05-01-2016, 10:27
Mieszkaliśmy w bloku, więc uważałam, że to nie jest dobre miejsce dla psa i byłam zdecydowanie przeciwna. Siódmy zmysł mi mówił, ze mimo dziecięcej miłości do czworonoga, po pewnym czasie ja będę wyprowadzana na spacery, szczególnie w paskudną pogodę. Mąż nie był w stanie niczego córce odmówić, cierpiał więc w pozycji między młotem a kowadłem.
Nastała era Nikusia.
Era ta rozpoczęła się 15 września. Mąż pojechał z Anią na stadion Resowii obejrzeć wystawę psów rasowych, ja zostałam w domu gotować obiad. Wrócili i zamiast jak zwykle wpaść do kuchni i opowiadać na wyścigi ( spodziewałam się ochów i achów na cześć pokazywanych piesków) - krążyli bokami. Wyczułam konspirę, wykonywali dziwne ruchy, czegoś szukali, coś było organizowane.
Nikt mi w oczy nie popatrzył nawet przy obiedzie. Nagle.. z Anki pokoju dobiegło coś podobnego do kwilenia.
Zmieniło się owego dnia nasze życie. Maleńki piesek szukał mamusi, głośno domagał się swoich praw.
Ujawnił się psiaczek, rozwiązały się języki córki i męża. Zaczęły się opowieści o mocno niesympatycznym panu, który pod parkanem okalającym stadion ustawił się z koszem zawierającym małe pieski. Pan ten widząc zainteresowanie Ani powiedział coś strasznego: Jak nikt nie kupi piesków, to on je utopi. Na to Anka absolutnie nie mogła pozwolić i nie tylko, że kupili jednego, który najgłośniej lamentował, to jeszcze zorganizowali akcję ratowania pozostałych szczeniąt.
Nasz maleńki piesek był naprawdę maleńki.
Nastała era Nikusia.
Era ta rozpoczęła się 15 września. Mąż pojechał z Anią na stadion Resowii obejrzeć wystawę psów rasowych, ja zostałam w domu gotować obiad. Wrócili i zamiast jak zwykle wpaść do kuchni i opowiadać na wyścigi ( spodziewałam się ochów i achów na cześć pokazywanych piesków) - krążyli bokami. Wyczułam konspirę, wykonywali dziwne ruchy, czegoś szukali, coś było organizowane.
Nikt mi w oczy nie popatrzył nawet przy obiedzie. Nagle.. z Anki pokoju dobiegło coś podobnego do kwilenia.
Zmieniło się owego dnia nasze życie. Maleńki piesek szukał mamusi, głośno domagał się swoich praw.
Ujawnił się psiaczek, rozwiązały się języki córki i męża. Zaczęły się opowieści o mocno niesympatycznym panu, który pod parkanem okalającym stadion ustawił się z koszem zawierającym małe pieski. Pan ten widząc zainteresowanie Ani powiedział coś strasznego: Jak nikt nie kupi piesków, to on je utopi. Na to Anka absolutnie nie mogła pozwolić i nie tylko, że kupili jednego, który najgłośniej lamentował, to jeszcze zorganizowali akcję ratowania pozostałych szczeniąt.
Nasz maleńki piesek był naprawdę maleńki.
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>


