31-08-2023, 14:23
A jakieś konkrety... bo tytuł wymowny i nie wiem kto i gdzie i kogo zabił.
W takich przypadkach, nie musi być patologia, nie musi być depresja, ani nie musi być to skrzywdzony umysł czy... skutek
bezstresowego wychowywania i płytkości emocjonalnej. Może ale nie musi.
Czasem wystarczy brak pomocy od Państwa. Taka matka często, bardzo długo krzyczy o pomoc lecz nikt jej nie słucha.
Staram się zawsze zrozumieć drugiego człowieka i zabijania nie popieram ale znam przypadek, gdy mieszkałam
jeszcze w Sejnach za dzieciaka. Matka zrobiła w domu rzeź jak z horroru. Pierwszą ofiarą był mąż, bo wiadomo, siła i mógł
przeszkodzić w dalszym mordzie. I co dobitnie wskazuje na całkowitą trzeźwość i poczytalność umysłową.
Z rana poderżnęła gardło mężowi, gdy on i wszyscy domownicy jeszcze spali. Następnie to samo zrobiła z dzieckiem jeszcze
maleńkim. Wcześniej w szopie przygotowała trzy liny do powieszenia ofiar. Dwaj chłopcy, którzy zwęszyli co się dzieje, uciekli
na policję. Matka, jak nie znalazła dwóch synów, to sama powiesiła się, zostawiając krótki list z treścią, aby jej wybaczyli, bo
dłużej nie dała rady żyć na skraju nędzy. Nie mogli znaleźć pracy, nie mieli z czego żyć a na dokładkę, mieszkali u jej teściów,
którzy dodatkowo utrudniali im życie ciągłymi awanturami, że są nieudacznikami. Mąż wcześniej miał firmę, która
zbankrutowała, wpadli w ogromne długi, sąd chciał teściom odebrać dom i wszystko co mieli, dlatego, że oni też tam
mieszkali. Matka wybrała rozwiązanie dal wszystkich, bo po ich śmierci, teściowie nic nie stracili a oni już nie byli
upokarzani. Tu wyraźnie widać, że do tragedii przyczynił się rząd.
Tak jak na wstępie napisałam, może ale nie musi. Nie znam wspomnianego nieszczęścia, nie wiem jakie były okoliczności
ale jedno wiem. W takiej sytuacji co opisałam, żadna rozsądna matka, nie zostawiłaby przy życiu swoich dzieci.
Nie chciałaby aby ktoś obcy je wychowywał i może jeszcze żeby wypominał co matka zrobiła. To nazywa się miłość.
Żyjącym, postronnym osobom, ciężko to zrozumieć ale takie są właśnie prawdziwe matki, taką mają silną więź.
W takich przypadkach, nie musi być patologia, nie musi być depresja, ani nie musi być to skrzywdzony umysł czy... skutek
bezstresowego wychowywania i płytkości emocjonalnej. Może ale nie musi.
Czasem wystarczy brak pomocy od Państwa. Taka matka często, bardzo długo krzyczy o pomoc lecz nikt jej nie słucha.
Staram się zawsze zrozumieć drugiego człowieka i zabijania nie popieram ale znam przypadek, gdy mieszkałam
jeszcze w Sejnach za dzieciaka. Matka zrobiła w domu rzeź jak z horroru. Pierwszą ofiarą był mąż, bo wiadomo, siła i mógł
przeszkodzić w dalszym mordzie. I co dobitnie wskazuje na całkowitą trzeźwość i poczytalność umysłową.
Z rana poderżnęła gardło mężowi, gdy on i wszyscy domownicy jeszcze spali. Następnie to samo zrobiła z dzieckiem jeszcze
maleńkim. Wcześniej w szopie przygotowała trzy liny do powieszenia ofiar. Dwaj chłopcy, którzy zwęszyli co się dzieje, uciekli
na policję. Matka, jak nie znalazła dwóch synów, to sama powiesiła się, zostawiając krótki list z treścią, aby jej wybaczyli, bo
dłużej nie dała rady żyć na skraju nędzy. Nie mogli znaleźć pracy, nie mieli z czego żyć a na dokładkę, mieszkali u jej teściów,
którzy dodatkowo utrudniali im życie ciągłymi awanturami, że są nieudacznikami. Mąż wcześniej miał firmę, która
zbankrutowała, wpadli w ogromne długi, sąd chciał teściom odebrać dom i wszystko co mieli, dlatego, że oni też tam
mieszkali. Matka wybrała rozwiązanie dal wszystkich, bo po ich śmierci, teściowie nic nie stracili a oni już nie byli
upokarzani. Tu wyraźnie widać, że do tragedii przyczynił się rząd.
Tak jak na wstępie napisałam, może ale nie musi. Nie znam wspomnianego nieszczęścia, nie wiem jakie były okoliczności
ale jedno wiem. W takiej sytuacji co opisałam, żadna rozsądna matka, nie zostawiłaby przy życiu swoich dzieci.
Nie chciałaby aby ktoś obcy je wychowywał i może jeszcze żeby wypominał co matka zrobiła. To nazywa się miłość.
Żyjącym, postronnym osobom, ciężko to zrozumieć ale takie są właśnie prawdziwe matki, taką mają silną więź.


