24-11-2015, 5:54
(24-11-2015, 2:46 )hogan napisał(a): A z iloma miałeś do czynienia w takich sytuacjach, z dwoma? :lol:Pisząc tylko o tych trzech latach to znacznie więcej .
Samych środowiskowych się przewinęło kilkanaście, bo nie liczyłem dokładnie, a jak zaczynała się agonia czy atak to jedynie pod nogami się plątały i bledły. A ponieważ były tak mało atrakcyjne, to pewnie nie chciało by mi się im udzielać pomocy. Pogotowie i żegnalski.
Niestety nie koloryzuje za bardzo. Teraz jest stabilnie, ale jak na pobranie krwi przyjeżdżają to na dole schodów czekają bo nie wiedzą co zastaną.
Gdyby nie było to tragiczne to bym sobie niewybredne żarty z nich robił. Niestety moja natura nie pozwala czasem podobnej sytuacji przegapić i opisać poważniej stan mamy, "zachwycając" się ich wrażliwością. W końcu laikiem jestem, wobec czego język medyczny powinien mi być obcy. Przy ojcu to już było o wiele gorzej gorzej. A jak Panią dr poprosiłem o sprawdzenie sondy to była dopiero porażka. Jedyny lekarz(facet z całodobowej) pomagał mi przywracać oddech mamie i nie zesr...ał się, ponadto jako jedyny do tej pory o pegu miał pojęcie i nie bał się manipulować przy nim.
Podobnie ksiądz co rok temu msze w pokoju mamy odprawił twardo się trzymał, a było groźnie.
Bo o tej co przyjeżdża co dzień na kilkanaście minut to nawet nie piszę czy np. małżonce.


