08-04-2020, 20:22
Ja miałem klasycznego "Rubina", ciężkie cholerstwo, które ponoć lubiło wybuchać (mi nie wybuchł). Pamiętam, że trzeba było włączać z pół godziny przed programem, żeby "kolorów nabrał". A pierwszy telewizor jaki miałem to "Neptun" (oczywiście czarno-biały).
Co do fachowców, to do mnie zawsze przychodził taki pan, nazywałem go "naprawiaczem telewizorów", który miał taki skomplikowany sprzęt. Było coś mistycznego, niemal rytualnego w tym jego naprawianiu. Przez jakiś czas nawet chciałem, gdy dorosnę, zostać takim "naprawiaczem telewizorów". Kurde, dla mnie to był zawód na miarę strażaka, policjanta itp.
Co do fachowców, to do mnie zawsze przychodził taki pan, nazywałem go "naprawiaczem telewizorów", który miał taki skomplikowany sprzęt. Było coś mistycznego, niemal rytualnego w tym jego naprawianiu. Przez jakiś czas nawet chciałem, gdy dorosnę, zostać takim "naprawiaczem telewizorów". Kurde, dla mnie to był zawód na miarę strażaka, policjanta itp.


