Panowie jak dzieci... -
hogan - 05-10-2014
Kto mdleje na widok igły, nie chce łykać tabletek, wpada w panikę u dentysty i blednie na widok białego fartucha? Dzieci. I faceci...
Zgadzacie się z tą opinią?
Dlaczego mężczyźni nie boją się ekstremalnych wyzwań, ale mają pietra przed pójściem do lekarza?
Co można na to poradzić?
RE: Panowie jak dzieci... -
Siwy - 05-10-2014
Ja nie mam takiej fobii więc trudno mi się odnieść. Ale podobno tak jest statystycznie. Czemu, nie wiem. Może to ten pierwiasttk kobiecy, czy jakoś tak w męskiej psychice???
RE: Panowie jak dzieci... -
SajMon95 - 13-11-2014
Jestem HDK wiec widok igły nie robi mi różnicy nawet patrze na wkuwanie się dość sporej igły(450ml w 7min raz zszedłem do 6:30^ ^), co za tym idzie trzeba dbać o zdrowie wiec łykanie witaminek, żelaza itp wchodzi w grę. Wchodząc do RCKiK są tylko białe fartuchy

co do dentysty lepiej zacisnąć zęby przez jeden dzień niż później przez miesiące
RE: Panowie jak dzieci... -
Nebo - 03-02-2015
Nie blednę, nie mdleję, przy zastrzykach, nie obawiam się dentysty(im bardziej będę dbał o zęby tym mniejszy powód).
Co do tabletek - nie mam nic przeciw, ale w przypadku multiwitaminy wolę rozpuszczające się w wodzie kapsułki.
Kiedyś miałęm od 10 do 100 zastrzyków przez 10 dni i nawet się przyzwyczaiłem.
W to samo miejsce.
RE: Panowie jak dzieci... -
ro_bot - 24-11-2015
Igła to jak szpada przeciwnika-przed czymś takim trzecią zasłonę bym zastosował(do szermierki odniesienie).
Łykanie źle się facetom kojarzy-dla uściślenia bez złych skojarzeń-w odniesieniu do naiwnosci.
Dentysta to jak bokser-zębów pozbawić może.
Biały fartuch...Toż to koszmar porównywalny z czymś tak ohydnym jak biała flaga.
Z opinia tą zgadzam się.Lepiej umrzeć niż się położyć na półmisku.
Tak trochę pogrzebałem po Waszych archiwalnych dysputach.
RE: Panowie jak dzieci... -
hogan - 24-11-2015
Fajne porównania
Ale dlaczego "archiwalnych"? Toć to co jest na forum, to po to aby w takich tematach pisać
RE: Panowie jak dzieci... -
Siwy - 24-11-2015
Na podstawie moich trzyletnich obserwacji czy wątpliwej współpracy w tematach okołomedycznych stwierdzam bezapelacyjnie że kobiety są bardziej strachliwe i szybciej wymiękają w sytuacjach podbramkowych i groźnych.
Nawet te niby profesjonalistki.
Amen.
RE: Panowie jak dzieci... -
hogan - 24-11-2015
A z iloma miałeś do czynienia w takich sytuacjach, z dwoma? :lol:
RE: Panowie jak dzieci... -
karbon - 24-11-2015
Mnie żadna z tych rzeczy nie "wzrusza". Po boreliozie niestety już nie mogę oddawać krwi.
Za to żonka boi się oddawać krew (igła) oraz dentysty (ale szczęściara ma mocne zęby).
Także dodaję kolejną niewiastę do kompletu jak wyżej napisał Siwy.
RE: Panowie jak dzieci... -
Siwy - 24-11-2015
(24-11-2015, 2:46 )hogan napisał(a): A z iloma miałeś do czynienia w takich sytuacjach, z dwoma? :lol:
Pisząc tylko o tych trzech latach to znacznie więcej .
Samych środowiskowych się przewinęło kilkanaście, bo nie liczyłem dokładnie, a jak zaczynała się agonia czy atak to jedynie pod nogami się plątały i bledły. A ponieważ były tak mało atrakcyjne, to pewnie nie chciało by mi się im udzielać pomocy. Pogotowie i żegnalski.
Niestety nie koloryzuje za bardzo. Teraz jest stabilnie, ale jak na pobranie krwi przyjeżdżają to na dole schodów czekają bo nie wiedzą co zastaną.
Gdyby nie było to tragiczne to bym sobie niewybredne żarty z nich robił. Niestety moja natura nie pozwala czasem podobnej sytuacji przegapić i opisać poważniej stan mamy, "zachwycając" się ich wrażliwością. W końcu laikiem jestem, wobec czego język medyczny powinien mi być obcy. Przy ojcu to już było o wiele gorzej gorzej. A jak Panią dr poprosiłem o sprawdzenie sondy to była dopiero porażka. Jedyny lekarz(facet z całodobowej) pomagał mi przywracać oddech mamie i nie zesr...ał się, ponadto jako jedyny do tej pory o pegu miał pojęcie i nie bał się manipulować przy nim.
Podobnie ksiądz co rok temu msze w pokoju mamy odprawił twardo się trzymał, a było groźnie.
Bo o tej co przyjeżdża co dzień na kilkanaście minut to nawet nie piszę czy np. małżonce.