08-01-2016, 20:28
Ilość pchel była szacowana. Przychodziła moja przyjaciólka i pomagala w tym iskaniu.
Za psa zaplacili chyba 5000 zł na stare pieniądze. Jeżeli jedna pchla kosztowala dychę, to pies byl gratis .
I to była jakaś pociecha
Nikuś był kupowany w panice, w akcji ratujmy pieski i nikt nie pytał wówczas o rasę, pochodzenie i temperament. O temperamencie foksteriera (nawet deczko skundlonego) przyszło się nam przekonać za dwa tygodnie, gdy skończyl się mój urlop, starsza córka Madzia zaczęła też rok akademicki jako studentka, Anka musiała spędzać kilka godzin w szkole ( szósta klasa), a mąż jak to mąż - żegnał się z nami co rano wychodząc do pracy.
Foksterier mieszkający w bloku to zmora dla niego, opiekunów i sąsiadow.
Nikuś osamotniony płakał, piszczał i wyglądał jak siedem nieszczęść razem wziętych. Zmusił nas do takiej ekwilibrystyki w układaniu godzin zajęć na uczelniach, ze kwalifikujemy się do pierwszej ligi krajowej w rozwiązywaniu krzyżówek. Magda zmieniała kilkakrotnie przynależność do studenckich grup ćwiczeniowych, ja brałam zajęcia w godzinach prawie nocnych, żeby Nikodem nie zostawał sam dłużej niż trzy, wyjątkowo cztery godziny. Pamiętam, ze śpioszka Madzia zimą jeździła na basen na godzinę szóstą rano, żeby po powrocie towarzyszyć psu.
Szósta rano w zimie to przecież środek nocy!
Nigdy nie wiadomo było też w jakim stanie zastaniemy po powrocie mieszkanie: czy dywan będzie jeszcze cały czy w strzępach, ile par butow pogryzionych, czy przewody od telefonu już zerwane, czy tylko wyciągnięte ze ściany itp.
Za psa zaplacili chyba 5000 zł na stare pieniądze. Jeżeli jedna pchla kosztowala dychę, to pies byl gratis .
I to była jakaś pociecha
Nikuś był kupowany w panice, w akcji ratujmy pieski i nikt nie pytał wówczas o rasę, pochodzenie i temperament. O temperamencie foksteriera (nawet deczko skundlonego) przyszło się nam przekonać za dwa tygodnie, gdy skończyl się mój urlop, starsza córka Madzia zaczęła też rok akademicki jako studentka, Anka musiała spędzać kilka godzin w szkole ( szósta klasa), a mąż jak to mąż - żegnał się z nami co rano wychodząc do pracy.
Foksterier mieszkający w bloku to zmora dla niego, opiekunów i sąsiadow.
Nikuś osamotniony płakał, piszczał i wyglądał jak siedem nieszczęść razem wziętych. Zmusił nas do takiej ekwilibrystyki w układaniu godzin zajęć na uczelniach, ze kwalifikujemy się do pierwszej ligi krajowej w rozwiązywaniu krzyżówek. Magda zmieniała kilkakrotnie przynależność do studenckich grup ćwiczeniowych, ja brałam zajęcia w godzinach prawie nocnych, żeby Nikodem nie zostawał sam dłużej niż trzy, wyjątkowo cztery godziny. Pamiętam, ze śpioszka Madzia zimą jeździła na basen na godzinę szóstą rano, żeby po powrocie towarzyszyć psu.
Szósta rano w zimie to przecież środek nocy!
Nigdy nie wiadomo było też w jakim stanie zastaniemy po powrocie mieszkanie: czy dywan będzie jeszcze cały czy w strzępach, ile par butow pogryzionych, czy przewody od telefonu już zerwane, czy tylko wyciągnięte ze ściany itp.
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>


