12-04-2023, 14:05
Skoro zdeklarowałam się opisać moje największe kuchenne porażki- to czas na trzecią i ostatnią.
Dostałam od mamy prodiż więc postanowiłam upiec prostą babkę.
Od szwagierki dostałam przepis i wszystko szło dobrze. Przez szkiełko widziałam, że cudeńko pięknie wyrastało i dostawało rumieńców .
Wyłożyłam to coś na duży talerz który z kształtu przypominał niewielką i niezbyt wypukłą antenę satelitarną.
No i tak sobie to stało. Po dłuższym czasie przewróciłam ciasto na drugą stronę zauważając, że ów placek opadł do miej-wiecej 3 cm. grubości i że jest sztywny jak nieboszczyk.
Ciasto czekało kilka dni aby je skosztować- ale nie było chętnych. Teść się skusił, ale spytał potem,
czy zamiast mąki przypadkiem nie dosypałam do ciasta gipsu bo za twarde to, nawet jak na zakalec.
Porażka ? Jeszcze chwilka !
Za płotem sąsiada była szopka i kurnik a za nimi podwórko gdzie łaziły kury.
No to rzuciłam im twór moich kulinarnych starań aby sobie podziubały.
Głośne wrzaski kur wywabiły sąsiada ale ja udawałam, że nie wiem o co chodzi.
Na drugi dzień się dowiedziałam, że jedna z kur dostała jakimś "DYSKIEM" po gnatach , że połamało jej nogi i że musiała iść na rosół.
To koniec porażek młodej mężatki...
Następne posty kulinarne będą bardziej optymistyczne.. a nawet postaram się je wzbogacić obrazkami z procesu tworzenia .
Dostałam od mamy prodiż więc postanowiłam upiec prostą babkę.
Od szwagierki dostałam przepis i wszystko szło dobrze. Przez szkiełko widziałam, że cudeńko pięknie wyrastało i dostawało rumieńców .
Wyłożyłam to coś na duży talerz który z kształtu przypominał niewielką i niezbyt wypukłą antenę satelitarną.
No i tak sobie to stało. Po dłuższym czasie przewróciłam ciasto na drugą stronę zauważając, że ów placek opadł do miej-wiecej 3 cm. grubości i że jest sztywny jak nieboszczyk.
Ciasto czekało kilka dni aby je skosztować- ale nie było chętnych. Teść się skusił, ale spytał potem,
czy zamiast mąki przypadkiem nie dosypałam do ciasta gipsu bo za twarde to, nawet jak na zakalec.
Porażka ? Jeszcze chwilka !
Za płotem sąsiada była szopka i kurnik a za nimi podwórko gdzie łaziły kury.
No to rzuciłam im twór moich kulinarnych starań aby sobie podziubały.
Głośne wrzaski kur wywabiły sąsiada ale ja udawałam, że nie wiem o co chodzi.
Na drugi dzień się dowiedziałam, że jedna z kur dostała jakimś "DYSKIEM" po gnatach , że połamało jej nogi i że musiała iść na rosół.
To koniec porażek młodej mężatki...
Następne posty kulinarne będą bardziej optymistyczne.. a nawet postaram się je wzbogacić obrazkami z procesu tworzenia .
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


