26-03-2015, 14:34
Czy jest możliwe, że nasze społeczeństwo jest uzależnione od sławy – podobnie jak można być uzależnionym od alkoholu, narkotyków albo hazardu? Czy zachowania, takie jak zdobywanie popularności, przebywanie w pobliżu znanych osób, a nawet czytanie o nich, wywołują pewien rodzaj uzależniającej ekscytacji?
zarówno gry hazardowe, jak i zażywanie kokainy oddziałują na ten sam obszar mózgu– „system nagrody i awersji”. To mechanizm, który pojawiał się w opisywanych wcześniej teoriach, nagradzający nas przyjemnym uczuciem, gdy robimy coś na korzyść organizmu, a karcący nieprzyjemnym, gdy robimy sobie krzywdę.
W przypadku uzależnienia – nadmiernego wykorzystywania tego systemu lub jego sztucznego podsycania (narkotykiem) – doprowadzamy do sytuacji, w której potrzebujemy coraz więcej danego bodźca, żeby osiągnąć pewien poziom zadowolenia, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Prawdopodobnie obojętnie, czy zażywamy kokainę, uprawiamy hazard, jemy czekoladę, oglądamy pornografię czy gramy w gry wideo – wszystkie te zachowania pobudzają naszą „wielką fabrykę farmaceutyczną” do wyzwalania określonych substancji, takich jak dopamina i opioidy endogenne, które najzwyczajniej wprawiają nas w dobre samopoczucie. Dlaczego ze sławą miałoby być inaczej?
Jak przekonuje Robert Thompson z Uniwersytetu Syracuse, jeszcze przed drugą wojną światową w małym amerykańskim miasteczku można było żyć wiele dni i nie zobaczyć wizerunku ani jednego celebryty. Dzisiaj w podobnym miasteczku ciężko byłoby uniknąć natknięcia się na Paris Hilton tylko w ciągu doby. „[...] czy to możliwe, że wielu z nas cierpi na rozpowszechnione i zdradliwe uzależnienie, którego nikt nawet nie trudził się zdiagnozować?” – pyta z niepokojem Halpern.
Fragment pochodzi z książki "CeWEBryci- sława w sieci" Michała Janczewskiego (wydawnictwo Impuls, 2011).
psychologia.polki.pl
Czy Waszym zdaniem sława jest uzależnieniem czy nie?
zarówno gry hazardowe, jak i zażywanie kokainy oddziałują na ten sam obszar mózgu– „system nagrody i awersji”. To mechanizm, który pojawiał się w opisywanych wcześniej teoriach, nagradzający nas przyjemnym uczuciem, gdy robimy coś na korzyść organizmu, a karcący nieprzyjemnym, gdy robimy sobie krzywdę.
W przypadku uzależnienia – nadmiernego wykorzystywania tego systemu lub jego sztucznego podsycania (narkotykiem) – doprowadzamy do sytuacji, w której potrzebujemy coraz więcej danego bodźca, żeby osiągnąć pewien poziom zadowolenia, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Prawdopodobnie obojętnie, czy zażywamy kokainę, uprawiamy hazard, jemy czekoladę, oglądamy pornografię czy gramy w gry wideo – wszystkie te zachowania pobudzają naszą „wielką fabrykę farmaceutyczną” do wyzwalania określonych substancji, takich jak dopamina i opioidy endogenne, które najzwyczajniej wprawiają nas w dobre samopoczucie. Dlaczego ze sławą miałoby być inaczej?
Jak przekonuje Robert Thompson z Uniwersytetu Syracuse, jeszcze przed drugą wojną światową w małym amerykańskim miasteczku można było żyć wiele dni i nie zobaczyć wizerunku ani jednego celebryty. Dzisiaj w podobnym miasteczku ciężko byłoby uniknąć natknięcia się na Paris Hilton tylko w ciągu doby. „[...] czy to możliwe, że wielu z nas cierpi na rozpowszechnione i zdradliwe uzależnienie, którego nikt nawet nie trudził się zdiagnozować?” – pyta z niepokojem Halpern.
Fragment pochodzi z książki "CeWEBryci- sława w sieci" Michała Janczewskiego (wydawnictwo Impuls, 2011).
psychologia.polki.pl
Czy Waszym zdaniem sława jest uzależnieniem czy nie?


