04-01-2016, 11:41
Wspomnienia zaprzeszłe: Zachomiczony dom
Anka, młodsza córka - miłośniczka wszystkiego co żyje i ma przynajmniej jedną łapę- wówczas uczennica szkoły podstawowej – tęskniła za własnym psem. Piszę o tej jednej nodze, ponieważ wcześniej Anka hodowała na balkonie ślimaki. Jeden, jakiś wyjątkowo szybkobieżny wypadł jej z ręki i spadł z wysokości szóstego piętra. Rozpacz była straszna i poczucie winy, że ona jest powodem tej śmierci. Wypuściłyśmy więc wszystkie ślimaki na wolność, a w ramach odkupienia winy i zapełnienia pustki założyła hodowlę chomików.
Wina została wymazana z nawiązką, bo aby chomikowi nie było smutno żyć w samotności dokupiłyśmy mu przyjaciela, który wkrótce okazał się przyjaciółką i konkubinką. Z tego związku otrzymywaliśmy średnio co dwa miesiące nowy miot, a w nim 7 - 8 maleńkich, golutkich chomiczków. Maleństwa szybko rosły, przybywały nowe akwaria, zabawki dla chomików, potem trzeba było uruchomić elementy marketingu, aby te chomiki poupychać w dobre ręce i zapewnić im w nowych domach dobre warunki życia. Zachomiczyło się na osiedlu, w mieście, a nawet w pewnej okolicznej wsi. Z chomikami wyjeżdżaliśmy na wakacje i w odwiedziny do rodziny. W końcu senior chomiczego rodu odszedł był śmiercią naturalną , pozostała chomiczka. Żyła długo, biegała w nocy po mieszkaniu, a nad ranem wskakiwała do akwarium, aby przespać dzień. Nie będę tu wyliczać wszystkich napoczętych nocą ścierek, pościeli, nachomikowanych pod szafę orzechów, owoców, a nawet czekolady. Anka uwielbiała chomiczkę, ale gdy jej już nie stało ( chomiki były uroczyście grzebane pod krzewem czerwonej parkowej róży) córka zatęskniła ponownie za kimś bardziej kontaktownym i merdającym.
cdn.
Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić <zhm>


