Ocena wątku:
  • 13 głosów - średnia: 3.08
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Diagnoza medyczna a szczerość
#1

W zasadzie powinno to być w dziale Humanitarne,ale już nie wiem.

Jak tu zacząć...?
Czterdzieści lat temu wstecz lekarz stwierdziwszy chorobę nieuleczalną odwiedzając pacjenta wrzeszczał od progu:
Cudownie!Nabierasz sił i wyglądasz sto razy lepiej od ostatniej mojej wizyty!
_..._
Ostatnio Mój znajomy zaczął kasłać i poszedł na rentgena klatki.
Lekarka rzuciwszy okiem na zdjęcie wrzasnęła
Toż to nowotwór zaawansowany.
Badania potwierdziły diagnozę.

Chcesz pan chemię?Ale zaznaczam,że męczarnie będą okropne.I tu nastąpił wykład wszelkich niedogodności związanych z bezskutecznymi próbami leczenia nowotworów.

O co mi chodzi...
Przysięga Hipokratesa zobowiązuje nie szkodzić chorym.
Pomijam fakt,że od czasu odzyskania wolności byłem zmuszony do coroczntch prześwietleń.
Teraz nikt się nie przejmuje czyimiś płucami.Wrzucane co miesiac pieniądze na te fundusze zdrowotne idzie lepiej zutylizować.

Ciekawi mnie, czy Waszym zdaniem w nieuleczalnych przypadkach jesteście za prawdą czy kłamstwem?
Lepiej chorego budować dając nadzieję,czy oszczędzić mu cierpień?

(ponoć śmierć idzie wyczuć zdaleka)

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.

Odpowiedz
#2

Ogólnie są różni ludzie i jedni wolą z góry wiedzieć z czym przyjdzie im walczyć ale są też tacy, co wolą
do końca żyć w nieświadomości.
Obowiązkiem lekarza, jest poinformowanie pacjenta o stanie zdrowia bez względu na to, jaka to choroba.
Opisany przez Ciebie przypadek wskazuje na wywiązanie się z obowiązku lekarskiego.

Trzeba się zastanowić nad czymś innym, co by dało zatajenie takich informacji.
Być może pacjent, miałby pretensje, że nie dowiedział się na czas, gdzie była alternatywa wyleczenia.
Być może oskarżyłby lekarza o to, że nic nie powiedział a jemu teraz zostało mało czasu aby pozałatwiać
swoje sprawy.

Jak by nie było, osobiście wolałabym wiedzieć na czym stoję.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#3

Po diagnozie życie się niestety zmienia.
Moim zdaniem lepiej jednak wiedzieć z czym mamy do czynienia niż żyć w nieświadomości.
Postępy w leczeniu nowotworów trochę nabrały tempa po wielu latach bezradności. Szanse teraz na wyleczenie lub zaleczenie są większe niż lata temu i warto z nich skorzystać. Dlatego lekarze powinni informować i leczyć...

[Obrazek: q2WwWkr.gif]
Odpowiedz
#4

Cuda podobno się zdarzają, jednak wolałabym wiedzieć.
W kwestii informowania o śmiertelnej chorobie, lekarz powinien zorientować się z jakim pacjentem ma styczność i w odpowiedni sposób przekazać diagnozę.

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz
#5

Na ustach głupich jest ich serce,
w sercu mądrych są ich usta.
 (Syr 21;26) .

Mówić nie mówić? Dzisiaj lekarze w bawełnę nie owijają. Wiem. Czy mówić bliskiemu?  Zadam pytanie, czy jest gotowy nasz bliski,
aby zmierzyć się z prawdziwą odpowiedzią? Zaspakajamy ciekawość- mówimy, a nasz bliski nie jest gotowy by tą wiadomość przyjąć,
co wtedy? Ciekawość bywa pierwszym stopniem do piekła- wewnętrznego bólu i lęku.
"Dobrze będzie, wyzdrowiejesz"- gdy wiemy, że tak nie będzie?
Kohelet: " jest czas mówienia i czas milczenia". Jak go odróżnić, jaka granica jest?  Nie wiem.
Ale wiem, że milczenie zawsze można przerwać, nie da się cofnąć wypowiedzianych słów.
Mówimy- prawdę powiedziałam, a jaka ta granica jest między powiedzeniem to, co ślina i emocje na język przyniosły.
Słowa wypowiedziane, czy ubogacą, a może zranią, zniszczą.

My Mamie nie powiedzieliśmy,  nie mówiliśmy nic, nie wiem czy dobrze, ale byliśmy obok, zawsze.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości