez agresji.Czasem, gdy się nudzil pokazywalam mu przez kuchenne okno sąsiedzkie kury na naszej dzialce i mówilam, że trzeba zrobić "slabe sio". Błyskawicznie wiedzial, że do kur musi pobiec dookoła domu i zabawkowo je pogonić. Potem, jak kury przefrunęły rzekę wracał zadowolony z wykonanego zadania.
Bardzo denerwowały psa jeże, czuł się bezsilny, bo ani to zębem, ani łapą, ani szczekiem.... więc już po szczekaniu poznawaliśmy, ze doszło do spotkania. Jeż zwinięty w kłębek, a pies pyskiem szczeka a lapami kopie dolek pod jeżem, no bo jak jeża wturlać do dolka, to może bezkolczastym brzuchem do góry? I wtedy byłby bezbronny. ....
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>


