06-04-2023, 14:06
No to czas na drugą porażkę młodej mężatki czyli bitki wołowe.
Zachciało się mojemu ślubnemu bitek a ja nawet wołowiny od wieprzowiny nie odróżniałam.
Na szczęście moja mama była pod ręką i służyła poradą.
Więc któregoś dnia kupiłam kawał czerwonego mięcha , pokroiłam na małe kawałki i sru na gorący smalec.
Obsmażyłam na brązowo... mama uprzedzała, że mogą się trochę skurczyć ale że podczas duszenia zmiękną.
Tylko, że te moje dusiłam a nawet trochę gotowałam, a one wciąż były twarde i małe.
Zrobiłam sos, był ładny brązowy.
Jak mąż wrócił z pracy to podałam-dumna ze swojego dzieła a on zapytał: czemu te skwarki są takie twarde, dlaczego nie podałam łyżki,
bo nożem i widelcem tego czegoś się nie da zjeść.
Skonsumował ziemniaki z sosem ale skwarki zostawił..
Zachciało się mojemu ślubnemu bitek a ja nawet wołowiny od wieprzowiny nie odróżniałam.
Na szczęście moja mama była pod ręką i służyła poradą.
Więc któregoś dnia kupiłam kawał czerwonego mięcha , pokroiłam na małe kawałki i sru na gorący smalec.
Obsmażyłam na brązowo... mama uprzedzała, że mogą się trochę skurczyć ale że podczas duszenia zmiękną.
Tylko, że te moje dusiłam a nawet trochę gotowałam, a one wciąż były twarde i małe.
Zrobiłam sos, był ładny brązowy.
Jak mąż wrócił z pracy to podałam-dumna ze swojego dzieła a on zapytał: czemu te skwarki są takie twarde, dlaczego nie podałam łyżki,
bo nożem i widelcem tego czegoś się nie da zjeść.
Skonsumował ziemniaki z sosem ale skwarki zostawił..
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


