17-01-2018, 21:10
![[Obrazek: z22911461IE,Jedzenie-w-bazie-pod-K2.jpg]](http://bi.gazeta.pl/im/e5/d9/15/z22911461IE,Jedzenie-w-bazie-pod-K2.jpg)
W ekstremalnych warunkach, jakie panują u podnóża K2, na kolejnych etapach niezwykle istotną rolę odgrywa odżywianie. Tu już 5 proc. różnicy w stosunku do standardowej diety, może mieć kluczowe znaczenie.
Mimo ekstremalnych warunków, jakie panują w łańcuchu górskim Karakorum, polscy himalaiści pod względem odżywiania są doskonale przygotowani. Z Polski wysłano kilkaset kilogramów jedzenia. W bazach pod K2 szefem kuchni jest Pakistańczyk Mosin.
Rafał Fronia, uczestnik ekipy, na facebookowym profilu Polskiego Himalaizmu Zimowego, prowadzi tzw. Dziennik Wyprawy. W drugiej części opisał w nim m.in. w jaki sposób przygotowywane są posiłki i czym konkretnie się odżywiają:
"Nadchodzi lunch. Zbieramy się w mesie, odkażanie rąk i wsuwamy ryż, pakorę, jaka na sto, ale zawsze twardych sposobów, kurczak, czasem makaron, dal, do tego jakiś sos i szczątkowe warzywka" - pisze Fronia.
Kolacja w zasadzie niewiele różni się od obiadu. "Wjeżdża pizza gigant, szaszłyki. Dochodzi tylko deser. Jakiś budyń, owoce, siekane z puszki. Nasz kucharz sprawdzony na kilku zimach - to nasz cudotwórca" - dodaje.
Jak wygląda himalajska "knajpa" na wysokości ponad 5000 m n.p.m najlepiej oddają zdjęcia, które na swojego facebooka wrzucił Ashar Ali Porik, szef pakistańskiej agencji, która obsługuje wyprawę.
![[Obrazek: z22911474IH,Jedzenie-w-bazie-pod-K2.jpg]](http://bi.gazeta.pl/im/f2/d9/15/z22911474IH,Jedzenie-w-bazie-pod-K2.jpg)
http://www.sport.pl/




