28-03-2020, 13:14
Muzyka uznawana przez wielu za jakąś elitarną, trudną, snobistyczną. Nie przeczę, jazz może być trudny w odbiorze, odpowiada za to przede wszystkim free jazz, który rezygnuje ze skal, z metrum, stosuje wspólną improwizację, atonalność, dodekafonię, ale to tylko niewielki wycinek muzyki określanej mianem jazz.
Tak naprawdę, każdy znajdzie w tej muzyce coś dla siebie. Wszyscy znamy standardy Luisa Armstronga, Glenna Millera, Duke'a Ellingtona (często nawet o tym nie wiedząc), a to przecież jazz w najczystszej postaci!
Mamy jazz grany przez big bandy, dixieland, nowoorleański, smooth, cool, bebop i gwarantuję, że większość tych styli jest lekkostrawna i wcale nie taka trudna w odbiorze.
Oczywiście, jak wszędzie, wciąż trwa dyskusja wśród muzykologów i samych muzyków co jest jazzem, a co już nim nie jest. No bo niby improwizacja, która jest głównym znakiem rozpoznawczym jazzu, występuje też w muzyce klasycznej, w bluesie, w rocku, podobnie z feelingiem, swingiem, synkopą, ragtimem.
Swoją przygodę z muzyką zaczynałem jako zdeklarowany rockman, ale w końcu zacząłem otwierać się na inne gatunki (chociaż wciąż związane z rockiem), usłyszałem Mahavishnu Orchestra, SBB i Weather Report, które łączyły rock z jazzem albo odwrotnie (John McLaughlin, lider Mahavishnu, to gitarzysta jazzowy) i tak zacząłem wsiąkać w nowe dla mnie przestrzenie muzyczne. Zobaczyłem, że w jazzie jest masa poweru, często większego niż u długowłosych muzyków rockowych.
Dlatego wszystkich zachęcam do polubienia się z tą muzyką, bo naprawdę nie ma się czego bać. Obecnie jestem na etapie fascynacji Johnem Coltranem i Ornettem Colemanem i dla mnie jest to piękna muzyka, chociaż nie polecam zaczynać swojej przygody z jazzem od tych wykonawców.
Ludzie, słuchajcie jazzu, bo umknie Wam fantastyczna muzyka. Nie bójcie się jej, bo naprawdę nie ma czego.
Tak naprawdę, każdy znajdzie w tej muzyce coś dla siebie. Wszyscy znamy standardy Luisa Armstronga, Glenna Millera, Duke'a Ellingtona (często nawet o tym nie wiedząc), a to przecież jazz w najczystszej postaci!
Mamy jazz grany przez big bandy, dixieland, nowoorleański, smooth, cool, bebop i gwarantuję, że większość tych styli jest lekkostrawna i wcale nie taka trudna w odbiorze.
Oczywiście, jak wszędzie, wciąż trwa dyskusja wśród muzykologów i samych muzyków co jest jazzem, a co już nim nie jest. No bo niby improwizacja, która jest głównym znakiem rozpoznawczym jazzu, występuje też w muzyce klasycznej, w bluesie, w rocku, podobnie z feelingiem, swingiem, synkopą, ragtimem.
Swoją przygodę z muzyką zaczynałem jako zdeklarowany rockman, ale w końcu zacząłem otwierać się na inne gatunki (chociaż wciąż związane z rockiem), usłyszałem Mahavishnu Orchestra, SBB i Weather Report, które łączyły rock z jazzem albo odwrotnie (John McLaughlin, lider Mahavishnu, to gitarzysta jazzowy) i tak zacząłem wsiąkać w nowe dla mnie przestrzenie muzyczne. Zobaczyłem, że w jazzie jest masa poweru, często większego niż u długowłosych muzyków rockowych.
Dlatego wszystkich zachęcam do polubienia się z tą muzyką, bo naprawdę nie ma się czego bać. Obecnie jestem na etapie fascynacji Johnem Coltranem i Ornettem Colemanem i dla mnie jest to piękna muzyka, chociaż nie polecam zaczynać swojej przygody z jazzem od tych wykonawców.
Ludzie, słuchajcie jazzu, bo umknie Wam fantastyczna muzyka. Nie bójcie się jej, bo naprawdę nie ma czego.





Próbowałam w życiu wiele razy ale jednak nie potrafię, po prostu pewnie to nie mój typ