Jeden z tych, których używam. Miękkie są na drugi dzień. Ja wałkuję cieniusieńko, podsypując mąką. Na blaszkę kładę papier do pieczenia i też ciut mąki, nie smaruję blaszki masłem.
ok 50 dag mąki (szymanowska się sprawdza)
20 dag miodu,
20 dag brązowego cukru,
pół kostki masła
1 jajko
przyprawa do pierników - my robimy sami, 1 łyżeczka mielonych goździków, 2 łyżeczki cynamonu, pół łyżeczki mielonego imbiru (można pominąć, nie każdy lubi), szczypta czarnego pieprzu. Ale przyprawa ze sklepu też będzie ok.
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy sodę. W tym czasie na malusieńkim ogniu rozpuszczamy miód aż będzie dość ciepły i w nim podgrzewamy przyprawę. Dodajemy do mąki, lekko mieszamy łyżką i dodajemy resztę składników, zagniatamy. Jeśli będzie bardzo lepkie dosypujemy mąki na wyczucie. Miód jest różny, jajka też różnej wielkości.
CIasto musi być elastyczne i nie lepić się za bardzo do rąk.
Wałkujemy, ja- jak pisalam- cieniutko na 2mm, wykrawamy i pieczemy. Te pierniczki nie rosną mocno, nie zmieniają kształtu. Ja piekę w 150C z termoobiegiem jakieś 10minut. Bez termoobiegu pewnie 180C i ciut dlużej. Można wałkować grubiej, wtedy pieczemy trochę dłużej.
Pierniczki zaraz po zdjęciu z blachy twardnieją, ale nie na kamień, są dość chrupiące. Na drugi dzień już nieco miękną.
Lukier robimy najprostszy- do miski wsypuję cukier puder, 250g i wciskam sok z 1 cytryny. Mieszam łyżką, a potem na jakieś 30 sekund mikserem. Musi być dość gęsty, ale ma się dać smarować. W razie potrzeby dokładamy soku
W sobotę na próbę zrobiłam lukier dolewając do cukru pudru bardzo mocną miętową herbatę i wyszło przepysznie. Tylko musiałam zabarwić bo kolor był buro-żółty