10-06-2017, 8:26
To, że papier toaletowy sam się odwija w tempie jakby ktoś na raz rozciągnął całą rolkę, przyzwyczaiłam się
To, że słyszę szepty, lejącą się wodę w wannie i po sprawdzeniu, faktycznie jest zawsze trochę wody na dnie, przyzwyczaiłam się.
To, że coś puka, stuka, szepcze czy chodzi, też się przyzwyczaiłam ale reszta to już przegięcie.
Staram się o takich rzeczach nigdy nie pisać ale z drugiej strony, co mi zależy i postanowiłam, że podzielę się tym z Wami.
Sprawa tyczy się duchów, przynajmniej tak myślę... chyba nie zwariowałam...
Od dawna, w różnych miejscach, miałam do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi ale wmawiam sobie, że coś mi się
wydaje. Jednakże, na chwilę obecną, nie mam na to już żadnego innego usprawiedliwienia, jak styczność ze światem duchów.
Jedno wiem na pewno, nie ma dobrych duchów, bo to zawsze jest świat demonów, gdyż zmarli nie są niczego świadomi
i nie uczestniczą w świecie żywych, tyle wiem z Biblii. Tylko, że wielu ludzi, widzi, słyszy rzeczy, których nie można zaliczyć
do świata żywych. W takich okolicznościach, jak ktoś ma z tym styczność, jest świadomy, że coś jest nie tak.
Nawet duchy zmarłych, to demony przybierające postać naszych zmarłych bliskich, po to aby ludzi ogłupić i aby
uwierzyli w to, że duchy żyją. Nie dajmy się zwieźć i gońmy złe moce, nawet jak wydają się nam jak najbardziej pokojowe, bo
jak raz im pozwolimy lub zaakceptujemy, że to był na przykład duch naszej babci, to już nigdy do wielu pokoleń, nie
zaznamy spokoju a demony są bardzo podstępne i zrobią wszystko abyśmy w nie uwierzyli, zaufali aby potem mogły
zaatakować z większą siłą.
Na nowym mieszkaniu, to co zauważyłam, wmawiałam sobie, że coś mi się wydaje, że może jestem zmęczona i mam
halucynacje i takie tam... ale po wpisie, jaki dziś przeczytałam, co napisał Bonaparte, postanowiłam założyć o tym temat.
Pewnego razu, myłam podłogę, Heron w tym czasie, obowiązkowo leży na moim łóżku aż podłoga nie wyschnie.
Jak już podłoga częściowo przeschła, poszłam delikatnie aby nie narobić śladów, do pozostałych pokoi, kuchni, itd., aby
sprawdzić, w jakim stanie są podłogi, czy może trzeba gdzieś poprawić lub też aby zobaczyć, czy w miarę dobrze wyschło, żebym
mogła pozwolić Heronowi już zejść z łóżka.
Pod wpływem światła, jakie padało z okna, ku memu zdziwieniu, w najmniejszym pokoju, na samym środku, zobaczyłam
ślady maleńkich bosych stóp. Tak jakby małe dziecko bawiło się dreptało po podłodze. W nocy , jak zazwyczaj byłam już
w łóżku, słyszałam jakby pochlipywanie dziecka. I może pomyślicie, że zdurniałam ale wstałam, poszłam do kuchni i położyłam
na stole cukierki i na głos powiedziałam: Jak chcesz, to sobie weź ale już nie płacz... no ktoś z boku by popatrzył, to by
pomyślał, że na psychiatryk się nadaję ale ja już nie miałam na to siły i zwyczajnie drażniło mnie to, tym bardziej, zdając sobie
sprawę, że to nie jest nic dobrego ale też nie należę do tych co się poddają lub dadzą się zastraszyć. Tym, co zrobiłam, pokazałam
demonom, że się ich nie boję. Płacz ustał a ślady stóp mocno jeszcze raz zmyłam mopem i jestem pewna, że nic po tych śladach
nie zostało. Nie zostało... do następnego dnia popołudniu... znów w tym samym miejscu, była "wydreptana" podłoga.
Czasem czuję, jak coś delikatnie dotyka mojej twarzy czy ręki, nawet w dzień i niekoniecznie jak jestem w łóżku.
Widzę, że ten demon próbuje wziąć mnie na litość ale jakie było moje zdziwienie, gdy po podpytaniu się znajomej, z którą
się tu, jakby zaprzyjaźniłam, że wcześniejszym właścicielom(nie tym, po których ja kupiłam mieszkanie ale po jeszcze wcześniejszych),
zmarło 3 letnie dziecko, chłopczyk a znaki jakie ja odbierałam, wskazywały właśnie na małego chłopca. To mnie tylko przekonuje, jak
chytre są demony i zdaję sobie sprawę z tego, że po opisaniu tego wszystkiego, zacznie się dziać jeszcze gorzej, bo tym postem, rozwścieczę
demony. To nic, poradzę sobie z nimi, tylko jedna rzecz mnie wkurza, że wykańcza mnie to emocjonalnie, jakoś tak wyczerpuje pod tym
względem, że mam tego dość.
Takich różnych rzeczy, dzieje się tu sporo... choćby to, że w kuchni, raz jest światło a raz nie ma a cały czas jest ta sama żarówka.
Dokręciłam ją, zmyślą, że może coś nie łączy ale jak to zrobiłam i może nieładnie pisać o tym ale jak akurat byłam w ubikacji i będąc
sama w domu, nie domknęłam drzwi, bo jak domykam, to Heron piszczy, bo chce do mnie a więc nie domykam i co zobaczyłam?
Tak jakby ktoś bawił się światłem, z minutę zapalało się i gasło a jestem pewna, że nacisnęłam na wyłączenie, nawet jeszcze sprawdziłam
gdy wyszłam z ubikacji.
Myślę, że takie sytuacje, wkurzają mnie dlatego, że miałam w tamtym roku włamanie(2016- styczeń, w Gdyni) i teraz, jak coś się takiego
dzieje, to mam stracha czy znowu może ktoś się włamuje. O duchach to jest nawet takie powiedzenie, że umarłych nie ma co
się bać, bardziej bać się trzeba żywych.
Czy też macie/ mieliście takie przeżycia?
Autor- hogan z faktów z własnego życia.
To, że słyszę szepty, lejącą się wodę w wannie i po sprawdzeniu, faktycznie jest zawsze trochę wody na dnie, przyzwyczaiłam się.
To, że coś puka, stuka, szepcze czy chodzi, też się przyzwyczaiłam ale reszta to już przegięcie.
Staram się o takich rzeczach nigdy nie pisać ale z drugiej strony, co mi zależy i postanowiłam, że podzielę się tym z Wami.
Sprawa tyczy się duchów, przynajmniej tak myślę... chyba nie zwariowałam...
Od dawna, w różnych miejscach, miałam do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi ale wmawiam sobie, że coś mi się
wydaje. Jednakże, na chwilę obecną, nie mam na to już żadnego innego usprawiedliwienia, jak styczność ze światem duchów.
Jedno wiem na pewno, nie ma dobrych duchów, bo to zawsze jest świat demonów, gdyż zmarli nie są niczego świadomi
i nie uczestniczą w świecie żywych, tyle wiem z Biblii. Tylko, że wielu ludzi, widzi, słyszy rzeczy, których nie można zaliczyć
do świata żywych. W takich okolicznościach, jak ktoś ma z tym styczność, jest świadomy, że coś jest nie tak.
Nawet duchy zmarłych, to demony przybierające postać naszych zmarłych bliskich, po to aby ludzi ogłupić i aby
uwierzyli w to, że duchy żyją. Nie dajmy się zwieźć i gońmy złe moce, nawet jak wydają się nam jak najbardziej pokojowe, bo
jak raz im pozwolimy lub zaakceptujemy, że to był na przykład duch naszej babci, to już nigdy do wielu pokoleń, nie
zaznamy spokoju a demony są bardzo podstępne i zrobią wszystko abyśmy w nie uwierzyli, zaufali aby potem mogły
zaatakować z większą siłą.
Na nowym mieszkaniu, to co zauważyłam, wmawiałam sobie, że coś mi się wydaje, że może jestem zmęczona i mam
halucynacje i takie tam... ale po wpisie, jaki dziś przeczytałam, co napisał Bonaparte, postanowiłam założyć o tym temat.
Pewnego razu, myłam podłogę, Heron w tym czasie, obowiązkowo leży na moim łóżku aż podłoga nie wyschnie.
Jak już podłoga częściowo przeschła, poszłam delikatnie aby nie narobić śladów, do pozostałych pokoi, kuchni, itd., aby
sprawdzić, w jakim stanie są podłogi, czy może trzeba gdzieś poprawić lub też aby zobaczyć, czy w miarę dobrze wyschło, żebym
mogła pozwolić Heronowi już zejść z łóżka.
Pod wpływem światła, jakie padało z okna, ku memu zdziwieniu, w najmniejszym pokoju, na samym środku, zobaczyłam
ślady maleńkich bosych stóp. Tak jakby małe dziecko bawiło się dreptało po podłodze. W nocy , jak zazwyczaj byłam już
w łóżku, słyszałam jakby pochlipywanie dziecka. I może pomyślicie, że zdurniałam ale wstałam, poszłam do kuchni i położyłam
na stole cukierki i na głos powiedziałam: Jak chcesz, to sobie weź ale już nie płacz... no ktoś z boku by popatrzył, to by
pomyślał, że na psychiatryk się nadaję ale ja już nie miałam na to siły i zwyczajnie drażniło mnie to, tym bardziej, zdając sobie
sprawę, że to nie jest nic dobrego ale też nie należę do tych co się poddają lub dadzą się zastraszyć. Tym, co zrobiłam, pokazałam
demonom, że się ich nie boję. Płacz ustał a ślady stóp mocno jeszcze raz zmyłam mopem i jestem pewna, że nic po tych śladach
nie zostało. Nie zostało... do następnego dnia popołudniu... znów w tym samym miejscu, była "wydreptana" podłoga.
Czasem czuję, jak coś delikatnie dotyka mojej twarzy czy ręki, nawet w dzień i niekoniecznie jak jestem w łóżku.
Widzę, że ten demon próbuje wziąć mnie na litość ale jakie było moje zdziwienie, gdy po podpytaniu się znajomej, z którą
się tu, jakby zaprzyjaźniłam, że wcześniejszym właścicielom(nie tym, po których ja kupiłam mieszkanie ale po jeszcze wcześniejszych),
zmarło 3 letnie dziecko, chłopczyk a znaki jakie ja odbierałam, wskazywały właśnie na małego chłopca. To mnie tylko przekonuje, jak
chytre są demony i zdaję sobie sprawę z tego, że po opisaniu tego wszystkiego, zacznie się dziać jeszcze gorzej, bo tym postem, rozwścieczę
demony. To nic, poradzę sobie z nimi, tylko jedna rzecz mnie wkurza, że wykańcza mnie to emocjonalnie, jakoś tak wyczerpuje pod tym
względem, że mam tego dość.
Takich różnych rzeczy, dzieje się tu sporo... choćby to, że w kuchni, raz jest światło a raz nie ma a cały czas jest ta sama żarówka.
Dokręciłam ją, zmyślą, że może coś nie łączy ale jak to zrobiłam i może nieładnie pisać o tym ale jak akurat byłam w ubikacji i będąc
sama w domu, nie domknęłam drzwi, bo jak domykam, to Heron piszczy, bo chce do mnie a więc nie domykam i co zobaczyłam?
Tak jakby ktoś bawił się światłem, z minutę zapalało się i gasło a jestem pewna, że nacisnęłam na wyłączenie, nawet jeszcze sprawdziłam
gdy wyszłam z ubikacji.
Myślę, że takie sytuacje, wkurzają mnie dlatego, że miałam w tamtym roku włamanie(2016- styczeń, w Gdyni) i teraz, jak coś się takiego
dzieje, to mam stracha czy znowu może ktoś się włamuje. O duchach to jest nawet takie powiedzenie, że umarłych nie ma co
się bać, bardziej bać się trzeba żywych.
Czy też macie/ mieliście takie przeżycia?

Autor- hogan z faktów z własnego życia.






