Kordialne
Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - Wersja do druku

+- Kordialne (https://kordialne.trafne-miejsce.pl)
+-- Dział: PASJA (https://kordialne.trafne-miejsce.pl/forumdisplay.php?fid=32)
+--- Dział: Sport/ turystyka/ pojazdy (https://kordialne.trafne-miejsce.pl/forumdisplay.php?fid=188)
+--- Wątek: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) (/showthread.php?tid=1978)

Strony: 1 2 3 4


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - hogan - 28-11-2015

No... te fotki są tu bardzo wskazane  ubawa2


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 29-11-2015

Około 15 wyległo na plaże ze 3-4 autokary młodzieży. Plaży nagle brakło dla wszystkich i zrobiło się tłoczno jak na na mszy u Rydzyka.
Leżymy sobie z żonką na matach parasole obok. Full serwis. Leżały te gadżety w garażu to zabrałem. Cały bagażnik tego był. Kurna ledwo go domknąłem. Uśmiechnąłem się że mi się udało a tutaj żona mnie od razu zgasiła żeby może bagaże zacząć do auta pakować.... Jezu, gdzie?!!
Poszły na tylne siedzenie i tyle. W piłkę za to dzisiaj pogramy. Mam chyba wszystko. Nie wiem czy nawet grilla w amoku do bagażnika nie ciepnąłem...
Ale wróćmy do młodzieży...
Było tej młodzieży tyle co na targu w Bangkoku. Usiedli pod naszymi parasolami. Ale nie powiem, prywatności naszej prawie nie naruszali bo rzadko kiedy ktoś nogę mi w żebro wsadził... Mówię do żony: zobacz jaka ta młodzież teraz grzeczna jest. Nie to co za naszych czasów... Bo wiecie... My starsi od węgla... Czwórka z przodu to już nie przelewki... Już ZUS się martwi o takich że niestety kasę będzie trzeba wydać.
Ale znów wracając do młodzieży...
Tak mi się palnęło że szkoda że to nie wycieczki +20... I się palnęło płetwą po głowie... To wyhamowało moje rozmyślania i powiedzmy marzenia... Może i dobrze bo nie wiem jakbym daleko zaszedł w tych marzeniach. Ze szczególnym naciskiem na powiedzmy bo żona w sypialni teraz ale aneks kuchenny ma po drodze a tam rzeczy dosyć ciężkie stoją. Kto wie co w amoku sennym gotowa zrobić. Temat zamykam bo kto wie czy nie wyczyta zaraz co nabazgrałem. Oj ta technika... Zero prywatności...
Powróćmy kolejny już raz do tej młodzieży...
Powtórzę się...
Mówię do żony: zobacz jaka ta młodzież teraz grzeczna. Pełna kultura... I mi się momentalnie wstyd zrobiło za siebie jak sobie przypomniałem "numery" jakie się robiło. Ale to czasy komuny były więc zupełnie inna bajka.
No i sobie ta młodzież siedziała pod naszymi parasolami. Ok, fajnie... Niech korzystają bo miejsca dosyć dużo zajęliśmy...
Ja ich wychwalam po niebiosa... Prawie że ich Rydzykowym rydwanem wysłałem ku niebiosom...
I nagle gwizdek....
Ichni sturmbannfuhrer Sztetke zarządził odwrót. Koniec okupacji Chorwackiej ziemi.
Młodzież grzeczna jak na wezwanie opuściła plażę.
My z żonką rozwinęliśmy temat odpowiedzialności pilnujących.
Ja przyznam się że nie wziąłbym odpowiedzialności za 10-ciorga młodocianych za żadne pieniądze. Może dwojga to bym się podjął. Zwłaszcza nad wodą. Jezu, nie wziąłbym na siebie takiej odpowiedzialności. Szacun wielki dla opiekunek i opiekunów takich grup.


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 04-12-2015

Cd...
Już się robi lampa... Uff, musiałem koszulkę zrzucić...
Ale nie mam sylwetki powiedzmy Stathama więc nie ma szału i pisków fanek...
No i kolejny już raz wracając do młodzieży...
Ja żonce pierdzielę od godziny czy dwóch jaka to młodzież teraz ogarnięta, kulturalna... Że mają jakieś cele i do ich dążą. Prawie Bóstwa z nich zrobiłem.
No i Sztetke zabrał te bóstwa do autokaru... Pojechali...
Żonka nic nie mówiła ale Jej wzrok zatrząsł by nawet portkami Putina...
Zamilkłem niczym niemowa. Spuściłem wzrok i obserwowałem obrazy...
Opakowania po soczkach pod matami. Maty spody do prania (szczęście że wodoodporne). Pod matami śmieci na pół kosza. Kiedy i jak to upchali?
Ale młodzież jest fajna!!!!
------
Dalej dzień minął normalnie... Prawie...
Z robakami mam problem... Ale nie to że mam jakieś owsiki we flakach czy coś... Lubią mnie czy moją krew... Nie wiem.
Ale wiem że od czasu Mistrzostw Polski w enduro w Siemiatyczach jestem mocno uczulony na ukąszenia. Czasami muszę dostać zastrzyk antyhistaminowy (czy jakoś tak się nazywa. Nigdy nie mogą zapamiętać) bo puchnę prawie do eksplozji.
No i mamy zachód (taki jeszcze wczesny) słońca.
Nagle przylatuje coś, siada na ramieniu i od razu jebbb... Kurna normalnie jak od Bin Laden!!! Jedzie z celem siada i atakuje. Kurna a ja grzeczny że mógłbym być dowódcą ONZ.
A ja uczulony... I robi się mała jazda. Żonka widzi że coś się dzieje. Ja strugam macho i mówię że jest ok. Nie mija z 10 minut a ramie drętwe jakby ktoś siekierę wbił. Robi się niezbyt ciekawie. Już w główce mam dzwonienie do lekarza ale zaczyna odpuszczać... I tak to minął wczorajszy dzień.
Nawet kolację udało się zjeść na balkonie. Znaczy się żona jadła a ja walczyłem z toksyną ale jest ok. Temat mamy za sobą bo rano miałem ramię jeszcze drętwe a teraz już jest lux.
I tutaj niestety zła wiadomość...
Znów Was będę jutro rano zanudzał!!!


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 04-12-2015

Wczoraj w sumie nudy były że hej.
Nie to żebym z nudów zasnął na plaży czy w wodzie... W sumie to plażing, pływanie, gra w piłkę w wodzie, zakupy, kolacja w knajpce... Taki zwykły wakacyjny dzień.
W sumie to też wyległy ze dwa autokary dzieciaków ale te jakieś grzeczne były jak po nauce manier u Królowej Elki. Nawet piłkę w wodzie podawali jak nam troszkę odpłynęła. Na początku nieufnie podchodziłem bo to nie wiadomo czy podając piłkę jakiegoś śmiecia nie wciśnie do płetwy... Ale luz. Kulturalnie było. W nagrodę dużo uśmiechów dostali.
Pizza sprawdzona. Nadal jest pyszniutka. Moim zdaniem to dzięki serom dobrej jakości. Nie jadłem jeszcze prawdziwej włoskiej pizzy ale chorwackie są bardzo dobre.
A i podejrzenia mam że żonka ma jakieś konszachty z diablem... No może nie aż tak ale z magią na pewno. Bez kabelka jakieś fotki ciepnęła w komputer.
- Tapetę Ci zmieniłam...
- Ok, fajnie...
Ja patrzę a tam zachód słońca nad Jadranem co go jeszcze niedawno namacalnie dotykałem.
Nie pytałem się już co i jak bo z czarną magią nie chce mieć nić wspólnego.
Jeśli z czarną to tylko ewentualnie kawą z rana albo tą sąsiadką obok. Ale patrząc na jej chłopa to mógłbym zębów szukać po Jadranie do wielkanocy.
Ogólnie to jest tak fajnie że są plany żeby za rok przyjechać tutaj całą rodziną (znaczy się nie aż tak całą bo bez wujków, szwagrów itd.).
Dzisiaj żona zarządziła poważną zmianę w planach naszego odpoczynku. Mianowicie będziemy leżeć ze 30 metrów w bok (w stronę centrum) niż wczoraj.
Aż się boję co to będzie. Wiem, wiem... Poznawanie świata itd... Ale żeby od razu tak iśc na całość?
Spróbuję wrzucić te żonki czarowanie obrazkami na forum.
Od razu zaznaczam że fotki robię "jak leci". Aparat niby nowy ale kupując chciałem najpierw kupić coś dobrego. Popatrzyłem na tego klocka i stwierdziłem że ze mnie fotograf jak z drwala szermierz i już oczami wyobraźni widzę siebie jak maszeruję z aparatem i tymi wszystkimi obiektywami pchając na taczce cały ten czemodan ku morzu na sesję zdjęciową.
Spojrzałem w bok a tam na półce leży takie maleństwo. Bidula taka. Przygarnę, pomyślałem... Idealne cacuszko na moje potrzeby. Wielkości telefonu. Od razu załączyłem ustawienia fabryczne żeby nie myśleć po nocach czy ustawiłem dobrze ISO, czas naświetlania i inne pierdoły. Ma skraść chciany obrazek do pamięci i tyle. A ja później będę w podnieceniu oglądał przez całą zimę jak to ciepło było. hehe...
Tak piszę bez sensu ale ja nie haker jak żona i już się boję stawić czoła tej elektronice. Fotka czy nawet podobno trzy są w komputerze tylko gdzie? Otwieram kieszeń z CD-Rom, nie ma... Pod bateriami w myszy też niema... Gdzie są? A na tyle odważny nie jestem żeby żonie o tej porze sen przerywać. Na misję do Afganistanu już wolę jechać.
Dobra, będę próbował wyszukać. A tymczasem miłego dnia Wam życzę i do jutra.
Góra strony


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 06-12-2015

Z czasem dojdziemy do fotek... Były wstawiane już po powrocie do kraju... A na razie z braku kabelka tylko tekst.
--------
Właśnie salatkę zrobiłem. Kurczę, jakość ich wyrobów mnie poraża. Śmietanę 12% kupiłem. Do sałatki się nie nada. Ma konsystencję twarożku. Ale jaka pyszna. Zeżarłem cały pojemnik. Idę chyba jogurt teraz kupię do tej sałatki. Owoce też jak z żurnala tylko że smak mają nie plastikowy a taki normalny.
Chorwacja...
Idziesz sobie rano ulicą a tutaj obcy ludzie z uśmiechem na twarzy mówią ci "dobro utro". Nie pamiętam żebym coś nawywijał wczoraj, pijany też nie byłem bo chyba tylko ze trzy piwa na cały dzień wypiłem więc nie ma powodu żeby pół miasta się ze mnie nabijało. Te uśmiechy na twarzy i dwa słowa "dobre rano" oni po prostu tak od siebie z życzliwości mówią. I jak tu nie kochać Chorwacji?
U mnie na wsi ktoś tam zawsze burknie pod nosem dzień dobry bo zna to nie wypada przemilczeć. Nad Bałtykiem w obcym mieście zelówki zedrzesz chodząc po kurorcie i nikt obcy Ci nie powie dzień dobry czy miłego dnia. Uśmiechem może i rzuci ktoś od czasu do czasu i tyle... Chciałbym żeby u nas było w tym temacie jak w Chorwacji. Aż się miło idzie ulicą.


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 06-12-2015

Disiaj plażing i wieczorem czy może nawet popołudniu powrót.
Dokończę pisanie już po powrocie. Wtedy wrzucę też kilka fotek.
Wycieczek nie planowaliśmy bo plan był tylko plażingowy i trzymamy się raczej planu. Wycieczki robiliśmy sobie poprzednimi razami w Croatii.
Natomiast na plaży przesunęliśmy się daleko, daleko... Tak nie 30 a ze 230 metrów.
Żona robiła za parowóz a ja za wagonik. Patrzę że ciśnie w w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na plażowanie a ja ciągnę się za nią objuczony jak wielbłąd. Gdzie ona tak pędzi? Już myślałem że na Krk nas ciągnie. W końcu znalazła hihihi...
Postaram się jutro dokończyć bo śniadanko zaraz muszę przygotować.
-----
Na czym to ja skończyłem?..
A! Już wiem!
Żona pomyka na plażę jakby trenowała do Wielkiej Pardubickiej. Ona jak champion Orphee des Blins,

ja za nią niczym maruder bo i dżokej ciężki (3 maty, 2 parasole, 2 pary płetw, ręczniki, napoje, książki, krzyżówki, olejki itp...) Plecak dżokeja specjalnie szyty na miarę u krawcowej... Worek ziemniaków czy nawet dwa wchodzą śmialutko...
Zbliżając się do mety prawie krzyczy:
- Zobacz jak luźno, łagodne zejście... Nosz super!!!
Zerkam mrugając oczami żeby krople potu spadły z powiek bo temperatura powietrza z tych letnich a dżokej mnie nie oszczędzał. Chyba tylko siłą chęci życia i przetrwania dotoczyłem się do tej cudownej plaży.
"Championka" już mości sobie legowisko by odpocząć przed następną "gonitwą". Ja padam na maty bez sił... Widać chyba przetrenowany zostałem przed tą gonitwą... Tak, pamiętam że wieczorny trening mógł mnie nieco osłabić...
Dobrze że lustro wody nie odbijało jak zwierciadło bo wyglądałem raczej jak Angela Merkel po przebudzeniu niż jak Di Caprio przygotowany do oscarowej roli.
Na razie leżymy jak kłody bo taka Pardubicka to nie jest "mały pikuś"...
P.S. Dokończę później bo praca mnie czeka a na urlopie się nieco rozleniwiłem...


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 06-12-2015

Już idąc na plażę zastanawiałem się widząc prysznic że CI Chorwaci to tak jak w Polsce są zaradni. Brakło rur to trudno... Prysznic trzeba zrobić to zrobiony. Trudno że metr nad ziemią ale jest... I nawet działa... I nawet za darmo... Nie trzeba wrzucać po 2 kuny za 30 sekund lodowatej wody... Ameryka pełną gębą...
Chorwackie plaże zorganizowane bardzo dla wszystkich...
------
Nie obiecuję ale może mi się uda jutro coś ogarnąć. Teraz jestem w Polsce ale wieczorem grill u znajomych... Więc z niedzielą może być różnie... A w poniedziałek mam dokończyć swoją robotę bo i tak jestem rzadko a i znów kraje EU czekają więc są plany że pójdę ku europie... Tylko nie wiem czy rano czy w południe... A teraz jak jestem w PL to mam tyle spraw do załatwienia że nie wiem jak to ogarnąć... Od poważnych aż po błache typu zawieźć garnitur do krawca bo po ostatnich "baletach" potrzeba im kilku nowych szwów... Mam nadzieję że imprezę zaliczę na miejscu a nie gdzieś w trasie...
--------
Na czym to skończyłem?... A...
Docieramy do tej cudownej plaży. Cały czemodan wylądował na plaży. No luźno tutaj o dziwo, fajna zatoczka. No super...
Rozłożyłem te maty parasolki itp... Tak się rozglądam wokół i coś mi nie pasuje... Mówię do żony że na tej plaży to nam czegoś brakuje...
- Czego Ci znowu brakuje... - odpowiada.
- Psa! Rozejrzyj się wokół! Wszyscy z psami...
I tak to wylądowaliśmy na plaży dla psów...
W sumie to nie jest źle. Lubimy zwierzęta. A luźniutko jest.
Żona do mnie:
- A wiesz że pies to taki jest że w wodzie nie nasika?
- No już kiedyś to mówiłaś. Ale się obawiam że jak pójdziemy do wody to jakiś "Azor" podleci, zadrze nogę i naleje na parasol albo na wodę czy piwo do picia...
- No co ty? Przecież są z właścicielami. Nie pozwolą na to...
- Może i tak...
Żona idzie do wody ja jeszcze na plaży.
Patrzę w morzę i widzę jak teoria żony rozpada się na gruz jak wieżowce WTC...
Ślicznotka labradorka zrobiła przysiad w wodzie... Aha będzie lała... Wskazuje palcem (wiem że to nie ładnie) żonie na akcję... Labradorka zrobiła siku w wodzie, właścicielka siedzi sobie w tej wodzie jakieś 10 cm od miejsca zdarzenia... Noż całkowita symbioza ze zwierzakiem.
Żona jak to zobaczyła to tylko usłyszałem tekst:
- idziemy tam gdzie wczoraj...
I... I znikła... Zanim moje styki poprzenosiły otrzymaną informację do centrum dowodzenia w mózgu to żony już nie widziałem.
Pozbierałem cały majdan i niczym Sherlock Holmes udałem się w poszukiwaniu żony na nowej lokalizacji.


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - mysz - 06-12-2015

Taką relację czyta się lekko i z zaciekawieniem cwaniak


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 07-12-2015

I znalazłem żonkę na plaży nieco zatłoczonej... Psa nie uświadczysz... Miejsca plażowego prawie też... Ale żonka trzyma już dosyć sporą parcelę w swoim posiadaniu i tylko czeka aż dotrę na miejsce...
Pierdutnąłem to wszystko o tą parcelę i rzekłem do żony jak wielbłąd dotarłwszy do oazy:
- najpierw woda...
No i tak zanurzyłem się w wodach Jadranu licząc że Championka ogarnie "plażową stajnię"... Nic mylnego.. Do San Marino bym dopłynął i wrócił a legowisko plażowe by nadal w torbie czekało...
Rozkładam te maty i parasole a żona z wody kontroluje czy aby wszystko jak należy robię.
- I gdzie się patrzysz? Spójrz w najpierw w swój pesel a później na prawo... - powiada...
No ma rację... Ale odruchów nie oszukasz...
Rozbite legowisko, ja mam zakaz patrzenia na prawo, na lewo sam nie chcę patrzeć... Ło Matko... Zostaje Jadran.
Cieszę się morzem jak dziecko w piaskownicy bo to niestety już prawie koniec pobytu w tej o dziwo pięknej miejscowości.
Ja wiem że prawdziwa Chorwacja to od Dubrownika na południe ale na północy też mamy prawdziwą Chorwację tylko że północną (podobnie jak we Włoszech). Każdy rejon kraju ma coś do zaoferowania...
W tych okolicach jestem drugi raz bo mój (tfu, nasz z żonką) pierwszy wyjazd do HR był do pobliskich Selc to nadal chętnie tutaj wrócimy... I tak zapewne będzie...
Uwielbiam kuchnię innych krajów, podejście do turystów itd... Ale właśnie w Chorwacji uwielbiam tą życzliwość do nas i bliskość jeśli chodzi o kwestię logistyczną.
Dzięki życzliwości mieszkańców pokochałem ten kraj, moja żonka również. Chętnie bym tutaj zamieszkał jak przyjdzie czas na emeryturę.

Czas na fotki:
Widok z balkonu na morze:
[Obrazek: 331kkg4.jpg]


RE: Karbonowe podróżowanie - Chorwacja (Crikvenica) - karbon - 07-12-2015

Jadran wczesnym rankiem:
[Obrazek: 2hzrb7r.jpg]