26-04-2020, 13:12
(26-04-2020, 12:06 )polliter napisał(a): Uważam bardzo podobnie, widocznie również czytałaś "Potęgę podświadomości" Murphy'ego.Hym... jak by to ująć... czytałam praktycznie wszystko, co było w moim zasięgu i tyczyło się takich zagadnień.
Z religią jest prościej, łatwiej sobie pomóc, bo można podeprzeć się Bogiem, Maryją, cudami, świętymi obrazami itp. Ateista ma trudniej, bo musi wierzyć w siebie i swoje możliwości. Religia pomaga wierzącym wyzdrowieć, jest dla nich stymulantem, protezą, jakimś namacalnym (chociaż przecież nienamacalnym) punktem zaczepienia, więc spełnia swój cel, ale oczywiście te same efekty można osiągnąć bez religii.
Wierzący i opierający się na religiach i bóstwach, zawsze ma na kogo winę zwalić, jeśli coś nie wyjdzie.
Wierzący w siebie, zwala winę na świat lub siebie.
Traf napisał(a):Wierzyłem, kiedy byłem dzieckiem, natomiast wchodząc w dorosłość powziąłem sporo wątpliwości, a teraz już zupełnie wierzyć przestałem. To chyba sie nazywa procesem zrozumieniaCzy tudzież procesem dojrzewania... dojrzewania do własnych myśli, przez nikogo nie narzucanych



