U moich 50- lecie było

Ale jednak, jestem za tym aby nie mieszkali razem.
Czy ślub czy nie, to dla mnie nie ma znaczenia ale mieszkanie razem w czasie tzw. chodzenia, nie
jest dobrym rozwiązaniem. Tacy nastolatkowie(bo tacy przeważnie "chodzą" z sobą i takich mam
na myśli) bardziej wtedy przeżywają rozstanie a wiadomo, że mało kiedy ta pierwsza miłość przetrwa
aż do końca życia. Owszem, zdarza się tak i jest to piękne ale to wyjątki.
I kwestia tego, że jak się kochają, to czy ze ślubem czy nie, to i tak będą razem... tu deczko bym
polemizowała na swoim przykładzie.
Owszem, byłam razem z tym, z którym chciałam być, mimo sprzeciwów rodziców(O ironio! Nie byli za wepchaniem
mnie w objęcia męża) ale to ja postawiłam na swoim i co mi to dało? Dało to, że zrozumiałam, iż rodzice
chcieli dla mnie dobrze. Teraz z innej beczki, że może jak bym z nim pomieszkała wcześniej, to sama poszłabym
po rozum do głowy a nie zapatrzona byłam jak w obrazek, zaciemniając rzeczywistość, niedostrzeganie jej.
A ja widziałam Go takim, jakim chciałam widzieć i nie docierały do mnie żadne kontrargumenty.
Ale wyszło, że i tak się rozstaliśmy. Ciężko więc jest powiedzieć co jest słuszne co do zamieszkania razem przed
ślubem, bo różni bywają ludzie i od tego chyba, byłoby trzeba zacząć.
"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"