Oj dużo bym mogła napisać... i wiesz co?! Wstanę, bo leżę i jedną ręką piszę a jak usiądę, to dodam artykuł ode mnie.
Zaczynam więc!
Zależy co się rozumie pod słowem "wierzący". Wierzący w bogów, religie? Nie. Wierzący i mający nadzieję, że jutro się obudzi? Tak.
A więc w ogólnym pojęciu, ateistom słowo "wierzący", jest doskonale znane. Natomiast gdyby ateista miał uwierzyć w jakiegoś boga
czy oddać się jakiejś religii, tym samym stałby się wierzącym na potrzeby danej religii.
W moim osobistym odczuciu, nie ma najmniejszego znaczenia czy ktoś wierzy w bogów czy nie. Raczej ważniejsze jest aby być
po prostu człowiekiem. Ludzie religijni bardzo często odwołują się do tego, że niewierzący są źli, aroganccy, nie miłujący bliźniego, itd.
Bynajmniej. To zwykły wymysł. Znam wielu ludzi nie oddających czci bożkom, nie chodzących do kościołów i gdybym ich nie znała
a była wierząca, to pewnie powiedziałabym, że zobaczcie co wiara robi z ludzi, że są tacy dobrzy, wyrozumiali, bezkonfliktowi,
prowadzący moralny tryb życia, etc. Tu absolutnie nie ma znaczenia co kto wyznaje czy nie wyznaje, bo wszędzie są różni ludzie
a moralność każdy ma w sobie o ile tego chce. Już przed biblią byli dobrzy i źli ludzie i biblia z pewnością nie jest wyznacznikiem
moralności. Owszem, może nauczyć wiele dobrego ale to są jedynie spisane czyjeś myśli i doświadczenia czy tudzież obserwacje.
Taka biblia mogła powstać już za pierwszych ludzi lub obecnie, bo nie wnosi nic nowego. Pójdę o krok dalej. Nie potrzeba nawet
policji czy innych ograniczeń dla ludzi, bo ten, kto chce być dobry i tak będzie dobry a ten kto chce być zły i tak będzie zły.
Nie ma też ludzi doskonałych, każdy grzeszy, czyli mówiąc bardziej ogólnie, każdy popełnia błędy i na tym się uczy.
Jak naukowiec robi eksperyment, to wpierw musi popełnić tysiące błędów aby osiągnąć zamierzony cel.
Cały mechanizm, nie tylko ludzki ale wszechobecny, kieruje się metodą prób i błędów. Właśnie najlepszych ludzi uformowało
naprawianie własnych błędów. Za to na wojnie ten wygrywa, kto najmniej błędów popełnia. Roślina kierująca się ku Słońcu gdy
wzrasta, w końcu przestaje kierować się ku Słońcu, tak jakby wiedziała, że co za dużo, to nie zdrowo. Pies gdy ucieknie, z czasem
żałuje tego, że uciekł, bo nikt mu miski już z jedzeniem nie poda. Woda wymywa koryto, nieraz natrafia na twarde skały, które
wpierw omija ale w końcu uczy się, że powoli da się w skale wydrążyć koryto. Aby czynić dobro, nie potrzebna jest religia ani żaden bóg.
Kiedyś, pisząc podobny artykuł, napisałam pewien przykład.
Jest piłkarz i jest bokser. Obydwaj są ludźmi, obydwaj uprawiają sport ale jeden z drugim, nie znajdzie wspólnego języka, jak chodzi
o sport ale czy to ma oznaczać, że jeden od drugiego jest lepszy lub gorszy? Nie, obydwaj są ludźmi lecz uprawiający inną dyscyplinę.
Piłkarza może śmieszyć, że bokser daje się pobić a boksera może śmieszyć, że piłkarz biega jak głupi za piłką.
To samo dzieje się z wierzącymi(bogobojnymi) a niewierzącymi(niebogobojnymi) ale śmiało mogą żyć obok siebie nie wyrządzając
krzywdy.
Kolejna moja obserwacja jest taka, że ludzie bogobojni, uważają że niebogobojni z nich się śmieją. Nie! Nie śmieją się z nich lecz
z tego w co wierzą. No bo za kogo by mnie uznano, gdybym teraz napisała, że byłam nad jeziorem i na wodzie objawił mi się Jezus.
A ludzie w to wierzą i nikt nie może się z tego śmiać? Moim zdaniem trzeba by zamknąć ich w psychiatryku... tam dużo jest takich
co sądzą, że są bogami, Jezusami albo że z takimi rozmawiają. Ba! Nawet morderstwa popełniają, bo Jezus czy bóg im kazał.
Albo wszystkich trzeba zamknąć albo... wszystkich wypuścić. No bo jak ktoś klęczy przed malowidłem i twierdzi, że rozmawia
z kimś świętym... to przecież to samo, co robią ci na psychiatryku.
Szczęście...
Ktoś kiedyś zapytał, co to jest szczęście a z resztą wielu o tym pisało i różne wnioski wyciągali.
Jak chodziłam do kościoła, nie miało tu znaczenie szczęście. Jak nie chodzę, tak samo. Szczęście odczuwam gdy na przykład
pływam albo gdy widzę, że mój pies dziś w miarę dobrze się czuje czy listonosz przynosi kasę, gdy akurat mi się kończy.

Na ludzi patrzę, jak na ludzi, bo to chyba jest logiczne, ponieważ nie będę nowo poznanej osoby pytała czy jest wierzaca
czy niewierząca w jakąś religię czy boga.
Wiadomo, sprawy kościoła wkurzają prawie wszystkich, czyli pedofilia, wyciąganie kasy, oszukiwanie, okłamywanie naiwnych,
włażenie z butami do polityki jak też w życie każdego człowieka. Jednak, jak wiemy jakaś religia* zawsze będzie istniała i zawsze
jakaś część ludzi będzie jej oddana. Nie ma znaczenia jak bardzo byśmy się starali oddzielić religię* od reszty, to się po prostu
nie uda. Ludzie są jak stado baranów a stado baranów potrzebuje przewodnika. To także od dziesiątek lat moje motto.
*Chciałam zwrócić uwagę, że gdy piszę "religia", to mam na uwadze religie wszystkie jakie istnieją na Świecie bez względu
na to jakiego mają boga.