07-05-2024, 10:25
Widziałam kiedyś na YT jak facio coś zawijał w kapustę i wyglądało to obiecująco... a teraz nie mogę tego filmiku znaleźć.
Zatem postanowiłam samej coś zrobić wg własnej wyobraźni...( a z nią różnie bywa więc zalecana jest ostrożność).
Jeśli komuś przyjdzie apetyt na to, co na zdjęciach- to proszę bardzo... ale specjalnie nie polecam.
Na wszelki wypadek podam namiary na to, co wygląda jak słoniowe placki na sawannie.
Marchew, cebulę i pół czerwonej papryki przesieczkowałam na drobne wiórki.
Jeden ugotowany ziemniak z wczorajszego obiadu podziabałam widelcem na miazgę .
Z tego samego obiadu (z sosu) odłożyłam kilka pieczarek i posiekałam na drobiznę.
Dodałam resztkę kukurydzy, posoliłam i popieprzyłam.
Kapuchę (młoda) sparzyłam i to w nią zawijałam to coś o bliżej nieokreślonej barwie.
Potem jajko, tarta bułka i rozgrzany olej na patelni.
W trakcie jedzenia okazało się, że pieprzu było za dużo, soli za mało a i samej kapusty ktoś nie posolił.
Jednym słowem: Zjeść się dało ale zadu nie urywało...
Zjeść się dało?
Z tym było nieco gorzej. Pociąć nożem było ciężko bo żyłki kapuściane utrudniały krojenie.
Wzięłam więc te zawijasy we własne spracowane dłonie i jadłam, ale...
cały farsz uciekał druga stroną więc na talerzu, po śniadaniu miałam krajobraz po bitwie...
Ale jeśli ktoś lubi takie kulinarne dziwolągi to zniechęcać nie będę.
Zatem postanowiłam samej coś zrobić wg własnej wyobraźni...( a z nią różnie bywa więc zalecana jest ostrożność).
Jeśli komuś przyjdzie apetyt na to, co na zdjęciach- to proszę bardzo... ale specjalnie nie polecam.
Na wszelki wypadek podam namiary na to, co wygląda jak słoniowe placki na sawannie.
Marchew, cebulę i pół czerwonej papryki przesieczkowałam na drobne wiórki.
Jeden ugotowany ziemniak z wczorajszego obiadu podziabałam widelcem na miazgę .
Z tego samego obiadu (z sosu) odłożyłam kilka pieczarek i posiekałam na drobiznę.
Dodałam resztkę kukurydzy, posoliłam i popieprzyłam.
Kapuchę (młoda) sparzyłam i to w nią zawijałam to coś o bliżej nieokreślonej barwie.
Potem jajko, tarta bułka i rozgrzany olej na patelni.
W trakcie jedzenia okazało się, że pieprzu było za dużo, soli za mało a i samej kapusty ktoś nie posolił.
Jednym słowem: Zjeść się dało ale zadu nie urywało...
Zjeść się dało?
Z tym było nieco gorzej. Pociąć nożem było ciężko bo żyłki kapuściane utrudniały krojenie.
Wzięłam więc te zawijasy we własne spracowane dłonie i jadłam, ale...
cały farsz uciekał druga stroną więc na talerzu, po śniadaniu miałam krajobraz po bitwie...
Ale jeśli ktoś lubi takie kulinarne dziwolągi to zniechęcać nie będę.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


