Ocena wątku:
  • 21 głosów - średnia: 2.86
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Zwierzę czy człowiek?
#1

Tak, często są prowadzone dyskusje na temat ludzi. Porównywanie ich do zwierząt a potem ktoś obstaje się, że zwierzę jest o wiele lepsze niż człowiek, itd.
Spotykamy się z sytuacjami, gdzie ludzie szybciej pomogliby zwierzęciu, niż człowiekowi... lub odwrotnie.
Moim skromnym zdaniem, to nie ma znaczenia bo skąd możemy wiedzieć czy pies nie mówi do drugiego psa: Jesz jak żółty człowiek, lub zachowujesz się jak murzyn... masz rozum jak biały człek...
Do czego zmierzam. Otóż, gdy tak głębiej się nad tym zastanowiłam to uważam, że nie ma znaczenia czy to zwierzę czy człowiek, obydwa są odrębnymi gatunkami i mają różne cechy charakteru, zachowania, obyczaje(pies zakopuje kość na czarną godzinę, człowiek nie wysypie soli bo kilka lat nieszczęścia... czy coś w tym stylu), czyli działamy instynktownie ale i poglądowo... no pies może bardziej samo zachowawczo ale człowiek też. Pies odda życie za człowieka i człowiek odda życie za psa. Posłużyłam się przykładem psa bo ten gatunek jest mi najbliższy ale ptaki, gady i inne stworzenia, także mają swoje zachowania. Jaskółki wiedzą gdzie wybudować gniazdo aby były bezpieczne, bocian leci na łąkę bo tam dostanie najwięcej żab. Kot chodzi swoimi drogami? Nie, kot poluje a wtedy potrzebuje ciszy i koncentracji.

Przykładów możemy mnożyć ale zadam Wam pytanie. Co jest dla Was ważniejsze, dla kogo poświęcisz więcej uwagi? Dla zwierzaka czy dla człowieka?

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#2

W moim przypadku więcej czasu poświęcałem ludziom bliskim z którymi żyłem wspólnie , miałem psa i poświęcałem mu oczywiście jakiś czas lecz nigdy więcej jak ludziom , poza tym traktowałem owe zwierzę z godności i szacunkiem gdyż każda istota zasługuje na to tym bardziej ze je wziąłem (kupiłem)pod swoja opiekę.

Ślady na piasku przeminą,
ślady na sercu pozostaną.
Odpowiedz
#3

Nie ma czegoś takiego dla mnie jak więcej uwagi dla człowieka czy zwierzęcia..może dlatego, że pracuję z ludźmi, którzy właśnie potrzebują mojej opieki..jednak traktuje równo, zwierzęta na równi z człowiekiem..choć może nie do końca, ale nie przejdę obojętnie ani nad człowiekiem ani nad zwierzęciem, nie ważne czy to pies czy koń..konie kocham tak jak psy..

Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać..

[Obrazek: 29upzx4.gif]
Odpowiedz
#4

Z mojej strony wygląda to inaczej. Kocham ludzi i zawsze pomogę gdy tylko dam radę ale psom oddałabym życie, czego nie mogę powiedzieć w stosunku do ludzi. Być może dlatego, że na przykład psy są niczemu niewinne a ludzie nad nimi się pastwią a one nigdy nie są niczemu winne i jak na ironię, są zdolne oddać życie za człowieka. Pieskowi każdemu zaufam, człowiekowi nie potrafię.
Zawsze trzymam na dystans z powodu tego, jacy są ludzie.

Nie przeczę, są i dobrzy ludzie ale ich zamiarów nigdy nie poznamy do końca.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#5

Człowiek nie należy do ssaków naczelnych!!

[Obrazek: j5j3nmvr.jpg]

Według Lloyda Pye’a Homo sapiens nie należy do naczelnych !

„W przeciwieństwie do naczelnych u ludzi nie ma starych linii mitochondrialnych, a zatem u ludzi musiało wydarzyć się coś tajemniczego”- Ch.Stringer, R.Mckie „Afrykański exodus. Pochodzenie człowieka współczesnego”1999, str. 166.

Czyli nawet DNA mitochondrialne Homo sapiens jest inne, a nie powinno.

Mitochondria są to bowiem malutkie kuliste centra energetyczne wewnątrz komórki ludzi i zwierząt, posiadające w swoim wnętrzu własne, odrębne DNA.
Każde dziecko otrzymuje mitochondria od swojej matki bez żadnych zmian.
Zatem w pokoleniowych liniach żeńskich mitochondria powinny być ciągle niemal identyczne, nawet przez tysiące lat, a nawet miliony lat.
Kto więc wymienił mitochondria u ludzi na inne?.
Powinny być przecież takie same co u małp?

A może mieliśmy po prostu jakąś inną, „obcą” Pramatkę nie należącą do naczelnych?

Może mitochondria mamy o od Niej ?


Co ciekawe, teksty pochodzące z najstarszej znanej nam cywilizacji starożytnego Sumeru, zdają się w pełni potwierdzać tezy Amerykanina.

Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
Odpowiedz
#6

Bardzo podoba mi się takie podejście jakie Krzysiu przedstawiłeś :buzki:
Takie też jest moje zdanie, że jesteśmy całkowicie odrębnymi gatunkami i wręcz irytuje mnie, gdy ktoś twierdzi, że człowiek to zwierzę. :lol:

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#7

Tak właśnie mogło być..

Pierwsze istoty ludzkie

W roku 2014 n.e. upłynęło 993.499 lat od narodzin pierwszych dwóch istot ludzkich.

Te dwie wyjątkowe istoty były prawdziwymi ludźmi. Posiadały zupełnie ludzkie kciuki, tak jak wiele ich przodków a jednocześnie miały dokładnie takie same stopy, jak współczesny gatunek ludzki. Byli piechurami i biegaczami, nie wspinaczami; chwytna funkcja wielkiego palca u nogi zanikła i to zanikła zupełnie. Kiedy niebezpieczeństwo zmuszało ich do ucieczki na wierzchołki drzew, wspinali się tak, jak się wspinają ludzie współcześni. Wspinali się po pniu drzewa podobnie jak niedźwiedź, a nie jak szympans czy goryl, huśtając się na gałęziach.

Pierwsze istoty ludzkie (i ich potomkowie) osiągały pełną dojrzałość w wieku lat dwunastu, a potencjalny czas trwania ich życia wynosił około siedemdziesiąt pięć lat.

Wiele nowych uczuć wcześnie pojawiło się u tych ludzkich bliźniaków. Potrafili zachwycać się zarówno przedmiotami jak i innymi istotami oraz wykazywali znaczną próżność. Największy jednak postęp w ich rozwoju emocjonalnym stanowiło nagłe pojawienie się nowej grupy uczuć, prawdziwie ludzkich — grupy czci — obejmującej grozę, szacunek, pokorę a nawet prymitywną formę wdzięczności. Strach, w połączeniu z nieznajomością zjawisk natury, zrodził wkrótce prymitywną religię.

Nie tylko takie ludzkie uczucia przejawiali ci prymitywni ludzie, ale posiadali również wiele wyższych uczuć, w prostej formie. Znali częściowo litość, wstyd i wyrzuty sumienia i byli wyjątkowo dobrze obeznani z miłością, nienawiścią i zemstą, a ulegali również silnym uczuciom zazdrości.

Dwoje pierwszych ludzi — bliźniaki — stanowiło wielkie utrapienie dla ich rodziców, naczelnych. Byli tak ciekawscy i ryzykanccy, że wielokrotnie śmierć zaglądała im w oczy w różnych okolicznościach, zanim skończyli osiem lat. Zanim skończyli dwanaście lat byli raczej dość mocno pokryci bliznami.

Bardzo wcześnie nauczyli się porozumiewać przy pomocy słów a przed dziesiątym rokiem życia wypracowali udoskonalony język znaków i słów, obejmujący prawie pół setki pojęć i znacznie usprawnili oraz poszerzyli proste metody porozumiewania się swych przodków. Próbując jednak tak usilnie jak tylko mogli, zdołali nauczyć swoich rodziców zaledwie kilku swoich nowych znaków i symboli.

Kiedy mieli prawie dziewięć lat, jednego pogodnego dnia poszli w dół rzeki i tam odbyli ważną naradę. Wszystkie niebiańskie istoty inteligentne przebywające na Urantii, ze mną włącznie, przysłuchiwały się rozważaniom tej południowej schadzki. Tego, pamiętnego dnia, bliźniaki dogadały się, żeby żyć razem i dla siebie a było to pierwsze z serii takich porozumień, które w końcu osiągnęły kulminację w decyzji ucieczki od swoich niższych, zwierzęcych towarzyszy i pójścia na północ, niewiele przypuszczając, że tym samym zakładają gatunek ludzki.

Podczas gdy wszystkich nas bardzo interesowało, co planuje tych dwoje małych dzikusów, nie mieliśmy możliwości kontrolowania pracy ich umysłów; nie wpływaliśmy — nie mogliśmy arbitralnie wpływać — na ich decyzje. Jednak w ramach dopuszczalnych limitów naszej planetarnej działalności, my, Nosiciele Życia, współpracowaliśmy z naszymi towarzyszami, aby wyprowadzić ludzkie bliźniaki na północ, z dala od ich ludu, owłosionego i żyjącego po części na drzewach. I tak w wyniku własnego, inteligentnego wyboru, bliźnięta migrowały, a dzięki naszemu nadzorowi migrowały na północ, do odosobnionego rejonu, gdzie uniknęły możliwości degradacji biologicznej poprzez zmieszanie się ze swymi podrzędnymi krewnymi z plemienia naczelnych.

Na krótko przed odejściem z rodzinnych lasów, bliźniaki straciły matkę, w wyniku ataku gibbonów. Podczas gdy nie posiadała ona inteligencji bliźniaków, miała wartościowe, wyższego rodzaju uczucie ssaków dla swego potomstwa i nieustraszenie poświęciła swe życie, próbując ratować wspaniałą parę. Jej ofiara nie poszła na marne, gdyż powstrzymywała wroga, aż przybył ojciec z posiłkami i rozgromił napastników.

Po tym, jak młoda para opuściła swych towarzyszy, żeby założyć gatunek ludzki, ich ojciec z gatunku naczelnych pozostawał niepocieszony — miał złamane serce. Nie chciał jeść, nawet, kiedy pozostałe jego dzieci przynosiły mu pożywienie. Utracił swe wspaniałe potomstwo, życie wśród jego zwykłych współbraci wydawało mu się bezwartościowe; poszedł więc w las, został otoczony przez wrogie gibony i pobity na śmierć.

Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
Odpowiedz
#8

No w tym tekście jest kilka rzeczy o których można polemizować i tak na wstępie...
Cytat: 993.499 lat


Skąd oni biorą takie liczby skoro ziemia nie jest starsza niż 10 tyś. lat?

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#9

(01-09-2014, 13:42 )hogan napisał(a):  No w tym tekście jest kilka rzeczy o których można polemizować i tak na wstępie...
Cytat: 993.499 lat


Skąd oni biorą takie liczby skoro ziemia nie jest starsza niż 10 tyś. lat?

Nie powiem, że z sufitu, ponieważ sufitu żadnego wówczas nie było...

Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.
Odpowiedz
#10

Tak czy siak, Twoja odpowiedź jest bardziej prawdopodobna od ich odpowiedzi :lol:

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości